Paweł Korzondkowski: Kościół Walczący

Katolik pacyfistą? Czy faktycznie chrześcijanin powinien unikać walki jak ognia, uciekać od wszelkich konfliktów, omijać pola bitewne i pozwalać, aby wyśmiewano jego Boga, jego Religię, jego Świętości? Czy jedyną formą obrony jaka nam pozostaje jest modlitwa?

Bez wątpienia człowiek wierzący powinien wprowadzać pokój, starać się łagodzić konflikty, unikać niepotrzebnej agresji. Nie jest jednak prawdą, jakoby ci, którzy należą do Chrystusa nie mogli nigdy chwytać ze miecz i używać go z pełną mocą. W historii mnóstwo razy zdarzało się, że to właśnie chrześcijanie „chwytali za miecz”: Krzyżowcy, Cristeros, Powstańcy Wandejscy, Karliści i wielu, wielu innych.

Obserwując obecną rzeczywistość, obfitującą w prześladowanie chrześcijan, wyśmiewanie religii, bluźnierstwa, propagowanie dewiacji i sprzecznych, nawet ze zdrowym rozsądkiem, zachowań wydaje się, iż niedługo, może nawet w Europie, katolicy „chwycą za miecz”. W krajach z muzułmańską większością już się to w sumie zdarza. Nim to jednak nastąpi pamiętajmy, że do każdej walki trzeba się dobrze przygotować. Wytrzymałość, znajomość technik walki, dobry sprzęt itp. to stanowczo za mało, aby zwyciężyć z potęgami, za którymi stoją siły zła. My, katolicy musimy pamiętać o życiu w przyjaźni z Chrystusem, modlitwie, ascezie i gotowości godzenia się do niesienia każdego krzyża. A gdy przyjdzie nam walczyć „z mieczem w ręku” nie zapominajmy, że nie dla własnej chwały, ale dla Chrystusa Króla winniśmy toczyć każdy bój na tym łez padole.

Obyśmy zawsze mieli przed oczyma „ostrzegawcze” słowa Ojca Świętego Piusa XII, który w jednej ze swoich encyklik napisał:

Każdy z nas należy do armii Chrystusa – jedni w szeregach kapłańskich, inni w szeregach świeckich. Wszyscy zatem – widząc coraz groźniejszy wzrost zastępów nieprzyjaciół Chrystusa – powinni poczuwać się do obowiązku zdwojonej czujności i wzmocnionej akcji, by bronić wspólnej sprawy. Widząc przecież wszyscy działalność szerzycieli kłamliwych haseł i doktryn, którzy albo przeczą, by prawda wiary chrześcijańskiej miała moc zbawczą, albo nie dopuszczają by taż prawda była wprowadzana w życie ludzkie. Ich bezbożność dochodzi do tego stopnia, że nie tylko łamią tablice najwyższych przykazań Bożych, lecz w ich miejsce wprowadzają inne reguły życiowe, które są zaprzeczeniem zarówno podstaw nauki moralności, jakie zostały podane w objawieniu na Górze Synaj, jak tego boskiego tchnienia, które płynie z Krzyża Chrystusa i z jego słów wygłoszonych na Górze. Jest rzeczą powszechnie znaną i nader bolesną, iż posiew owych błędów wydał u wielu ludzi owoce prawdziwie zabójcze. Ludzie ci uważali się za wyznawców i zwolenników Chrystusa jak długo zażywali życia w spokoju i bezpieczeństwie. Byli to jednak chrześcijanie z imienia tylko. Skoro bowiem zaszła potrzeba wykazania siły wobec twardej przemocy, gdy trzeba było walczyć, trwać i znosić skryte i otwarte ataki – zachowali się chwiejnie, tchórzliwie i niedołężnie. Bojąc się zaś ofiar, do których są zobowiązani przez swą religię, nie mają odwagi kroczyć zbroczonymi krwią śladami Boskiego Odkupiciela

– Papież Pius XII, encyklika Summi Pontificatus, pkt. 6

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.