Portal 3droga.pl

Portal Nacjonalistyczny

Adam Busse: Słowo o historii polskiego nacjonalizmu i nacjonalizmie chrześcijańskim cz.2

Od Redakcji: Poniższy tekst autorstwa Adama Busse jest polemiką z twierdzeniami zawartymi na łamach Gościa Niedzielnego, które przeciwstawiały nacjonalizm katolicyzmowi.

Początek zwrotu polskiego nacjonalizmu ku katolicyzmowi (1926-1927)

Przełomowym momentem prowadzącym do zwrotu polskiego nacjonalizmu w stronę Kościoła Katolickiego była druga połowa lat 20. XX wieku. 4 grudnia 1926 r. powstał Obóz Wielkiej Polski, organizacja hierarchiczna, ponadpartyjna, formująca przyszłą elitę polskiego ruchu narodowego (popularnością cieszyła się wśród młodzieży inteligenckiej i studentów oraz klasy średniej). W deklaracji ideowej został wyraźnie naznaczony cel, do jakiego będzie wówczas dążyć OWP w zakresie religii – przekształcenie Polski w państwo wyznaniowe z dominującą religią rzymskokatolicką przy jednoczesnej wolności sumienia:

„3. Wiara narodu polskiego, religia rzymsko-katolicka, musi zajmować stanowisko religji panującej. Przy zapewnionej ustawami państwowemi wolności sumienia – zorganizowany naród nie może tolerować, ażeby jego wiara była przedmiotem ataków lub doznała obrazy z czyjejkolwiek strony.”[24]

Rok po powstaniu Obozu Wielkiej Polski Roman Dmowski napisał broszurę zatytułowaną „Kościół, Naród i Państwo”. Stała się ona jednym z początków renesansu religii katolickiej wśród młodzieży narodowej. Praca powyższa porusza szerokie spektrum tematów, m.in. wpływ masonerii na narody europejskie wyrosłe z Cywilizacji Łacińskiej (wpływ negatywny), problem walki z religią i chrześcijaństwem w krajach europejskich począwszy od XIX wieku i inne, jednak ze względu na tematykę rozprawy zajmiemy się katolicyzmem w ujęciu polskim, narodowym. Omówienie znaczenia katolicyzmu i Kościoła dla polskości zaczął od konkluzji, iż: „Dla lepszego uświadomienia sobie tej roli religji i Kościoła wystarczy zastanowić się nad dziejami naszej własnej ojczyzny.”[25] Obalił skutecznie mit Polski przedchrześcijańskiej jako sielankowego kraju i narodu pozbawionego wad, wskazał, iż przed przyjęciem chrztu plemiona zamieszkujące dzisiejsze ziemie polskie dzielili się na szczepy i rody toczące między sobą krwawe konflikty, nie poczuwały się do przynależności do jednej większej społeczności oraz nie posiadali jakichkolwiek właściwych pierwiastków szerszej świadomości narodowej, a jedyną ideą, czy wspólnotą, jaka łączyła wszystkie rody było państwo. Dopiero Kościół odegrał ważną rolę w kształtowaniu dojrzałości, sumienia, naprawiania obyczajów oraz umacniania roli rodziny jako podstawowej komórki narodowej.[26] Zaznaczył, iż Kościół katolicki był jedyną instytucją w okresie rozbicia dzielnicowego, której idee fixe w tym okresie było zjednoczenie wszystkich ziem polskich, co udało się dziełem królów Przemysła II (1295-1296), Władysława IV Łokietka (1306-1320) i Kazimierza III Wielkiego (1333-1370).[27]

W następnych rozdziałach potępił Reformację jako czynnik odśrodkowy mogący zagrozić ustrojowi Rzeczypospolitej, a w dalszej perspektywie anarchii i rozbiciu politycznym narodu:

„Zbyt powierzchownie traktujemy rolę Reformacji w Polsce. Dzięki niej groziło nam rozbicie religijne na różne sekty, bo reformacja doprowadzała do jedności wyznaniowej tylko tam, gdzie była silna władza monarsza, organizująca ludność w imię zasady cuius regio, eius religio. U nas przy ustroju naszej Rzeczypospolitej, byłaby zapanowała anarchia religijna, a wraz z nią rozbicie polityczne narodu.”[28]

Wskazał, iż kontrreformacja stała się ratunkiem dla polskiego społeczeństwa zagrożonego podziałami mogącymi zostać wzniecone przez Reformację:

„Od rozbicia narodowego na skutek rozbicia religijnego ocaliła nas reakcja katolicka, a przynależność nasza do Kościoła powszechnego, mającego swą władzę po za granicami państwa, była podstawą naszej obrony w dobie porozbiorowej.”[29]

Później przechodzimy do kluczowych zdań, mogących wyłożyć tego, jak katolicyzm stanowi o istocie polskości:

„Gdy zrobimy wysiłek myśli, prowadzący do głębszego poznania źródeł, pochodzenia pierwiastków naszej duszy, które czynią nas ludźmi, takimi jakimi dziś jesteśmy, i nowoczesnym narodem europejskim, to się okaże, że tkwią one zarówno w naszym prastarym gruncie etnicznym i w istnieniu przez wieki państwa polskiego, jak w naszym od dziesięciu wieków trwającym katolicyzmie.

Katolicyzm nie jest dodatkiem do polskości, zabarwieniem jej na pewien sposób, ale tkwi w jej istocie, w znacznej mierze stanowi jej istotę. Usiłowanie oddzielenia u nas katolicyzmu od polskości, oderwania narodu od religji i od Kościoła, jest niszczeniem samej istoty narodu.[30]

W następnych stronicach Dmowski wskazywał na powstanie nacjonalizmu w Polsce, Francji i we Włoszech; argumentował, iż myśl narodowa, nacjonalizm i oparty o etykę chrześcijańską interes narodowy nie stoi w sprzeczności z wyznawaną wiarą katolicką:

„Niewątpliwie głębokie pojęcie i szczere wyznawanie zasad chrześcijańskich, zasad Ewangelji, które istnieje w katolicyzmie – bo protestantyzm nawrócił od Ewangelji ku Staremu Testamentowi – nie godzi się z bezwzględnym egoizmem narodowym, każe rozróżniać w walce między narodami wojnę sprawiedliwą od niesprawiedliwej, potępia brak skrupułów w wybieraniu środków walki. Zasada też egoizmu narodowego, najbezwzględniej stawiana i najgłośniej wyznawana w społeczeństwach katolickich, nie byłaby zdolna doprowadzić ich do tego, żeby w bezwzględności walki, w konsekwentnym egoizmie swojej polityki dorównały Niemcom lub Anglikom. Sprawia to urobiony w ciągu stuleci przez katolicyzm duch tych społeczeństw. Wystawienie tej zasady było raczej środkiem do obudzenia energii narodowej tych społeczeństw w dobie, w której rola dziejowa jednych i sam byt innych był zagrożony.

