„Ars Celebrandi to krok w dobrym kierunku”- Rozmowa z Tomaszem Adamskim

Filip Paluch: Gościem naszej dzisiejszej rozmowy będzie Tomasz Adamski, współtwórca kanału Bez Imprimatur, współpracownik portalu stacja7.pl, autor bloga Odium Humani Generis oraz student teologii.

Króluj nam Chryste! 

Tomasz Adamski:  Zawsze i wszędzie!

Wraz z Mateuszem Ochmanem nakręciliście już 144 programy, zaczęliście od wspólnego projektu Bez Imprimatur przechodząc kolejno do występów solowych, obecnie możemy oglądać Cię w cotygodniowym Spamie. Kanał Bez Imprimatur subskrybuje 4 211 osób, a obejrzało go ponad pól miliona widzów, spodziewaliście się takich liczb? 

– Jak pisał św. Paweł: Żadną miarą! Kiedy decydowaliśmy się na taki eksperyment, bo z początku tym właśnie był nasz program, przewidywania były dużo skromniejsze. Mateusz długo mnie namawiał, twierdząc, że jest na naszą dwójkę zapotrzebowanie. Ja jako totalny dyletant w sprawach Youtube’a po prostu mu zaufałem, ale postawiliśmy sobie poprzeczkę dość nisko. Założenie było takie, żeby zdobyć 300-400 wyświetleń pierwszego filmu w 24h od jego publikacji. Obejrzało nas jednak 1000 osób i chyba dopiero wtedy zaczęliśmy sobie zdawać sprawę z potencjału tego, co zamierzaliśmy robić przez następne miesiące.

Postawa którą prezentujecie w programie jest bardzo wyrazista, nie ma tam miejsca na „letnie” dywagacje, konformizm czy eufemizm. Mówicie też językiem, który nie wprawia słuchacza w stan umysłowy popołudniowej drzemki. Sądzisz, że nasze pokolenie potrzebuje więcej wyrazistości i ostrości niż dźwięku źle nastrojonych gitar   i co najmniej infantylnych piosenek? 

– Postawa, którą prezentujemy w programie to – uwaga: zabrzmi szumnie – nasza codzienność. Założenia programu od zawsze były takie, że rozmawiamy przed kamerą, tak jak dotychczas robiliśmy to bez niej. Oczywiście nie wszystko da się przełożyć, bo jednak obecność sprzętu nagrywającego, oświetlenie i cała reszta odrobinę zmienia kontekst. Zmierzam do tego, że nasza postawa przed kamerą to nie poza, nie wcielanie się w role, ale nasze autentyczne „ja”. Nie czujemy potrzeby bycia przed kamerą kimś innym. A zatem już na własnym przykładzie widzimy, że młodość nie zawsze idzie w parze z takim stereotypem emocjonalnego gitarzysty oazowego. Po wynikach oglądalności i wyrazach sympatii wielu widzów możemy to stwierdzić tym pewniej. Uprzedzam jednak pytanie: nie czujemy się jedynym i perfekcyjnym antidotum na wiecznie złe duszpasterstwa parafialne lub diecezjalne. Taki podział na dobre Bez Imprimatur i złe spotkania modlitewne młodych ludzi jest zupełnie bez sensu.

Uważasz że wśród ludzi młodych istnieje duże przywiązanie do tradycji? Do niedawna jeszcze, na Mszy Trydenckiej w Krakowie, można było poczuć się jak w tajemnym bractwie. Gotyckie sklepienia kościoła Św. Krzyża, tajemniczy i cisi ludzie, większość w podeszłym wieku, stary profesorski półświatek. Mimo wszystko nie napawało to optymizmem. Teraz widzę jednak zmiany, coraz więcej osób z zewnątrz przychodzi na Msze Trydencką, a wśród parafialnych księży stosunek do tego rytu ewoluuje chyba w dobrym kierunku. Czy zatem mamy szansę na prawdziwy tradycjonalistyczny renesans?  

