Sandra Błażejewska: O wyższości Wszystkich Świętych i Dnia Zadusznego nad Halloween

Koniec października jest zarazem rozkwitem jesieni. Cała natura w romantyczny sposób kładzie się do snu – ptaki odlatują w ciepłe kraje, mrok zapada coraz szybciej, drzewa tracą swe różnokolorowe liście, szyszki i żołędzie, z których można robić wyjątkowe bukiety,  a wieczorne chłody nie sprzyjają długim spacerom w tych pięknych okolicznościach przyrody. Jednak materializm naszych czasów karze mi także zauważyć komercyjny wymiar końca października – kwiaciarnie przygotowują więcej specyficznych wiązanek kwiatowych, a sklepowe półki uginają się pod ciężarem zniczy, świeczek i wymiennych wkładów. Można kupić też wszelkie akcesoria potrzebne do sprzątania grobów. Znak, że niechybnie zbliża się Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny. Ale – chwila! – cóż to takiego leży obok tego wielkiego znicza z wyciętym sercem? Maska potwora. Obok czarna peleryna i kapelusz. Nieco dalej papierowe nietoperze, stos plastikowych trupich czaszek, balony w kształcie duchów, kostiumy imitujące zombie i kościotrupy, zestaw do charakteryzacji mumii oraz dynia. Potężna dynia z otworami w miejscu oczu i ust, na tyle szerokimi, by móc swobodnie wstawić tam świeczkę. No tak – 31 października jest przecież Halloween.

Dokładna geneza Halloween nie jest znana. Jedna z teorii mówi, że swoją tradycją sięga rzymskiego święta ku czci bogini Pomony, opiekunki sadów i obfitych plonów. Druga twierdzi, że korzenie Halloween tkwią w najważniejszym celtyckim święcie Samhain, obchodzonemu przez plemiona celtyckie zamieszkałe na terenie dzisiejszej Wielkiej Brytanii i północnej Francji. Według wierzeń celtyckich 31 października kończył się rok kalendarzowy oraz ulegała zatarciu granica pomiędzy światem żywych i umarłych. Na ołtarzach gaszono stary ogień i podkładano nowy, który miał się palić przez cały nowy rok. Uroczystościom tym towarzyszyły ogniska dziękczynne ku czci bogów, do których wrzucano resztki zbiorów, a także zabijano zwierzęta i ludzi – choć wielu etnologów podkreśla, że w przypadku ludzi chodziło tu o „symboliczną śmierć”, która przejawiała się w postaci podpalenia domu wodza, by kolejnego dnia mógł „odrodzić się na nowo”.  W ten sposób chciano pomóc Słońcu w walce z ciemnością i chłodem. Wierzono, że tej nocy dusze zmarłych zstępują na ziemię, by w ciałach żyjących móc znaleźć sobie miejsce do zamieszkania przez najbliższy rok. Dlatego Celtowie dla dobrych duchów szykowali jedzenie, a druidzi w czasie uczt rytualnych korzystając z obecności zmarłych próbowali przepowiedzieć przyszłość. Przebierano się także w zniszczone, podarte, stare ubrania – zabieg ten miał odstraszyć złe duchy przed zagnieżdżeniem się w ciele żyjącego człowieka, ponieważ powszechnie sądzono, że przybysz z zaświatów nie obierze na swą siedzibę ciała łachmaniarza. Druidów mógł spotkać ten sam los – dlatego ubierali oni czarne szaty i dzierżyli tego dnia w ręce rzepy ponacinane na podobieństwo demonów.

