Trzecia Droga

Portal Nacjonalistyczny

Marcin Digito: Prawybory to już sukces

Gdyby nie czasy w których przyszło nam tańczyć poloneza na gruzach naszych nadziei, nigdy bym nie pomyślał, że środowisko narodowe w tym tanecznym korowodzie zajdzie tak daleko. A jednak! Czasy! Czasy! Czasy! Pies by je trącał. 

W artykule sprzed kilku dni mój redakcyjny kolega namawiał do głosowania w prawyborach Konfederacji na przedstawiciela Ruchu Narodowego, Krzysztofa Bosaka. Ach, ta zawiła Historia, jak piłka plażowa, przeskakuje nam ponad głowami, nie mogąc liczyć nawet na nasze zrozumienie.

Czy Krzysztof Bosak przybył do nas z odległej przyszłości by w rytmie pobrzękujących dzwoneczków poprowadzić nas w przyszłość, a na wrogów Pana ukręcić bicz Boży?

Bolesną prawdą jest teza zawarta w artykule mojego redakcyjnego kolegi: Trzeba być po stronie Historii. Nawet jeżeli to brzmi marksistowsko, nawet jeżeli Historii średnio się uśmiecha być po stronie naszej.

Wystawienie przez Wolność aż kilku kandydatów sprawiło, że choć razem mają całkiem niezłe poparcie w wewnętrznych prawyborach Konfederacji, to w przestrzeni publicznej nie istnieją. Wśród polityków Konfederacji prym w przekazie medialnym wiedzie Krzysztof Bosak i to on jest postrzegany przez społeczeństwo jako najistotniejszy spośród liderów ugrupowania. Nawet jeżeli samodzielne głosy elektorskie (114 + 1 elektor zagraniczny vs. 112 + 4 elektorów zagranicznych Partii Korwin) nie dają mu zwycięstwa w prawyborach. Na szczęście w polityce ważniejszy od słupków poparcia jest polot. Kandydaci w prawyborach Konfederacji polotu nie mają – poza jednym. 

Krzysztof Bosak od początku kampanii wykrzesał z siebie nieznany dotąd ogień – bystrość umysłu i instynkt polityczny. To zmiana która każe wierzyć, że Bosak też wierzy. Wypowiadając się w mediach staje ponad wewnętrznymi podziałami, zawsze reprezentując Konfederację jako ogół zjednoczonych sił. Nie ma w nim nic z partykularyzmu, czego nie można powiedzieć o partii Krula – w tym o nim samym – która wykorzystuje zaproszenia do mediów nie tylko w celu promowania na Konfederację, ale również do prowadzenia wewnętrznej rozgrywki. W wywiadzie z 6 stycznia w namzalezy.pl Janusz Korwin-Mikke sugerował jakoby jego wewnętrzni rywale (kandydaci spoza Wolności) kupowali głosy wśród swoich rodzin i znajomych. Ton wypowiedzi medialnych Krula świadczy o tym, jak wielka gula zebrała mu się w przełyku – w związku z bardzo dobrymi wynikami Bosaka – i jak ciężko będzie mu ją przełknąć.

Jako postać medialna, Krzysztof Bosak posiada wszelkie przymioty nowoczesnego polityka. Młodość i inteligencja świetnie współgrają w nim z zapałem i polityczną retoryką, która tak często razi u ludzi miernych, powtarzających jak mantrę przekazy dnia. Pozycja Krzysztofa Bosaka oraz jego wypowiedzi pozwalają ufać, że potrafi spojrzeć na sprawy z góry, sponad partyjnych podziałów – zarówno na Konfederację jak i na politykę krajową. Jego diagnozy są lotne i przekonujące, a przy tym – częściej niż w przypadku innych polityków – nie mijają się z prawdą. To czyni go autentycznym, co sprawia, że patrząc na niego mogę powiedzieć: oto człowiek idei. Tylko jakiej? Mowa tu nie o faktach czy opiniach ale o wrażeniach.

Talenty polityczne Krzysztofa Bosaka, jego retoryczna sprawność i zadowalająca bystrość umysłu nie wystarczą jednak do wypełnienia pewnej pustki w politycznej retoryce Konfederacji. 

Więc po czyjej stronie jest Historia? 

Jak zwykle – po swojej. Tendencja wśród wyborców – także RN – zdaje się zmierzać w kierunku akceptacji idei wolnorynkowej w wersji light. Pracownicy życzą sobie wzrostu wynagrodzeń, jednak nie kosztem pracodawcy lecz państwa. Mentalny niewolnik, słysząc o podniesieniu płacy minimalnej, nagle zaczyna stawać w obronie swojego uciśnionego Pana, którego państwo chce zniszczyć. Szkoda, że w tym wszystkim zapomina się, że wciąż istnieje też zwykły wyzysk. Społeczeństwo jasno oczekuje zmniejszenia obciążeń pracodawców i pracowników kosztem obowiązkowych składek i podatku dochodowego. Krzysztof Bosak w tę tendencję się wbija jak klin w pustkę, którą sensownie próbowało do tej pory zagospodarować jedynie PSL,  choć  bez większych sukcesów.

