Wywiad z Mariuszem Boreckim, szefem Karpackiego Związku Wielkiej Polski

Na naszym portalu stale rozwija się blok poświęcony wywiadom z europejskimi grupami narodowo-radykalnymi, tym razem zostajemy w Polsce, a Wasze ręce oddajemy rozmowę, która ekipa Trzeciej Drogi przeprowadziła z naszym stałym współpracownikiem i jednocześnie szefem Karpackiego Związku Wolnej Polski, Mariuszem Boreckim:

Czym tak naprawdę jest Karpacki Związek Wielkiej Polski? Kiedy powstała Wasza organizacja i co się do tego przyczyniło?

Organizacja w nieco bardziej wyrazistym kształcie zarysowała się około roku temu, jakkolwiek rozmowy na temat powołania jej do życia trwały już znacznie wcześniej – dużo czasu spędziliśmy na dyskusjach o tym, jaki ma być jej kształt, na czym ma się skupiać i do kogo przede wszystkim kierować nasze działania, nie da się bowiem ukryć, że zauważyliśmy pewne niezagospodarowane nisze, których istnienie według nas przyczynia się w znaczący sposób do słabości polskiego nacjonalizmu. Po pierwsze, zwróciliśmy uwagę na fakt, iż nacjonalizm jest przede wszystkim domeną ludzi młodszych od nas o kilka przynajmniej lat, niekoniecznie posiadających odpowiednią wiedzę, że o doświadczeniu, również, a może przede wszystkim, życiowym, nie wspomnę,  nacjonalistycznie zaś bądź choćby patriotycznie nastawionych ludzi w naszym wieku oraz starszych od nas traktuje się  w środowisku narodowym niejako po macoszemu, w związku  z czym udają się oni niejednokrotnie pod skrzydła rozmaitych partii czy organizacji, które z nacjonalizmem nie mają niczego wspólnego. To była pierwsza przyczyna – podjęcie próby zbudowania czegoś, co nie tyle będzie kolejną frakcją buntowników z przekreślonym sierpem i młotem na koszulce oraz „Precz z komuną!” na ustach, a raczej czymś na kształt zakonu ideowego, w którym wykuwać się będzie myśl, która rzeczonym buntownikom wskaże właściwą drogę, cały czas bowiem mamy w pamięci, że tutaj nie tyle chodzi o radykalizm działania, co raczej o radykalizm myśli, a z tym w Polsce niestety bardzo krucho. Ukazać młodym słuszny kierunek, ludziom w naszym wieku zaszczepić idee nacjonalistyczne, starszym zaś udowodnić, że nacjonalizm, właściwie pojęty, nie jest złem wcielonym, a remedium na bolączki naszego kraju: oto główna myśl, jaka nam przyświecała. Drugą, równie ważką rzeczą, która legła u podstaw powołania do życia naszej organizacji, był fakt, iż polski nacjonalizm niemal zupełnie nie odwołuje się do tradycji ludowych, a to przebogate, zwłaszcza w Karpatach, źródło inspiracji, stąd postanowiliśmy do tego źródła sięgnąć głębiej, by nie tylko tenże nacjonalizm ubogacić, ale przede wszystkim doszukać się jego prawdziwych korzeni, o których częstokroć się zapomina w dzisiejszych czasach, serwując nam jakąś dziwaczną mieszankę popłuczyn po szlachetczyźnie i na wskroś liberalnych enuncjacji narodowej quasi-inteligencji.  Nie sposób też tutaj wspomnieć, że nam, nacjonalistom, są zupełnie obce, jako niesłużące interesowi Polski i Polaków, wszelkie liberalne koncepcje, również te w kwestiach gospodarczych, stąd nie ukrywamy wcale, że nie po drodze nam z niektórymi organizacjami, które chcą uchodzić za narodowe, podczas gdy ich pomysły i działania zdają sie temu całkowice przeczyć. Podsumowując zatem, do powstania KZWP przyczynił się fakt, że jako nacjonaliści i kontrrewolucjoniści jednocześnie (wiem, można powiedzieć, że jedno drugiemu przeczy, ale tylko pozornie; odniosę się do tego w dalszej części wywiadu), mocno związani z tradycją ludową swojego regionu, nie widzieliśmy żadnej organizacji, która odpowiadałaby nam profilem ideowym. Chcieliśmy, aby KZWP stał się swego rodzaju „think tankiem”, jak to się teraz ładnie mówi, tworzonym przez ludzi z pasją, zawsze gotowych do poświęceń, zdyscyplinowanych i odpowiedzialnych, ludzi z pewną wiedzą, doświadczeniem i umiejętnościami praktycznymi, jak choćby organizatorskie – i dla takich zawsze się znajdzie u nas miejsce.

Co w Twoim odczuciu odróżnia KZWP od innych, ujmijmy to, „powszechnie znanych”, organizacji narodowych działających w naszym kraju?

