Archiwalny wywiad z Jean- Marie Le Pen

Jeśli istnieje cisza w oku cyklonu, na pewno jest ona w wystawnej willi Jean-Marie Le Pena w Saint Cloud w Paryżu, w czwartek po południu. W zewnętrznym świecie, światowe media rozbrzmiewają orgiastycznymi denuncjacjami człowieka, którego świat uwielbia nienawidzić. W Parc Montretout, rześkie klapanie polewaczek i odległy krzyk pawia były jedynymi odgłosami w pachnącym wiosennym powietrzu. Doberman leżący na żwirowej ścieżce patrzył tylko na mnie leniwie grzejąc się w słońcu.

Gabinet Jean-Marie Le Pena, zmuszający do podziwiania wspaniałego widoku na miasto, zawiera przyciągający wzrok zbiór starych teleskopów, ikon, foteli w stylu Ludwika XV i figurkę świętej Joanny d’Arc. Podaję mu moją wizytówkę. „Jest Pan z kraju śmiechu (nawiązanie do nazwiska dziennikarza: Laughlanda)” żartuje, wybuchając śmiechem i odrzucając głowę do tyłu, przez co jego charakterystyczny podbródek sterczy poziomo.

Aby rozpocząć rozmowę na jego ulubiony temat – Europy – pokazuję mu mapę opublikowaną ostatnio przez Parlament Europejski. Wszystkie wielkie narody Europy pocięte w małe pseudoetniczne podregiony, ale w środku olbrzymi Großdeutschland zawierający Alzację, Austrię i większość Szwajcarii. Opublikowana przez Grupę Radykalną. „Ci ludzie to Radykalni Wariaci” mówi Le Pen, grzmiąc następnym wybuchem śmiechu. „Ci sami ludzie, którzy są za szybkimi rozwodami, próbują złączyć razem odwieczne narody Europy w wieczne małżeństwo. Co oni zrobią, kiedy zechcemy opuścić UE? Przyślą Wermacht? Niemcy przecierpieli dużo pod koniec wojny, z własnej winy, oczywiście. Ale teraz chcą wziąć odwet, więc Europa będzie zdominowana przez Niemcy – najbardziej uległy sojusznik Ameryki.”

Le Pen znaczy po starobretońsku „boss”, ale on posiada jakiś chłopięcy wdzięk. Oficjalna hagiografia zawiera fotografie w kolorze sepii, małego Le Pena – na plaży, w łódkach, pod opieką dam w kapeluszach i srogich Jezuitów w sutannach – i, w wieku ośmiu lat, złośliwy uśmieszek jest dokładnie rozpoznawalny. Ale podpis mówi, „Wizja Francji, jaka była”, i to jest cała istota: Le Pen jest człowiekiem opanowanym przez apokaliptyczną wizję narodowego, politycznego, socjalnego i moralnego upadku Francji, ale poprzez ten głęboki pesymizm wciąż przebija pragnienie śmiechu, i ostra chęć aby prowokować, a nawet szokować. Przeróżne sposoby pozbawienia go życia nie zastraszyły go. „To nie ja stałem się skrajnym prawicowcem”, powiada, „to całe społeczeństwo stało się skrajnie lewicowe. Ubrali mi wojskowe buty i hełm, i mówią, że jestem Hitlerem. Ale robią to od 50 lat. To jedyny sposób, jakim chcą mnie załatwić, bo nigdy nie wyciągałem rąk do forsy. Ale kiedy miałem 16 lat, wziąłem rewolwer mojego ojca, i przyłączyłem się do Ruchu Oporu. Nie mówię, że byłem wielkim bohaterem, ale ile bym nie zrobił, było to po prawej stronie.

