„Kryzys tożsamości w Europie nie zrodził się 10, 15, czy 20 lat temu”- rozmowa z Tomaszem Kosińskim, publicystą i historykiem idei

Od Redakcji: W obliczu zaostrzania się procesów globalizacyjnych na naszym kontynencie i nie tylko, europejscy nacjonaliści muszą znaleźć  i wypracować właściwą odpowiedź na czekające ich wyzwania. Spójna i wyczerpująca alternatywa jednak nie powstanie, jeśli nie osiągniemy zgody i zrozumienia co do najbardziej podstawowych kwestii. Słowem klucz w tej dyskusji zdaje się być przede wszystkim pojęcie tożsamości. Co tak w zasadzie ono znaczy? Jakie ma dla nas znaczenie? Jakie czynniki wpływają na jej istotę? Gdzie należy szukać przyczyn stojących za jej kryzysem w przypadku Europy? Zapytaliśmy o to Tomasza Kosińskiego, publicystę i historyka idei. Zapraszamy do lektury naszego najnowszego wywiadu:

 

********

 

Pierwsze pytanie, które chciałbym zadać jest może proste ale za to kluczowe dla całej naszej dalszej rozmowy. Kim jest Europejczyk?  Jaki jest dzisiaj jego obraz? Czym dla Ciebie jest tożsamość europejska? Co determinuje jej wyjątkowość?

Może na początku powiem kilka słów o sobie. Nazywam się Tomasz Kosiński, jestem historykiem idei, przygotowuję pracę doktorską poświęconą życiu i idei Ottona Strassera. Od wielu lat publikuję teksty w pismach i portalach umownie zwanych „prawicowymi” oraz innych związanych z historią i polityką. Oprócz Strassera zajmuję się również radykalną myślą polityczną XX wieku. Interesuje mnie szczególnie przenikanie się idei radykalnej lewicy oraz prawicy. Stąd w obszarze moich zainteresowań znajdują się m.in. tzw. Nowa Prawica oraz lewica rewolucyjna. Przez zainteresowanie Neue Rechte trafiłem na identytaryzm. Postanowiłem poznać ten ruch i jego doktrynę.

Europa to dla mnie amalgamat kultur i narodów, które przez setki lat tworzyły wielką cywilizację. Cywilizację, która w chwili obecnej znajduje się w głębokiej defensywie. Dzisiejszy Europejczyk to niestety osoba pozbawiona tożsamości (zwłaszcza w zachodniej części kontynentu). Widać to zwłaszcza po młodych osobach, które podatne są na teorie o człowieku globalnym zapominając o swym pochodzeniu. Wschodnia Europa i jej mieszkańcy jeszcze stawiają się opór, jednak jest to niestety tylko kwestia czasu.

Wiele mówi się dzisiaj o kryzysie tożsamości. Co jest Twoim zdaniem czynnikiem stojącym za tym zjawiskiem? Jego przyczyna jest według Ciebie związana z masową migracją z Bliskiego Wschodu i Afryki czy może bardziej chodzi tu o pewne zauważalne zmiany w mentalności Europejczyków i ich postępujące zagubienie?

Kryzys tożsamości w Europie nie zrodził się 10, 15, czy 20 lat temu. Jest to długi proces, o którym wspominał już Friedrich Nietzsche m.in. w „Woli mocy”. Stopniowe wyzbywanie się tożsamości, dążenie do przewartościowania wartości osiągnęło punkt kulminacyjny w 1968 roku. To pokolenie rewolucji studenckich kształtowało i nadal kształtuje europejską politykę. To w dużej mierze ci ludzie przyspieszyli rozkład zachodnich społeczeństw. Zapewnili obywatelom dobrobyt, jednocześnie promując szeroką liberalizację sfery obyczajowej.

Stworzenie obywatela – konsumenta, hedonisty, który myśli tylko o dobrach materialnych to dzisiejsza rzeczywistość Zachodu (mówimy oczywiście o Europejczykach). Z resztą sam Herbert Marcuse, teoretyk szkoły frankfurckiej pisał, iż zachodni robotnicy na skutek dobrobytu stracili potencjał rewolucyjny. Stali się zwykłymi konsumentami. Oczywiście do budowy tego dobrobytu była i jest nadal potrzebna tania siła robocza, najlepiej z krajów afrykańskich. Alain de Benoist opisał w interesujący sposób zależności między wielkim kapitałem a tanią siłą roboczą. Pamiętajmy, że pomysł ściągania imigrantów z krajów afrykańskich krytykowano już w latach 60. XX wieku. Głośno przeciw temu działaniu protestował m.in. Emil Cioran słynny pisarz, radykalny sceptyk i krytyk upadającego Zachodu.