Nie trzeba dowodzić, że upadek narodów katolickich pociągnąłby za sobą upadek roli i wpływu Kościoła katolickiego. To też w sferach kościelnych z surową krytyką występowano wobec pewnych skrajności nacjonalizmu, ale naogół uważano za pomyślny objaw budzenie się energii narodowej w społeczeństwach katolickich. Tem bardziej, że razem z odrodzeniem myśli narodowej szedł zwrot ku katolicyzmowi, ogarniający znaczną liczbę ludzi, którzy pod wpływami prądów XIX wieku od niego się byli oddalili.

Wkrótce wszakże po narodzeniu się w krajach katolickich ruchu, zwanego nacjonalizmem, w życiu narodów naszej cywilizacji zaczęły występować objawy, zapowiadające wielkie przemiany w świecie. Z początku mało dostrzegane i mało notowane, zaczęły one w ostatnich latach, w latach, które nastąpiły po wielkiej katastrofie wojny światowej, przybierać tak wyraźną, tak wypukłą postać, że zmusiły liczny szereg myślących ludzi do refleksji. Zaczęto mówić i pisać o bankructwie Europy, o upadku naszej cywilizacji, o zmierzchu roli białej rasy…”[31]

Następnie pisał, iż wiek XIX stał się zaczątkiem odrodzenia katolickiego i wiary w możliwość odegrania roli dziejowej na Starym Kontynencie w tej walce:

„Natomiast w narodach katolickich zaczyna się zjawiać nowa wiara w siebie, w swe siły, w swą rolę dziejową, w swe posłannictwo. Najsilniejszy wyraz tej przemiany dają w obecnej chwili Włochy.

Razem z tem rozwija się świadomość, że tę siłę moralną, którą narody katolickie czują w sobie dziś, w tej ciężkiej dla Europy dobie, zawdzięczają one właśnie swemu katolicyzmowi, temu, że mają religję, która nie uległa rozkładowi wewnętrznemu w ciągu ubiegającego okresu, i temu, że nie oddaliły się od podstaw rzymskich, na których nasza cywilizacja jest zbudowana.

Tem się w części tłumaczy zwrot ku religii w ostatnich czasach, zwrot, który widzimy wśród społeczeństw katolickich, bo w protestanckich, wobec rozkładu samej religji nawewnątrz, niema już do czego wracać, o ile, ma się rozumieć, ludzie nie chcą powrócić do tego, od czego ich ojcowie oderwali się przed czterystu laty, do Kościoła Rzymskiego – co zresztą niektórzy ludzie w tych społeczeństwach już rozumieją.

W miarę, jak zmierzch świata protestanckiego będzie postępował, narody katolickie będą coraz lepiej zdawały sobie sprawę z tego, że w upadabnianiu się protestantom, w przejmowaniu ich stosunku do życia tkwi wielkie niebezpieczeństwo. I wtedy szybko pójdzie odrodzenie ducha katolickiego.”[32]

Na 25. stronie broszury zaś czytamy:

„Państwo polskie jest państwem katolickim.

Nie jest niem tylko dlatego, że ogromna większość jego ludności jest katolicką, i nie jest katolickim w takim, czy innym procencie. Z naszego stanowiska jest ono katolickiem w pełni znaczenia tego wyrazu, bo państwo nasze jest państwem narodowem, a naród nasz jest narodem katolickim.

To stanowisko pociąga za sobą poważne konsekwencje. Wynika z niego, że prawa państwowe gwarantują wszystkim wyznaniom swobodę, ale religją panującą, której zasadami kieruje się ustawodawstwo państwa, jest religja katolicka, i Kościół katolicki jest wyrazicielem strony religijnej w funkcjach państwowych.

Mamy w łonie naszego narodu niekatolików, mamy ich wśród najbardziej świadomych i najlepiej spełniających obowiązki polskie członków narodu. Ci wszakże rozumieją, że Polska jest krajem katolickim i postępowanie swoje do tego stosują. Naród polski w znaczeniu ściślejszem, obejmującem świadome swych obowiązków i swej odpowiedzialności żywioły, nie odmawia swoim członkom prawa do wierzenia w co innego, niż wierzą katolicy, do praktykowania innej religii, ale nie przyznaje im prawa do prowadzenia polityki, niezgodnej z charakterem i potrzebami katolickimi narodu, lub przeciwkatolickiej.

Wielki naród, jak już było gdzieindziej powiedziane, musi nosić wysoko sztandar swej wiary. Musi go nosić tem wyżej w chwilach, w których władze jego państwa nie noszą go dość wysoko, i musi go dzierżyć tem mocniej, im wyraźniejsze są dążności do wytrącenia go z ręki.”[33]

Dwie strony wcześniej, co może być podsumowaniem tego podrozdziału, Dmowski napisał bardzo ważne słowa obrazujące zadania narodu katolickiego:

„Zadaniem narodu katolickiego jest dziś nadać charakter stały stosunkowi swego państwa do Kościoła; w zakresie zaś spraw religijnych i związanych z religją, leżących po za sferą działania państwa, rozwinąć pracę, prowadzącą do należytego postępu życia religijnego w kraju.”[34]

Można więc zauważyć, że stanowisko obozu endeckiego i młodych nacjonalistów połowy lat 20. XX wieku przeszło z perspektywy lat z pozycji indyferentnych i sekularnych na pozycje katolickie. Pozycje katolickie w ruchu narodowym będą się kształtować i utrwalać w latach 30., kiedy powstanie Obóz Narodowo-Radykalny.

