Religia
4.8

Charlotte Allen: Prawdziwa historia żeńskiego diakonatu

Gdy Papież Franciszek ogłosił publicznie swoją gotowość do utworzenia specjalnej komisji, która miała by przestudiować kwestię, czy kobiety mogą faktycznie służyć w Kościele Katolickim jako diakonissy, moją pierwszą myślą było: muszę się tym zająć!

I rzeczywiście, nie trzeba było wiele czasu, a Future Church (Kościół Przyszłości), liberalna organizacja katolicka która do tej pory robiła wszystko by dość subtelnie przepchnąć sprawę kobiet do zarezerwowanego tylko dla mężczyzn kapłaństwa, nie tylko pochwaliła Franciszka za jego wypowiedź ale także ogłosiła swoje plany utworzenia specjalnej strony internetowej CatholicWomenDeacons.org, sponsorowania rekolekcji dla kobiet, by te mogły odkryć w sobie swoje „powołanie” do bycia diakonissami i co najważniejsze lobbowania u amerykańskich biskupów by ci naciskali na Rzym aby ten otworzył diakonat dla kobiet. Mniej subtelnie zadziałała natomiast Konferencja Święcenia Kobiet (Women’s Ordination Conference- w skrócie WOC), która zganiła Franciszka, że nie idzie on na całość i nie otwiera dla kobiet od razu kapłaństwa, ale z drugiej strony też delikatnie pochwaliła, mówiąc że wspomniana komisja oprócz dyskusji nad diakonatem ma się także zastanowić nad kwestiami związanymi z kapłaństwem kobiet w Kościele Rzymskokatolickim.

„Dyskusja” o której mówi WOC wydaje się mieć w swojej istocie historyczne korzenie. W swoim oświadczeniu prasowym, WOC przywołuje „dowody” istnienia „kilku kobiet Diakonów” w początkach istnienia Kościołów i wskazuje, że wyrażając akceptacje dla wyświęcania kobiet, Watykan nie zrobiłby niczego więcej jak tylko uznałby swoją własną historię. Jednakże bliższe spojrzenie na tą historię, może spowodować istotne wątpliwości czy współczesne dążenia części kobiet do ustanowienia dla nich diakonatu, mają cokolwiek wspólnego z historyczną posługą kobiet w pierwszych wiekach Kościoła, na którą się one powołują.

Nie ma żadnej wątpliwości, kobiety diakonki, a nawet wyświęcone kobiety diakonki wykonywały tą kościelną posługę przez wiele wieków w Kościele pierwotnym. Jednakże stwierdzić na czym ta funkcja dokładnie polegała i z czym się wiązała jest już niezwykle trudno. Znamy przykład Phoebe, „diakona Kościoła” o której wspomina św. Paweł w swoim liście do Rzymian. Ale Grecki rzeczownik „diakonos”, którego Paweł używa, w klasycznej grece nie miał przypisanej żeńskiej płci, oznacza po prostu sługę. To samo określenie pojawia się także w Ewangelii świętego Jana, w kontekście sługi, który wypełniał stągwie wodą podczas wesela w Kanie Galilejskiej i w Dziejach Apostolskich jako nazwa siedmiu mężczyzn, których wybrano do materialnej posługi, tak by Apostołowie mogli się skupić na modlitwie i głoszeniu Słowa Bożego.

Chrześcijańskie dokumenty z trzeciego i czwartego wieku zawierają i dostarczają nam już znacznie więcej szczegółów i wydają się one przedstawiać to jako coraz bardziej wyszukaną i oficjalnie honorowaną rolę dla kobiet w Kościele. Dokumenty te odnoszą się szczególnie do tak zwanych deaconesses („diakonissai”), a conajmniej jeden z nich wspomina o tym, że biskup nakładał ręce na te kobiety, w czynności mającej przypominać święcenie i jednocześnie podkreślać znaczenie ich urzędu. Inne wczesne dokumenty, przeważnie pochodzące z Kościoła Wschodniego (choć od czasu do czasu też z zachodu) nazywa niektóre kobiety jako „deaconesses”. Te kobiety były prawie zawsze wdowami, ale przebywały w jakiejś innej formie celibatu związanej z wyborem życia monastycznego. Ich obowiązki były głównie związane z pracą charytatywną i uczestnictwem w chrzcie dorosłych kobiet (w czasach gdy chrzty miały charakter uniwersalny, pewnym skandalem dla męskiego księdza było zanurzyć obcą, nagą kobietę). To, że pierwsze diakonki, były także zakonnicami jest pewne i niepodważalne. „Deaconesses” zniknęły zarówno ze wschodniego jak i z łacińskiego Kościoła Katolickiego w średniowieczu, kiedy to urząd „diakona” w szczególności z uwagi na jego liturgiczne funkcje głoszenia i czytania Ewangelii stał się częścią święceń kapłańskich, a więc został otwarty tylko dla mężczyzn. Jedynie Kościół Ormiański aż po XX wiek nadal wyświęcał „Deaconesses” do służby przy Ołtarzu. Należy jednak zauważyć, że każda z tych ormiańskich Deaconesses musiała być także zakonnicą i często przełożoną swojego klasztoru.

Podejrzewam, że nie wiele z tych kobiet, które nagle poczują „powołanie” do diakonatu w świetle oświadczenia papieża Franciszka, będzie równie chętne i gotowe do zostania zakonnicami czy przyjęcia bardzo kobiecego tytułu „deaconess”. Większość z tych, która chce przepchnąć diakonat kobiet, tak naprawdę nie jest zainteresowana przywracaniem aspektów wczesnochrześcijańskiej historii. Interesuje ich za to zdobywanie władzy politycznej we współczesnym Kościele. Ich celem jest kapłaństwo, a ostatecznie cały Episkopat, tak jak to było w przypadku Kościoła Anglikańskiego. Aspiracje kobiet do diakonatu, nie należy odczytywać jako historycznego przebudzenia, lecz raczej jako ciszę przed burzą w Kościele Katolickim.

Źródło: FirstThings

Powyższe tłumaczenie jest własnością portalu 3droga.pl. Jego kopiowanie bez zgody Redakcji jest zabronione. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.