 To pytanie do specjalistów: duszpasterzy, religiologów, może właśnie do tych ludzi w podeszłym wieku. Do tych, którzy byli tam kilka lat temu i są teraz. Mnie – człowiekowi z zewnątrz – bardzo trudno to ocenić i diagnozować. Choć rzeczywiście ilość osób młodych na mszy w NRR była dla mnie największym szokiem, gdy dotarłem na bytomską tridentinę po raz pierwszy. Jeśli założyć, że jest to autentyczne przywiązanie, prawdziwa duchowość, a nie tylko ciekawość lub – co i nam zarzucano – „tradycjonalistyczne katohipsterstwo”, to być może idzie to w dobrym kierunku. To zresztą też udowadnia, że stereotyp „młody wierzący = oazowicz z gitarą i taniec wokół ołtarza” jest nieprawdziwy i wielu wypadkach krzywdzący, zawężający ogląd sprawy.
Z kolei nie wiem czy wśród parafialnych księży rzeczywiście odczuwalna jest wspomniana przez Ciebie ewolucja. Tego nie zauważyłem, a znam wciąż sporo przykładów, gdzie kapłan odnosi się do tridentiny z jakąś niezdrową niechęcią lub przynajmniej rezerwą, więc ostrej tezy bym nie stawiał. Dużo pracy przed tradycjonalistami.

A praca wre. Tego roku w warsztatach liturgicznych Ars Celebrandi uczestniczyło 150 osób z całej Polski i zagranicy. Liczba może nie jest zatrważająca, ale oglądając zdjęcia z tego wydarzenia, mam wrażenie że odniesiono ogromny sukces. 

– Nic tylko się cieszyć, choć mnie osobiście raduje najmocniej patronat honorowy bp Wiesława Meringa. Wspaniale, że hierarchowie zauważają i doceniają starania wiernych o – przepraszam, jeśli to złe słowo – restaurację tradycyjnej liturgii w Polsce. Oczywiście warsztaty to nie wszystko. Wspominałem o stereotypie oazowicza, a niestety stereotyp tradycjonalisty również istnieje i – przykro mówić – nie bierze się znikąd. Abstrahując od diagnozowania szczegółowych przyczyn i oceny samego zjawiska, jedno pozostaje niezmienne: trzeba z nim zerwać i pokazać się od prawdziwej strony. Kiedy szersza grupa osób zauważy, że tradycjonalista nie jest faryzejskim wampirem, który pluje krwią heretyków i dyszy przepisami, a msza trydencka to nie unosząca się z kadzielnicy woń grożącej ekskomuniki za źle złożone dłonie kapłana, ludzie sami przyjdą. Ars Celebrandi to krok w tym kierunku.

Może docenienie przez hierarchów takich inicjatyw to także zasługa waszego kanału, w końcu obserwuje was KAI i KEP, jeśli się nie mylę. Przejdźmy do Spamu, to chyba mój ulubiony program na waszym kanale. Komentujesz w nim wycinki z różnych gazet, w których ich autorzy, w taki bądź inny sposób, atakują Kościół. Czujesz się czasami bezsilny wobec ich ignorancji i agresji?

– Nie sądzę, żeby była w tym jakakolwiek nasza zasługa, którą dałoby się jakoś sensownie wyłożyć albo zmierzyć. Robimy swoje, jesteśmy posłuszni Kościołowi. Obserwowanie przez KEP niekoniecznie oznacza, że hierarchowie są na bieżąco z naszymi treściami. To samo     z siebie ogromna nobilitacja, motywacja do dalszej pracy, ale nie wyobrażam sobie, by dyskutowano w Episkopacie o dwóch vlogerach i by rozważano czy mają rację. Jest dużo ważniejszych spraw.

Co do SPAMu – zaskakujące, że nie zawsze mówimy tu o bezpośrednich atakach na Kościół. W tym programie dużo częściej przychodzi mi się zmierzyć nie tyle z bezpardonową ofensywą, co z dezinformacją, która bierze się albo z ignorancji albo ze złej woli, które czasami trudno od siebie odróżnić. Poszczególne artykuły są jednak za słabe. Mówić o ataku można tylko, jeśli przyjąć je jako część większej kampanii antykościelnej, w której niektórzy dziennikarze mniej lub bardziej świadomie uczestniczą. Postawiłem sobie za zadanie demaskowanie tych treści punkt po punkcie. I owszem, jestem bezsilny wobec machiny medialnej, bo jestem tylko skromnym vlogerem winnicy Pana (śmiech), ale widzowie przekonują mnie, że warto. To dla nich to robię.