Le Pen uważa siebie za człowieka, który stoi za zwykłymi ludźmi przeciwko wielkim armatom francuskiej klasy politycznej. Jego zwycięskie przemówienie w niedzielę wieczorem brzmiało jak Kazanie Na Górze, tak często wspominał biednych i cichych. Odwołuje się on do wszystkich swoich znanych wypowiedzi, jak ta o komorach gazowych „będących drobnym detalem w historii drugiej wojny światowej” (komentarz, za który później przepraszał, i który, jak twierdzi, był od początku źle zrozumiany) jako nic innego, tylko prowokacja sfabrykowana przez jego bardzo licznych wrogów. „Musi pan zdać sobie sprawę z tego”, mówi mi, „że moje zwycięstwo to zwycięstwo kogoś, kto nie ma nawet setnej części tych środków, jakie mają do dyspozycji moi przeciwnicy. Byłbym 10 procent przed nimi, gdybym je miał. Ale nic straconego”, powiada nawiązując do następnej rundy wyborów 5 maja. „Mam 10 procentową szansę wygrania. Gęganie medialnych pochlebców” – kiedykolwiek chce kogoś znieważyć, co zdarza się często, każde brzydkie słowo smakuje wymawiając je wolno i dobitnie – „które, nawiasem mówiąc, jest zdominowane przez marksistów, co jest słowem wywołującym mdłości i do którego odnoszę się z najwyższą pogardą, natychmiast ruszyło ze wsparciem Chiracowi. Co znaczy, że teraz Chirac jest formalnie koronowany jako niekwestionowany lider francuskiej lewicy. Partia komunistyczna, trockiści, socjaliści, masoni, związki zawodowe – wszyscy oni przyklasnęli mu jako Ojcu Chrzestnemu ich mafii. Ale ja jestem kandydatem Francji – przeciwko euro-globalistom.”

„Tak, czy inaczej”, dodaje, „to nie są francuskie wybory prezydenckie. To są wybory gubernatora w Kansas. A właściwie, nawet gorzej. Kansas przynajmniej może zdecydować o przywróceniu kary śmierci” – coś, co Le Pen uważa za niezbędny zwrot w każdym systemie karnym – „ale tutaj, narobiliśmy tyle kompromisów wobec suwerenności narodowej, że nie jesteśmy dłużej niezależnym państwem. W samej rzeczy,” wskazuje przez otwarte francuskie drzwi na zewnątrz, na Paryż, „olbrzymie miasta i masywny napływ imigracji to dwa pewne znaki, że społeczeństwo umiera. Jeśli narody są śmiertelne, jak pisze Valéry, giną one w ten sam sposób. Czy wie pan, że Babilon miał swoją obwodnicę trzy razy dłuższą niż paryska périphérique?”

Nie licząc tej krótkiej wypowiedzi, nie mówi on na temat imigracji. Wielu moich francuskich znajomych, których konsultowałem przed tym wywiadem, potwierdziło, że imigracja odgrywa małą, jeśli w ogóle, rolę w jego kampanii prezydenckiej. „Le Pen nie jest rasistą”, powiedział jeden. „To tylko inni poruszają teraz temat imigracji” mówi inny. Zamiast tego, kampania Le Pena opiera się na prawie i porządku, bezrobociu, i jego polityce likwidacji podatku dochodowego. „Dlaczego jestem tak zajadle atakowany przez brytyjską prasę?” pyta mnie. Opinia Le Pena na temat imigracji jest taka sama, jak Normana Tebbita, a jego opinie na temat wielkomiejskiej zgnilizny, społecznego załamania i upadku tradycyjnych wartości można znaleźć co tydzień w kolumnach ‚Daily Mail’ czy ‚Spectatora’. Mówiąc o tym, ‚The Sun’ poświęcił cały tydzień na wyliczanie różnych, pełnych nienawiści propozycji Le Pena, jak zamknięcie centrum uchodźców w Sangatte, czy sprzeciw wobec prawa homoseksualistów do adoptowania dzieci, ale ta obowiązująca fotografia Hitlera którą ‚The Sun’ ozdobił swoje tyrady, nie pomogła odróżnić tego od całej listy innych tematów, które zwykle popiera ta gazeta. Le Pen oskarża lewicę o wykorzystywanie tematu imigrantów jako ich nowy totem w miejsce robotników, nie przejmując się jak zwykle losem jednych czy drugich. „Co napawa mnie smutkiem”, napisał, „to to, że olbrzymia większość społeczności imigrantów pragnie jedynie żyć w spokoju, mimo to lewica nagłaśnia temat imigrantów, który w rzeczywistości jednym z mniejszych problemów.” Ale pomysł, że Le Pen proponuje wyczyścić etnicznie Francję, jest nonsensem.

