Polityka
4.5

Karol Oknab: Czy PiS ukradnie nam nacjonalizm?

Nadszedł właśnie czasu by zredefiniować wroga. Oczywiście, że nadal jest nim demokratyczna nierzeczywistość. Z tym, że jednak nigdy nie ma się do czynienia z abstrakcją, tylko zawsze z jej konkretną personifikacją.
Wróg się właśnie zmienił. Na pierwszej linii nie jest już cyrk o nazwie Platoforma Obywatelska. Od jesieni jest nim Prawo i Sprawiedliwość.
Zazwyczaj publicyści swoją niechęć próbują ukrywać teoretycznymi konstrukcjami. Ja nie będę ukrywał, że mój sprzeciw ma także podłoże emocjonalne i estetyczne.
Gardzę Prawem i Sprawiedliwością. Gardzę jego programem politycznym, ideą na której ta partia została ufundowana, jej wizją świata, światopoglądem, który za nią stoi, jej członkami, posłami, ministrami. Jestem zażenowany ich prymitywizmem, populizmem, głupotą i czym tam jeszcze chcecie. PiS to dosłownie i w przenośni tandeta.
Dlaczego ta partia mimo że jest tak śmieszna, jest tak groźna? Jest groźna nawet nie tyle dla elit trzeciej erpe, której zresztą jest wytworem, ile dla szeroko pojętej skrajnej prawicy?
Postawmy sprawę jasno: dziewiętnastowieczny, modernistyczny nacjonalizm, który w niezbyt zmienionej wersji nadal dominuje, związany jest przede wszystkim z wielkimi ośrodkami miejskimi. Duże miasta zazwyczaj posiadają najlepszą infrastrukturę, często swoje siedziby mają w nich szkoły wyższe, duże zakłady pracy, utytułowane kluby sportowe; w dużych miastach są całe segmenty ulic rozrywki, wokół nich skupiają się różnorakie kluby, stowarzyszenia, koncerty, turnieje. Można w nich spotkać ludzi o zróżnicowanym pochodzeniu klasowym, etnicznym; reprezentujących różnorakie strategie życiowe. Przez pół dnia można pić na przedmieściu ze zupełnie zmarginalizowanymi młodymi ludźmi, a potem pojechać do centrum i spotkać się z „młodymi, dynamicznymi” ludzi, dziećmi współczesnego, bogatego mieszczaństwa trzeciej erpe.
Nie wchodząc na płaszczyznę ideologiczną: duże miasta oferują możliwość zdobycia znacznie większego kapitału kulturowego, niż mniejsze ośrodki. Nowoczesne idee są wymyślane przez nowoczesnych ludzi. Jeśli istnieje ich taka sama liczba na obszarze liczącym 500 tysięcy ludzi oraz w mieście liczącym 500 tysięcy mieszkańców, to oczywiste jest to, że ludzie prędzej dotrą do siebie w mieście, które z definicji posiada jakieś centrum, które przyciąga, ogniskuje ludzi z dzielnic i miasteczek wokół. Tak po prostu jest. Nie znaczy to oczywiście, że od razu miejsce zamieszkania determinuje zostanie faszystą albo lewakiem.
Nie chodzi mi teraz o żadne wywyższanie się ponad kogoś. Ale zastanówmy się, postawmy się w miejsce hipotetycznego człowieka z przeciętnego, niewielkiego, prowincjonalnego miasta. Walczy o przetrwanie, o godny byt dla siebie i rodziny. Wyraża jakieś podstawowe, na ile deklarowane, na ile szczere, nie ważne, przywiązanie do wartości tradycyjnych, autotelicznych. Świat przedstawiony, obojętnie czy spotyka się z nim bezpośrednio, czy poprzez medialny przekaz, jaki został postawiony przed nim jest mniej więcej taki: Europę szturmują hordy imigrantów, przez ostatnie osiem lat krajem rządzili ludzie nieodbiegający zbytnio mentalnością do XVIII wiecznych carskich namiestników, „najsłynniejszy polak”, którego i tak nikt u niego w mieście nie szanował, okazał się konfidentem, w ogóle od 1980 wszystkie wydarzenia były ustawione przez służby specjalne, jego szef go okrada, zachowuje się wobec niego jakby był panem feudalnym, policjanci to bydło, miejscowi urzędnicy to chamy. Nasz bohater pojechałby gdzieś na długie wakacje, kibicuje narodowym reprezentacjom sportowym, martwi się o dzieci, kupiłby nowy samochód, interesuje się trochę historią, Żołnierzami Wyklętymi, nie lubi ruskich ani Niemców.
