MRO: Rewolucja narodowa tu i teraz!

Victor Orban jest wielkim przywódcą, który tworzy wielkie Węgry, prawdziwe, silne i niezależne państwo.
To przywódca z krwi i kości, który rozprawia się z opozycją, wzmacnia gospodarkę, nie boi się przeciwstawiać mocarstwom i Unii Europejskiej. Prowadzi swoją niezależną politykę i nie liczy się z nikim, a zwłaszcza z wrogami. Rozwiązuje problemy zwykłych Węgrów, a same Węgry kojarzą się z poczuciem godności, dostojeństwem, z siłą.
Jeżeli poprowadzimy mądrą politykę i wybierzemy prawdziwych patriotów w wyborach, to będziemy mieli nad Wisłą drugi Budapeszt. Taką oto wizję często przedstawiają nam prawicowi politycy i publicyści. Marzy im się model władzy na wzór węgierski. Bezrefleksyjnie chcieliby kopiować pomysły węgierskich polityków i ich sposób rządzenia. Oczywiście, widzą jedyną nadzieję w wielkim polityku i mężowi stanu jakim jest Jarosław Kaczyński. Wspaniały strateg, racjonalny polityk, prawdziwy patriota, człowiek, który poświęcił całe swoje życie, a nawet Brata dla Polski.
W obu tych przypadkach jest pewien wzór czy wspólny mianownik, którym jest wspaniały wielki przywódca, który jak za odjęciem magicznej różdżki, zmieni szarą i smutną rzeczywistość w naszym kraju.

Nie jest to wizja nowa, gdyż już wiele razy w historii naszego kraju i świata mieliśmy przykłady wiary w moc wielkiego przywódcy. Nie musimy sięgać daleko wstecz, wystarczy popatrzeć, choćby na legendę Piłsudskiego. W dalszym ciągu wielu naszych rodaków liczy, że pojawi się na horyzoncie przywódca, który niczym wódz na kasztance przegoni plugastwo z naszego kraju.
Spróbujmy zestawić powyższe pragnienia, z marzeniami nieco bliższymi dla nacjonalistów.
Tak jak prawica i część naszego narodu wierzy w przywódcę, który „chwyci za mordę cały ten burdel”, tak też część nacjonalistów wierzy, że nagle w przyszłości, a możliwe, że nawet dzisiaj nastąpi wielka, mityczna, narodowowyzwoleńcza rewolucja. Rewolucja narodowa.
Mimo, że oba te pragnienia różnią się diametralnie, mają kilka wspólnych cech. Główną z nich jest oczekiwanie, że ktoś albo jakaś bliżej niedookreślona sytuacja lub przebudzenie narodowe zrobi porządek w kraju.
Wiara, że to ktoś albo coś, nie Ja czy kolega siedzący obok mnie dokona przemiany w kraju. Koreluje to idealnie z naszymi narodowymi cechami, jak wieczne narzekanie, brak chęci współpracy czy wreszcie kompletnym brakiem aktywności publicznej naszych rodaków.

Nie chciałbym w zupełności dezawuować wizji zmian w Polsce, które dokonałyby się za pomocą jakiegoś ruchu społecznego, narodowego przebudzenia, czy nawet pojawienia się człowieka, który skupi wokół siebie znaczną część społeczeństwa, nie chcącego żyć w państwie, które zwie się III RP. Jednakże, wszystkie te zjawiska muszą być związane z ciężką i żmudną pracą u podstaw. Tak nie inaczej, w Polsce aby cokolwiek się zmieniło, należy przed wszystkim wrócić do myśli protoplastów idei narodowej oraz do myśli pozytywizmu i sięgnąć po wzory ich pracy. Dlaczego ? Wróćmy do naszego wodza Orbana.
Czy tak naprawdę zmienia On Węgry ? Czy przeżywają Oni przemianę myślenia, zmienia się ich duch narodowy ?
Większość Węgrów jest zgrabnie kupiona prze Orbana, waloryzacją emerytur, obniżkami rachunków za prąd, czy zwykłymi populistycznymi hasłami. Nie idzie to w parze z wzmożoną religijnością Węgrów, odpowiedzialnością za swój kraj, czy stworzeniem etosu narodowego, który wylewałby się z ich serc.
Nie dostrzegam jakiejś wielkiej przemiany. Nie słychać o systemowych rozwiązaniach rządu Orbana, choćby wobec narastającego problemu przestępczych grup cygańskich na Węgrzech.

