Religia
3.8

Filip Paluch: Co z tym diabłem?

Sporo czasu upłynęło zanim zdecydowałem się napisać tekst, który poruszałby temat egzorcyzmów, szatana i wątków z tym związanych. Trzeba przyznać, że pomimo przeczytania kilku dobrych książek, nie czułem się nigdy dość wyedukowany, aby spłodzić tekst, który ktoś będzie czytał  na poważnie.  A jednak, w końcu zdecydowałem się wspomnieć o tym temacie, ponieważ coraz częściej poruszają go osoby, które nie przeczytały żadnej książki.

Większość społeczeństwa, a co ważniejsze katolików, nie wie nic  na temat zagrożeń duchowych, istoty tego czym jest egzorcyzm czy chociażby świadomości, że istnieje zło osobowe – Szatan. Zwykle nie powoduje to u mnie irytacji, w końcu każdy rozwija swoją widzę religijną na swój własny sposób i nie ma w tym chyba nic złego dopóki nie zaczyna tworzyć swojej własnej teologii. Znamy bardzo dobrze typ katolickiego Leminga – człowieka banana,  który wszelkie rozważania kwituje słowami : „kochaj Boga i będzie ok.” Trudno się nie zgodzić, że pielęgnowanie w sobie miłości do Stworzyciela, jest jedną z ważniejszych powinności człowieka, a niesie za sobą tak dalekie konsekwencję, że rzeczywiście mogłoby mieć zbawienny wpływ na każdą sferę życia. Taka  rada zazwyczaj jednak  pochodzi nie z dobrej woli, a z ignorancji, którą ma usprawiedliwiać. Nie trudno byłoby wyobrazić sobie taką osobę, która mówi „Nie znam Prawd Wiary ani Credo ale kocham Boga, i co?”. Ciężko w takim przypadku mówić o prawdziwości tego wyznania. Gdy człowiek kogoś kocha, pragnie dowiedzieć się o nim jak najwięcej. I choć można kochać Boga nic o nim nie wiedząc, to nie można trwać w niewiedzy pomimo tej miłości. I w tym miejscu dochodzimy do sedna problemu.

Od kilku tygodni prześladują mnie artykuły, wywiady i kazania mówiące o szkodliwym wpływie fascynacji Złem. Tony książek traktujących o działalności egzorcystów ponoć nadają się tylko na makulaturę. Czasopisma mówiące o zagrożeniach duchowych, w tym głośny „Egzorcysta”, czynią szkody w owczarni Pana. Zaskakujące to stwierdzenia zwłaszcza dla mnie. Choć może w oczach osób, które je wypowiadają jestem jedynie zdegenerowanym fascynatem Zła, tradibetonem i heretykiem, bo chciałbym, żeby paschały były z wosku, a nie z plastiku. Tak czy inaczej swoje indywidualne poszerzanie religijnej wiedzy zaczynałem właśnie od tematu egzorcyzmów. Owszem jest to temat, który w istocie rzeczy jest bardzo tajemniczy (nie poruszany
w rozmowach, katechezach, kazaniach ). Dla młodego człowieka jest więc tematem arcyinteresującym. I tak też chłonąłem przez jakiś czas ks. Garbriela Amortha, o.Aleksandra Posackiego, świadectwa ks.Piotra Glasa itd. Część z tych pozycji nie była wysokich lotów, część warta była polecenia. Zdarzali się różni księża, jedni poważniej podchodzili do swojej funkcji, drudzy mniej. Jedni mało gdzie widzieli działanie demonów, drudzy wykształcili w sobie syndrom oblężonej twierdzy. Przeczytałem wiele historii, tych które powodują wzruszenie,
i tych które sprawiają, że ciężko spać w nocy. Obecnie nie jestem na bieżąco w literaturze tematu, poszybowałem trochę w inną stronę dzięki czemu tak samo jak egzorcyzmy, zafascynował mnie
Wstęp do religii Fultona J.Sheena
. Jednak ze wszystkich historii związanych z opętaniami płynął jeden morał:Nie ma żadnej siły, która by nie ugięła się przed Chrystusem. Nie ma żadnego grzechu, który by nie zginął w bezkresie Jego miłosierdzia. Nie ma żadnego demona, który by nie pierzchał jak dziecko, słysząc odmawiany różaniec.

