Dawid Kaczmarek: Odpowiedź znajdziecie na Golgocie

Siedząc tak sobie i rozważając pewne istotne sprawy, dochodzę do wniosku że czasy w których przyszło nam żyć obecnie, to czasy z którymi żaden porządny i kulturalny człowiek, o ile by go oczywiście wcześniej zapytano o zdanie na ten temat, nie chciałby mieć nic wspólnego. Tego typu stwierdzenie, nie powinno tutaj w tym miejscu nikogo dziwić. Nowoczesność, z ustami pełnymi frazesów się skompromitowała. Dlaczego? Bo nie da się stworzyć zadowalającego porządku społecznego, w którym rolę naczelnego imperatywu będzie pełnić „względność”. Nie uzyska się w ten sposób żadną miarą „wolności” lecz wyjdzie nam z tego co najwyżej „wątpliwość” i to jest właśnie to. Kolejna, równie ciekawa co poprzednie, nazwa na określenie naszej obecnej cywilizacji- cywilizacja wątpliwości! Czy to nie brzmi sensownie? Wątpliwości otaczają nas przecież przez cały czas bardzo ściśle, dusząc nas i miażdżąc nasze trzewia oraz skronie. W tej sytuacji jesteśmy jak ten pies, który siedzi na starej smyczy i karmi się go rzeczami na które nie ma najmniejszej ochoty. Tak ukazują się wątpliwości, te natury materialnej i te znacznie poważniejsze (przynajmniej dla potrzeb mojego tekstu) wątpliwości o naturze ideowej, metafizycznej. Bo skoro na pierwszym miejscu stawiamy „względność”, to czego tak naprawdę możemy być pewni? Jak ma wyglądać model rodziny? Małżeństwo? Ojczyzna? Patriotyzm? Czy to wszystko jest w ogóle potrzebne współczesnemu człowiekowi? Skoro w ogóle dopuszczamy dyskusje na takie tematy, to dlaczego by nie pójść dalej? Na całość? Tak jak to lubi robić człowiek postmodernizmu? Więc zatem do dzieła: na co współczesnemu ma być potrzebny Bóg? Pytanie choć oburzające, to odpowiada ono czasom w jakich żyjemy i stanowi miarę naszego upadku. Gdzie znaleźć na nie odpowiedź?

Czy czas w którym zadaje to pytanie jest przypadkowy? Nie. Wierzę głęboko w to, że nie ma lepszego czasu niż Wielkanoc i nie będzie lepszego miejsca na to niż Golgota by zastanowić się nad sobą i zrozumieć już po raz kolejny po co tak właściwie jest nam Bóg. Po raz kolejny? Tak. Bo ta historia nigdy nie ma końca. Żyjemy w zawrotnym tempie. Robimy wszystko by nie mieć czasu. Robimy wszystko po to by nie myśleć, by nie patrzeć. Odwracamy wzrok od tego co nas dotyczy i tłumaczymy sobie to setkami bardziej lub mniej poważnych wymówek. Jednak gdy nastaje Wielki Post wracamy. Tak jest zawsze. Wracamy, bo przyciąga nas Popiół i jego liturgia. Wabi nas obietnica zawarta w Popiele, jego natura, która jest tak bardzo podobna do naszej. Bezdyskusyjna. Obiektywna i fundamentalna. Popiół pokazuje nam jak powstaliśmy i jak skończymy. Czujesz w związku z tym ten spokój? Nadchodzi Wielki Piątek. Co? Współczesny homo economicus  ma zamiar wspominać czyjąś śmierć? I to pochodzącą jeszcze z tak zamierzchłej przeszłości? A jednak go ona obchodzi, choć może nie do końca rozumie czemu. Mamy ciemny, stary kościół. Po bokach, palą się jeszcze tylko słabe świece. Powoli, lecz uparcie roznosi się zapach kadzideł. Kapłan intonuje pieśń, w równym rytmie, coraz głośniej i głośniej. Zamykam oczy. Historia zaczyna się od początku. Jezus znów bierze Krzyż na swe ramiona. Znikąd nie widać ratunku. Wokół tylko żołnierze. Tylko obelgi i rozkazy. Drwiny. Bezlitosne. Ludzie są w amoku. Szkoda, bo może zrozumieliby co się dzieje na ich oczach. Co się właśnie przed nimi rozgrywa. Jak Wielka Tajemnica miesza się z jeszcze większą Miłością. Miłością, która prowadzi Jezusa coraz dalej i dalej, bez względu na upadki i szykany. Patrzę i nie dowierzam: ile razy poddałbym się na Jego miejscu? Jak szybko bym się zatrzymał? Idziemy dalej. Ktoś próbuje się przedrzeć przez szereg strażników. Podaje mu chustę i ociera twarz. To jakaś dziewczyna. Weronika. Czuje tylko wstyd: ile raz bym już odwrócił głowę w takiej sytuacji? Ile razy byłem tchórzem, odmawiając pomocy tym którzy mnie potrzebowali? Idziemy dalej. Prowadzą nas arcykapłani. Cieszą się. Są z siebie zadowoleni. Potrząsają pękatymi sakiewkami i klepią się po plecach. Ile razy widziałem jak pieniądze psują Ducha? Ile razy nie zareagowałem na niesprawiedliwość bo brakło mi odwagi? To wszystko zaczyna mnie przerastać. Już dłużej nie mogę, bezsilność rozrywa mi serce. Padam na kolana i płaczę. Płaczę bo nie wiem czy chociaż tym razem, byłem razem z Nim czy przeciwko Niemu. Płaczę nad swoim losem, bo Krzyż jest moim wyrzutem sumienia. Ktoś jednak ociera moje łzy. Ratuje mnie głos. Donośny głos dochodzący z góry: „Zaprawdę, powiadam ci, jeszcze dziś będziesz ze mną w raju”.

Bo Krzyż to też nadzieja. Nadzieja przeznaczona specjalnie dla nas. Nadzieja, którą daje się nam ciągle i ciągle na nowo. Za każdym razem. Po każdym potknięciu. Dlaczego człowiek dziś wciąż potrzebuje Boga? Bo tylko Nadzieja jest go w stanie uratować. Tylko Nadzieja jest w stanie rozproszyć wątpliwości i rozerwać smycz wiążącą człowieka. Dlatego spotkajmy się dzisiaj razem na Golgocie, zajmijmy właściwą stronę i poszukajmy odpowiedzi. Razem. Bóg jest Nadzieją. Tak długo jak w Kościołach na całym świecie, będą się uginać kolana na wezwanie Kapłana, tak długo to przesłanie nie przestanie trwać. Trwać i inspirować.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.