Polityka
4.6

Filip Paluch: Antysystemowość w karbach PiS-u

Całkiem niedawno na łamach portalu narodowcy.net, kol. Michał Kardas w tekście pt. Muzeum Antykomunizmu, wyłuszczył problem, który obecny jest w środowisku już od kilku lat. Krytyka wciąż obecnego, a niekonstruktywnego antykomunizmu obnaża stan jakościowy całego obozu narodowego w Polsce. Bez wątpienia problem ten nasilił się w momencie, w którym wezbrała fala tzw. mody na patriotyzm. W zjawisku tym nie ma nic złego, przecież im szersze masy inspirowane są umiłowaniem Ojczyzny tym lepiej. Nie wymaga się również naiwnie by uczestnicy wszystkich narodowych manifestacji w kraju byli 100% ideowcami świadomymi celów, do których dążą. Nie bez powodu to antykomunistyczne hasła najgłośniej wykrzykiwane są na ulicach. Walka z komuną stała się symbolem oporu narodu wobec zakusów systemu. Problem zaczyna się jednak w momencie, w którym to niejako właśnie muzealny antykomunizm, zaczyna dyktować cel narodowej działalność lub może raczej jego brak. Czasami może zbyt naiwnie zakłada się że z antykomunistycznych usposobień  wyciągana jest prosta antysystemowa analogia. Rzeczywistość pokazuje jednak, że tak się nie dzieje. XXI wiek to nowa karta w dziejach polskiego nacjonalizmu, stawia przed nami wyzwania o niebo ważniejsze i także trudniejsze, od rozliczania przeszłości, które w dużej mierze dyktuje nam środowisko dawnej antykomunistycznej opozycji, które nie dało rady w czasach swe młodości, rozliczyć oprawców. Nie znaczy to, że czas rozliczeń nie nadejdzie, przed nami stoi jednak poważniejszy problem gdyż – „Państwo Polskie nie istnieje”.

policja (1)

               
Nastroje antykomunistyczne słusznie znalazły podatny grunt w środowiskach około prawicowych, narodowych i nacjonalistycznych. Na przykładzie tego zjawiska możemy przeanalizować analogiczny, a dużo bardziej szkodliwy proces, który jest już w toku, jeśli nie na ukończeniu. 16 listopada 2007r. rozpoczęła się pierwsza kadencja koalicyjnego rządu Platformy Obywatelskiej, pod batutą Donalda Tuska. Od tego czasu minęło już ponad 7 lat, pełnych rozgoryczenia, złości i narastającego buntu. W różnych momentach niepokoje społeczne błądziły w poszukiwaniu winowajców zaistniałego stanu rzeczy. Słusznie zakładano, że powodem wszelkich nieszczęść jest sam system, przegniły parlamentaryzm i niezmienne quasi elity znajdujące się u władzy. Było to jednak stanowisko zbyt radykalne by mogło pociągnąć za sobą masy, zakładało ono bowiem całkowite obalenie systemu, bez brania jeńców. Byłaby to walka va banque, w której wszystkie siły musiałyby być postanowione na jedną kartę. Takie ryzyko pociąga jednak nielicznych. Założenie to zostało rozmyte, wyodrębnione zostały poszczególne czynniki, które można by zmodyfikować nie ryzykując prawie nic. Zaczęto więc mówić o złej ordynacji wyborczej czego pierwszym piewcą stał się Paweł Kukiz wraz ze swoja akcją jednomandatowych okręgów wyborczych. Było to jednak zbyt mało by uspokoić naród i zaangażować go w bezpieczne dla państwa działania. Zła ordynacja również nie mogła być przyjęta przez wszystkich obywateli za jedyną przyczynę patologii państwa ciągnącej się od 1989r. Wiadomym jest, że antykomunistyczne nastroje w narodzie są wysokie, a postkomunistyczni aparatczykowie wciąż obecni są w życiu publicznym i politycznym. Powstała więc nienowa zresztą opinia, iż to oni są przyczyną kryzysu, przez który III RP nigdy nie mogła prawdziwie rozwinąć swych skrzydeł, nigdy nie uwolniła się bowiem z macek PRL. Wśród parlamentarnej opozycji, największą siłę stanowi Prawo i Sprawiedliwość skupiające środowisko, które nie stało się w takim stopniu jakby chciało, beneficjentami nowej politycznej rzeczywistości. Prawicowa plotka głosi, iż wszelkie próby rządu PiS podejmowane w celu rozliczenia tzw. komuny, były sabotowane, a sam rząd Jarosława Kaczyńskiego miał zbyt mało czasu by doprowadzić te działania do końca. Komu zatem zależy na tym by PRL pozostał nierozliczony? Zależy na tym temu kto ma największe z tego korzyści. A któż może mieć większą korzyść niż trwający od lat, politycznie stabilny rząd PO?  Niezadowolenie zostało więc skierowane przeciwko partii rządzącej. Nie ma nic w tym dziwnego bowiem logicznym faktem jest, iż to rządy ponoszą odpowiedzialność za stan państwa. Tym bardziej rządy tak nieudolne, zdradzieckie i tworzące zamknięte układy, jakie prowadzi Platforma Obywatelska. Do faktów nigdy nie trzeba nikogo zbyt długo przekonywać, tym bardziej wzburzonych mas.

