Polityka
4.8

Patryk Płokita: Nie będę umierał za Bękarta Transformacji. Wykorzystać go do narodowych celów!

Każdy z nas, wyznający poglądy narodowe i uważający się za nacjonalistę, zastanawia się nad rozterkami natury moralnej. Co się stanie, jeśli dojdzie do konfliktu zbrojnego? Iść w kamasz i bronić swoich, ale i również chcąc nie chcąc – banksterów i polityków? Może lepiej byłoby siedzieć cicho jak mysz pod miotłą i czekać, aż burza przeminie, skoro system, z którym tak bardzo walczymy, zniknie w zgliszczach i odmętach chaosu?

Treść zawarta tutaj to szersze rozważania do tekstu autorstwa Michała Padacza pt.: „Nie będę walczył za III RP”.

Takie rozterki, to zastanawianie się, „co by było gdyby nastała wojna”, należy do nie pierwszego i nie ostatniego pokolenia Polaków mających na ustach idee narodowe. Warto zastanowić się tutaj nad wieloma wypadkowymi, jakie mogą nastać podczas konfliktu zbrojnego na terenie Polski, we współczesnych czasach.

Wspomniane przez M. Padacza: „Huczne zapowiedzi udziału podczas konfliktu zbrojnego”, w moim subiektywnym odczuciu to często tylko słowny słowotok i slogan „mas patriotycznych”. Wynika to z tego, że sam dobrze znam to środowisko, ponieważ się z niego wywodzę. Na pewnym etapie życia wyrasta się z tego środowiska i z przymrużeniem oka patrzy w przeszłość. Sam kiedyś mówiłem i potwierdzałem tego typu frazesy, kiedy patriotyzm nie był w modzie jak teraz w postaci np. ciuchów. Im bardziej stałem się dojrzały, baczniej obserwowałem funkcjonowanie III RP, to temat wobec walki w imię „polskości”, teraz czytaj „obecnego systemu, który Cię gnębi”, zmienił się. Nie chcę umierać za banksterów i obcy kapitał. Nie chce umierać za polityków, którzy schowają się w betonowych bunkrach, polecą do innych państw, zostawią nas na pastwę losu. Nie chcę bić się za to, żeby później znów patrzeć jak dziennikarze żerują na ludzkiej krzywdzie, w imię rozdmuchania tematu dla sławy. Nie chcę umierać za system, który nie potrafi pomóc biednym dzieciom w szkołach, a za darmo daje jedzenie ludziom w więzieniu, gdzie za darmo restauruje się im zęby, gdzie ten, co nie ma opłaconych składek ZUS, musi płacić wizytę u dentysty i w szpitalu na NFZ. Nie chcę żyć w państwie, który gnębi polskiego przedsiębiorcę, a zagraniczne korporacje wychwala na piedestał w postaci np. Hipermarketów, w których czujesz się jak w „zakupowym obozie koncentracyjnym”.

Nie zmienia to faktu, że patriotyczne środowisko jest w pewnym stopniu wysublimowaną kuźnia dobrych postaw. Współcześnie takie „huczne deklamacje” powstają m.in. na fali „gimbopatriotyzmu”, a nawet „nacjoprywitywizmu”, by np. być „fajnym” w oczach kolegów, albo by zaistnieć w Internecie. Takie postawy to czysty egoizm, co jest karygodne. Kiedyś było to niewiarygodne, nienamacalne i nierealne zjawisko.

