Alexander Mercouris: Nowa osoba na stanowisku doradcy ds. bezpieczeństwa USA. Kim jest generał H.R McMaster?

Ostatnią ogłoszoną przez siebie nominacją, prezydent USA Donald Trump, po raz kolejny znacznie wzmocnił wojskowy obraz Narodowej Rady Bezpieczeństwa, powołując na stanowisko doradcy ds. bezpieczeństwa, generała H.R McMastera, który zastąpił tym samym odsuniętego ostatnio od obowiązków na fali „skandalu” (z Rosjanami w tle) generała Michaela Flynna. Zanim przejdziemy do opisu jego osoby, warto podkreślić, że nie był on od początku numerem jeden, przymierzanym na objęcie tego stanowiska.

Wcześniej, Trump z tą samą ofertą zwrócił się do Admirała Boba Haywarda, który jednak odrzucił prezydencką propozycje. Przeciwnicy prezydenta, spekulowali na ten temat, mówiąc że za odmową admirała stał fakt dotyczący tego, że Hayward nie chciał by jego nazwisko wiązano z”dysfunkcyjną” administracją w Białym Domu. Uważam, że jednak bardziej prawdopodobne jest to, że Hayward chciał wejść do Białego Domu razem ze specjalnie dobranym przez siebie samego zespołem doradców, którzy razem z nim zajęliby inne, kluczowe stanowiska. Na to z kolei, co naturalne, nie mógł się zgodzić Trump i jego współpracownicy.

Mimo tego zanim w końcu wybrano Haywarda, Trump musiał prawdopodobnie zmierzyć się z jeszcze jedną kandydaturą na to stanowisko. Według nieoficjalnych informacji, chodziło popieranego przez republikańskich senatorów, cywilnego neokonserwatystę, Johna Boltona, znanego i bardzo cenionego w całym środowisku. To wszystko pokazuje pewien wzór działania Donalda Trumpa, który odrzuca znane nazwiska ze sfer dyplomatycznych (John Bolton, David Petraeus, Eliott Abrams), przychylając się do wyboru na kluczowe stanowiska ludzi którzy nigdy wcześniej dotąd ich nie obejmowali (Tillerson, Mattis, Flynn, Kellog czy tak jak teraz McMaster).

W dość jasny sposób, pokazuje to, jak wielką nieufnością darzy Trump zdominowany przez neokonserwatystów aparat polityki zagranicznej i obronnej USA. Widać tu jego wiarę w to, co może się jeszcze okazać mocno chybione, że jeśli wprowadzi on do polityki nowych ludzi, to będą oni bardziej od niego uzależnieni i podatni na jego sposób myślenia. Jeśli przypatrzymy się bliżej wybieranym przez Trumpa wojskowym, zauważmy jeszcze jedną, dość ważną prawidłowość. Żaden z nich -Mattis, Flynn, McMaster, Kellog- nie zawdzięcza posiadanego przez siebie stopnia służbie w ramach struktur NATO, cała czwórka zdobyła swoje doświadczenie w wojnach prowadzonych przez Amerykę na Bliskim Wschodzie. Wniosek? Takie podejście odpowiada priorytetom Trumpa w polityce zagranicznej- resecie w relacjach z Rosja i twardszemu kursowi wobec sojuszników z NATO i zwróceniu się w stronę problemów związanych z Bliskim Wschodem i walką z terroryzmem.

Co przekonało Trumpa do McMastera? Może to, że McMaster jest znany z mówienia wprost nawet najcięższych i najbardziej niepopularnych rzeczy oraz zdolności do podejmowania ryzyka. Jego książka z 1997 roku, pod mocnym tytułem Zaniedbanie Obowiązków  w czytelny sposób oskarżała przyjętą strategię wojny w Wietnamie. Była ona szeroko komentowana i bardzo popularna wśród wojskowych. Wtedy McMaster dorobił się też wysoko postawionych krytyków, którzy jak tylko mogli starali się opóźniać i sabotować jego nominacje na stopień Generała Brygady. Jest on jednak przede wszystkim bardzo ceniony amerykańskim ekspertem do spraw związanych z Bliskim Wschodem i problematyką terroryzmu. Swoją wiedzę szlifował w praktyce, zdobywając doświadczenie w wojnach prowadzonych przez Amerykanów w tym rejonie […].

Kolejne stanowiska, w amerykańskim aparacie odpowiadającym za politykę zagraniczną i obronną, są sukcesywnie obsadzane przez Donalda Trumpa. Wybiera on ludzi, którzy nawiązują do jego sposobu myślenia i posiadają te same pomysły i postulaty co on. Może w końcu ujrzymy jakąś spójną politykę zagraniczną w wykonaniu USA? Czas pokaże.

Komentarz: 

Przypomnijmy, generał Michael Flynn, mocno konserwatywny wojskowy, opisywany w arabskich mediach jako turecki lobbysta i jednocześnie gorący zwolennik antyterrorystycznej krucjaty (paradoks?) od początku był przewidywany przez Donalda Trumpa jako pewniak na stanowisko doradcy do spraw bezpieczeństwa narodowego. Po wygranej Trumpa, Flynn oczywiście to stanowisko objął, lecz nie na długo. Został odwołany w wyniku dość sporego skandalu politycznego z rosyjskim ambasadorem w tle. Stanowisko pozostało wolne, a Trump nie przestał być delikatnie mówiąc bezradny, na polu polityki międzynarodowej. Dlatego nie powinniśmy się dziwić, że światowe media z taką uwagą przyglądały się temu kto zastąpi Flynna, ponieważ na tej podstawie można wyrokować jaki kształt przyjmie polityka zagraniczna USA.

Teraz wszystko jasne i mamy przed sobą postać generała H.R McMastera. W sporym uproszczeniu można powiedzieć, że od swojego poprzednika wiele się on nie różni, to nadal człowiek Trumpa, choć posiadający może bardziej szerokie spojrzenie od Flynna. Czy przyjdzie jednak w ślad za nim jakakolwiek pozytywna zmiana? Nie nam oceniać, nie przy tak krótkim czasie. Jednak patrząc na to, że senator John McCain, człowiek który jest esencją tego co najgorsze w amerykańskim neokonserwatyzmie, poparł nominacje Trumpa, wypowiadając się o McMasterze w samych superlatywach, to każdy rozsądny człowiek, będzie miał prawo posiadać w tym temacie dość spore wątpliwości. 

Źródło: The Duran

Tytuł i komentarz: Redakcja 3droga.pl

Powyższe tłumaczenie jest własnością portalu 3droga.pl. Kopiowanie go i modyfikowanie bez zgody Redakcji jest zabronione. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.