S: Byłem na Woodstocku

Od Redakcji:  Choć dyskusja na temat festiwalu organizowanego przez pewnego oszusta nie jest szczególnie ważna, to jednak zdecydowaliśmy się zamieścić ten tekst. Jest on relacją osoby, która była w samym środku tego brudnego spędu. Co tam zobaczył nasz sympatyk? Zapraszamy do lektury!

31 lipca miałem okazje wybrać się w celu dorobienia paru groszy do Kostrzyna nad Odrą na festiwal „muzyczny” zwany przystanek Woodstock jako członek jednej ze służb porządkowych. Jest to impreza organizowana od 20 lat przez znanego oszusta Jerzego O. której przewodnimi hasłami są pokój, miłość, zdrowy tryb życia, stop narkotykom.

To co zobaczyłem przerosło moje najśmielsze oczekiwania, po tym jak przejechaliśmy przez rondo Woodstock (prawdziwa nazwa) mijając śpiący na chodniku pokojowy patrol, wjechaliśmy do lasu na którego końcu ukazało nam się wielkie koczowisko przypominające raczej zlot ludności romskiej z całej Europy, kolega obok skwitował ten widok prostymi, żołnierskimi słowami „o kurwa, w co my się wpakowaliśmy”. Przejeżdżając przez cały teren imprezy o godz. 5 rano widzieliśmy setki jeśli nie tysiące pijanych młodych ludzi. Gdzieniegdzie na środku ścieżki ktoś leżał nieprzytomny ale nikt sobie nie robił z tego większych problemów, w oddali było widać młodzieńca umorusanego w błocie którego na ziemie powala dwóch ochroniarzy, gdy odwróciłem się w drugą stronę spostrzegłem flagę antify wywieszoną na drzewie, a pod nią w rytm skocznej muzyki odbywały się bahanalia suto zakrapiane tanim winem i piwkiem.

Po rozbiciu namiotów zaczęliśmy rozmawiać z kolegami którzy przybyli do pracy już parę dni wcześniej, pierwsza informacja jaka do nas dotarła dotyczyła już 3 ofiar śmiertelnych: jeden topielec, jedna osoba po przepiciu dostała udaru słonecznego, i jedna która została zadźgana nożem w lesie (mieliśmy jeszcze 8  godzin do oficjalnego rozpoczęcia festiwalu) lecz media o tym milczały.

Po odprawie wsiedliśmy w busa, aby dojechać na stanowisko. Po drodze podobne widoki co wcześniej z tym, że ludzi przybywa, ponieważ budzą się jeszcze pijani. W bocznej szybie zobaczyliśmy wesolutkiego golasa
z puszeczką piwa w ręce, który bez skrępowania spacerował między ludźmi wymachując swoim przyrodzeniem. Kierowca oznajmił nam, że to jest jeszcze nic i opowiedział historię o „olimpiadzie”, która miała tam miejsce. Otóż podczas jednego z patroli razem z kolegą zauważyli grupkę roześmianej młodzieży, a wśród nich kilka dziewczyn rozebranych od pasa
w górę z namalowanymi kółeczkami olimpijskimi na plecach. Brały one udział w dość nietypowych zawodach polegających na oralnym doprowadzeniu kolegów do satysfakcji, oczywiście która pierwsza, ta wygrywa. Po drodze kierowca uprzedził nas abyśmy mieli oczy dookoła głowy ponieważ uczestnicy zabawy wyznający zasady: pokój
i miłość, mają przy sobie zabawki, którymi nie pogardziliby kibice krakowskich drużyn. Były maczety, kastety, noże, łańcuchy, pałki, a przy tej ilości narkotyków i alkoholu nigdy nie wiadomo co takiemu człowiekowi strzeli do głowy. Po rozpoczęciu pracy, naszym głównym zadaniem było zbieranie pijanych zwłok ze słońca i odkładaniu gdzieś do cienia. Wszędzie przewijali się różnego rodzaju przebierańcy, dewianci: roznegliżowane kobiety i mężczyźni, chłopcy którym maszynka zepsuła się w trakcie strzyżenia i dziewczyny którym jakiś zwierz w okolicznym lesie musiał nieźle potargać ubrania. Najsmutniejszym widokiem byli dla mnie „rodzice” z małymi dziećmi: hipis z rocznym dzieckiem na rękach, dziewczyna z wózkiem pod którym spokojnie wypoczywały 2 czteropaki ,a skrajnymi już dla mnie przypadkami był ojciec z synkiem za rękę, oboje solidarnie dzierżący piwko tej samej marki, matka karząca dziecku przejść pod ogrodzeniem żeby wyzbierało jakieś tam folijki za które można było dostać darmowe piwo czy nawalony tatuś śpiący na ziemi obok 10 letni synka, a na ławeczce obok mamusia z piwkiem w ręku trzymająca na kolanach jeszcze młodsze dziecko, które było całe wymalowane farbami. Tego typu widoki towarzyszyły mi cały dzień, aż do końca zmiany, byłem nawet świadkiem tego jak dziewczyna na siłę próbowała kopulować ze swoim chłopakiem pomimo tego, że obok stało kilkadziesiąt osób w kolejce do toj toja, ten na szczęście miał opory, no przynajmniej do czasu gdy inni zniknęli w pobliskim zagajniku.