  63869883451422990046Platforma Obywatelska stała się Mordorem całego parlamentaryzmu. Główna przyczyną sprawczą, która z kolejnymi miesiącami coraz bardziej zaczęła przysłaniać pozostałe czynniki, w tym ten najważniejszy – pierwotny jakim jest system. System rozumiany nie tylko jako błędne rozwiązania ustrojowe, lecz również jako układy wzajemnych powiązań, działalność na skraju legalności prawa, a znajdujące się poza granicami jakiejkolwiek moralności. System, który jest prostą egzemplifikacją zdrady narodowej, którą można porównać do tej z 1945r. choć bezkrwawej i nie tak represyjnej lub roku 1989 kiedy to rysowane grube kreski.  Na cóż komu jednak bezwzględność i brutalność ciemnych lat komuny skoro technika obdarzyła ludzkość takimi możliwościami socjotechniki, manipulacji i medialnej indoktrynacji. Tym bardziej, iż wszystkie media znajdują się w rękach władzy, a sama zaś władza w rękach mediów. Już imperium Brytyjskie u progu XX wieku pokazało, iż kilkuset milionowymi Indiami można rządzić za pomocą niewiele ponad tysiąca brytyjskich urzędników, bez białej policji i wojska.

Śmiesznymi zdają się artykuły prawicowych gazet, głoszące z butą i pewnością odkrywającego nowy kontynent Krzysztofa Kolumba, iż polscy oligarchowie swoje korzenie wywodzą ze służb specjalnych PRL. Zdziwić to może tylko tego kto sądzi, iż po 1989r. nastąpiła faktycznie jakakolwiek realna zmiana. Uproszczeniem było by powiedzenie, że nic się od tego czasu nie zmieniło, a wszyscy politycy, publicyści, dziennikarze i biznesmani są „umoczeni”. Faktem jest jednak, iż wszyscy oni są „śliscy”.

   Niebezpiecznym zjawiskiem, o którym mowa była w pierwszej części jest ukazanie koalicyjnego rządy PO jako głównego powodu złej sytuacji w kraju. Stwierdzenie takie powoduje bowiem przeświadczenie, iż może istnieć jakaś alternatywa niosąca pozytywną zmianę, ba! Alternatywa parlamentarna! A któż inny może być taką alternatywą niż partia najgłośniej wyjąca o patologiach obecnego rządu? PiS nie cieszy się aż taką sympatią jaką sobie tego życzono. Gdyby jednak zmienił swój PR? Czy dla wielu nie stał by się atrakcyjniejszym wyborem mniejszego zła, które tak wielu pociąga? Już teraz politykierzy tego ugrupowania starają się dyktować język wszelkiej opozycji, którą przewrotnie można nazwać patriotyczną”. Faktem znanym jest, iż to język kreuje rzeczywistość. Zastanówmy się jaka karierę zrobiło słowo „sitwa” użyte w kampanii wyborczej przez Jarosława Kaczyńskiego na określenie rządów PO. To tylko jeden może i nie najbardziej spektakularny przykład takiego działania. Za kolejny może posłużyć słowo „Leming”, które tak szybko wkupiło się w łaski młodego pokolenia, a które również posiada swoje luźniejsze powiązania z tym ugrupowaniem.