Jak oceniasz zjawisko separatyzmu rasowego? Wiele w ostatnim czasie mówi się o wzroście tendencji separatystycznych a właściwie o ich powrocie do Europy. Jakbyś się ustosunkował do takiego stwierdzenia? Co uważasz na temat dążeń Basków, Szkotów czy wojny na Ukrainie?

Uważam, iż każdy lud ma prawo do posiadania swojej tożsamości. Nie ważne, czy są to Indianie z Chiapas, Baskowie, Korsykanie, Palestyńczycy, czy mieszkańcy Doniecka. Nie uważam, żeby w Europie nasiliły się tendencje separatystyczne. Tendencje separatystyczne w wielu regionach naszego kontynentu były, są i będą. Obecnie podsycają je politycy najwyższego szczebla, którzy umiejętnie grają na emocjach tych ludzi. ETA, FNLC czy IRA lata świetności mają za sobą i póki co ich aktywność nie wzrasta. Może nie są nikomu potrzebni?

Pytałem już o to co uważasz na temat tego co dzieje się w innych państwach Europy, jednak nie możemy pozostać obojętni wobec sytuacji w naszym kraju. Jak zatem oceniasz dążenia do uzyskania autonomii przez Ślązaków? Co możesz nam powiedzieć na ten temat?

Domyślam się do czego zmierzasz, dlatego po pierwsze wyjaśnijmy, czym jest autonomia i w skrócie zarysuję problem Górnego Śląska. Wielu osobom spoza tego regionu wydaje się, że znają doskonale losy tej ziemi, jak i znaczenie terminu „autonomia”. Jednak przypominam, że autonomia to tylko częściowe przeniesienie wybranych kompetencji państwa na rzecz danego regionu. Z reguły kompetencje te ustala statut regionu i/lub konstytucja. I tego żąda właśnie Ruch Autonomii Śląska. Większej samorządności zamiast centralizmu. Jerzy Gorzelik jest realistą politycznym i doskonale zdaje sobie sprawę, że niepodległy Górny Śląsk (nawet z czeską częścią) nie ma racji bytu. Przewodniczący RAŚ to postać kontrowersyjna, lubi prowokować, ale na pewno nie można odmówić mu zaangażowania w działalność na rzecz regionu.

Górny Śląsk to region, z którym jestem bardzo związany. Jest to ziemia, na której od wieków przenikały się kultury niemiecka, polska i czeska. W związku z tym o tożsamości „narodowej” Górnoślązaków stanowił głównie język (w zdecydowanie mniejszym stopniu religia, która np. na Bałkanach odgrywała kwestię kluczową). Nie trzeba chyba tłumaczyć, kto, jakim językiem posługiwał się na co dzień. Po podziale Górnego Śląska w 1921 roku wielu ludzi było rozczarowanych nową sytuacją polityczną. Przedzielono granicą rodziny, znajomych, pracodawców i pracowników. Do dziś krążą interesujące anegdoty, o tym jak trzeba było przekraczać granicę w Zabrzu (wtedy Hindenburgu) aby iść do pracy. Po II wojnie światowej większość Górnego Śląska znalazła się w posiadaniu Polski (okolice Ostravy i Opavy pozostały w Czechosłowacji). Wielu Górnoślązaków trafiło do komunistycznych obozów (niektórzy celowo piszą polskich, ale czy to jest potrzebne?) aby „przejść weryfikację” garstka walczyła w lasach (i nie mówię tu o polskim podziemiu) sporo wyjechało do Niemiec. Ci którzy zostali mieli często problemy z nową władzą (silny katolicyzm, specyficzny język) a na przyjezdnych czekały ciężkie warunki pracy – zakłady pracy zostały rozgrabione przez towarzyszy z ZSRS. Mimo wszystko PRL odbudował przemysł w tym regionie. Górnoślązacy przetrwali Kulturkampf prowadzony przez władzę ludową i mogli po 89 roku znowu działać na rzecz zachowania górnośląskiej kultury.