Po nastaniu chrześcijaństwa zwyczaj zaczął zanikać, jednak wśród ludności stał się on bazą, z której powstały liczne baśnie, opowieści i zabobony. Ze strachu przed porwaniem przez złe moce zwierzęta i pola kropiono wodą święconą, a na progach domostw wystawiano poczęstunek dla duchów, za które z czasem zaczęły przebierać się dzieci, domagające się rozmaitych smakołyków. W XIX wieku irlandzcy emigranci przenieśli ten zwyczaj do Stanów Zjednoczonych, który z czasem zmieszał się z podobnymi obrzędami, przywiezionymi przez osadników z innych stron świata. Jednak z powodu braku dostępności surowca rzepę zastąpiono popularną w tym kraju dynią. 31 października 1920 roku odbyła się w USA w mieście Anoka pierwsza wielka parada, której uczestnicy byli poprzebierani za liczne zjawy i duchy. Od tamtej pory święto to nosi nazwę Halloween, która prawdopodobnie jest skróconym All Hallows’ E’en, czyli wcześniejszym „All Hallows’ Eve” – wigilia Wszystkich Świętych. Halloween rozpowszechniło się w Stanach Zjednoczonych, by w drugiej połowie XX wieku przywędrować do Europy, a w latach 90. do Polski, kiedy to mieszkańcy naszej Ojczyzny zachłysnęli się wszystkim tym, co pochodziło zza świeżo obalonej żelaznej kurtyny. Jak dziś wyglądają obchody Halloween? Na tzw. Zachodzie setki ludzi przebiera się w upiory, zjawy, czarownice oraz inne przerażające istoty, by na ulicach miast drzeć się niemiłosiernie i oddawać nieograniczonej zabawie. Tego dnia dzieci – także w Polsce – chodzą od domu do domu i proszą o słodycze, strasząc „wyrządzeniem psikusa” w razie odmowy ich wydania.

Nie ma na świecie takiej społeczności, której obce byłoby oddawanie czci zmarłym. Zamieszkujący m.in. tereny Polski Słowianie, wierzyli, że w tzw. Noc Zaduszną przypadającą na 31 października/ 1 listopada, dziady, czyli duchy przodków, wracają w miejsce swych dawnych domostw. Przybywające na ziemię dusze trzeba było należycie ugościć, celem zyskania ich przychylności oraz zyskania przez nie spokoju w tajemniczych zaświatach. Specjalnie dla nich szykowano jedzenie, które przez całą noc pozostawiano na stole. Części potraw zrzucano lub ulewano na podłogę czy na grób, by duchy mogły się pożywić. Tego dnia obowiązywały liczne zakazy dotyczące wykonywania codziennych czynności – nie można było m.in. wykonywać gwałtownych ruchów i raptownie wstawać, gdyż mogłoby to wystraszyć dusze czy sprzątać ze stołu po wieczerzy, ponieważ uniemożliwiłoby to posilenie się dusz. W pobliżu cmentarzy i na rozstajach dróg rozpalano wielkie ogniska, by duchy mogły ogrzać się przy nich przed długą drogą w zaświaty. Ponadto ogień miał chronić żyjących przed złymi duchami i upiorami. Takie ogniska rozpalano przede wszystkim przy grobach osób zmarłych nagłą śmiercią. Po przyjęciu przez Polskę chrześcijaństwa, zwyczaj dziadów przetrwał wśród ludności wiejskiej aż do początków XX wieku.

Wierzono powszechnie, że w noc poprzedzającą Dzień Zaduszny, dusze zmarłych wychodzą z cmentarza, by wziąć udział w ponurej procesji, której przewodzi zmarły proboszcz. W tę właśnie noc dusze z Bożej łaski mogą odwiedzić swe domy i bliskich, dlatego zostawiano uchylone wszystkie bramy, furtki, drzwi i okna, by umożliwić im wejście. Na stole lub parapecie okiennym zostawiano jedzenie; specjalnie upieczony chleb, pierogi, gotowany bób, soczewicę i kutię oraz napoje, w tym nawet flaszkę wódki. Na Podlasiu ograniczano się do gotowania kisielu owsianego i pozostawienia go na stole przez całą noc. Czasem wszystkie dania zanoszono na cmentarz i składano na mogiłach, które skrapiano też kilkoma kroplami wódki. W całej Polsce chętnie dzielono się jedzeniem i drobnymi datkami z dziadami kościelnymi – biednym, nierzadko bezdomnymi osobami, które żebrały przemieszczając się od kościoła do kościoła. Uważano, że modlitwa dziada na pewno zostanie wysłuchana przez Boga, dlatego polecano mu modlitwę za zmarłych krewnych, dzieląc przy tym chleb na tyle kawałków, ilu zmarłych było w rodzinie. Przynoszono im także z domów gorące potrawy. Takich biedaków zawsze można było spotkać we Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny, siedzących pod murami świątyń i cmentarzy. Do XIX wieku na północno – wschodnich Kresach Polski przetrwał także pogański zwyczaj dziadów, którego uczestnicy wywoływali dusze zmarłych. Obrzęd ten stał się inspiracją do napisania dzieła pod tym samym tytułem przez narodowego wieszcza; Adama Mickiewicza (1).