                uczestnicy marszuMonolit medialny w Polsce potrzebował alternatywy, środków przekazu, które zaczęły by „Mówić jak jest”, a przynajmniej by narodowi się tak wydawało. Zaistniała medialna nisza, której nie potrafiły wypełnić nawet najlepiej sprzedające się w kraju tygodniki katolickie. Dobrze zorganizowana dystrybucja, zmyślna szkoła PR, a przede wszystkim społeczne zapotrzebowanie stanęły u podstaw kilku tytułów prasowych, kilkunastu internetowych portali i przynajmniej jednej telewizji. Żadne z  mediów, o których mowa nie jest oficjalnie związane z partią Jarosława Kaczyńskiego, niekiedy nawet pokuszą się one na lekką krytykę tej postaci by podkreślić swoją dziennikarską niezależność. Media te mamią czytelników swoim grzecznym lecz i niekiedy zadziornym patriotyzmem. To z nich można dowiedzieć się kim była sanitariuszka Inka, jak wielkim bohaterem jest rotmistrz Witold Pilecki oraz kto sabotuje prace ekshumacyjne na „Łączce”. Nie można im odebrać tej zasługi, pozostaje jednak pytanie czy wydawcy (nie autorzy) motywowani są szczerym umiłowaniem do Ojczyzny czy też może zwykłym cynizmem obliczonym na finansowe i polityczne korzyści. Fakt pozostaje faktem, to te środki przekazu dyktują język prawicowej, a niekiedy niestety i narodowej opozycji. Nie bez znaczenia są również działania w Internecie na różnego typu portalach społecznościowych. Tam bowiem nie trzeba ograniczać się w sformułowaniach, można nawet użyć słowa nacjonalizm, pod jednym jednak warunkiem: to obecny rząd jest wszystkiemu winien. Nawet antysystemowość można odpowiednio ukierunkować na sympatię do partii, która ten system chce zmienić. Jest to jednak system rozumiany jako PO, bowiem jak mówi hasło „PO to samo zło”.

               13-grudnia O sile ich oddziaływania świadczą antyrządowe protesty z czerwca 2014r. Na ulice wyszły wtedy wszystkie ugrupowania będące w opozycji do ekipy sprawującej władzę. I choć niekiedy (choć rzadko) starano się nadać im wydźwięk antysystemowy, rezultaty były mierne. Systemowym partią nie zależy bowiem na autentycznych antysystemowych nastrojach, społeczne wzburzenie musi być skierowane na antyrządowe tory. Afera taśmowa ukazała tylko mały, wybiórczy fragment patologii państwa, a może jak niektórzy by tego sobie życzyli patologii w rządzącej „sitwie”. Niewiele większy fragment stanowiły listopadowe i grudniowe protesty wyborcze, które z całą siłą ukazały rosnący bunt z którego PiS pragnie czerpać korzyści.

  Jesteśmy świadkami teatralnego spektaklu, który już dawno powinien zostać ściągnięty ze sceny, a afisze należało by spalić. Tymczasem na widowni podnosi się rumor, że reflektor nie działa, że kurtyna przysłania część sceny, że fotele uwierają. Kto za to odpowiada? Zapewne dyrekcja teatru, należy więc ją zmienić, wkręcić nowe żarówki do reflektorów, zakupić parę nowych siedzeń oraz puścić odpowiedniejszą muzykę. Wtedy spektakl będzie mógł trwać nadal tak jak trwa już 26 lat. Widzowie bowiem zapomnieli, że należało by opuścić teatralny gmach i puścić go z dymem. Nie wymienia się przecież żarówek w budynku, który od lat grozi zawaleniem.

 dddd

Filip Paluch – Trzecia Droga

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.