Nacjonalizm katolicki Obozu Narodowo-Radykalnego (lata 30. XX wieku)

14 kwietnia 1934 r. powstał Obóz Narodowo-Radykalny. Data ta jest związana z ukazaniem się deklaracji ideowej organizacji powstałej w wyniku konfliktu pokoleń między z jednej strony – starszym pokoleniem działaczy Stronnictwa Narodowego, z drugiej – młodą endecją, która wywodziła się ze zdelegalizowanego rok wcześniej Obozu Wielkiej Polski oraz przedwojennej Młodzieży Wszechpolskiej.

Tak brzmiał punkt deklaracji ideowej ONR na temat katolicyzmu, chrześcijaństwa oraz jego znaczenia dla wychowania i moralności narodowej:

„Obóz Narodowo-Radykalny stoi na gruncie zasad Katolickich, w szczególności dążyć będzie do tego, by prawodawstwo zapewniało wychowanie chrześcijańskie młodych pokoleń, wzięło pod opiekę zadania rodziny i umożliwiło oparcie życia politycznego i gospodarczego na podstawach moralności katolickiej.”

Tutaj pochylimy się nad miejscem religii katolickiej i Kościoła w narodowym radykalizmie. Podstawą źródłową jest obszerna publicystyka, którą działacze ONR pisali na łamach szeregu numerów. Skupimy się tutaj na łamach „Falangi” i „Nowego Ładu”.

„Falanga” (RNR Falanga)

W 6. numerze „Falangi” z 1936 r. Jan Grabowski w tekście pod tytułem „Jesteśmy katolikami – narodowcami” wskazał na znaczenie Kościoła rzymskokatolickiego jako jedynego Kościoła powszechnego, stojącego na gruncie Prawdy:

„Niedlatego Ruch Młodych stoi na gruncie katolickim, że religja katolicka jest religją ogromnej większości Narodu Polskiego, ale dlatego, – że religja katolicka jest jedyną religją prawdziwą. I gdyby jakimś trafem dziejowym Polska była dziś np. prawosławna, taksamo stalibyśmy na gruncie katolickim, choć rola nasza byłaby nieporównanie trudniejsza.”[35]

W dalszej części wskazuje na misję dziejową Polski jako państwa promieniującego wartościami Cywilizacji Łacińskiej i chcącego przenosić misyjnie te ideały na sąsiednie państwa i narody:

„Naszego katolicyzmu nie chowamy wyłącznie na wewnętrzny użytek, ale nie chcemy mieć moralności podwójnej, chcemy żeby narodowe Państwo Polskie było z ducha swych instytucyj i praw katolickie. I nietylko to! Nie wystarcza nam, że będziemy państwem, czerpiącym zdrowie z prawdziwej wiary – chcemy jeszcze tą wiarą promieniować, nieść ją okolicznym narodom i państwom, choćby dziś były one masońskie, prawosławne, czy inne.”[36]

Jednocześnie w tekście Grabowski zaznacza, że nacjonalizm chrześcijański różni się od niemieckiego narodowego socjalizmu tym, że: nacjonalizm oparty na wierze chrześcijańskiej ma szansę na misję dziejową ze względu na dominującą religię wśród Polaków, traktowanie ziemskiej pracy dla Narodu jako drogi do Boga, etykę opartą na moralności chrześcijańskiej oraz ducha chrześcijańskiego, czego nie posiadali niemieccy hitlerowcy ubóstwiający krew nordycką i rasę jako najważniejsze składniki swojej tożsamości narodowej, próbujący odnowić dawne wierzenia germańskie w kontrze do chrześcijaństwa oraz działający politycznie w narodzie niemieckim podzielonym podług kategorii religijnych na część protestancką oraz katolicką.

Mateusz Liwski na łamach 9. numeru „Falangi” z 1936 r., opierając się na tekście Bolesława Piaseckiego (pt. „Duch czasów nowych a Ruch Młodych”), tak wyłożył, dlaczego nacjonalizm polski jest nacjonalizmem chrześcijańskim oraz jaka hierarchia wartości ziemskich i wiecznych winna obowiązywać polskich nacjonalistów w tym okresie:

„Myśmy to zagadnienie rozwiązali w inny sposób: „Dla jednostki dobro Narodu – sformułował to Bolesław Piasecki – nie może być kryterjum ostatecznego dobrego i złego, ponieważ dobro Narodu nie jest jej celem najwyższym. Celem tym musi być dobro najwyższe – Bóg. I w stosunkach polskich ten Bóg, którego stosunek do jednostki ujmuje i tłumaczy religia katolicka. Dobro zaś Narodu musi być środkiem dla jednostki do osiągnięcia jej celu ostatecznego.” („Duch czasów nowych a Ruch Młodych”, str. 36).

W ten sposób ujęliśmy w podstawach naszego światopoglądu stosunek człowieka do Boga i hierarchję celów: wiecznego i doczesnego. Z tego zasadniczego założenia wypływał nasz stosunek do etyki katolickiej, którą uznaliśmy za miarę wartości postępowania jednostki i zbiorowości. Z tego też zasadniczego założenia wypływa zgodność naszego programu politycznego i gospodarczo-społecznego z nauką Kościoła.

