G.K. Chesterton: O purytaniźmie

Gdy pisałem o takich kwestiach jak Prohibicja, nieraz zdarzyło mi się wspomnieć o Purytanizmie.  Wokół tego słowa narosło wiele dyskusji, także w sferze tego, na ile rzetelne wydaje się powiązywanie go z chociażby niewielkim cieniem pesymizmu. Czyni się sporadyczne próby zmiany tego bardzo popularnego wrażenia. Widziałem kiedyś artykuł, który główną uwagę zwracał na to, że Kalwin miał pozwolenie na grę w rzutki [Stwierdzenie dotyczy kłótni kalwinistów z katolikami o to, że katolicy uprawiają sporty w dzień święty, jakim jest niedziela – przyp.tłum]. Pomimo tego, że nie mam ochoty na bycie niesprawiedliwym względem Purytan, myślę, że powinienem podsumować wszystko, co wydaje mi się  istotną prawdą faktów historycznych i prawdziwym sensem całej tej historii. Zgodnie z moim przekonaniem stwierdzam, że sedno sprawy nie jest [wymierzone] przeciwko Kalwinowi, lecz przeciwko Kalwinizmowi; a nawet nie tyle przeciwko samemu Kalwinizmowi, ile przeciwko o wiele mniej logicznemu Modernizmowi, który nauczył wszystkich ludzi naszych czasów, że religijne błędy nie mają znaczenia. Otóż, mają jednak wielkie znaczenie w dwóch sprawach, a Purytanizm jest przytłaczającym historycznym przykładem obu. Po pierwsze: coś, co może na pierwszy rzut oka dla rozsądnych ludzi wyglądać jak  subtelny odcień myśli, ledwie teoretycznej i teologicznej, w rzeczywistości skłania do zmiany zdania. Produkuje nastawienie, które zaciemnia świat lub konkretną część świata. Co do stopnia zaciemnienia lub gęstości tej aury możemy jako ludzie się różnić, ale zadaniem wynikającym ze zdrowego rozsądku jest znalezienie miejsca, w którym owo zaciemnienie było lub jest. Nikt nie odważy się stwierdzić, że Szkocki Sabat był mniej surowy od Angielskiej Niedzieli, a co dopiero od Kontynentalnej Niedzieli. Każdy wie, że to Purytanie wnieśli sprzeciw wobec publikacji arcybiskupa Lauda na ten temat; każdy wie, że sprzeciwili się „Księdze Sportów” [„Księga…” odpowiada na kłótnie pomiędzy purytanami a katolikami na temat mniejszej surowości niedzieli względem sabatu. Zawiera restrykcje dotyczące sportów i czynności, które można wykonywać w dniu świętym – przyp. tłum.], ponieważ była to księga sportów; wszyscy wiedzą, iż oceniali oni sporty jako zbyt „sportowe”. Próby wytłumaczenia nierozstrzygniętych faktów historycznych tego typu są same w sobie dziwaczne. Lecz nie znaczy to, że każdy zakładający sektę przywiązywał taką nadrzędną uwagę do tej właśnie sprawy; niektórzy to robili, a niektórzy nie. Cały ruch wyrastał stopniowo z różnych korzeni, lecz wyrósł na to, na co wyrósł. Człowiek żyjący w połowie epoki renesansu, spekulujący na temat ruchu Prezbiterian, który jeszcze się wtedy nie zaczął, nie mówiąc o tysiącach różnych ludzi, myślących o tysiącach różnych innych rzeczy, nie stanie się, oczywiście, całkowicie identyczny z Prezbiteriańskim księdzem współczesnych czasów. Nie zacznie nagle nosić czarnego cylindra i krzaczastych wąsów z bokobrodami szkockiej starszyzny ani nie stanie się precentorem [Precentor – osoba ułatwiająca poznanie spraw teologicznych, z łaciny: „Ten, który śpiewa pierwszy” – przyp. tłum. ] z jednej ze sztuk sir Jamesa Barriego. „Nemo repente fit turpissimus.”  Co można, bez wątpienia niesprawiedliwie, przetłumaczyć jako: „Nikt nagle nie staje się precentorem”. [sir James Barrie – szkocki dramaturg i prozaik, autor m.in. słynnej sztuki i powieści dla dzieciPiotruś Pan – przyp. tłum.]

Jednakże jest z tym powiązany także inny proces historyczny. Jest o wiele osobliwszy, i był jeszcze osobliwiej zaniedbywany przez historyków. Najpoważniejszą krzywdą doznaną przez siedemnastowieczne sekty było to, że wszystkie umierały młodo, i tym co infekowało nasze losy nie było ich życie czy śmierć, ale ich rozkład.
W większości przypadków Purytanie odrzucili swoją religię, ale utrzymali swoją moralność; godny pożałowania stan rzeczy dla każdego. Jeżeli typowo skrzywione teologie nie odeszłyby tak szybko, nastawienie do świata nie utrzymywałoby się właśnie w taki sposób, w jaki się utrzymywało. Jednak przede wszystkim pozwoliło to na proces, który wydaje się  najdziwniejszy i najbardziej interesujący w historii człowieka, ale wygląda na to, że został całkowicie pominięty przez historyków. Przypomina to raczej geologiczny proces kreowania skamielin. Każdy wie, że skamieniała ryba rybą nie jest, ani skamieniały ptak ptakiem. I nie chodzi mi tutaj wyłącznie o zdziwienie – nie, o zdenerwowanie – w restauracji, że po zamówieniu ryby dostaliśmy kamień. Mam na myśli to, że skamielina nie ma w sobie żadnych rybich pozostałości. Jest pustą dziurą, pozostałą po rybie, powoli wypełnianą metodą przenikania przez coś zupełnie innego, po tym jak ryba już się rozłożyła. W ten sposób mamy ogólny zarys tych zastygłych i bardzo dosłownych wierzeń, wypełnionych czymś innym [w momencie], kiedy stary fanatyzm się już rozłożył. Istnieją dwa współczesne przykłady tej mrocznej i niesamowitej historycznej transmutacji. Jednym jest twór zwany Prohibicją, drugim jest to, co nazywamy Prusjanizmem [praktyki i polityka typowego Prusa – przyp. tłum.].