Kiedy ludzie w tym kraju pytają, „czy może się to u nas wydarzyć?”, odpowiedź zależy od tego, co się rozumie przez „to” i „wydarzyć”. Pozostawiając na boku ważny historycznie fakt, że skrajna prawica we Francji jest silna, kiedy słaby jest Gaullizm, i na odwrót – wypełnia to polityczną próżnię pozostawioną przez osłabienie owego autorytetu państwowego, tak mocno upragnionego przez Francuzów – polityczne trzęsienie ziemi 21 kwietnia nie było spowodowane nagłym wzrostem Frontu Narodowego. Partia Le Pena cieszy się solidnym poparciem od lat, a w niedzielę jej wyniki były tylko nieco większe niż te w latach 1995 i 1997. Zamiast tego, najbardziej doniosłe było wyborcze upokorzenie rządzącego duopolu. Kandydat partii socjalistycznej, która rządziła Francją od 5 lat dostał 16 proc., to jest mniej niż połowa tego, co rząd brytyjski uważałby za katastrofalny kryzys. Tymczasem „Prezydent Wszystkich Francuzów” jest popierany jedynie przez co piątego z nich. Niezależnie od tego, francuski system polityczny jest tak głęboko niesprawny, że ci sami starzy politycy, którzy podpadli w niedzielę, zostaną wybrani ponownie, jakby nic się nie stało. Ludzie zapominają, jak bezwstydną jest ta karuzela polityki francuskiej: Jacques Chirac, człowiek, który 5 maja będzie wybrany na następne 5 lat prawnej nietykalności, po raz pierwszy został premierem, kiedy Harold Wilson mieszkał na Downing Street numer 10.

Rzeczywiście, ta ocena francuskiej klasy politycznej przez jej zwolenników została zawarta z przygnębiającą szczerością w sloganach, do których wykrzykiwania zmuszono młodzież szkolną podczas parady na ulicach w poniedziałek: „Votez escro, pas facho!” – „Głosuj na łajdaka, nie na faszystę”. Co za wybór! Tymczasem Le Pen, gromadzi swoją pogardę wobec tej całej nędznej bandy łapowników, oportunistów i kolesiów. Tak czy inaczej, pierwsza runda każdych wyborów we Francji nie ma większego znaczenia. Nie robi żadnej różnicy dla ostatecznego wyniku, i jest po prostu okazją do zabłyśnięcia czyjąś własną malutką personalną egzotyczną fantazją. Kiedy mówiłem to moim przyjaciołom, że świat myśli, że Le Pen ma władzę w swoim zasięgu, wyśmiali mnie.

W tej sprawie, Le Pen dał mi odczuć, że nie jest on specjalnie zainteresowany władzą. „Wie pan”, powiedział machając z rezygnacją ręką, „wielkie wydarzenia historyczne są wynikiem zbiegów okoliczności pomiędzy ludźmi i Opatrznością. Przeżyłem całe moje życie walcząc w przegranych potyczkach, zaczynając od Indochin. Jak powiedziała Św. Joanna d’Arc, ‚walczysz, walczysz, i być może pewnego dnia Bóg da ci zwycięstwo.’ To odniesienie do Św. Joanny nie jest jedyną okazją, kiedy Le Pen okazuje swoje raczej mistyczne zalety. „Umiem przewidywać rzeczy”, mówi mi, „ponieważ trzymam się prosto, zamiast wpatrywać się w swój pępek, jak większość polityków. Przeżyłem siedem lat mego życia na morzu; żeglowałem poprzez oceany i patrzyłem na nieskończenie małą cząstkę miliardów i miliardów gwiazd na niebie. Moja wiara jest prosta. Wierzę w naród i rodzinę. Razem z narodem, rodzina jest probierzem tego, jak mało możliwości istnieje dla ludzkiego szczęścia. Społeczeństwo musi posiadać pewne fundamentalne wartości, inaczej nie będzie osobistego rozwoju. Widzę to wszystko w stałym upadku.

„I jeszcze jedna rzecz”, mówi, kończąc rozmowę. „Pomyśli pan, że to dziwne, kiedy pochodzi od polityka w środku kampanii wyborczej. Ale uważam to za przed-apokaliptyczne, że ludzie, w tej chwili, walczą wokół żłóbka Jezusa. Jeśli będzie masakra w Bazylice Narodzenia Pańskiego, jeśli będzie tam przelana krew, będę to uważał za poważny znak, za ostrzeżenie z Niebios. Ale życie idzie dalej”, powiada, i wybucha śmiechem.

Wywiad został przeprowadzony przez Johna Laughlanda dla angielskiego „The Spectator” w 2002 roku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.