Prawdziwa myśl narodowa polska jest jednocześnie myślą katolicką. Polski nacjonalizm jest nacjonalizmem chrześcijańskim. Nietylko dlatego, że Naród Polski jest od zarania dziejów szczerze katolicki, nietylko dlatego, że kultura polska wiele zawdzięcza chrześcijaństwu, ale przedewszystkiem dlatego, iż wierzymy, że katolicyzm jest jedynie prawdziwą, objawioną religją i że Jego nauka może nam wykazać wiele dróg wyjściu z dzisiejszego stanu. Polska obecna jest daleką w swoim ustroju od nauki Kościoła Katolickiego i od założeń ideowych i programowych Ruchu Młodych. Polska przyszła będzie stanowiła doskonałą ich syntezę, będąc przez to wzorem dla całego świata.”[37]

W 13. numerze Marian Reutt omawia przenikanie pierwiastka religijnego do każdej idei, nawet wrogiej nacjonalizmowi katolickiemu. Jak omawia nacjonalizm w kontekście religijności idei? Czytamy:

„Nacjonalizm opiera się o idealistyczne pojmowanie dziejów, w historii widzi proces objawiania się Boga człowiekowi i przyjmowania przez człowieka prawdy Bożej. Nacjonalizm stoi na stanowisku, że naturalna postać życia społecznego Naród pozwala człowiekowi rozwinąć w pełni własne człowieczeństwo, drogą twórczości kulturalnej i w ten sposób, zbliżyć się do najwyższego celu i wartości, czyli Boga.”[38]

Krytykuje komunizm jako ideologię opartą o marksistowską dialektykę, determinizm dziejowy i ateizm, w którego prawdziwość komuniści nakazali wierzyć narodowi rosyjskiemu. Pod koniec tekstu pisze, iż: „Najlepszą bronią na entuzjazm religii fałszywej jest entuzjazm religii prawdziwej, jest idea wypływająca z katolicyzmu, idea państwa Bożego, realizująca wielką wspólnotę chrześcijańską – wspólnoty narodowe.”[39]

Wiktor Czaykowski w tekście zatytułowanym „Czem jest Ruch Młodych?” wskazuje, iż Ruch Młodych to:

„…pęd do wysunięcia prawd bezwzględnych, na których oparty być może nowy porządek życia polskiego i światopogląd jednostki. Prawdy te znajduje w wierze katolickiej. Z wiary płynie siła i zwartość Ruchu Młodych oraz świadomość celu życia jednostki, jakim jest dążenie do Boga przez pracę dla Narodu.”[40]

W następnym numerze z 1936 r. znajdujemy tekst pod tytułem „Nacjonalizm odrodzeniem Katolicyzmu i kultury”, w nim autor bądź autorka pod inicjałami M. R. opisuje kolejną drogę do osiągnięcia Zbawienia poprzez pracę ziemską dla Narodu – tym razem mowa tutaj o pracy kulturalnej i kulturze: „Kultura Narodu jest rezultatem umiejętnej mobilizacji twórczych sił Narodu. W kulturze Narodu wypowiada się Jego duch, dążący zbiorowym wysiłkiem pokoleń do Najwyższej Prawdy – do Boga. W tem rozumieniu nacjonalistyczna kultura przyszłej Polski będzie kulturą przepojoną nawskroś duchem religijnym. Religja bowiem tylko wiąże bezpośrednio losy Narodu z wiecznością, dając mu poza historycznem istnieniem, także wieczne, metafizyczne trwanie. W kulturze musi znaleźć swój wyraz dążenie Narodu do wieczności. Może to nastąpić jedynie na drodze tworzenia nowych wartości kulturalnych, realizowania kulturalnej misji Narodu, wznoszenia nowych form współżycia zbiorowego, opartych o subtelniejsze poczucie moralne i prawne.” W dalszej części tekstu analizuje wpływ XIX-wiecznego indywidualizmu, rosnącego ateizmu i odrzucenia Prawdy na marazm kultury oraz zagubienie moralne, społeczne i intelektualne ówczesnego człowieka.[41]

W tym samym numerze (26.) na stronie 3 w tekście „Nasza racja” Janina Dobrzycka porusza właściwy stosunek, jaki powinien przejawiać katolik wobec masonerii i liberalnego myślenia na temat wiary oraz problem sprowadzania przez liberalizm zadań, obowiązków i ludzkiego sensu życia jedynie do zaspokajania materialnych potrzeb.[42]

W 1937 r. ukazały się „Zasady Programu Narodowo-Radykalnego”, w których znajdują się:

„PRAWDY BEZWZGLĘDNE.

1. Bóg jest najwyższym celem człowieka.

2. Drogą człowieka do Boga – praca dla Narodu.

3. W tworzeniu wielkości Narodu – szczęście i rozwój człowieka.”[43]

Adolf Józef Reutt na łamach 6. numeru „Falangi” z 1937 r. w tekście pt. „Nowy etap marszu” przypomniał misję dziejową, jaką winna wykonać Polska (co wynika z 26. artykułu programu narodowo-radykalnego):

„Misją dziejową Polski jest stworzenie opoki chrześcijańskiego nacjonalizmu, zdobycie Wschodu Europy dla cywilizacji chrześcijańskiej i zorganizowanie narodów słowiańskich.”[44]

Jednocześnie przypomniał trzy narodowo-radykalne dogmaty (prawdy bezwzględne), warunkujące pomyślność Narodu i jednostki:

„Prawdy te brzmią: – 1. Bóg jest najwyższym celem człowieka, 2. Drogą człowieka do Boga – praca dla Narodu, i 3. – W tworzeniu wielkości Narodu – szczęście i rozwój człowieka.”[45]

W 7. numerze „Falangi” znajduje się tekst Wojciecha Wasiutyńskiego zatytułowany „Bóg jest najwyższym celem człowieka – od tego zaczyna się Program Narodowo-Radykalny”. W nim czytamy m.in.:

„Postawienie na początku Programu zasady: „Bóg jest najwyższym celem człowieka” decyduje o tym, że nie idziemy błędną drogą pogańskiego nacjonalizmu. Naród jest, wedle nas, najwyższym związkiem społecznym, ale nie jest najwyższym celem, nie jest miarą wartości moralnych. Gdy się przyjmuje, że Naród jest najwyższym celem, to wówczas trzeba — jak żydzi, albo Niemcy — uznać się za Naród szczególny, wybrany, któremu cały świat ma podlegać — a taka fałszywa wiara musi prowadzić od katastrofy do katastrofy. Przeciwnie, każdy naród ma swoje miejsce w planie świata, ma swoje szczególne zadanie, nieraz niezwykle zaszczytne i wielkie. Każdy naród jest potrzebny, a źródłem dumy narodowej ma być nie przeświadczenie, że się jest wybranym i dlatego przez motłoch innych ludów znienawidzonym, lecz że spełnia w najlepszy sposób swoją misję.”[46]

