Dawid Kaczmarek: Putin na obchodach Dnia Zwycięstwa czyli Imperium kontratakuje?

II Wojnę Światową w Europie zakończyła bezwarunkowa kapitulacja Wermachtu, która weszła w życie 8 maja 1945 roku. Dzień wcześniej, w nocy o godzinie 2:41 Niemcy, w jednym ze szkolnych budynków – kwaterze głównej Alianckich Sił Ekspedycyjnych generała Eisenhowera w Reims we Francji – skapitulowali przed przedstawicielami armii Stanów Zjednoczonych i Wspólnoty Brytyjskiej oraz Armii Czerwonej. Akt ten na kategoryczne żądanie Stalina (było to już późnym wieczorem, według czasu moskiewskiego 9 maja) powtórzono także w kwaterze marszałka Żukowa. To dlatego, Rosjanie świętują zakończenie II Wojny Światowej (tak zwany Dzień Zwycięstwa) 9 maja, a nie 8 jak w reszcie krajów Europy i świata. To wtedy mają miejsce co roku uroczyste parady wojskowe, na których prezentowane są najnowsze jednostki wojskowe armii rosyjskiej, a ich jedyny cel, jak zgodnie przyznają analitycy tego tematu, dotyczy wyłącznie aspektów propagandowych. Nie inaczej było w tym roku. Przez Moskwę przetoczyło się ponad 10 tysięcy wojskowych i oficerów reprezentujących wszystkie formacje wojskowe. Pojawiły pojazdy opancerzone Tigr z nowymi modułami karabinowymi Arbalet-DM. Zaprezentowano też po raz pierwszy zmodernizowany samolot transportowy Ił-76MD-90A. W części lotniczej pojawiły się także jednostki zasłużone w rosyjskiej operacji wojskowej w Syrii; samoloty szturmowo-bombowe Su-24, wielozadaniowe myśliwce Su-34 i Su-35. Jednostek było mniej, a sama parada nie była co prawda tak efektywna jak w ubiegłym roku, ale co innego było w niej moim zdaniem najbardziej kluczowe.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

„Rosja jest otwarta na połączenie sił wszystkich państw, gotowa pracować nad stworzeniem współczesnego, poza blokowego systemu bezpieczeństwa międzynarodowego”. Niezależnie od interpretacji wyróżnionego przeze mnie fragmentu przemówienia Putina, jego propozycja to w istocie wyzwanie rzucone Stanom Zjednoczonym i innym państwom Zachodu stanowiącym fundament euroatlantyckiego porządku. Nie ulega wątpliwości: Putin chce powrotu imperialnej Rosji. Chce tego, by jego państwo wróciło do tytułu mocarstwa światowego na miarę Związku Radzieckiego z czasów Zimnej Wojny. Jego państwo często cierpiące z powodu własnej gospodarczej niestabilności i ekonomicznych wahań potrzebuje kierunku jednoczącego całe społeczeństwo we wspólnym wysiłku i celu. Sukcesy Putina na Ukrainie i w Syrii pokazują, że choć Federacja Rosyjska to wciąż kolos na glinianych nogach, to jednak zdaje się on powstawać z kolan i odbudowywać dawną pozycje i chwałę.

Nie chcę zgrywać tu jakiegoś domorosłego proroka. Równie dobrze może się okazać, że przemówienie Putina było jedynie opium dla umysłów kontrolowanych przez niego Rosjan, że to słowa które nic nie znaczą. Pisanie dziś w Polsce o Rosji, dość łatwo spotyka się z niekontrolowanym wybuchem niezrozumiałych uczuć. Łatwo tu o niesprawiedliwe łatki, dlatego chciałem jedynie postawić pytania i dać impuls do dyskusji, a nie gotowy scenariusz i gotowe odpowiedzi. Ewentualne spełnienie wizji odrodzenia się moskiewskiego imperializmu postawi nas, polskich (a w szerszym kontekście także i europejskich nacjonalistów) w bardzo szczególnej sytuacji wymagającej od nas zwarcia szeregów i przestawienie się na zupełnie nowe warunki i metody działania. Przy okazji warto przypomnieć, że jakkolwiek Putin i jego scentralizowane państwo nie wydawał by się atrakcyjną alternatywą dla skostniałego i zdegradowanego Zachodu, to i tak nie stanowi on rozwiązania dla problemów naszych i naszego kontynentu. Jeśli Putin podejmuje kroki spotykające się z naszą aprobatą, to robi to z czystego pragmatyzmu, dlatego że służą one jego własnym interesom, a te na dłuższą metę są nie do pogodzenia z nacjonalistyczną wizją Europy Wolnych Narodów, wolnej od obcych wpływów i imperializmu bez względu na jego kolor i właściwości.

Na podstawie: wprost.pl/newsweek/pap.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.