KZWP tym się różni od wielu organizacji, że:

a) jest nastawiony na działalność w regionie, wychodząc z założenia, że zdrowy naród buduje się oddolnie, stąd nie liczymy na żadne cuda w postaci dostania się do parlamentu jakiejś narodowej partii, która, przez sam fakt posiadania kilku miejsc w ławach poselskich, niby za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, zmieni wszystko ad hoc, a raczej stawiamy na mozolną pracę u podstaw, która niekoniecznie od razu musi przynieść jakieś wymierne efekty

b) kładzie nacisk na ludowy, w ujęciu karpackim, charakter nacjonalizmu, szukając w ludowości inspiracji do nadania mu właściwego kierunku

c) próbuje syntezować dziedzictwo myśli kontrrewolucyjnej i nacjonalistycznej, a także wszelkiej innej „prawicowej” w jedną ideę, nie uciekając jednakże od spraw socjalnych, co częstokroć jest powodem do oskarżeń o „lewicowość”, a nawet „bolszewizm” (sic!)

d) stara się, w słusznych celach, współpracować z każdą patriotyczną siłą, niezależnie od wzajemnych animozji między nimi

Jak sklasyfikowałbyś swoją organizacje po względem ideologicznym? Czym jest dla Was sam nacjonalizm? Jak rozumiecie go i jego zasady?

Na to pytanie częściowo odpowiedzieliśmy wcześniej, teraz jednak chciałbym uzupełnić kilka kwestii. Otóż nasz nacjonalizm posiada bliskie paralele z tradycjonalizmem, nie chodzi tutaj jednak ani o tradycjonalizm integralny (no, chyba że w takim ujęciu, iż chrystianizujemy tradycje pogańskie, nigdy odwrotnie), ani też o tradycjonalizm katolicki ( warto tutaj dodać, że Kol. Paweł za takowego się uważa i jest blisko związany z bielskim środowiskiem Łacińskiej Tradycji Kościoła). Jesteśmy tradycjonalistami, zamiast bowiem próbować wszystko robić od nowa, poruszając się niejako po omacku w gąszczu rozmaitych koncepcji, niekoniecznie zgodnych z nauczaniem Kościoła katolickiego, którego jesteśmy członkami, wolimy czerpać ze sprawdzonych wzorców i mądrości przodków. Jesteśmy tradycjonalistami, gdyż bronimy dawnego dziedzictwa, zwyczajów i kultury, zarówno materialnej, jak i duchowej, lecz daleko nam do tzw. rupeciarstwa – tradycja dla nas to coś, co na moment jeno otrzymujemy od swych ojców, ubogacamy to bagażem własnych myśli i doświadczeń, a następnie przekazujemy dalej, licząc na to, iż nasze dzieło będzie kontynuowane. Uważamy, że każdy kontrrewolucjonista musi być jednocześnie nacjonalistą – i na odwrót. Udawanie, iż narodziny nowoczesnego narodu nie miały miejsca to droga donikąd – dziś naród jest konkretnym bytem, który nosi w sobie dziedzictwo pokoleń minionych i to naród winien tego dziedzictwa bronić, pamiętając, iż nie może sobie pozwolić na odrzucenie wielowiekowej tradycji swych przodków, z drugiej jednak strony nie unikając krytyki tego, co w tej tradycji złe, przy całej świadomości wpływu, jaki to ma na tzw. narodowego ducha, jego zalety i przywary. Jesteśmy nacjonalistami, gdyż wierzymy, że tylko wolne narody wolnych ludzi, rządzących się podług własnych praw i przekonań, są w stanie zbudować świat być może choć odrobinę bliższy ideału, aniżeli ten, który obserwujemy na co dzień. Jesteśmy nacjonalistami, stąd daleko nam do pogardy dla innych narodów o nieco krótszej niekiedy tradycji, co niestety jest rzeczą dość nagminną pośród europejskich nacjonalistów, w tym również w Polsce – u nas nie ma miejsce na jakikolwiek szowinizm, bo to niegodne nie tylko nacjonalisty, ale, przede wszystkim, katolika.

W swoich działaniach główny nacisk kładziecie na rozwiązywanie problemów regionu i propagowanie historii i tradycji. Jak reagują na to zwykli ludzie? Jaki stosunek do tego ma lokalna społeczność?