W tekście Wasiutyński wskazuje, iż zasada uznania prymatu Boga wyznacza właściwe miejsce w katolickim narodzie, a jego odrzucenie przez ideologie komunizmu i niemieckiego narodowego socjalizmu kończy się w dalszej konsekwencji cierpieniem duchowym narodów rosyjskiego i niemieckiego.[47]

W 8. numerze „Falangi” z 1937 r. Stanisław Cimoszyński wskazuje na początku, że:

„Celem człowieka jest Bóg. Poto żyjemy, żeby ten cel osiągnąć. Całe życie musi być drogą do tego wielkiego i ostatecznego celu. Ażeby zbliżyć się do Boga, musi człowiek przejść proces rozwoju drzemiących w duszy jego wartości, musi podnieść swój charakter, zwalczyć jego egoistyczne, dośrodkowe cechy. Nie można dwum panom służyć, nie może wziąć człowiek samego siebie za cel życia, jeśli nie porzuci Boga i Narodu.”[48]

Dalej rozwija myśl o drodze pracy dla Narodu jako środku do osiągnięcia Zbawienia, jednocześnie sprzeciwiając się ubóstwianiu własnego narodu jako najwyższej wartości ziemskiej i jednocześnie duchowej:

„Naród nie jest celem najwyższym, jak twierdzi neo-pogański nacjonalizm, – to trzeba sobie powiedzieć jasno, – jest celem ziemskich dążeń człowieka jest sposobem powszechnym osiągnięcia rozwoju duchowego jednostki w poświęceniu i pracy dla Narodu. Bóg – jako jedyny cel najwyższy – prześwietla wszystkie działania człowieka, sprawia, że nie może być osobnej etyki narodowej bez zachwiania tej hierarchii nadrzędności porządku nadprzyrodzonego nad przyrodzonym.”[49]

W numerze 9. z 1938 r. znajdziemy z kolei artykuł Alfreda Łaszowskiego „Kościół wojujący”, mogący nawiązać do idei Kościoła Walczącego, równie mocno bezkompromisowego wobec postmodernistycznego, nowoczesnego świata, jak bezkompromisowy był polski nacjonalizm wobec kapitalizmu, socjalizmu i komuny:

„Trzeba kochać Boga więcej aniżeli ludzi, którzy z nim wojują. W obliczu narastającego barbarzyństwa nie możemy pozostać bierni i sentymentalni. Siła użyta w obronie ideału metafizycznego nie przeczy zasadom Wiary, przeciwnie umacnia je. (…) W tej chwili nie może być miejsca na żaden liberalizm. Inteligencja judeo-radykalna próbuje wygrywać hasło „miłuj bliźniego” w tym celu, aby uśpić naszą czujność wobec nieprzyjaciół Kościoła. Chodzi o złagodzenie i zatamowanie instynktów samozachowawczych.”[50]

Łaszowski wskazał na fakt, iż wyrwanymi z całościowego kontekstu interpretacjami miłości bliźniego i miłosierdzia posługiwali się komuniści i socjaliści: „Piętnuję ten objaw dywersji marksowskiej gdyż wiem, że idzie on po linii ostatnich dyrektyw Kominternu, które brzmią:

„Należy uśmierzyć energię żywiołów katolickich przez częste i systematyczne przypominanie haseł Miłości i Przebaczenia win. Prasa lewicowa powinna wykazać, że między ideałami współczesnego chrześcijaństwa i ruchem narodowym zachodzi antynomia zasadnicza. Złamanie reakcji szalejącej w Polsce będzie kwestią kilku miesięcy ożywionej pracy, trzeba tylko oddzielić katolików od nacjonalistów, wywołać rozłam na tle religijnym.”

Młodzież katolicka nie może pójść na lep obłudnego humanitaryzmu. Każda próba sparaliżowania naszej żywiołowej aktywności spotka się z niepowodzeniem, zdołaliśmy już bowiem przeniknąć zamiar i intencje wroga. (Swoją drogą panowie z Kominternu mogliby swoich instrukcji udzielać w sposób bardziej dyskretny i zakonspirowany).”[51]

W tekstach kolejno z 16. i 17. numerów „Falangi” z 1938 r. podjęto m.in. temat zagrożenia, jakie dla Boga i Kościoła niosą kapitalizm i komunizm, na przykładach Związku Sowieckiego czy prześladowań katolików w okresie hiszpańskiej wojny domowej i w Meksyku.[52] [53]

„Nowy Ład” (ONR-ABC)

W 3. numerze „Nowego Ładu” z 1935 r. Adam Zakrzewski w tekście „Dwa radykalizmy” potępił XIX-wieczny materializm i jego spojrzenie na religię:

: „Radykalizm liberalno-socjalistyczny wrogo odnosił się do Kościoła i wszelkiej religii. Ubóstwił człowieka i jego rozum, co znalazło jaskrawy wyraz w czasie Wielkiej Rewolucji, gdy to do sprofanowanych kościołów paryskich wprowadzono nagą niewiastę jako boginię Rozumu, stawiano na ołtarzu i wielbiono w dymie kadzideł. Hasło „rozdziału Kościoła od państwa” przez cały wiek XIX wypisywały sobie na sztandarach wszystkie ruchy radykalne dawnego pokroju.”[54]

Identycznie potępiono narodowy socjalizm niemiecki:

W Niemczech nawraca do tradycji religijnych pogańskich, ale w Polsce odtrąca wszelkie nowinkarstwo, rozbija skorupę indyferentyzmu i staje jawnie na gruncie wierzeń katolickich.”[55]

W tym samym numerze Andrzej Olcha poddaje analizie pracę Tadeusza Gluzińskiego „Odrodzenie idealizmu politycznego”. W swojej pracy Olcha wskazuje w przeciwieństwie do nieuznawania moralności w polityce, że:

