Faramir: Reguła św. Benedykta

Jednym z codziennych zadań każdego chrześcijanina jest walka, przez którą rozumieć mamy konfrontację ze złem czającym się na każdym kroku, również w nas samych, w postaci słabości i codziennych grzechów. Z tego też powodu używa się pojęcia Kościoła Wojującego, które dziś jest niestety niepoprawne politycznie. W ostatnim swoim artykule pt. Pochwała nowego rycerstwa uzasadniałem potrzebę, konieczność i słuszność tego wojowania na podstawie dzieła św. Bernarda z Clairvaux pod tym samym tytułem. Jednakże bój, często rozumiany jako czynność niezwykle patetyczna i wyniosła (a niekoniecznie tak jest), nie jest moim zdaniem jedyną drogą dla człowieka wierzącego(bywa istotny, ale nie może lub nie powinien przysłaniać pozostałych kwestii). Dobrze to ujmuje wypowiedź Gandalfa do Galadrieli w filmie Hobbit: Niezwykła Podróż:

Saruman uważa, że tylko wielka moc może zatrzymać zło, ale ja tak nie uważam. Ja myślę, że małe codzienne czyny prostych ludzi utrzymują zło w oddali, są to proste akty dobroci i miłości…

„Proste akty dobroci i miłości”, ja osobiście dodałbym do tego codzienną pracę która jest wedle Katolickiej Nauki Społecznej istotnym elementem życia ludzkiego. O pracy jak również modlitwie i utrzymaniu równowagi w życiu będzie traktowało dzieło, które będę starał się wam jak najdokładniej przedstawić a nazywa się ono Regułą Świętego Benedykta. Reguła jest pismem fundamentalnym dla dziejów naszego kontynentu, który kształtuje Europę duchowo i kulturalnie niemalże od 1500 lat. Spisana około roku 540 przez św. Benedykta z Nursji, założyciela Zakonu Benedyktynów, ojca kościoła, głównego patrona Europy i pierwszego opata słynnego klasztoru na Monte Cassino. Opiera się na wcześniejszych regułach zakonnych, przede wszystkim pismach św. Bazylego i Regule Mistrza. W 813 roku, decyzją cesarza Karola Wielkiego, przy sporym wpływie św. Benedykta z Anianu stała się głównym dokumentem regulującym życie zakonne w cesarstwie, a co za tym idzie w całym świecie kultury łacińskiej. Ten stan rzeczy istniał aż do XIII wieku, kiedy pojawiły się zakony żebracze, lecz do dziś używają jej np. benedyktyni, cystersi i kameduli. Jednakże nie tylko z powodów historycznych Reguła jest tak bardzo ważna dla Europy, jest to przede wszystkim dzieło religijne, traktujące o sprawach o których napisałem wyżej i z tego też powodu warto się jej przyjrzeć dokładnie. Reguła nie jest przeznaczona tylko dla zakonników, ale również dla osób świeckich poszukujących równowagi i spokoju ducha w codziennym życiu. Niech motto św. Benedykta, czyli słowa Ora et labora ( módl się i pracuj), oraz fragment wstępu będą dla was zachętą:

Słuchaj, synu, nauk mistrza i nakłoń ku nim ucho swego serca. Napomnienia łaskawego ojca przyjmuj chętnie i wypełniaj skutecznie, abyś przez trud posłuszeństwa powrócił do Tego, od którego odszedłeś przez gnuśność nieposłuszeństwa. Do ciebie więc kieruję teraz moje słowa, kimkolwiek jesteś ty, co wyrzekasz się własnych chęci, a chcąc służyć pod rozkazami Chrystusa Pana, prawdziwego Króla, przywdziewasz potężną i świętą zbroję posłuszeństwa.

Dzieło to składa się z prologu i 73 ksiąg porządkujących codzienne życie mnichów, np. rozdział 55 pt. „O ubraniu i obuwiu mnichów”, lub 35 pt. „O odbywających codzienną służbę w kuchni”. Św. Benedykt niezwykle często posługuje się fragmentami Pisma Świętego, zwłaszcza Księgą Psalmów i Ewangeliami. Używa prostego języka, jak również nie umieszcza zbędnych i zawiłych opisów i przykładów, całe pismo prezentuje niezwykłą prostotę, a co za tym idzie dokładność i precyzję. W moich rozważaniach skupię się przede wszystkim na rozdziałach dotyczących sfery wiary(choć w podpunktach o prozaicznie brzmiących tytułach, również kryje się wiele mądrości i prawdy), nie będę przytaczał całych treści, a tylko istotne wersy.

Przytoczyłem już fragment prologu, w którym mistrz wzywa syna do posłuszeństwa, a ma na myśli przede wszystkim posłuszeństwo wobec zamierzeń boskich. Następnie Benedykt napisał:

Przede wszystkim, gdy coś dobrego zamierzasz uczynić, módl się najpierw gorąco, aby On sam to do końca doprowadził.