Można oczywiście powyższym twierdzeniem zarzucić wybiórczość wskazać na elementy polityki Orbana, które doprowadziły do poprawy życia na Węgrzech oraz zmiany myślenia części węgierskiego narodu, tylko jest to pudrowanie rzeczywistości, przyjedzie kolejna władza, z rozsądniejszym programem i obietnicami i nic się nie zmieni, a być może te same osoby, głosujące dzisiaj na patriotę Orbana, zagłosują jutro na jego konkurenta nazywanego dzisiaj zdrajcą.

Zmienić kraj, stworzyć państwo z prawdziwego zdarzenia, państwo narodowe, można jedynie zmieniając sposób myślenia Polaków. Ktoś przewrotnie może stwierdzić, że aby tego dokonać trzeba mieć kapitał, przymus państwowy i media, czyli państwo.

Nie mogę się z tym stwierdzeniem zgodzić, bo mimo wieloletniej propagandy przeciętny Polak nie czuje się dobrze w obecnym ustroju. Najlepszym przykładem są wybory, w których nie uczestniczy większość naszych rodaków, a kolejna część i na ten moment większa głosuje na partie, które mówią o zmianie systemu, chociaż tego nie dokonają vide PiS i KNP.
Imigracja, wprowadzenie waluty euro, przywileje dla pederastów – mimo ogromnej propagandy władz i presji medialnej, większość Polaków ma negatywny stosunek do tychże wymysłów, a jest to związane z silnymi więzami społecznymi, a także ciężką pracą wielu grup w tym przy znacznym udziale nacjonalistów. To pokazuje, że musimy budować alternatywę dla działań systemu, która dotrze do naszych rodaków, poprzez własne środki przekazu jak portale, gazety, radio, muzykę, centra spotkań, ośrodki kulturowe.
Nie możemy również odrzucać myśli o starcie np. w wyborach samorządowych, dzięki którym mielibyśmy większy wpływ na działalność dla wspólnot lokalnych.
Jednakże najważniejszym przejawem naszej działalności jest praca prospołeczna czy walka o wartości, które muszą przetrwać, aby naród mógł się rozwijać. Wiara katolicka i sprzężona z nią moralność, duma narodowa, przywiązanie do Ojczyzny, odpowiedzialność za jej los, etos narodowy. To są wartości o, które należy walczyć wśród wszystkich grup społecznych.
To praca z młodymi ludźmi, zaszczepianie im patriotyzmu, wiary katolickiej, honoru, będą procentować w przyszłości. To ruchy prospołeczne, mogą mobilizować ludzi do pracy na rzecz wspólnoty lokalnej, czy całego kraju. Nieufność i bezradność państwa pozwala rozwinąć skrzydła nam, narodowcom. Pozwala docierać do ludzi i ich angażować w budowanie nowej rzeczywistości.

Pobudzanie mas, wciąganie coraz większej rzeszy ludzi do codziennej pracy na rzecz Narodu jest naszym obowiązkiem, jest moim obowiązkiem. Dokonuje się to w pracy, w szkole, na uczelni, w kościele, a nawet w trakcie dyskusji przy piwie. To w tych miejscach ludzie się spotykają i to w tych sytuacjach możemy do nich docierać. Nie wódz na kasztance, tylko Ja dzisiaj, teraz, wśród molekuł jakimi są moi znajomi, rodzina,
a w dalszej kolejności wśród kolegów z pracy, osób napotkanych na uczelni. To my i nasze zaangażowanie, może wywierać wpływ i zmieniać spojrzenie na wizję rodziny czy małżeństwa, na kwestię imigracji, wiary katolickiej, odbudowy polskiej gospodarki, niezależności Polski na arenie międzynarodowej, czy nawet geopolityki i sprzeciwu wobec imperializmu.
Nacjonalizm to ruch społeczny, masowy, republikański, narodowy. Jeżeli to dostrzeżemy, jeżeli zaczniemy działać i swoje wysiłki kierować w tenże stronę, to narodowa rewolucja zacznie się już dzisiaj. Bo narodowa rewolucja, to nie mundurki, broń czy mityczny przywódca, a działanie tu i teraz dla Narodu dziś i jutro!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.