Teraz musi paść finalne pytanie, na którego konstrukcji opiera się myśl przewodnia tego artykułu: w jaki sposób Prawo i Sprawiedliwość różni się od szeroko pojętej skrajnej prawicy na czele z Ruchem Narodowym? Prawo i Sprawiedliwość nie różni się od nacjonalistów „środka” niczym. Nie ważne co tam zadeklarują w swoich programach. To się nie liczy, a przynajmniej nie liczy się w demokratycznym systemie. Dla zewnętrznych obserwatorów, zwykłych ludzi, niezainteresowanych ideologią, zajętych życiem dnia codziennego, nie ma różnicy. Ważne, żeby był porządek, dobre jedzenie, trochę szowinistycznej dumy i wywyższania się nad innymi.
PiS jest sto razy bardziej atrakcyjny od nacjonalistów. Ma teraz władzę. Władza oraz sukces przyciąga każdego. Stosuje przemoc, co prawda nie utrzymuje bojówek, ale stosuje przemoc drugiego stopnia. Był w stanie przeciągnąć i upokorzyć brzuchatych panów, sędziów trybunału konstytucyjnego, obalając ich bożka, jakim jest prawo pozytywne. Nikt nie lubi prawników. PiS mówi, że nie będzie kłaniać się eurokratom z Brukseli. To może się podobać i już podoba się ludziom, którzy czują się poszkodowani przez system trzeciej erpe.
PiS trafia do tych samych ludzi, do których Ruch Narodowy chciałby trafiać. PiS nie opiera się wyłącznie na emerytach. Głosowało na niego nawet 25 procent młodych wyborców, których poparcie pozwoliło wygrać PiSowi wybory prezydenckie. Dlaczego zinstytucjonalizowany nacjonalizm nie trafia do nich, na tyle, żeby go poprzeć, nawet w wyborach? Oczywiste jest to, że poza zacnymi wyjątkami, im ludzie są starsi, tym zachowują się coraz bardziej zachowawczo. Ale być może oni go po prostu nie chcą, nie potrzebują. Jestem w stanie to zrozumieć i nie robi to na mnie wrażenia. Nowego systemu nie wprowadzi się w jakiś śmiesznych wyborach; nie będziemy stali pod kościołami i urzędami i robili z siebie błaznów, licząc na oddanie głosu w wyborach z litości albo dla żartu. Narodowowyzwoleńcza walka spotyka się paradoksalnie zazwyczaj z niechęcią ogółu zbiorowości. Dziewięćdziesiąt procent ludzi to konformiści. Nie znaczy to, że są jacyś gorsi albo głupsi, tak po prostu jest. Zaakceptują każdy system, który będzie ich szanował.
PiS to partia widmo. Może być narodowa, może być europejska, może być katolicka, może być socjalna. Lubi wycierać się narodowymi barwami i machać orzełkami; wybija się, żeruje na pomordowanych ludziach. Zawsze wzbudzało we mnie to pogardę. Jej istnienie jest obelgą dla każdego przyzwoitego człowieka.
Niech ONR wyciągnie mundury z szafy, nie musicie udawać świętszych od papieża, zwłaszcza teraz. Rewolucje nie są nigdy przeprowadzane przez zrewoltowane masy, tylko przez małe, zorganizowane grupki spiskowców. Niech organizacje nacjonalistyczne nie będą masowe, tylko kadrowe. Warto oczyścić się z kapitalistycznych, mieszczańskich i demokratycznych naleciałości. I tak bierny aktyw się pojawi, i tak wyborcy PiSu przyjdą na demonstrację 11 listopada i 1 marca. Trzeba skonfrontować się z PiSem. PiS i tak skonfrontuje się z faszystami. Istnieją historyczne przykłady Portugalii Salazara i Hiszpanii Franco, w których prawicowa władza zwalczała bezlitośnie faszystów. Niektórzy bardziej marzycielscy członkowie PiS już wygrażają się nowymi Berezami. Pewnie znajdzie się tam miejsce i dla lewaków i dla faszystów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.