Przyjmowanie wolnorynkowej retoryki przez narodowca musi wyglądać jednak zgoła inaczej niż w przypadku, gdy robi to ktokolwiek inny. Bosakowi do wiarygodności potrzeba nie tylko sprawnej retoryki, która trafia do wyborców Konfederacji (a Ci przecież oczekują właśnie retoryki antysystemowo-wolnościowej), Bosak potrzebuje idei społecznej, która ograniczy ,,wolnościowe” fantazmaty wewnątrz Konfederacji i pozwoli rozbić kordon sanitarny, w którym wciąż próbuje się uwięzić tę formację. Nie można jednak reprezentować wszystkich. Bosak musi być przede wszystkim kandydatem narodowym, który dla korwinowców będzie kandydatem akceptowalnym, a nie idealnym.

Ściągnąć klapki z oczu, wyjść z krainy dziecięcych fantazji, spojrzeć tu i teraz na rzeczywiste potrzeby społeczeństwa. Wśród polityków i sympatyków formacji często nazywa się rządy PiS socjalizmem. Odklejenie – to problem wielu.  Polacy, choć nie chcą Chaveza, to pragną państwa które przywraca im godność i opiekę, której zabrakło choćby w tragicznym okresie transformacji i w latach po niej, co w dalszym ciągu składa się na społeczną traumę.

To właśnie wrażliwość społeczna jest cechą, która pielęgnowana mogłaby uratować Konfederację od przeciągnięcia jej w kierunku kapitalistycznej ułudy. Mają rację Ci, którzy mówią, że jedność Konfederacji jest jej siłą. Pokazują to także prawybory, w których walka o głosy jest bardzo wyrównana. Czy możliwym jest jednak by to nie Krzysztof Bosak został kandydatem Konfederacji w wyborach prezydenckich?

Choć Bosak prowadzi w liczbie głosów elektorskich to Partii Korwin przysługuje 4 elektorów zagranicznych, w tej sytuacji decydującą rolę ma przekazanie głosów elektorskich pomiędzy kandydatami. Decydującą postacią w tym starciu jest Grzegorz Braun, który przekazując swoje poparcie jednej ze stron, mógłby całkowicie odwrócić sytuację. Tak czy inaczej wydaje się, że inna sytuacja niż taka w której to Krzysztof Bosak kandyduje w wyborach prezydenckich oznaczałaby porażkę całego projektu politycznego. Już teraz kandydat Ruchu Narodowego postrzegany jest przez media jako lider obozu, co niewątpliwie dodaje mu społecznego poparcia. Politolodzy oceniają go pozytywnie, ma swoją rozpoznawalność także poza elektoratem Konfederacji. Dzięki latom spędzonym w zawirowaniach polskiej polityki wypada swobodnie w starciach z przeciwnikami większej wagi. Bosak dla zewnętrznego obserwatora sprawia wrażenie polityka obytego, zaznajomionego z meandrami funkcjonowania systemu, a przy tym będącego spoza układu. To potencjał, który posiadał także Kukiz, Bosak ubrał go jednak w polityczną klasę i bezpretensjonalność. Patrząc – dla porównania – na Berkowicza, nie widzę ani grama świeżości, ani krzty autentyzmu. W prawyborach Konfederacji przedstawiciel RN zajmuje pierwsze miejsce w liczbie głosów elektorskich przypadających osobie. To pokazuje, że Bosak posiada obiektywnie największy potencjał – jeśli nie na zwycięstwo to na pomnożenie poparcia, które Konfederacja uzyskała w poprzednich wyborach. 

Przeprowadzenie prawyborów w Konfederacji z miejsca należy uznać nie tylko za sukces polityczny, ale także za decydujący zwrot w polskiej polityce dzięki któremu elektorat zyskuje możliwość wpływania na kierunek, w którym rozwija się partia. Prawybory w Konfederacji, w których mógł wziąć udział każdy obywatel, wzbudziły szerokie zainteresowanie wśród dziennikarzy, a także polityków innych opcji. Z pewnością to formuła, która nie pozostanie bez znaczenia w następnych latach. Prawdziwym egzaminem politycznej dojrzałości jest jednak ostateczna nominacja kandydata. Ta odpowiedzialność jest tym większa, że spada na każdego kandydata z osobna, który osobiście dysponuje swoimi głosami elektorskimi i może je komuś przekazać lub nie. Jedyna racjonalną decyzją ze strony elektorów jest wybór Krzysztofa Bosaka na oficjalnego kandydata Konfederacji z wyborach prezydenckich. Należy liczyć, że to kolejny przełom w walce o choć trochę lepsze jutro.  

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.