„Tymczasem prowadzenie polityki w oparciu o etykę chrześcijańską bynajmniej nie uniemożliwia prowadzenia polityki celowej i skutecznej, gdyż „etyka chrześcijańska” nie nakazuje ludziom niewinnej bezbronności, ani zwierzania się podstępnym wrogom z własnych zamiarów”. Mimo pewnych sukcesów grupy, które uznają w polityce dewizę „cel uświęca środki” skazane są na zagładę, która czeka je przez rozkład od wewnątrz. „Jeśli pragniemy” pisze autor „wyrwać się z zaklętego koła chwiejnych bolączek i kryzysów i wyprowadzić nasze życie publiczne na światło dnia, to musimy przedewszystkiem wierzyć naprawdę, że polityka to szczytna służba narodowi, do której trzeba przykładać wyższą jeszcze miarę etyczną, niż do prywatnego życia jednostki.”[56]

Jan Korolec w następnym numerze tak zaznaczył wizję Nowego Ładu m.in. w sferze Kościoła i wiary katolickiej oraz jej znaczenia dla życia politycznego Polski:

„Kościół Katolicki stoi na stanowisku, że w każdym człowieku tkwi iskra Boża, dlatego nie może być on traktowany narówni z bydlęciem. Jesteśmy więc katolikami nietylko z nazwy, nietylko z przyzwyczajenia, ale z samego uznawanego przez nas światopoglądu. Jako katolicy jesteśmy przeciwnikami prób, jakie przeprowadza socjalizm narodowy w dziedzinie religijnej. Będąc katolikami jesteśmy przeciwnikami wprowadzenia t. zw. polityki katolickiej, polegającej na głośnem deklamowaniu frazeologii katolickiej. Polityka narodu katolickiego musi być katolicka z ducha, a nie ze swego szyldu. Będąc katolikami mamy wolną rękę w stosunku do polityki kościelnej, gdyż przez nikogo nie możemy być oskarżeni o zwalczanie Kościoła. Przyszła Polska będzie więc Polską katolicką z głębi swej treści, nie dlatego, że będzie oparta na jakichś dawnych, dajmy na to, średniowiecznych wzorach, ale dlatego, że będzie zbudowana przez katolików wychowanych na światopoglądzie katolickim.”[57]

Jan Ostrowski w tekście „Wychowanie a demoralizacja” w numerze 4. „Nowego Ładu” wskazuje, jakie cechy powinny charakteryzować młodego człowieka w okresie wychowania i dojrzewania:

„Jakież cechy mają go charakteryzować. A więc przedewszystkiem: Głęboka moralność, oparta na wskazaniach religii chrześcijańskiej, poczucie godności osobistej i honoru – indywidualnego i narodowego; mocna świadomość duchowej wspólnoty z narodem oraz wypływające z tej wspólnoty głębokie umiłowanie najwyższego ideału – Ojczyzny.”[58]

W dalszej części tekstu poddaje krytyce model wychowania państwowego, uważając go za kształcenie bez idei, w oparciu o materialistycznego i racjonalnego ducha; jednocześnie wskazując na wagę moralności chrześcijańskiej w wychowaniu człowieka:

„Moralność? Na te rzeczy w szkole małą zwraca się uwagę, wogóle zaś, jeśli jest mowa o wychowaniu moralnem, to przywykliśmy się zadowalać oglądaniem tych spraw od strony moralności seksualnej. A to jeszcze nie wszystko.

Religia, która jest podstawą etyki, traktowana jest w najlepszym razie raczej jako przedmiot dodatkowy, nieskończenie mniej ważny od takiej np. matematyki. W najlepszym razie powiadam, gdyż w szkołach, nastawionych specjalnie „państwowo” religia i duchowieństwo uważane są wręcz za rozsadniki wszetecznictwa i zgubnego „tradycjonalizmu”. Jak npl p. Barchanowska w tomie 23im organu oficjalnej pedagogiki „Zrąb” zarzuca duchowieństwu zwalczanie „Strzelca” i odciąganie młodzieży praktykami religijnemi od tej organizacji, co dowodzi wg. p. B. wybitnie antypaństwowego nastawienia kleru.”[59]

W drugim numerze „Nowego Ładu” z 1937 r. Henryk Szczawiński podkreśla rolę Kościoła jako jednej z instytucji mających za zadanie wychowanie narodowe, oprócz niej również tradycyjną rodzinę:

„Jakie instytucje powołane są do wypełnienia funkcji wychowania narodowego? Na pierwszym miejscu należy wymienić Kościół. On powinien wpoić podstawy moralne, obowiązujące człowieka zawsze i wszędzie. Nie możemy uznawać, przekazanej nam z całym balastem zeszłowiecznego liberalizmu, zasady, jakoby inna moralność obowiązywała jednostkę, a inna moralność rządziła społeczeństwem. Żaden cel nie może uświęcić niemoralnych metod postępowania. Drugą bardzo ważną instytucją, która potężny wpływ wywiera na człowieka, jako cząstkę pewnej zbiorowości, jest rodzina. Rodzina uświęcona przez Kościół, w rozwoju swym podtrzymywana przez państwo.”[60]

Jan Wyszyński w „Wychowaniu harmonijnym”, tekście na łamach 5. numeru „Nowego Ładu” z 1937 r., wskazywał na niezależność podstaw etyki katolickiej od idei politycznej jednocześnie zaznaczając konieczność wychowania katolickiego:

„To pierwsze zadanie ustroju – skoordynować wychowanie człowieka. Wychowanie bowiem nie zamyka się w szkole. W wychowaniu ma swój udział rodzina, Kościół, potem szkoła, wojsko, wreszcie organizacja polityczna, samorząd i zawód. Każdy z tych czynników wychowujących oddziaływuje w sposób sobie właściwy. To też zagadnienie koordynacji jest rzeczą niezmiernie trudną. Ustrój może dać tylko ramy formalne koordynacji, może ułatwić czuwanie nad funkcjonowaniem wszystkich czynników wychowawczych – sharmonizowanie wewnętrzne zależy od przeniknięcia wszystkich czynników jedną ideą. Podstawy etyki katolickiej są zawsze niezależne od idei politycznej. Inną jest rzeczą przejawiająca się w praktyce siła działania wychowawczego Kościoła, która zależy od osobistej wartości księży. Jest to jednak zagadnienie wychowania kleru, zależne od hierarchii duchownej. Wychowanie wielu cech charakteru, jak np. inicjatywa, czy odwaga – będzie tylko formalne, jeśli nie będzie oparte na etyce katolickiej.”[61]