Działania niektórych dziennikarzy można rzeczywiście zrzucić na karb zwykłych problemów z logicznym myśleniem. Bo czymże innym tłumaczyć oburzenie redaktor Gozdyry, tym że szkolna katechetka trzyma przy swoim biurku wizerunek       św. Jana Pawła II. Jednak czasami dochodzę do wniosku, że niektóre działania medialne są po prostu zamierzone, zarówno jako całość jak i indywidualne akcje. Czy cała medialna wrzawa wokół ostatniego Synodu, akcja w gruncie rzeczy dezinformacyjna jak to powiedziałeś, mogła być niewinna w swoich zamierzeniach?

– Zdecydowanie nie. Pisałem o tym w jednym z felietonów dla Stacji 7. Jeśli ktoś uwierzył, że mediom (oczywiście mówimy tu o tych wybranych, o określonym programie niekoniecznie przychylnym katolikom) leży na sercu dobro Kościoła, to wykazuje się piękną naiwnością, za jaką osobiście tęsknię. To nic złego. Nie wszyscy są na bieżąco, śledzą i próbują poukładać te puzzle. Polacy mają ważniejsze sprawy na głowie, więc z braku innych możliwości przyjmują za dobrą monetę relacje medialne. A w nich często widzimy podwójne standardy i zwyczajną nieuczciwość relacji, próbę ugrania czegoś na własną korzyść.
By nie być gołosłownym, podaję przykład. Jedna z gazet właściwie jednocześnie wypuściła dwa teksty. Jeden o kard. Schönbornie, drugi o abp Gądeckim. Pierwszy z nich był przedstawiony jako wspaniały pasterz Wiednia, będący blisko ludzi i wprowadzający do Kościoła ludzką twarz, rewolucjonizując Magisterium ramię w ramię z papieżem Franciszkiem – upragnionym reformatorem. Z kolei Przewodniczący KEP ukazany został jako wstecznik, przedstawiciel zatęchłego polskiego zaścianka. Ten naiwny podział nie brał pod uwagę – i tu sam pytam: czy aby na pewno przypadkowo? – że obaj hierarchowie w kontekście ustaleń synodu mówili zasadniczo to samo. Pytanie, który z czytelników gazety to zauważył.

Po ostatnim odcinku Spamu widzimy, że brak logiki (skierowany jednak w inną stronę) obecny jest także na szeroko rozumianej prasie o zabarwieniu prawicowym. Ciężko było rozprawić się z naczelnym konserwatystą kraju – dr hab. Adamem Wielomskim? 

– Nie lubię słowa „rozprawiać się”, bo to brzmi jakbym był jakimś szeryfem – jedynym sprawiedliwym, który rozstawia dziennikarzy po kątach, a przecież tak nie jest. A zająłem się tekstem prof. Wielomskiego nie uważając go wcale za naczelnego konserwatystę. Ot, uważam, że przedstawianie Putina – przypomnijmy: kgb-istę, rozwodnika itp. – jako katechona jest ok, o ile to pewna figura retoryczna. Przekonanie, że fakt, iż Rosja ma ważniejsze sprawy na głowie niż użeranie się z lobbystami LGBT, spieranie się o gender i inne tęczowe sprawy, czyni z rosyjskiego polityka lidera chrześcijańskiej kontrrewolucji, jest dla mnie dziwne. To ciekawe spostrzeżenie, ale tak radykalny wniosek jest po prostu bzdurą. Czy było ciężko? Nie bardzo. Raczej przykro.

Czytuję czasami Gościa Niedzielnego, który z nieznanych mi powodów zaczyna dryfować w nieznane. Myślisz, że jest szansa na pojawienie się kiedyś fragmentu tekstu z Gościa, w Spamie? 

– Nie czytuję Gościa Niedzielnego z powodów, o których z założenia nie wspominam. W każdym razie trudno mi znaleźć tekst do komentowania, skoro nie jestem czytelnikiem. Niemniej, zawsze istnieje możliwość, choć akurat jeśli chodzi o wiedzę z zakresu szeroko rozumianej teologii i dobrą wolę to w GN nietrudno. Musieliby zatem „podpaść” czymś innym niż standardowi dziennikarze pojawiający się w SPAMie

Dziękuję Ci bardzo za rozmowę. Mam nadzieję, że jeszcze nie raz zechcesz gościć na łamach naszego portalu. Ostatnie słowo tradycyjnie należy do Ciebie.

 

– To ja dziękuję i pozdrawiam czytelników. A tych, którzy jeszcze mają wątpliwości, proszę: nie wierzcie na słowo. Życzę sobie i Wam oczu szeroko otwartych.

Z Tomaszem Adamskim rozmawiał Filip Paluch.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.