Interesujące pytanie. No cóż, podstawowym problemem jest fakt, że większość ludzi po prostu w ogóle nie interesuje się sprawami społeczno-politycznymi (i to nawet wówczas, jeśli bezpośrednio ich dotyczą, a dotyczą, w ten czy inny sposób, wszystkich przecież). Aktualnie nie jesteśmy zapewne jakoś specjalnie rozpoznawalni dla tzw. przeciętnych ludzi (ale to chyba dotyczy większości organizacji narodowych), jakkolwiek nie ograniczamy się w swych działaniach do przekonanych już niejako, a próbujemy również docierać tam, gdzie jest choć cień szansy na przekonanie kogokolwiek do idei nacjonalizmu w takim ujęciu, w jakim my byśmy go sobie życzyli widzieć, stąd, dzięki naszym różnorakim powiązaniom, udaje nam się częstokroć dotrzeć do różnych ludzi, pozornie dalekich od nacjonalizmu, a ostatecznie przyznającym nam jednak rację w wielu aspektach. W każdym razie w lokalnym środowisku narodowym jesteśmy dobrze kojarzeni i chyba cieszymy się uznaniem, przynajmniej jego części, renoma nasza zaś (śmiech) rośnie z dnia na dzień, jakkolwiek raczej niewiele o nas słychać w świecie narodowych „fanpage’y”, wyznajemy bowiem zasadę, że prawdziwy nacjonalizm to mozolna praca, również, a może przede wszystkim, nad sobą, wykuwanie w ciszy i spokoju pewnych idei, dyskutowanie ich później we własnym gronie, następnie z ludźmi, w szkołach, w pracy czy na ulicach, wreszcie, codzienna i bezinteresowna pomoc innym, zwłaszcza tym, którzy są obok nas, a nie wrzaskliwy „nowoczesny patriotyzm” w świetle aparatów i kamer, dzięki któremu można zaświecić swym pretensjonalnym i krótkotrwałym światłem zazwyczaj.

Regularnie wydajecie swoją własną gazetę „Kurier Karpacki”. Jak widzicie rozwój Waszego pisma? Czy czytelnicy będą mieli kiedyś możliwość obcowania z nim w formie papierowej?

Tutaj mała ciekawostka: otóż pierwszy numer naszego pisma był wypuszczony w formie papierowej (oczywiście nakład nie był wysoki). Niestety,  brak funduszy na pokrycie kosztów druku sprawia, że obstajemy przede wszystkim przy formie elektronicznej, aczkolwiek zdarza się, iż drukujemy pewną ilość sztuk, by ją rozdysponować pośród kolegów czy znajomych. Być może zresztą już niedługo wydrukujemy kilkanaście bądź kilkadziesiąt egzemplarzy ostatniego numeru, które zamierzamy rozdać podczas mojej prelekcji na temat działalności narodowej w ujęciu regionalnym i przyszłości nacjonalizmu katolickiego, która odbędzie się 22 lutego br. w Czańcu, a na którą oczywiście gorąco zapraszamy przede wszystkim mieszkańców naszych okolic. Mamy również głęboką nadzieję, że przyjdzie taki czas, w którym „Kurier Karpacki” będzie dostępny w każdym kiosku Bielska – Białej, Cieszyna czy Żywca (śmiech).

Jakbyś podsumował działalność swojej organizacji w ubiegłym już roku 2014? Jakie były Wasze sukcesy, a co Wam się nie powiodło? Jakie cele i wyzwania stawiacie sobie na Nowy Rok?

Naszym największym sukcesem jest bez wątpienia „Kurier Karpacki” i klarowanie się wokół niego jakiejś bardziej spójnej doktryny, z którą systematycznie staramy się docierać do innych, również za pośrednictwem internetu (posiadamy aktualizowany na bieżąco profil na facebooku). Nie możemy tutaj również nie wspomnieć o udziale w kilku akcjach lokalnych, jak i o wyjeździe na Marsz Niepodległości 2014, który unaocznił nam wiele spraw, o których swego czasu pisałem szerzej. Odbyliśmy również, korzystając z gościnności życzliwych nam ludzi (przede wszystkim na Żywiecczyźnie), kilka spotkań i prelekcji, jednakże nadal odczuwamy niedosyt, gdyż przynajmniej jeden wykład w miesiącu byłby bardzo wskazany dla naszej działalności – posiadanie stałego lokalu na spotkania na pewno poprawiłoby sytuację, są już jednak pewne widoki na pozytywną zmianę w tej materii. Musimy także z pewnością zintensyfikować  liczbę wypadów w teren. Te dwie sprawy, regularne prelekcje i częste wyjścia w góry (tutaj przede wszystkim w nasze ukochane Beskidy), są naszym priorytetem. Nie możemy również zaniedbać spraw naszego pisma, a nawet mamy nieśmiały plan, by ukazywałoby się ono nieco częściej.

Choć często bywasz na naszym portalu, to jednak tradycji musi stać się zadość. Ostatnie słowa w tej rozmowie należą do Ciebie:

Jeśli chcemy  zbudować Wielką Polskę, to może zacznijmy tę walkę od swojego otoczenia, przede wszystkim zaś od siebie. Pamiętajmy, że w tej świętej walce ze współczesnym Babilonem najważniejsze są nasze dusze. Jeśli one będą święte – zwyciężymy, nie sposób bowiem budować narodu na grząskim gruncie upadku obyczajów i braku moralności. No i przy okazji – choć w tym kontekście może to zabrzmieć nieco osobliwie – zejdźmy w końcu na ziemie z tych snów o potędze i zajmijmy się realnymi problemami tzw. zwykłych ludzi, do których to problemów zaliczyć należy przede wszystkim wysokie bezrobocie, niskie płace, emigrację zarobkową czy inwazję zagranicznego kapitału.

Walka trwa, a jutro należy do nas!

Czołem Wielkiej Polsce!

Rozmawiał: K.M

10313770_639946346075241_1928426801623982173_n

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.