Po pierwsze: większość z tych ludzi nie jest przeszkolona, nie potrafi posługiwać się np. bronią palną. Podziękować w tym miejscu trzeba kochanemu systemowi III RP, który rozbroił obywateli. Chyba, że walka ma się toczyć na broń białą czy obuchową np. przeciwko rosyjskim czołgom. Wydaje mi się, że by i tacy „ultra-fanatycy” się znaleźli… Przecież „typowy Seba spod sklepu” nie wie jak zrobić koktajl Mołotowa, ale pałkę teleskopową w kieszeni już ma. Oczywiście pośród tej gamy masy „pro-ultrapatriots’ów” znajdują się również osoby kompetentne i przeszkolone, należące m.in. do organizacji pro-obronnych i paramilitarnych jak np. Związek Strzelecki czy Polska Organizacja Wojskowa (POW). Zapewne tworzyliby kolejne struktury nowego Państwa Podziemnego. Tacy ludzie też są potrzebni na przyszłość. O walce zbrojnej, o jaki mi chodzi, później w tekście.

Po drugie: kwestia psychiki i moralności. Nie uwierzę w fakt, iż człowiek, wychowany i przesiąknięty jadem demo-liberalizmu pod postacią np. pseudo-humanitaryzmu jest w stanie strzelić do drugiego człowieka. Mówię tutaj oczywiście o ogóle. Inny przykład to rozterki natury psychicznej, problem wojny, spadających pocisków artyleryjskich, rozsypywanych bloków mieszkalnych w wyniku bombardowania, śmierci najbliższych, widzenie codziennie trupów na ulicach m.in. z rozerwanymi kończynami czy z wylanym mózgiem na asfalcie i ostatnia kwestia głodu – chodzenie z burczącym brzuchem czy spragnionym byłoby najprawdopodobniej codziennością. Wspomnieć można w tym wątku o ogólnym strachu przed użyciem broni atomowej. W końcu rozmawiamy o konflikcie zbrojnym, a nie o grze „Call of Duty” czy „Battlefield”. Wojna to jest dopiero stresogen, a nie utrata pracy, długi, czy kwestia, bo rzuciła Cię dziewczyna, w czasach gdzie był nostalgiczny spokój.

Po trzecie: mówić dużo można, a swoje aspiracje wdrażać w czyn jest ciężko. Jesteśmy ulepieni z trochę innej gliny niż Piłsudski, Dmowski czy Pilecki, zwłaszcza pod kątem moralności. Mówiąc o moralności mam na myśli: „bronić swoich”, a nie walczyć o „problemy całego świata” w imię podprogowego zaspokajania „altruistycznych zachciewajek” banksterów i polityków w imię zarobku ich pieniędzy. Zatruwa nas jad
demo-liberalizmu, wszędzie, np. wszystkie braki reakcji struktur porządkowych w Europie Zachodniej na gwałty dokonywane przez uchodźców w sylwestra w Kolonii powstają również z tego powodu. Wydaje się, że sytuacja na Zachodzie jest gorsza niż w Polsce. Brak moralności doszedł tam do takiego absurdu, że ideologiczna nadbudowa pseudo-humanitaryzmu w imię „dobrych cech”, obrosła do zbyt wysokiego poziomu autodestrukcji. Czas na dygresje:
– Czym się różni poświęcenie ludzi w Gułagach w imię materializmu poznawczego i chorych idei „równości klasowej”, od poświęcenia 60 kobiet w Kolonii w imię trwałości UE, polityki Multi-kulti i demo-liberalizmu? Niczym. To samo zaślepienie ideologiczne, to samo zapatrzenie na fizyczność i materializm. Komunizm i kapitalizm to dwa bieguny tej samej idei. Brakuje w niej ducha i moralności.
Wracając jednak do głównego wątku w tym akapicie: czy gdyby była wojna, ta masa „patriotycznych potwierdzeń” miałaby pokrycie w czynie, jeśli jesteśmy „rozbrojeni moralnie” w imię „pseudo-humanitaryzmu”?

Nie mamy broni palnej, nie mamy ducha walki, nie mamy wartości „swój do swojego”. Przegraliśmy już na starcie.

Po czwarte: pośród ludzi, którzy chcieliby oddać życie za Polskę zaistnieją „ultra-fanatycy” ze środowisk patologicznych i kryminalistycznych, co także może stworzyć dodatkowe problemy.