Obchodzony 1 listopada dzień Wszystkich Świętych początkowo był związany z potrzebą oddawania czci męczennikom za wiarę w pierwszych wiekach istnienia chrześcijaństwa. Pierwotnie dzień ten obchodzono 13 maja, jednak w 731 roku papież Grzegorz III przeniósł to święto na dzień 1 listopada. Powód tej zmiany miał niezwykle praktyczne podłoże: mieszkańcy Rzymu nie byli w stanie wykarmić rzeszy pielgrzymów przybywających do Stolicy Piotrowej wiosną. W 837 roku Grzegorz IV rozporządził, aby odtąd 1 listopada był dniem poświęconym pamięci nie tylko męczenników, ale wszystkich świętych Kościoła Katolickiego. Jednocześnie na prośbę cesarza Ludwika Pobożnego rozszerzono to święto na cały Kościół. Tego dnia w kościołach odprawia się uroczyste msze ku pamięci wszystkich świętych oraz osób, których życie było nacechowane świętością. Dzień Wszystkich Świętych przypomina wszystkim wiernym, że ich życie jest dążeniem do świętości oraz, że mogą osiągnąć zbawienie, jednak to już od nich zależy, w jakim stopniu przyjmą od Boga dar świętości. Święto te ma bardzo wesoły charakter. W czasie mszy księża mają na sobie białe szaty liturgiczne, symbolizujące radość i podniosły nastrój. Odbywa się ponadto uroczysta procesja na cmentarz i wspólna modlitwa nad grobami.

2 listopada to dzień Wspomnienia Wszystkich Wiernych Zmarłych, który zapoczątkował w 998 roku św. Odilon, opat z Cluny, jako przeciwwagę dla pogańskich obrządków czczących zmarłych. W XIII dzień ten wieku stał się znany w całym Kościele. Obecnie w Kościele Katolickim ma on rangę wspomnienia obowiązkowego wszystkich wiernych zmarłych. W tradycji polskiej 2 listopada nazywany jest Dniem Zadusznym lub Zaduszkami. Tego dnia rodziny odwiedzają groby swoich bliskich, zapalając na nich znicze i odmawiając nad nimi modlitwy. Pogrążają się też w smutku, zadumie i rozmyślaniach nad kresem ludzkiego życia i tego, co następuje po nim. Kolorem liturgicznym tego dnia jest czerń lub fiolet. Kościół w tym dniu wspomina zmarłych pokutujących za grzechy w czyśćcu. Chodzi więc o dusze, których nie mogą wejść do nieba, gdyż mają pewne długi do spłacenia Bożej sprawiedliwości.

W epoce PRL-u, władze dążąc do zlaicyzowania dnia 1 listopada, zaczęły stosować nazwę Wszystkich Zmarłych lub Święto Zmarłych, którą niektórzy do dziś błędnie stosują. Jednocześnie władze nie ustanowiły 2 listopada dniem wolnym od pracy, dlatego Polacy chcąc upamiętnić zmarłych zaczęli tłumnie gromadzić się na cmentarzach, właśnie pierwszego, a nie drugiego listopada. Zwyczaj ten przetrwał do dzisiaj i tak głęboko wrył się w polską mentalność, że obecnie mało, kto pamięta o wesołym charakterze Wszystkich Świętych.

Można z łatwością wywnioskować, że tylko Halloween ma pogańskie korzenie. Zaduszki to dzień wprowadzony jako przeciwwaga dla bałwochwalczych zwyczajów. Kościół Rzymskokatolicki nigdy nie zaakceptował pogańskich obrzędów związanych z kultem zmarłych. Zaś Wszystkich Świętych ma wyłącznie chrześcijański rodowód. Wspólnym podłożem tych wszystkich trzech dni była pamięć o zmarłych i chęć oddania im należnej czci. Dwa z nich wciąż należycie spełniają swoją rolę. Natomiast Halloween nigdy nie zostało zaadaptowane przez Kościół Katolicki. Jego pogański charakter przetrwał aż do współczesności! Ponadto obecnie nie ma już nic wspólnego z czczeniem zmarłych ani dbałością o ich pamięć. Jak słusznie zauważa socjolog religii Marcin Zarzycki;