Sedno jest najklarowniejsze w przypadku Prohibicji. Dawni, rdzenni Purytanie nie byli Prohibicjonistami. Oliver Cromwell był browarnikiem, ale nie był inspirowany lub uzależniony od piwa ani (jak abstynenci) inspirowany czy uzależniony od braku piwa. Jakiekolwiek były jego błędy, na pewno miał swoją prawdziwą religię, w sensie wiary. Jednakże była to ponura wiara, wiara, która została stworzona intencjonalnie, więc o wiele bardziej surowa i bezwzględna od innych wiar; i to stworzyło nowe nastawienie moralne, które ostatecznie rozprzestrzeniło się na całą Purytańską Amerykę. Rzecz w tym, że w miarę jak wiara rozsypywała się sama w sobie, jej miejsce zajmowało coś cenniejszego, lecz o takim samym duchu. Surowy system teologiczny został zastąpiony surową teorią socjalną. Możecie to ująć inaczej, jeżeli chcecie, i powiedzieć, że Ameryka tolerowała Prohibicję nie dlatego, że Ameryka była Purytańska, lecz dlatego, że Ameryka trwała w Purytanizmie. Idea moralności, która przeważała do niedawna, była przynajmniej w każdym tego słowa znaczeniu przetrwaniem Purytanizmu, nawet jeżeli była tylko sensownym zamiennikiem dla Purytanizmu. To jest podstawowa historia tego interesującego epizodu, abstynencyjnej etyki czasów nowożytnych. Prohibicja nie była częścią początku Purytanizmu, ale mimo wszystko miała w Purytanizmie początek.

To samo jest prawdziwe, w odniesieniu do religijnego fanatyzmu, który wypełnił Niemcy w czasie wojny trzydziestoletniej, w porównaniu do nacjonalistycznego lub plemiennego fanatyzmu, który teraz wypełnia Niemcy po I wojnie światowej. Dawni fanatycy, którzy podążali za Gustawem II Adolfem czy Williamem II Orańskim, nie byli etnologami czy ewolucjonistami. Oni nie myśleli o tym, że należeli do Rasy Nordyckiej, i na pewno nie myśleli, że oni lub ich ludzie byli kiedykolwiek nękani przez swastykę. Salutowali Krzyżowi albo rozwalali Krzyż, ale nigdy im nie przyszło do głowy, aby połamać cztery końce tak, żeby zmienić go we fragment Chińskiej lub Indiańskiej dekoracji świątecznej. Myśleli tylko o swoich własnych, całkowicie religijnych skrupułach i schizmach. Walczyli naprawdę mężnie i dziko dla swojej doktryny, i Ja będę ostatnim, który będzie ich za to winił. Jednak te doktryny nie przetrwały; były tymi doktrynami, które już długo rozkładają się w kwasie Niemieckiego sceptycyzmu, w laboratoriach Pruskich profesorów. Im bardziej się rozkładały i zostawiały pustkę, tym bardziej pustka ta była wypełniana nowymi, wrzącymi jeszcze elementami: poczuciem przynależności plemiennej, militaryzmem, imperializmem i (w skrócie) tym bardzo skrzywionym typem patriotyzmu, który zwiemy Prusjanizmem.

Większość z nas zgodziłaby się, że taki typ patriotyzmu mógłby być zagrożeniem dla każdego innego rodzaju patriotyzmu. Oto całe zło etnologicznego typu lojalności. Spokojne klasy mogą szanować siebie same i także szanować się między sobą, ponieważ mają prawo bronić swojej granicy i nie zaprzecza to obowiązkowi rozpoznawania innych ludzkich granic. Jednak rasowy duch jest nieustającym duchem; nie obchodzą go granice, tylko wędrówka krwi. To nie tak, jakby Francja była w trakcie wojny z Hiszpanią, ale jakby Cyganie byli w trakcie wojny ze wszystkimi. Możecie sobie mieć Ligę Narodów, jednak ciężko byłoby wam mieć Ligę Plemion. Kiedy plemię jest na ścieżce wojennej, raczej zapomina o ligach – nie wspominając o granicach. Lecz moje nagłe zainteresowanie tą powodzią poczucia przynależności do plemienia jest takie, ponieważ wlało się ono w puste dziury powoli wysychające po wielkiej ulewie trzydziestoletniej wojny; i wszystkie te nowości razem z nagim nacjonalizmem przyszły do nowoczesnych ludzi jako substytut dla ich martwej religii.

Tekst pochodzi z wydanego w Anglii w 1936 roku zbioru „As I was saying”. Tłumaczenie to jest własnością portalu 3droga.pl i kopiowanie go bez zgody Redakcji jest zabronione.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.