Widzimy tu bezpośrednie nawiązanie do słów św. Pawła: cokolwiek czynisz, czyń to z myślą o Bogu. Człowiek nigdy nie jest w stanie osiągnąć wszystkiego sam. Potrzebuję do tego wsparcia Boga, które może odnaleźć przede wszystkim w codziennej modlitwie. Jakże często my sami w pośpiechu i pędzie dzisiejszych czasów, zapominamy nawet o zwykłym znaku krzyża rano, gdy się budzimy.

Przepasawszy więc biodra wiarą i pełnieniem dobrych uczynków, podążajmy ścieżkami Pana za przewodem Ewangelii, abyśmy zasłużyli na oglądanie Tego, który nas wezwał do swego Królestwa. Jeśli zaś pragniemy zamieszkać w Przybytku jego Królestwa, musimy biec drogą dobrych uczynków, gdyż inną tam się nie dochodzi.

Nie samą wiarą osiągniemy niebieską ojczyznę, ważne są również nasze czyny w stosunku do Boga i drugiego człowieka. Dlatego tak bardzo potrzebne jest, byśmy pomagali biednym i słabszym, nie tylko jako organizacje narodowe, konserwatywne, ale przede wszystkim jako ludzie.

O różnych rodzajach mnichów.

Cztery są, jak wiadomo rodzaje mnichów. Pierwszy nosi nazwę cenobitów tj. tych, którzy żyją w klasztorze i pełnią służbę pod regułą i opatem. Drugi to anachoreci, tzn. pustelnicy. Oni to nie w pierwszym porywie zachwytu nad życiem mniszym, lecz przechodząc długą próbę w klasztorze, od wielu uczyli się, jak należy walczyć z diabłem, a dobrze przygotowani w szeregach braci do samotnej walki na pustyni i dość już silni, by obejść się bez pomocy bliźniego, są w stanie, z pomocą Bożą, zmagać się w pojedynkę ze złem czającym się w ciele i w myślach. Trzecim, całkiem obrzydliwym rodzajem mnichów, są sarabaici. Żadna reguła nie była im mistrzynią i nie wypróbowała ich jak złoto w ogniu…Zamykają się po dwóch lub trzech, a nawet samotnie, bez żadnego pasterza, w owczarniach nie Pańskich, lecz swych własnych. Prawem ich zaspokajanie swych pragnień. Cokolwiek sobie myślą lub co wybiorą, to mianują świętym, a czego nie chcą, to uważają za niedozwolone. Czwarty rodzaj mnichów to ci których nazywają mnichami wędrownymi(gyrovagi). Przez całe życie wędrują oni po różnych okolicach, goszcząc po trzy lub cztery dni w rozmaitych klasztorach. Zawsze się włóczą, pozbawieni wszelkiej stałości, a służą tylko własnym zachciankom i rozkoszom podniebienia, pod każdym względem gorsi od sarabaitów.

Św. Benedykt ocenia zjawiska i przejawy życia mniszego występujące za jego życia(tj. VI w.). Odważę się porównać grupy mnichów do nas samych i naszego społeczeństwa. Różne formy życia monastycznego wczesnego średniowiecza są lustrzanym odbiciem współczesnych członków narodu. Cenobici to właściwie funkcjonująca grupa ludzi, tworząca wspólnotę, na czele której ktoś stoi, zestawiłbym ją z dobrze działającą, zgraną, gminą wiejską(w założeniach korporacyjno- dystrybucyjnych). Anachoreci to jednostki wybitne i nieliczne, które potrzebują samotności i potrafią w niej funkcjonować, lecz muszą być dobrze przygotowane. Za takich uznałbym zdolnych naukowców, wynalazców, artystów. Sarabaici to grupy dysfunkcyjne, skupione tylko na sobie i własnych przyjemnościach, czyli np. pewne subkultury. Gvarovagi to ludzie nie umiejący odnaleźć się w społeczności, wędrujący z miejsca na miejsce(niekoniecznie musimy rozumieć tu podróże, lecz również niepokój ducha), spełniający zachcianki swego serca, za przykład poczytałbym hipisów, meneli i osoby o niezrównoważonych poglądach i systemach wartości.

Jaki powinien być Opat:

Opat, który zasługuje, aby stać na czele klasztoru, powinien zawsze pamiętać, jakie nosi miano i czynami dawać wyraz swojej godności.

…nie powinien uczyć, ani ustanawiać, ani rozkazywać niczego, co by było poza prawem Pańskim, ale polecenie jego, albo nauka niech zapada w serce uczniów jako zaczyn Bożej sprawiedliwości.

…Niechaj wszystko, co dobre i święte okazuje raczej swoim postępowaniem niż słowami.

Opat nie powinien nikogo w klasztorze wyróżniać, ani kochać jednego mnicha bardziej od innego, chyba, że ktoś okaże się lepszym w dobrych uczynkach i w posłuszeństwie.

Opat powinien zawsze pamiętać, kim jest, jak go nazywają i wiedzieć, że komu da więcej, od tego więcej będą wymagać. Niech wie, jak trudnego i ciężkiego zadania się podjął: rządzić duszami i służyć wielu w dążeniu do naprawy obyczajów. Jednego musi łagodnie zachęcać, drugiego ganić, innego jeszcze przekonywać. Niechaj do wszystkich tak dopasuje się i przystosuje, zależnie od charakteru i inteligencji każdego, aby powierzona mu trzoda nie tylko nie doznała uszczerbku, lecz nawet cieszyła go jeszcze swoim postępem w dobre.