„Za czasów Celtów święto Samhain, z którego wywodzi się Halloween, było świętem pogodzenia się ze śmiercią, z jej oczywistością. Przebywano cały dzień ze swoimi zmarłymi, jedzono z nimi, „dyskutowano”. Obecne Halloween nie ma już z tym nic wspólnego. Opiera się tylko na dobrej zabawie, żarcikach, przebieraniu, wkładaniu masek. Trzeba być „funny”, „cool”. To jest święto całkowicie świeckie.(2)”

Popularność Halloween na świecie – i niestety coraz częściej w Polsce – idealnie wpisuje się w postrzeganie życia przez człowieka początków XXI wieku. Życie to czas, gdzie trzeba zebrać, jak najwięcej pozytywnych (czytaj: szalonych) doświadczeń, każdą wolną chwilę przeznaczać na zabawy, uciechy i imprezy, kolekcjonować liczne dobra materialne, a następnie chwalić się nimi przed znajomymi. Nie ma miejsca na odrobinę zadumy nad sprawami wprawdzie smutnymi, ale podstawowymi i nieuniknionymi. Nie ma miejsca na przemyślenia o duchowym celu życia, o samym procesie umierania, śmierci i o tym, co po niej następuje. Nie ma refleksji nad tym, jak zachowalibyśmy się w stosunku do bliskich obliczu własnej śmierci. Nie ma refleksji nad tym, jak należałoby się zachować, gdybyśmy byli świadkami śmierci innej osoby, w jaki sposób moglibyśmy jej pomóc na łożu śmierci, a potem w ostatniej drodze ku Wieczności. Nie myśli się o tym, że kiedyś opuścimy świat materialny i przeniesiemy się do innego wymiaru, gdzie wszelkie nasze sukcesy, osiągnięcia i licznie zgromadzone dobra konsumpcyjne okażą się bezlitośnie zbędne.

Po co nad tym wszystkim rozważać? Piekła nie ma- to wymysł księży straszących ciemny lud, by nie łamał zasad religijnych. Niebo chyba istnieje, ale właściwie to nie wiadomo, jak tam jest. Czyściec? – a co to za dziwny wynalazek? Pewnie też wymyślony przez duchownych, a więc zapewne nie istnieje. Poza tym – przecież nie da się dowieść jego istnienia. Sąd Ostateczny? – przecież nikt nie ma prawa mnie oceniać! Tak przedstawia się schemat myślenia o sprawach ostatecznych przeciętnego współczesnego człowieka. W jakim to celu mam snuć te wszystkie refleksje? Wolę nie poruszać tych kwestii, pójdę lepiej na imprezę. 31 października jest najbliższa, nazywa się Halloween. Polatam sobie w stroju ducha po mieście, zrobię mnóstwo zdjęć, zamieszczę ja potem w internecie i znowu będzie fajnie.

Halloween z dawnego celtyckiego święta ku czci zmarłych, stało się kolejną pretekstem do beztroskiej zabawy. Ku mojemu, łagodnie mówiąc, niezadowoleniu, zdobywa na popularności w Polsce. Końcem października odbywają się liczne imprezy z tej okazji, a domy coraz częściej dekorują wydrążone dynie. Szkoły organizują zabawy polegające na tym, że uczniowie przebrani w upiory i inne diabły nie są brani tego dnia do odpowiedzi. Sama pamiętam, jak w gimnazjum wraz z kolegą postanowiliśmy w Halloween przyjść normalnie ubrani do szkoły. Nasi rówieśnicy patrzyli na nas, jak na straceńców idących na pewną śmierć, bo przecież „będziemy pytani”, a kiedy usłyszeli argumenty tłumaczące naszą decyzję, zostaliśmy uznani za egzotyczne curiosum. Głośno oświadczyliśmy, że nasz codzienny strój to wyraz sprzeciwu wobec wprowadzania obcych, angloamerykańskich zwyczajów, które nie wnoszą nic wartościowego i przyczyniają się do zabijania polskich tradycji, których jako chrześcijanie nie możemy praktykować. Uwierzcie, że nie znaleźliśmy zrozumienia.