W 1938 r. na łamach „Nowego Ładu” Stefan Kęmpiński w „Istocie przebudowy społecznej” wskazał na wagę walki między idealizmem a materializmem, walki, która toczy się w życiu i postępowaniu każdego człowieka:

„Najistotniejsza bowiem walka o sprawiedliwy ustrój społeczny rozgrywa się w duszy człowieka. Będzie to odwieczna walka idealizmu z materializmem, miłości bliźniego – z egoizmem. Jakiż jest związek między tymi walkami, które są tajnikami duszy ludzkiej, a realną doktryną polityczną, której z takim upragnieniem oczekujemy? Czyż jest to związek, którego ogniw szukać trzeba na przestrzeni wieków, jakie dzieliły przyjście Chrystusa od zniesienia instytucji niewolnictwa? Nie. Zapominamy bowiem, że naród nasz jest w ogromnej większości katolicki. Zapominamy, że przechodzimy tylko chorobę ciężką naszego idealizmu religijnego, społecznego i politycznego, że triumf materializmu jest tylko powierzchowny. Zapominamy w końcu, że reforma społeczna oparta o światopogląd katolicki, inne wskazuje cele niż wszystkie materialistyczne doktryny. Celem istotnego wyrównania krzywd społecznych jest – nie nasycenie z nadwyżką niezaspokojonych pragnień materialnych, ale – wyzwolenie z człowieka tych sił duchowych, które stanowią o jego człowieczeństwie a więc i o jego udziale w społeczności narodowej. Tu kryje się istota związku nierozerwalnego między katolicką a narodową myślą społeczną. Materializm ubrany w szatę, czy komunizmu, czy kapitalizmu, zabija w masach kulturę, która jest konieczną zarówno w uczestniczeniu w kościele, jak i do udziału we wspólnocie narodowej.”[62]

Zdzisław Len w 3. numerze „Nowego Ładu” z 1938 r. w tekście podejmującym rolę nauczyciela jako wychowawcy wskazuje na rolę wychowawczą państwa narodowego:

„Państwo narodowe dlatego jest wychowawcze, że wyznaje światopogląd katolicki, który wymaga od każdego człowieka, by wychowywał siebie i jednocześnie oddziaływał wychowawczo na innych. Światopogląd ten wymaga – dalej – we wszystkim od człowieka harmonii między jego wolą, a wolą zbiorowości, między wymogami natury, a nadnatury, między narodami a ludzkością, między Ziemią a Bogiem, i dla celów tej harmonii, wyposaża człowieka w odpowiednie środki nadprzyrodzone, zgodne w taki sposób z jego środkami czysto ludzkimi, że gdy współdziałają z sobą, wywołują doskonalenie się natury i nadnatury, oraz tę powszechną harmonię społeczną. Oto czemu światopogląd ten jest najkonsekwentniej wychowawczy.”[63]

W dalszych częściach tekstu poddaje krytykę model edukacji, „pedagogiki naukowej” i idei wychowania państwowego, w jego opinii będące czynnikami rozkładowymi moralności ludzkiej (szczególnie wśród młodzieży, która w okresie dojrzewania jest najczulszą tkanką Narodu i środkiem do wykorzystania w walce o rządy dusz). W następnym numerze „Nowego Ładu” Stanisław Grzelecki w artykule pt. „Narodowy radykalizm na tle współczesnych doktryn nacjonalistycznych” dokonuje porównania narodowego radykalizmu, faszyzmu włoskiego i niemieckiego narodowego socjalizmu, jednak ze względu na tematykę tekstu warty uwagi jest niniejszy fragment:

„Polski narodowy – radykalizm w stosunku do religii zajmuje nietylko stanowisko pozytywne, nietylko afirmuje ją, lecz także głosi, iż wychowanie jednostki musi odbywać się w duchu religijnym, ściślej katolickim, a moralność chrześcijańską czyni podstawą organizacji życia zbiorowego. Staje więc na gruncie katolicyzmu czynnego, pragnąc wprowadzić jego zasady we wszystkie dziedziny życia.”[64]

W numerze 1 „Nowego Ładu” z 1939 r. odnajdujemy z kolei tekst Wiktora Martiniego „Praca i kapitał w świetle encyklik papieskich” omawiający zagadnienie pracy, podatków, pożyczek na procent oraz krytyczną recepcję systemów kapitalistycznego i socjalistycznego z punktu widzenia encyklik „Rerum Novarum” Ojca Świętego Leona XIII i „Quadragessimo Anno” Ojca Świętego Piusa XI, i przedstawił alternatywę gospodarczo-społeczną dla kapitalizmu i komunizmu forsowaną przez Kościół.[65]

*Wszystkie cytaty w tekście zawierają pisownię oryginalną (przyp. red.).

Przypisy:

[24] Deklaracja Ideowa Obozu Wielkiej Polski, Poznań, 4 grudnia 1926 r.

[25] R. Dmowski, Kościół, Naród i Państwo, Warszawa 1927, s. 11.

[26] „Nasi praojcowie w czasach przedchrześcijańskich nie czuli się przedewszystkiem jedną społecznością, dzielili się na szczepy, na rody, prowadzące między sobą walki. Nie czuli się nią właściwie jeszcze po wygaśnięciu domu Piastów. Nie posiadali oni w swoim ustroju duchowym większości tych pierwiastków, które stanowią dzisiejszą wartość naszą, jako ludzi i jako narodu, i które dziś nas wiążą mocno w jeden naród. Łączyło ich w jedną całość drogą przymusu państwo, o ile samo istniało, jako całość; ale dopiero Kościół, bądź jako współpracownik państwa, bądź w walce z niem, urabiał wiekową pracą duszę jednostki, zbliżał ją ku dojrzałości, kształcił w niej sumienie, niszczył pierwotne, utrudniające byt społeczny instynkty, naprawiał obyczaje, które wcale nie były tak wysokie, jak to sobie dawniej wyobrażano, tworzył silną rodzinę – bo w pierwotnym ustroju rodowym ród był silny, ale rodzina słaba.”, tamże, s. 11-12.