Autor podaje kilka przykładów jaki winien być dobry opat. Mogą być to również zalecania dla każdej osoby sprawującej jakąś funkcję kierowniczą, czy to w firmie, urzędzie, gminie lub państwie. Jakże często takie osoby nie stosują się do takich zaleceń to już wiemy sami, zapewne część z nas pełniąca te funkcje również zaniedbuje te aspekty. Warto, także zwrócić uwagę iż zdolny rządca ma umieć dopasować się do ludzi, którymi rządzi( jak jest w praktyce to myślę, że wszyscy zdajemy sobie sprawę, za dobry przykład może posłużyć chociażby UE ignorująca charakter i specyfikę narodów Europy).

Rozdział trzeci pt. „O zwoływaniu braci na radę”, możemy pominąć i przejść do rozdziału czwartego: „Jakie są narzędzia dobrych uczynków”:

Przede wszystkim kochać Boga z całego serca, z całej duszy i z całej mocy, następnie bliźniego swego jak siebie samego.

Następnie nie zabijać.

Nie cudzołożyć.

Nie kraść.

Nie pożądać.

Nie świadczyć fałszywie

Szanować wszystkich ludzi.

Nie czynić nikomu co tobie niemiłe.

Wyrzekać się samego siebie, aby iść za Chrystusem.

Ciało poskramiać.

Nie kochać przyjemności.

Widzimy odniesienie do dziesięciu przykazań, dalej mamy bezpośrednie nawiązanie do kazania Jezusa na górze i siedmiu grzechów głównych, jednakże dochodzą dodatkowe wersy:

Zerwać ze sposobem postępowania tego świata.

Niczego nie przedkładać nad miłość Chrystusa.

Prawdę wyznawać sercem i ustami.

Widząc w sobie dobro, przypisywać je Bogu nie sobie.

Zło zaś uznawać zawsze za własne dzieło i sobie przypisywać.

Śmierć nadchodzącą mieć zawsze przed oczyma.

Nie mieć upodobania w wielomóstwie

Często znajdować czas na modlitwę.

Nie pragnąć, by nas nazywano świętymi, zanim zostaniemy, lecz najpierw świętymi zostać, by nazwa odpowiadała prawdzie.

Jeśli zdarzy się kłótnia pojednać się przed zachodem słońca.

Naszą zaś pracownią, w której mamy się posługiwać pilnie tymi wszystkimi(narzędziami), jest stałe życie w ramach klauzury klasztornej.

Uważam, że nie trzeba dodatkowego tłumaczenia, gdyż opat Monte Cassino wytłumaczył to niezwykle dokładnie i precyzyjnie, przypomina podstawowe zasady, o których tak często wiele z nas pomija. Widzimy połączenie głębokiej pokory jak i gorliwości. Ciekawe na pewno jest porównanie tych postaw do narzędzi, a życia do pracy, co idealnie odzwierciedla benedyktyńską ideę modlitwy i pracy.

Teraz przedstawię następujące dwa rozdziały: 5. O posłuszeństwie, 6. O cnocie milczenia.

Najprzedniejszym stopniem pokory jest bezzwłoczne posłuszeństwo. Osiągnęli go ci, dla których nie ma nic droższego od Chrystusa.

Posłuszeństwo to jednak tylko wówczas jest Bogu przyjemne i miłe ludziom, jeśli polecenie spełnimy nie wahając się, nie ociągając, nie ozięble, bez szemrania, bez słowa sprzeciwu. Posłuszeństwo bowiem okazywane przełożonym zwraca się do Boga. On sam przecież powiedział: Kto was słucha, Mnie słucha.

Nie dopuszczamy zaś nigdy do niestosownych żartów oraz do gadania pustego i pobudzającego do śmiechu; potępiamy je zawsze i wszędzie. Nie pozwalamy uczniowi otwierać ust do takich rozmów.

Święty jak możemy zauważyć, za jedną z najważniejszych cnót uważa posłuszeństwo, za którą idzie pokora, o której będzie mowa dalej. Musi być to posłuszeństwo rozumne i uważne. Pisałem wcześniej o opacie, on również musi prezentować sobą taką postawę, by mnisi go słuchali. Można to w skrócie przedstawić tak: wymagajmy od siebie, by wymagać od innych. Rządzący nie może nadużywać swojej władzy, a obywatele winni go słuchać i posłusznie( i mądrze!) wykonywać jego polecenia. Trudne to wszystko jest w naszym kraju, oraz w polskich realiach( i nie tylko naszych), lecz płynie z tego prosta i zdroworozsądkowa nauka(jakże wielka mądrość tkwi w prostocie). Kontrowersyjny może się wydawać zapis na temat śmiechu. W czasach św. Benedykta śmiech rozumiano jako nieprzyzwoite i wulgarne żarty, a nie jako zwykłe poczucie humoru, które pomaga nam nie zwariować w codziennym życiu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.