Przy odnowieniu przyrzeczeń chrzcielnych kapłan pyta nas: Czy wyrzekacie się Szatana, który jest głównym sprawcą grzechu? Głównym sprawcą grzechu jest osobowe Zło – Szatan, nie jakiś nienazwany „brak dobra”. Gdy Ewa w Raju zrywała zakazany owoc nie popchnął ją do tego sam jej charakter, ciekawość, pożądanie nieznanego. Spowodowało to podpuszczenie Węża, któremu ona dopiero uległa. Czy zdarzyłaby się tak wielka tragedia gdyby nie podszepty upadłego Anioła? W jednej ze swych książek Gabriel Amorth pisał, że gdyby obecne na ziemi demony mogły być widzialne to było by ich tak wiele, że zasłoniły by całkiem światło słońca. Są tu by nas odciągać od Zbawiciela i Jego Kościoła. Mówi się o tym, że upadłe anioły stanowiły 1/3 wszystkich tych istot, czy więc jeśli Anioły wierne Bogu przybrały by widzialną postać, to zmieściły by się w całej galaktyce? Ludzkość ma niewyczerpane źródło miłości, która prowadzi ją do zbawienia, tym źródłem jest Trójjedyny Bóg. Od naszej wolnej woli zależy jedynie czy podążymy za Jego głosem, czy też wybierzemy grzech. Pozostawiono nam niezliczone pomoce w naszej drodze do zbawienia. Pomaga nam Niepokalana Maryja, Matka Boga, Pośredniczka wszelkich łask. Umacniają nas nasi aniołowie stróże i przede wszystkim modlitwa, którą możemy wyprosić wszystko co będzie zgodne z wolą Pana.

Na wspomnianym już jednym z kazań, usłyszałem również małą przyganę za nadmierne zainteresowanie cudami i właśnie Aniołami. Tego zupełnie już nie mogłem zrozumieć. Będąc na pielgrzymce w Lanciano, miejscu eucharystycznego cudu, rezydujący tam polski kapłan, zachęcał nas do zbliżenia się do Ciała Chrystusa słowami: Nie bójcie się, Bóg to zrobił dla nas by umocnić naszą wiarę, byście mogli podejść i z bliska zobaczyć. Co więc jest złego w interesowaniu się dziełami Boga, które przecież mają konkretne cele. Tym celem może być umocnienie wiary Kościoła, nawrócenie ateuszy, czy inny którego tajemnicy nie dane jest poznać. Są na tym świecie fascynacje, które gdy są zbyt silne mogą prowadzić do czegoś złego. Nikt jednak nie ośmieli się chyba powiedzieć, że taka jest fascynacja Bogiem i jego dziełami.

Bardzo żałuje, że Księża czy rożnego rodzaju  publicyści, którzy tak bardzo krytykują zainteresowanie tym tematem, nigdy nie przeczytali o tym dobrej książki. Dowiedzieli by się może wtedy, że pomiędzy naiwnymi historyjkami, które – to prawda zalewają w ostatnim czasie polskie księgarnie, znaleźć można pozycje, które bardziej niż na mrożących krew w żyłach opisach lewitujących dziewczynek z zakrwawionymi obliczami, skupiają się na sile modlitwy i jej technikach, znaczeniu postów, samodyscypliny, pokory. Może to prawda, że osoba o słabszych nerwach czy psychice, po pochłonięciu takiej ilości historii, przestanie wychodzić z domu i otwierać lodówki, z obawy że wyskoczy z niej Coś. Tak jednak w moim przypadku nie było. Na samym początku lektury, utkwiły mi w głowie słowa Gabriela Amortha, który przestrzegał: Szatan chce żeby o nim nie mówić, Szatan chce żeby się go panicznie bać.

Nie chce insynuować jakoby krytykanctwo miesięcznika „Egzorcysta” było częścią misternego planu „nie mówienia o Szatanie”. Sam miesięcznik przestałem kupować już jakiś czas temu, gdyż nieco mnie znudził –przestał poszerzać moją wiedzę, skupiając się raczej na świadectwach osób wplatanych w różne niebezpieczne zagrywki ze Złym. Osoby krytykujące miesięcznik zachęcam jednak do sięgnięcia po poważniejsze lektury, które uspokoją ich zszargane nerwy. Z drugiej jednak strony, czy pismo, które na bieżąco informuje o zagrożeniach duchowych w wysokim nakładzie (gdy przestawałem go kupować nakład sięgał 30.000) może być czymś złym? W czasie kiedy jak grzyby po deszczu wyrastają różne wróżki, różdżki, bioenergio-terapie, grupy OOBE itp. Itd. warto być na bieżąco by nie być zdziwionym gdy okaże się że córeczka wcale nie układa pasjansa tylko tarota, synek nie słucha dziwnej muzyki tylko synchronizuje półkule mózgowe przed astralną wędrówką, a żona wcale nie każe nam przestawiać kredensu z czystej kobiecej złośliwości, tylko toruje korytarze energii.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.