M. Padacz w swoim tekście poruszył wątek nie widzenia powodów obrony państwa, ponieważ system, jakim jest III RP w jego oczach, jest okupantem: „Nie ma polskiego państwa. Nie ma polskiego interesu, nie ma polskiej polityki, ekonomi, gospodarki. Nie ma polskiej kultury”. Ze wszystkim zgodzę się w tym przypadku, oprócz polskiej kultury. Kultura to ostatni bastion cechy narodowej w Polsce, choć ostatnio gnębiony przez amerykanizację i demoliberalizm w głównym establishmentowym szambie. Szeroką kulturę tworzą ludzie. My nacjonaliści też np.: trzecio-drogowcy z Kielc w postaci wyprawki dla dzieci, Czarne Szczury jako grafitti na murach, raperzy o nacjonalistycznym tonie, i my pisząc artykuły i teksty w sferze publicznej i internetowej: czy to na „Szturmie”, na „3Drodze” czy innych portalach. Sam osobiście jestem poetą. Piszę od drugiej liceum. Warto w tym przypadku pomyśleć o naszych przodkach, z okresu rozbiorów: nie mieli państwa, a tworzyli sztukę narodową, nie zawsze popularną w tamtych czasach: Sienkiewicz, Chopin, Słowacki, Norwid i inni… zajrzałeś raz do ich pozycji?…

Czy udział z karabinem w ręku podczas konfliktu zbrojnego będzie „zdradą” i „tchórzostwem”, a może zachowaniem „tkanki narodowej”? Wybrałbym podobnie jak  M. Padacz drugą propozycję. Nie warto popełniać zbiorowego patriotycznego samobójstwa dla banksterów i polityków. Wszelka walka zbrojna powinna być wcześniej przygotowana. Najlepszym przykładem przygotowania walki zbrojnej jest historia Powstania Wielkopolskiego z lat 1918-1919. Dlaczego Polacy je wygrali? Jako jedno z niewielu w dziejach historii Polski? Bo było doskonale oddolnie przygotowane i wykorzystano odpowiedni moment – sytuacje geopolityczną.

Obecnie Polska w postaci III RP nie ma dobrej sytuacji geopolitycznej pod kątem sprawności wojskowej i porządkowej. Myślicie, że służby porządkowe jak policja czy wojsko poradzi sobie z wojennym chaosem? Jak policja nie potrafi poradzić sobie np. z rozbojem, bo lepiej wlepić mandat małoletnim pijącym piwo w parku? III RP jest państwem niekompetentnym, na każdym szczeblu swojej systemowej egzystencji. W wojsku więcej jest administracji, niż samego wojska. Nie oszukujmy się: Polska nie jest przygotowana na duży konflikt z Rosją, a NATO odwróci się plecami, jeśli w większości nie będzie mu na rękę. Dlaczego obecny rząd walczy o stacjonowanie baz NATO? W wyniku strachu, bo jak bazy będą, to w razie konfliktu pozostanie argument istnienia wojsk sprzymierzonych na terytorium III RP… Gdyby NATO nie pomogło, pozostaje jeszcze kwestia wspólnej walki państw Europy środkowo-wschodniej (a do tego myślę by doszło, bo państwa porozumienia w Wyszehradzie współpracują ze sobą) oraz dogadania się… z putinowską Rosją. III RP stałaby się jak dojna krowa: z jednej ręki do drugiej. Zmieniłby się jej główny beneficjent z UE na FR (Federacja Rosyjska). Tak wyglądałyby realia. Oczywiście czynnikiem ważnym w przypadku wojny pozostaje skala represji, jeśli pojawi się obce wojsko na terytorium III RP… Represje mogą mieć wpływ na zbudowanie oddolnego ruchu oporu, na wzór NSZ czy Państwa Podziemnego, np. w postaci nowego AK. Patrząc na to, jak gwałcą nam matki, żony, miłości życia, wywożą rodzeństwo do więzienia, strzelają po cichu w lasach w potylice naszym krewnym, kolegom, znajomym, na skalę masową, często po kryjomu, to dopiero chwyciłbym za broń.