Jestem zwolennikiem państwa federalnego i uważam, że nie tylko Górny Śląsk powinien posiadać autonomię, ale każdy region w naszym państwie, który będzie tego chciał. Interesujący jest model hiszpański (odchodząc od niedawnych wydarzeń w Katalonii oczywiście), w którym każda wspólnota posiada określony rodzaj autonomii. Jednym regionom przysługuje większa swoboda, innym mniejsza. W każdym razie na Górnym Śląsku nikt z bronią nie będzie walczyć o odłączenie się od Polski. Dzisiejsza tożsamość górnośląska to przede wszystkim przywiązanie do języka, flagi, historii i tradycji regionu. Okazją do zamanifestowania tego jest owiany już czarną legendą w środowisku narodowym Marsz Autonomii. Moim zdaniem to świetna inicjatywa, która przyciąga wiele osób przywiązanych do Górnego Śląska. Niekoniecznie muszą być zwolennikami autonomii, czy sympatykami RAŚ. Jednak charakter marszu, jego otoczka to zdecydowanie lepsza alternatywa niż organizowany przez narodowców Marsz Powstańców Śląskich z jego wąskim gronem sympatyków i akustycznymi koncertami przy pomniku Powstańców Śląskich.

Pamiętajmy, że większość osób deklarujących śląskość w niedawnym spisie powszechnym (oczywiście wiemy jaka była jego otoczka) zaznaczała również, iż czują się Polakami. Nie szukajmy sztucznego separatyzmu tam, gdzie go nie ma. Naturalnie istnieją ludzie uznający się za tylko i wyłącznie Ślązaków, bądź też Ślązaków – Niemców, tylko czy naprawdę stanowią realne zagrożenie dla kogokolwiek?

Regionalizm jest pojęciem, które pojawia się często gdy mówimy o ruchach identatyrystycznych. Jednakże dla wielu ten termin nadal pozostaje owiany tajemnicą. Czym więc tak właściwie on jest? Czy stoi naprzeciw koncepcji organizacji narodów w formie państwa?

Państwo federalne bazujące na regionalizmie to najczęściej bardzo sprawnie zarządzany organizm. Część kompetencji zostaje przekazana rządom autonomicznych regionów, które sprawują władzę na terenie danej wspólnoty. Jednym z celów tego działania jest właśnie wyeliminowanie tendencji separatystycznych.

Regionalizm w ruchu identytarystycznym wynika z historii i tradycji państw Zachodu. W Niemczech, Francji, Italii, Austrii itd. mieszkańcy zawsze byli silnie związani z regionem, w którym żyli.

Martin Heidegger uważał, iż to właśnie Heimat kształtował Niemca (nawet w czasach Trzeciej Rzeszy) to tam poznawał mityczne, niemieckie przeznaczenie (deutsches Schicksal). Myślę, że jest to idea bliska tożsamościowcom, którzy preferują działanie przede wszystkim na skalę lokalną. Czasem głośną i efektowną, ale jednak lokalną skupioną na problemach danego regionu (choć co raz częściej wspólną dla całego kraju). Wiele takich działań obserwujemy w Niemczech, patrząc na Identitare Bewegung Deutschland. Berlin, Drezno, Kolonia, Halle to tylko kilka miast , gdzie działacze przeprowadzili udane happeningi.

Ostatnio, w naszym środowisku na nowo rozgorzała dyskusja na temat tego czy to czynnik kulturowy czy etniczny powinien mieć pierwszeństwo i kluczowy wpływ na definicję tożsamości narodowej. Jak na tą kwestię zapatrują się tożsamościowcy? 

Dla tożsamościowców zarówno czynnik biologiczny, jak i kulturowy mają tę samą wartość. Asymilacja według nich to proces, który trwa kilka pokoleń i ma miejsce tylko wtedy, gdy populacja asymilująca się jest etnicznie podobna i nie jest zbyt liczna.

Zacytuję Kolegę z Identitare Bewegung, którego zapytałem o tę kwestię: Jeżeli ktoś z Afryki przyjedzie do Polski i zacznie jeść kiełbasy śląskie i pić kompot od babci to nie stanie się Polakiem.

Wielu krytyków identytaryzmu twierdzi, że waszym wyobrażeniem koncepcji Europy jest rzeczywista federacja narodów. Ile jest prawdy w takim stwierdzeniu?

Nie mogę wypowiadać się w imieniu identytarystów, jednak, gdy przyjrzymy się ich postulatom, wizji Europy to zmierza ona w kierunku bliskim nacjonalistom – Europy Narodów. O Federacji Europejskiej pisali m.in. Oswald Mosley, czy Otton Strasser, jednak zawsze miała posiadać charakter mniej lub bardziej zbiurokratyzowanego tworu ze wspólnym rządem. Nie jest to również wizja „Europy stu flag” Y. Fouere. Identytaryści zwracają się w kierunku współpracy niezależnych, europejskich państw. Pamiętajmy, iż ich głównym celem jest działalność na rzecz ochrony Europy przed utratą jej tożsamości.

 Dziękujemy za rozmowę

Ruch Tożsamościowy Górny Śląsk

Generace Identity Ostrava

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.