Karol Oknab-Nelt: Oni nic nie rozumieją

Fala otwartej nienawiści, która przetoczyła się na jesieni, wobec tak zwanego Ruchu Narodowego jest dla mnie zrozumiała. Miały być strajki, radykalizm, polski Majdan i co tam jeszcze sobie wymarzono. Skończyło się na śmiesznej partii z panami Kukizem i Marcem, chociaż uczciwie muszę przyznać, że ja także nigdy nie widziałem dwudziestu tysięcy złotych chodzących na piechotę.
Jednak w tym prostym przekazie o rozejściu się tego co jest deklarowane z tym co jest czynione, przekazie o tym jak to ma miejsce kolejny rozłam, kolejne pokolenie liderów chciało dać się omamić parlamentaryzmowi i naiwnemu przekonaniu o tym jak to można dokonywać zmian „od środka”, pojawiła się pewna rysa, która nie pozwala mi oceniać tej sytuacji do końca „zero jedynkowo”.
W pełni uświadomiłem sobie to niedawno, podczas zajęć na studiach, kiedy to siedząc w sali otoczony przez dzieci bogatego mieszczaństwa, wsłuchałem się dokładnie w to co one mówiły. Czerpiące wiedzę o makroświecie z portali internetowych, w porywach szaleństwa z tygodników „głównego nurtu”, a swoje doświadczenia w mikroświecie czerpiące z melanży i xboxa, mówiły coś na kształt: „łysi, ruch narodowy, hehe, narodowcy, głupie, ruch narodowy, hehe, narodowcy, jeden procent”. Jeśli dobrze ich zrozumiałem, to w ich świadomości jedynym reprezentantem nacjonalizmu jest Ruch Narodowy, rozumiany tu jako zarejestrowana partia, w parlamencie działająca jako frakcja w partii pana Kukiza. Nacjonalizm jest tożsamy wyłącznie z nią, a w ich świadomości nie zaistniało nic innego, alternatywnego w stosunku do wspomnianej partii politycznej. Podobne symptomy można zauważyć na wielu przykładach polskojęzycznej prasy: czy to Gazeta „Wyborcza”, czy to Krytyka „Polityczna”, wszędzie można zauważyć straszenie i przerażenie Ruchem Narodowym, który ma jakoby być zagrożeniem dla demokracji. Nawet auto-zgłoszenie internetowych żołnierzy do redakcyjnego plebiscytu na „Kosmitę Roku”, może posłużyć za kolejny argument uprawdopodobniający moją tezę.
Uważam, że po prostu oni nic nie rozumieją. Nie rozumieją tego, co być może właśnie dzieje się na świecie. Myślą o sobie jak o ludziach nowoczesnych, a są już tak naprawdę przeszłością. Myślą o nas, jak o zacofanych debilach, tylko dla tego bo używamy siatki pojęciowej, która zawiera terminy jak naród, rasa, patriotyzm; ale nie poświęcają nawet chwili by zorientować się co dziś to oznacza. Jest duża szansa, że Hezbollah kojarzy im się wyłącznie z wysadzaniem się w powietrze (bo taka dziwna, jakaś arabska nazwa), a już na pewno nigdy nie słyszeli o czymś takim jak CasaPound.
Tu trzeba oddać cześć Ruchowi Narodowemu, który przyciąga, zbiera na siebie większość ataków i nienawiści, obojętnie czy ze strony liberałów, lewaków, burżujów czy też „normalnych obywateli”. To dobry moment w historii: przeciwnik po prostu nie docenia, lekceważy, zwalcza coś co istnieje tylko w jego umyśle. Stwarza to pole do szerokiej działalności w pewnej „zasłonie dymnej”, która nie będzie bacznie obserwowana i atakowana. Dla liberałów i lewicy jedynym zagrożeniem jest Ruch Narodowy, o którym są przekonani, że spacyfikują go na drodze parlamentarnej, co być może im się uda.
Nie będę ukrywał, że jeśli współczesny, konsumpcyjny świat z emocjami z supermarketu, ma być zamieniony na rzeczywistość proponowaną, projektowaną w artykułach lub wypowiedziach przedstawicieli tej partii, to nie będzie miało różnicy dla mnie w którym z nich będę miał żyć w przyszłości, bo obydwa będą przeciwko mnie i mojemu sumieniu. Jeśli teraźniejszość zostanie zamieniona na antykwaryczną atmosferę, dekretowy, państwowy patriotyzm, oficjalne poglądy, apele, marsze, jeśli geopolityka będzie polegała na „nic nas nie obchodzi suwerenność Litwinów, Łotyszy ani jakiś tam Białorusinów” oraz na ruszaniu na odwiecznie polski Kijów, nauczać banderowców kultury, jeśli w przyszłości gimnazjaliści będą mnie pouczać jak to być dobry nacjonalistą, a pewnego dnia wedrą się do mojego mieszkania i znajdą w nim Krzyże Żelazne po wujkach i pradziadkach, to jaki sens ma jakiekolwiek, dzisiejsze zaangażowanie? Nie ma żadnego, jeśli sprowadzi się na na najzwyklejszych ludzi coś, co oni bardzo szybko znienawidzą i porzucą ostatecznie w pewnym sensie swoją misję, jaką ma każdy naród na świecie.
Swoją impotencję RN pokazał między innymi podczas Wydarzeń knurowskich. Ciekawe jak by to wyglądało gdyby zamiast starszego pana w muszce i pewnego biznesmena, pojawiłyby się w nim jakieś zorganizowane, grupy inicjatywne, które zamiast negatywnego programu polegającego na napierdalaniu policji, zaproponowałyby i zrealizowały program pozytywny. To wspaniały czas: dostępne jest i włoskie, greckie „know-how” budowania solidarności społecznej jak i ukraińskie „know-how” budowania barykad.
Uważam, że po pierwszym „etapie” rocznicowych marszy, które były niezaprzeczalnie ważne i potrzebne, nadchodzi czas na drugi „etap”: pracy u podstaw, pozytywizmu, powtórki z XIX wieku. Jeśli figurą kojarzoną z pierwszym „etapem” liczonym od powiedzmy 2010 roku, jest chuligan, kibic w bluzie z kapturem (co było w pełni uzasadnione charakterem tego „etapu”) to figurą drugiego „etapu” powinien być, w imię dostosowania się do danego etapu, pozytywista XXI wieku, człowiek wykształcony, ubrany w marynarkę i krawat (no chyba, że ktoś zamierza w kominiarce przestraszyć/rozbawić dziesięcioletnie dzieci, którym będzie udzielał darmowych korepetycji). Figurą „etapu” trzeciego będzie żołnierz-ochotnik w mundurze. Jednak, żeby nie zderzyć się w przyszłości z murem obojętności i niezrozumienia, tak jak nasi poprzednicy w XIX wieku, należy przejść przez ten mało podniecający etap jakim będzie coś co można porównać do historycznego Pozytywizmu.
Mam tylko nadzieję, że będzie na to więcej czasu niż do następnych wyborów i zwycięstwa Partii „Razem” oraz „Nowoczesna”; premiera Petru i prezydenta Biedronia. Uważam, że RN nie jest szczytem naszych marzeń i możliwości, dlatego kończę parafrazą z Ernsta Jungera: żadnych głosów na Ruch Narodowy i żadną inną partię.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.