Filip Paluch: Co oznacza zamach w Paryżu?

7 stycznia w Paryżu miał miejsce zamach islamskich ekstremistów, na redakcję lewicowego czasopisma Charlie Hebdo. W wyniku ataku dwójki uzbrojonych mężczyzn, śmierć poniosło 12 osób. Atak miał charakter egzekucji, gdyż jak donoszą media, ofiary wyczytywane były z listy przez zamachowców. To pierwszy tego rodzaju zamach w Paryżu, w przeszłości jednak dochodziło do różnych incydentów i próby ataków na redakcję pisma. Wszystko z powodu jego antyreligijnego charakteru.

Wszystkim dobrze znane jest wyzywające stwierdzenie kierowane przez ludzi wyznania chrześcijańskiego w stosunku do antyreligijnych mediów w Polsce. „Spróbujcie zrobić coś takiego w stosunku do islamistów!” – grzmiano na kolejne antykatolickie artykuły prasowe, paraartystycze występy różnej maści artystów, że wspomni się tu tylko o Nergalu czy Madonnie. Na zachodzie Europy spróbowano. Czasopismo Charlie Hebdon swoją niskich lotów satyrą, atakowało wszystkie wyznania na równi. Na ich okładkach zobaczyć można było postacie nawiązujące do Trójcy Świętej, znajdujące się podczas aktu seksualnego, wielokrotnie szafowano też podobizną Benedykta XVI umieszczając go w różnego rodzaju scenkach nawiązujących do aktów homoseksualnych i pedofilskich. Porównując zebrany materiał można stwierdzić, że antyislamskie rysunki nie były tymi najbardziej wulgarnymi i obscenicznymi, które publikowane były na łamach pisma. Kościół francuski, znajdujący się w wieloletniej zapaści, przytłoczony atakami „laickiego państwa”, nie posiadał niestety wystarczającej siły by skutecznie przeciwstawić się jawnie antykatolickim, dyskryminującym i poniżającym go atakom. Inaczej rzecz się miała ze społecznością muzułmańską.

Od lat wiadomym faktem był wzrost liczebności osób wyznania mahometańskiego, na terenie Francji. Jest to związane nie tylko w ciągłym napływem ludności z kontynentu afrykańskiego (w tym byłych kolonii francuskich), lecz również konwersjami rodowitych francuzów na islam. Młodzież zatracona w konsumpcjonistycznym pędzie życia, gdzie najwyższą wartością stanowi pieniądz, zagubiła swoja tożsamość. Społeczeństwo francuskie można przedstawić jako osobę wybudzoną z długiej śpiączki, której lekarze ani rodzina nie chcą zdradzić jej prawdziwej tożsamości. Nie zna swoich danych personalnych, miejsce urodzenia staje się dla niej pustym frazesem gdyż odebrano jej wspomnienia i znajomych. Błądząc w pustce i zakłamaniu, zmęczona tym kroczeniem we mgle, zaczyna szukać nowych wartości, przekonań i środowiska, w którym mogła by funkcjonować. Zagubione młode pokolenie francuzów nie kieruje się w stronę do wspaniałych gotyckich katedr, te bowiem już dawno zamieniono na sale koncertowe i dyskoteki. Od lat poza tym wtłaczano mu, że chrześcijaństwo, a zwłaszcza katolicyzm, są passé. Kościół znajdujący się już na wpół w katakumbach, nie ma możliwości ani środków by stać się dla młodzieży atrakcyjnym. Szukając kontrkultury, prężnie rozwijającego się głosu sprzeciwu wobec wyzutego z wartości świata, kroki młodego europejczyka z zachodu kontynentu nierzadko zmierzają w stronę meczetu. Te bowiem rosną jak grzyby po deszczu często zajmując dotychczasowe miejsca kultu chrześcijańskiego. Przyroda próżni nie znosi – to fakt. Rozwijające się duchowieństwo muzułmańskie nie ma zbyt wielkiej konkurencji, w kraju nad Loarą bowiem często jeden katolicki ksiądz pełni posługę w nie kilku, a kilkunastu parafiach. Pozostałe zamknięto. Jednym słowem:  Liberté, égalité, fraternité. Masz Francjo co chciałaś – porewolucyjny ład i laicki porządek.

Czym jest zatem atak z 7 stycznia na redakcję Charlie Hebdo?

To konsekwencja demoliberalnej, antyeuropejskiej polityki, która od dawna prowadzona jest na naszym kontynencie. Starych drzew nie wolno przesadzać – inaczej uschną. Francja (ale też Niemcy i inne kraje) wyrwane bez mała z dwóch tysięcy lat tradycji i historii cywilizacji łacińskiej, chrześcijaństwa, usycha. Na obumarłych i gnijących drzewach zawsze rodzą się pasożyty, które czerpiąc z ich resztek sił witalnych,wzrastają w siłę. Tak i muzułmanie najpierw uwili sobie ciepłe gniazdko, następnie przekształcając je w uzbrojony bastion. Największego zagrożenia nie stanowią jednak ich karabiny i bomby, w przypadku Charlie Hebdo ciężko będzie uronić nawet łzę, a jedynie chrześcijański obowiązek zmusi do odmówienia modlitwy za dusze zmarłych. Prawdziwym zagrożeniem jest ekspansja obcej cywilizacji islamu, która ma miejsce gdzieś tam za Odrą i Łabą. Ekspansja, której nie ma kto się przeciwstawić. Nam Polakom trudno to dostrzec. Nasze świątynie są pełne, statystyki religijne może i nie wzrastają, jednak są na poziomie, który pozwoli na dalszy rozwój wspólnoty Kościoła Katolickiego jeśli zostaną podjęte odpowiednie działania ewangelizacyjno-kulturowe. Teraz dopiero w rzeczywistości możemy zdać sobie sprawę z tego, co znaczy być antemurale christianitatis.

Kto zatem odpowiedzialny jest za zamach w Paryżu?

– Islamiści? Imigranci? Prezydent Hollande?

Nie. Odpowiedzialność ponosi sam naród francuski. To on wyrzekł się swojej tożsamości. To on mamiony bzdurnymi hasłami głosuje na polityków, którzy doprowadzili do takiego stanu rzeczy, a którzy jeśli nie wiszą na czyichś marionetkowych sznurkach, to na pewno są zakładnikami własnej chorej ideologii spod znaku kielni i fartuszka. Jest nią zniszczenie wszystkiego co niesie za sobą jakąkolwiek wartość nieprzeliczalną na bankowe kwoty. Wyplenienie Boga ze społeczeństwa, które hołduje tylko walucie. Zaprzeczenie wszystkiemu co stanowi istotę człowieczeństwa. Oto ich idea.

Nie ma najmniejszych szans na to by zachód zmienił swoją politykę względem imigracji. Ratunek nie przyjdzie ze strony tych politykierów, po co bowiem ratować coś co ma zostać zniszczone? Jedyna szansa tkwi w jedynej prawdziwej Świętej Wierze, która na płaszczyźnie moralnej może przynieść odrodzenie, a w formie Kościoła Walczącego dać odpór wszelkiemu wrogowi. Szanse są nikłe, należy jednak pamiętać, że najgorsze co nasz czeka to ciemność katakumb, a te nieraz już stawały się ostatnim bastionem oporu. Mamy to obiecane – przez samego Boga.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.