Od kilku lat 31 października wieczorem do drzwi mojego domu stukają poprzebierane za makabryczne postacie dzieci, krzycząc „cukierek albo psikus!”. Na moje pytanie, dlaczego obchodzą Halloween odpowiadają, że to fajne święto i można dostać słodycze. Wtedy zaczynam je uświadamiać, że kultywują obcą nam tradycję i zadaję pytanie dlaczego, skoro lubią maskarady, w okresie noworocznym nie przebiorą się za kolędników i nie zrobią podobnej rundy po okolicy? Gwarantuję, że dostaną od każdej rodziny więcej łakoci niż tylko jeden cukierek. Odpowiedzi do dziś nie dostałam. Kolędników od kilku lat też nie widać. Chociaż – powinnam się była domyślić przyczyn tego zjawiska – Halloween jest takie amerykańskie i nowoczesne, a kolędnicy tacy polscy, starzy i niemodni. Ponadto w czasie Halloween wystarczy tylko się przebrać, by prosić o cukierki, kiedy kolędnicy muszą się o wiele bardziej wysilić, gdyż tradycja ta wymaga przygotowania zróżnicowanych strojów dla każdej z postaci oraz przygotowania scenki. To zbyt trudne, wymagające i pracochłonne. Wszystko musi być już, zaraz i teraz. Nie można czekać.

Halloween jest obcym kolejnym elementem powodującym wynaradawianie. Pozwalając na zakorzenienie się tego zwyczaju, przyczyniamy się do tego, że nasze rdzenne, polskie, wartościowe obrzędy, które przetrwały w narodzie setki lat, nawet w najcięższych czasach, dzisiaj odchodzą w niebyt. Spychamy je w czeluście zapomnienia, bezkrytycznie zachwycając się świeckim wytworem dwudziestowiecznego konsumpcjonizmu. Dokładamy tym samym cegiełkę do globalizacji, która na wszystkie narody świata sprowadza nudne ujednolicenie, zabijając ich barwną różnorodność. 1 i 2 listopada to dni niezwykle ważne w naszej tradycji – dni polskiej pamięci narodowej. To właśnie wtedy mnóstwo ludzi, choć ten jeden raz w roku, odwiedza kwatery wojskowe, zapala znicze na powstańczych grobach, przy tablicach pamiątkowych na miejscach straceń, poświęconych pamięci poległych i zabitych we wszystkich wojnach. Licznie światełka znajdują swe miejsce zarówno na grobach bezimiennych, jak i grobach osób szczególnie zasłużonych dla Ojczyzny.

Pamiętam jak rok temu, w okolicach 1 listopada, jeden z polskich biskupów oświadczył, żeby uświadamiać przychodzące w Halloween po cukierki dzieci o pogańskiej genezie tego dnia. Wtedy wiele osób – nie tylko z mojego pokolenia – zareagowało na te słowa oburzeniem, twierdząc, że biskup zabrania dzieciom zabawy. Podniosły się głosy, że w Polsce ludzie ciągle się smucą, kiedy „na Zachodzie Wszystkich Zmarłych tak wesoło i na luzie się obchodzi”. Widać jak bardzo te osoby nie zdają sobie sprawy z istoty Wszystkich Świętych i Zaduszek. Kościół nie może akceptować kultywowania stricte pogańskiego zwyczaju, gdyż doszłoby wtedy do złamania pierwszego przykazania dekalogu „Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną”. Poza tym obchodzenie go, może narazić praktykujących na aktywność demonów. Nie przesadzam – demony w obliczu zdobyczy nauki i techniki XXI wieku wcale nie wywiesiły białej flagi i nadal grasują po świecie poszukując niedowiarków, których mogłyby skrzywdzić. Oddawanie się pogańskim zwyczajom – choćby z pozoru niewinnym – wystawia człowieka na działanie złych mocy. Nie bez powodu w ostatnich latach wzrosła liczba księży – egzorcystów. Jednakże ten argument nie przemawia do większości współczesnych ludzi.