Po zakończonej zmianie przebrałem się w strój cywilny, złapałem za telefon i poszedłem na spacer zrobić kilka zdjęć. Raz po raz potykałem się o czyjeś pijane truchło, które często było przyozdobione wymiocinami. Próbowałem też policzyć ludzi, którzy aby dobić się do końca podchodzili do obcych ludzi z kubeczkami i prosili o dolewkę. Udało mi się nawet porozmawiać z jednym z wieloletnich bywalców tego spędu. Dowiedziałem się że, cytuje: „teraz Woodstock jest komercyjny. To nie to co 16 lat temu”, aż strach pomyśleć co działo się tam kiedyś, powiedział mi też „ludzie po to tu przyjeżdżają, żeby się zabawić, poszaleć, tutaj mogą się tak zachowywać, ponieważ społeczeństwo na co dzień im na to nie pozwala”. Warto podkreślić, że mówił to z wielkim oburzeniem.

Drugiego dnia moja praca zaczęła się od interwencji do młodego chłopaka, który na chwile stracił przytomność, gdyż najprawdopodobniej skosztował ciut za dużo podejrzanych substancji i twierdząc że nic mu nie jest znowu parę razy padł na ziemię na moich oczach. Całe szczęście, że namiot ratownictwa medycznego był nie daleko mojego stanowiska. Przez cały dzień sam spotkałem się jeszcze z trzema podobnymi przypadkami. Widziałem z daleka, że moi koledzy też interweniowali w innych częściach imprezy. Jedna z osób, której udzielałem pomocy była odurzona do tego stopnia, że w momencie przypinania do noszy przez medyków musiał być trzymany przez kilka osób gdyż miotał się i wydzierał „zostawcie mnie pająki zostawcie mnie!”. Przykrym obrazkiem był dla mnie widok kilku młodych całkiem urodziwych dziewcząt, które trzymały w rękach papierowe torebki które w pewnym momencie przyłożyły do ust i zaczeły inhalacje.

Tutaj właśnie widać przywiązanie organizatora do jednego z głównych haseł, którym jest ‚stop narkotykom’. Ale no cóż no  może to po prostu  jakiś chwyt marketingowy. Rozbawiły mnie też słowa pana Owsika, że za Woodstock powinno się dziękować sponsorom,  bo tylko dzięki nim ten festiwal może się odbyć. Po części ma racje, bo każdy kto wrzuca do puszki wośp-u, jest przez to sponsorem tego zbiegowiska, gdyż jak powszechnie wiadomo Woodstock jest finansowany z wośp-owych puszek.

Po 3 dniach spędzonych w Kostrzynie prawie oszalałem. Wiele już w życiu widziałem, ale nie sądziłem, że człowiek jest w stanie dopuścić się takiego zdziczenia.

Pijaństwo, dewiacje, narkomania, przemoc, a władze na to pozwalają. Wyjeżdżając, sam już wiedziałem o ok. 10 osobach śmiertelnych
i o tragicznym wypadku, kiedy to mężczyzna będący pod wpływem narkotyków, wjechał w namiot w którym było 12 osób. Jedna z nich, w stanie krytycznym trafiła do szpitala lecz nie znam jej dalszych losów. Dużo by można jeszcze o  tym wszystkim pisać, ale po tym co zobaczyłem ciężko zebrać to do kupy.

Więc drodzy rodzice jeśli chcecie, aby wasze dziecko wróciło z kolejnym dzieckiem w drodze lub nie wróciło wcale albo po prostu macie swoje pociechy głęboko w rzyci, bądź najzwyklej chcecie się ich pozbyć to wyślijcie je na Woodstock, tam jest naprawdę niebezpiecznie.

1 comment

Get RSS Feed
  1. Ania

    Ogólnie wiadomo co sie tam wyprawia!!tylko zastanawia mnie fakt dlaczego o tym ńie donosi nasza wyczulona na sensacje wszelaka prasa!??

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.