Marcin Madej: „Hosanna!”- Słomiany zapał chrześcijaństwa

„Nazajutrz wielki tłum, który przybył na święto, usłyszawszy, że Jezus przybywa do Jerozolimy,  wziął gałązki palmowe i wybiegł Mu naprzeciw. Wołali: «Hosanna! Błogosławiony, który przychodzi w imię Pańskie» oraz «Król izraelski!» 

A gdy Jezus znalazł osiołka, dosiadł go, jak jest napisane: 

 «Nie bój się, Córo Syjońska! 
Oto Król twój przychodzi, 
siedząc na oślęciu. » 

Z początku Jego uczniowie tego nie zrozumieli. Ale gdy Jezus został uwielbiony, wówczas przypomnieli sobie, że to o Nim było napisane i że tak Mu uczynili.  Dawał więc świadectwo ten tłum, który był z Nim wówczas, kiedy Łazarza z grobu wywołał i wskrzesił z martwych. Dlatego też tłum wyszedł Mu na spotkanie, ponieważ usłyszał, że ten znak uczynił. Faryzeusze zaś mówili jeden do drugiego: «Widzicie, że nic nie zyskujecie? Patrz – świat poszedł za Nim».”

Przed właściwą refleksją pragnę spojrzeć na końcowe zdanie tego fragmentu Ewangelii:

Faryzeusze zaś mówili jeden do drugiego: «Widzicie, że nic nie zyskujecie? Patrz – świat poszedł za Nim». 

Świat poszedł za Nim… Nic nie zyskujecie… Walczycie z Bogiem…?

A zatem … czas się Go pozbyć!

Bolesna prawda.

W obliczu nadchodzącej Męki Zbawiciela trudno o radość. Nikt chyba nie chce utożsamiać się z tym tłumem, który wołał ongiś Hosanna!, aby pięć dni później krzyczeć Na krzyż z Nim!. Z niechęcią biorę do ręki palmę, znak chwilowego podniecenia Mesjaszem, słomianego zapału Królem Izraela. W kościele gromadzi się ten sam tłum. Każda baba dumnie trzyma swoją pstrokatą palmę. Są i dzieci, wprawdzie nie hebrajskie, ale polskie… niewinne dusze wplątane w dramat Męki Pańskiej. Śmieją się i wymachują gałązkami, wychodzą naprzeciw Królowi. Co mógł odczuwać wtedy Jezus? Pocieszenie…? Jedynie ich wiara szczera…? Na oślęciu jedzie Król Izraela. Tłum krzyczy:

Hosanna!!! Błogosławiony, który idzie w Imię Pańskie!!! Hosanna!!!

On słyszy:

Ukrzyżuj Go!!! Na krzyż z Nim!!! Nie mamy króla poza Cezarem!

Przygnębiony idę w procesji z ciążącą palmą. Nie mam ochoty machać nią radośnie ze wszystkimi. Zaczynam rozmyślać nad podstawami wiary. Ilu dziś dookoła wyznawców, którzy wiarę opierają na nietrwałym fundamencie uczucia… Ilu kapłanów, którzy nie wahają się budować ołtarzy na stadionach i czynić z kapłańskiego urzędu i godności narzędzia dla sukcesu show, na które przyjdą widzowie i pójdą, gdy się skończy – a potem opowiadać będą: Jak cudownie było tam, na stadionie! Jezus uzdrawiał, a ksiądz X (ten Murzyn z Afryki) wraz z ojcem Y (to ten z Indii czy jakoś tak) modlili się tak gorliwie, że poczułem (-am), jak Jezus mnie uzdrawia, a Duch wypełnia.

Jak bardzo podobni jesteśmy do tego tłumu, który nie wyszedł wcześniej słuchać nauczania Chrystusa w Świątyni, lecz powodowany wielkimi emocjami wychodzi mu na spotkanie, nagle obudzony sensacją po trzech latach działalności Jezusa. Każdy z nas musi odpowiedzieć sobie samemu na pytanie: Czy nie jestem jak ci ludzie, emocjonalnie podniecony do pobożności? To przerażające, że nie ufamy Jezusowi w naszym kościele parafialnym, ale na stadionach już tak. Nie wierzymy, że uzdrawia rękami naszego starego sapiącego proboszcza, że każdy okruszek białej Hostii kryje w sobie lekarstwo na wszystkie choroby. Nie chcemy na Niego patrzeć, gdy jest taki szary i mało ciekawy, gdy Msza jest nudna i mało w niej życia. Organista gra przygnębiające pieśni, mało tam radości!

– Mało życia tam, gdzie jego Dawca leży na ołtarzu…? Chcesz radości tam, na Kalwarii?

Ale jest przecież radość Zmartwychwstania!

– Tak, ale do tej radości trzeba dojrzeć.

To potworny problem psychologiczny ludzkości –nie umie cierpieć, nie umie smucić się, nie potrafi się radować i nie jest w stanie umrzeć. Gusta zniszczone piętnem chociażby śmietnika muzyki współczesnej nie uznają już sfery sacrum w muzyce. Profanum opanowuje świątynię.

Radość katolika, Europejczyka, spadkobiercy testamentu Kościoła i Europy nie ma w sobie nic z wesołkowatości. Przykładem może tu być hymn Gaude Mater Polonia – Raduj się Matko Polsko. Nikt cie wpadł chyba na pomysł, aby wykonywać go w stylu jazzowym bądź rockowym… Chociaż…? Nie ma granic zeświecczenie świętości.

Dlaczego więc Kościół każe nam przynosić palmy co roku i śpiewać Hosanna w czasie każdej Mszy? To wezwanie uświadamia nam, że jesteśmy, tak jak tamten tłum dwa tysiące lat temu, uczestnikami wydarzeń zbawczych, że my także wołamy Król izraelski!, a w Wielki Piątek Ukrzyżuj Go!.

Pan przybywa do Jerozolimy by dokończyć Dzieło Odkupienia. Perspektywa wjazdu do Jerozolimy zawiera nieodłączny widok Golgoty na horyzoncie.

***

Dlatego właśnie idę powolnym krokiem w tej procesji, z palmą ciążąca w ręce, bez okrzyku radości, niemniej z zawołaniem donośnym:

H O S A N N A !

i ze wstydem patrzę na moją palmę – tylko tyle gotów jestem Mu ofiarować powodowany pobożnym uczuciem. Wiara zacznie się wtedy, gdy nie zabraknie mnie na Golgocie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.