Wszystkich Świętych to radosny dzień, ale obchodzony w Kościele Katolickim w sposób podniosły. Tego dnia upamiętnia się wszystkich świętych i beatyfikowanych oraz osoby wiodące pobożne życie. Życiorysy świętych stanowią wzór dla wiernych, wskazówkę w jaki sposób mają prowadzić swe życie i jakie podejmować działania, by osiągnąć pełnię szczęścia i zbawienie. W ich biogramach można odnaleźć liczne sposoby, w jaki sposób należy radzić sobie z problemami dnia codziennego oraz dowiedzieć się z nich, że takie wartości jak wiara, odwaga i męstwo są niezwykle ważne. Ponadto Kościół przypomina, że święci troszczą się o śmiertelników, za których mogą wstawić się u samego Boga i nigdy nie zostawią ich bez pomocy. W celu uatrakcyjnienia tego święta, od kilku lat w Polsce, wiele parafii organizuje barwne korowody świętych, w których uczestniczą dzieci. Tak więc, bez wątpienia, Wszystkich Świętych ma wymiar pozytywny.

Dzień Zaduszny to dzień poświęcony na wspomnienie wszystkich wiernych zmarłych. Tego dnia ludzie gromadzą się przy grobach bliskich, by zapalić na nich znicze – symbol pamięci, znak, że zmarły nie umarł w naszej świadomości. Smutek przy grobie i chwila zadumy powinna być poświęcona rozmyślaniom nad sprawami ostatecznymi. Zaduszki to dzień wytchnienia i złapania dystansu w obecnych zabieganych czasach. Czuwanie przy mogile wymusza refleksję o tym, że kiedyś każdy z nas umrze i przeniesie się do innego, niematerialnego świata. Trafić tam możemy w każdej chwili, choćby i dzisiaj, jednak ze swej świadomości skutecznie usuwamy tę myśl. Nic, co materialne, nie jest wieczne. W chwili zadumy, przy szeleszczących pod nogami liściach, w blasku światełek z tysiąca lampek, należy zajrzeć w głąb własnej duszy i zapytać samego siebie czy zrobiłem wszystko, by mój bliski trafił do nieba? Czy godnie go pożegnałem? Jeżeli nie, to jak teraz mogę naprawić swój błąd? Czy ja sam jestem dobrym człowiekiem? Nie trzeba być chrześcijaninem, by oddać się tak poważnej refleksji towarzyszącej Dniu Zadusznemu. Także ateista może wynieść z takich rozważań poważną naukę dla samego siebie. Wystarczy zadać sobie pytania- czy nie krzywdzę innych? Przecież też umrę – jak zostaną ocenione moje działania i wybory?  Czy moja aktywność, na której ja skorzystałem, nie przyczyniła się do nieszczęścia innych, nawet nieznanych mi osób? Ta chwila zadumy powinna służyć temu, by krytycznie spojrzeć na samego siebie i w porę się opamiętać, jeśli zboczyliśmy w życiu. Możemy przecież podjąć w każdej chwili starania o to, by stać się dobrymi ludźmi. Jak mnie zapamiętają? Co po sobie pozostawię, poza ewentualnym spadkiem? Zaduszki, mimo swego smutnego charakteru, ze względu na towarzyszącą im refleksję, pomagającą podnieść własną moralność, mają wymiar pozytywny.

Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny są dniami o bogatej chrześcijańskiej tradycji, które na stałe wpisały się w polską tradycję, idealnie wkomponowując się w polski rok obrzędowy. Służą upamiętnieniu przodków, nie pozwalają zapomnieć o naszych zmarłych bliskich, niosą za sobą radość i odnowienie moralne. Nie można tego powiedzieć o Halloween, które stanowi w dzisiejszych czasach tylko kolejną okazję do bezwartościowej zabawy, mogącej  się przyczynić do zarzucenia kultywowania polskich zwyczajów. Wszystkich Świętych i Zaduszki górują nad Halloween na każdej płaszczyźnie. Nie tylko w formie obchodzenia tych dni, ale także towarzyszącym im niesamowicie wartościowemu przekazowi i refleksji – której Halloween po prostu brak.

Sandra Błażejewska

Grafika: Jakub Schikaneder
„Dzień Zaduszny” 
olej na płótnie, 1888 
Galeria Narodowa, Praga

Przypisy:

1 Barbara Ogrodowska, Polskie zwyczaje i obrzędy doroczne, Warszawa 2010 s. 236 – 238

2 Wywiad Marcina Szymaniak z Marcinem Zarzeckim, „Wstydliwa śmierć i czarne kruki w sutannach” z 3.11.2007, na http://www.zw.com.pl/artykul/200237.html?print=tak [dostęp w dniu 23.10.2015]

Przedruk za zgodą autora.

Za: Kierunki.info.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.