Uważam, że w czasach pokoju, jeśli uważamy, iż obecny system jest nową wredną i perfidną okupacją, powinniśmy odwołać się do starej szkoły tzw. „Pracy u Podstaw”, „Pracy Organicznej”. To dzięki niej, wcześniej wspomniane Powstanie Wielkopolskie odniosło skutek. Pod pojęciem „Praca Organiczna”, „Praca u Podstaw”, znajduje się wiele perspektyw działań narodowego aktywizmu. My już to robimy: w postaci manifestacji, marszy, zbiórek czy grafitti, siłownia, sporty, narodowy styl życia sXe, wypady surwiwalowe. Czasem ślepo po omacku, wykopujemy się jak krety na powierzchnię. Dopiero raczkujemy w tej dziedzinie. Oczywiście nie od razu zbudowano Rzym i jestem świadomy, że to dopiero początek drogi budowania świadomości narodowej, jej zmartwychwstania. Ważne by nie być zaślepionym na jednotorowe działania w postaci tylko manifestacji, ważne by otwierać się na nowe formy aktywizmu, o których nawet autor tego tekstu jeszcze nie wie. Pozostaje jeszcze kwestia widzenia „dobrych cech” w obecnym „złym systemie”. Dla wielu wydawać się to może trudne, i zdradą ideałów, aczkolwiek na poziomie lokalnym, kulturalnym oraz kulturowym, wydaje mi się, iż jest to możliwe do osiągnięcia, np. w celu tworzenia narodowych czy nacjonalistycznych konferencji na przyszłość. Trzeba obrać odpowiednią taktykę, motywy, a często i słowa w celu zbudowania narodowego aktywizmu w obecnych położeniu. Współczesne czasy są trudne, ponieważ trudno jednoznacznie określić, kto jest wrogiem, a kto przyjacielem.

Pierwszym krokiem w tym kierunku powinien być pewien zdrowy pragmatyzm w postaci wykorzystywania i traktowania III RP jako narzędzia. Podobnie czyniła Solidarność – wykorzystywała pewne „kanony” PRLu, w celu osiągnięcia swoich celów. Wtedy modnym narzędziem były m.in. strajki lub zamieszki, te ostatnie jak np. z Radomia czy Ursusa w 1976 r. Dzisiaj są manifestacje, takie jak te z Częstochowy, gdzie stare i nowe pokolenie walczących spotkało się znów podczas policyjnej prowokacji. Współcześnie strajki i zamieszki nie miałyby racji bytu, ponieważ media przedstawiłyby te wydarzenia jako faszyzm, wandalizm i „najgorsze ze wszystkiego co jest na świecie”. Propaganda dzisiaj wydaje mi się, że jest momentami silniejsza niż w okresie PRL w praniu mózgów szarych obywateli. Skoro ten „Bękart Transformacji”, jakim jest III RP, często z nas ma robić podludzi, to czemu my nie mamy prawa go wykorzystywać do naszych własnych celów? Jeden z przykładów już podałem – kwestia konferencji. Drugim krokiem powinna być sama kreatywność czytających: ruszcie głową, macie jakiś pomysł na aktywizm narodowy? Opatentujcie to, przedyskutujcie w lokalnym narodowym środowisku, albo w większej grupie, np. w Internecie. Nie bójcie się myśleć. To nie boli. Myśl jest naszą współczesną bronią. Początkiem narodowej wszechrzeczy.

Jeśli praca organiczna będzie na wysokim poziomie, to wtedy i przyszła oddolna walka zbrojna z bronią w ręku, jeśli przyjdzie na to potrzeba i czas. Mowa oczywiście tutaj o walce w obronie najbliższych: kolegów, przyjaciół, rodzin, sąsiadów, a nie banksterów i polityków w betonowych bunkrach.

1 comment

Get RSS Feed

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.