[27] „W okresie podziałów, który zagrażał zniszczeniem całego dzieła pierwszych historycznych Piastów, Kościół polski był główną siłą, dążącą do zjednoczenia państwowego i przygotowującą dzieło Przemysła, Łokietka i Kazimierza Wielkiego, dzieło, bez którego nie stalibyśmy się wielkim narodem.”, tamże, s. 12.

[28] Tamże, s. 12.

[29] Tamże, s. 13.

[30] Tamże, s. 13.

[31] Tamże, s. 18-19.

[32] Tamże, s. 20.

[33] Tamże, s. 25.

[34] Tamże, s. 23.

[35] J. Grabowski, Jesteśmy katolikami-narodowcami, „Falanga: pismo narodowe” 1936, nr 6, s. 3.

[36] Tamże, s. 3.

[37] M. Liwski, Nacjonalizm chrześcijański, „Falanga: pismo narodowe” 1936, nr 9, s. 3.

[38] M. Reutt, Religijność idei, „Falanga: pismo narodowe” 1936, nr 13, s. 3.

[39] Tamże, s. 3.

[40] W. Czaykowski, Czem jest Ruch Młodych?, „Falanga: pismo narodowe” 1936, nr 25, s. 2.

[41] „Wiek XIX był takim okresem, narastania indywidualizmu, dochodzącego do anarchistycznej histerji, okresem niewiary i odrzucania prawd bezwzględnych, okresem negacji Boga i gloryfikacji naukowej fikcji – materji. Człowiek w tym okresie wyzwolił się z wpływu wszelkich autorytetów (…), odrzucił wszelką moralność, obowiązki itp. jako rzekome przesądy klasowe. I do czego doszedł? Doszedł do najgłębszego kryzysu. Zawisł w próżni. Stracił cel własnego istnienia. Człowiek współczesny nie wie poco jest, nic dla niego nie jest pewne, a wszystko możliwe. Człowiek współczesny – to istota zdezorganizowana duchowo, wewnętrznie rozbita i skłócona, niezdolna do tworzenia rzeczy wielkich.”, M. R., Nacjonalizm odrodzeniem Katolicyzmu i kultury, „Falanga: pismo narodowe” 1936, nr 26, s. 1.

[42] „Punktem wyjścia wolnomyśliciela, kształtującym jego stosunek do otoczenia i zasadniczych zagadnień jest względność dobra. Jest to najważniejsza zasada myślenia „po masońsku”. Sugestia, że wszystko na świecie jest względne, wszystko może być dobre lub złe, zależnie od tego jak ktoś pojmuje dobro lub zło. A każdy pojmuje inaczej. Więc nie ma dobra bezwzględnego, nie ma zła bezwzględnego. Każdy człowiek, dążąc do jakiegokolwiek celu, ma rację, czy celem tym będą pieniądze, sława, dobro państwa, czy partii; ponieważ jest przekonany, że czyni dobrze, więc ma rację. Nie wolno zgodnie z sumieniem wolnomyślicielskim na nikogo oddziaływać, nie wolno przekonywać, bo poco, gdy każdy ma słuszność, lub też nikt jej nie ma. Tak zwane „poszanowanie cudzych przekonań” przerodziło się w zastraszającą obojętność wobec zła, w obojętność człowieka wobec człowieka. Skoro nie ma dobra bezwzględnego, religię, naród, etykę wyśmiewa się w imię „postępu” rozumianego jako mniejsze lub większe mijanie się z moralnością, następuje uświęcenie i podniesienie bytu materialnego na ołtarz jedynego celu w życiu. Zadania i obowiązki człowieka ogranicza się do zaspokojeń osobistych potrzeb., J. Dobrzycka, Nasza racja, „Falanga: pismo narodowe” 1936, nr 26, s. 3.

[43] Zasady Programu Narodowo-Radykalnego, „Falanga: pismo narodowo-radykalne” 1937, nr 5 (31), s. 1.

[44] A. J. Reutt, Nowy etap marszu, „Falanga: pismo narodowo-radykalne” 1937, nr 6 (32), s. 3.

[45] Tamże, s. 3.

[46] W. Wasiutyński, Bóg jest najwyższym celem człowieka – od tego zaczyna się Program Narodowo-Radykalny, „Falanga: pismo narodowo-radykalne” 1937, nr 7, s. 3.

[47] „Zasada „Bóg jest najwyższym celem człowieka” ma jeszcze jedno wielkiej wagi znaczenie. Wyznacza ona właściwe miejsce człowieka wobec Narodu. Miliony cierpią w Rosji za błąd kolektywizmu duchowego, miliony gubią się w Niemczech, pozbawione osobowości, uznane tylko za narzędzie narodowych celów w myśl ogłoszonej zasady „Du bist nichts, dein Volk ist alles“ (Ty jesteś niczym, twój naród jest wszystkim). Program Narodowo-Radykalny żąda od człowieka bardzo wielkich wyrzeczeń na rzecz Narodu, chce wykuć spiżową jedność społeczności narodowej. Ale Program ten nie zabija indywidualności ludzkiej, przyznaje człowiekowi to miejsce, które mu się należy, jako Istocie o duszy nieśmiertelnej.”, tamże, s. 3.

[48] S. Cimoszyński, Drogą człowieka do Boga – praca dla Narodu, „Falanga: pismo narodowo-radykalne” 1937, nr 8 (34), s. 3.

[49] Tamże, s. 3.

[50] A. Łaszowski, Kościół wojujący, „Falanga: pismo narodowo-radykalne” 1938, nr 9, s. 2.

[51] Tamże, s. 2.

[52] „W Hiszpanii od dwóch lat walczą ludzie z krzyżami w piersi, wypędzają ze swej ojczyzny międzynarodową bandę, która śmiała dynamit pod domy Boga podkładać, a Jego wyznawców zabijać za to tylko, że nie chcieli wiary swej się zaprzeć. Bóg zmartwychwstał w sercu narodów – banda to dostrzegła oddawna. Czym jest w Rosji akcja bezbożnicza? To krwawa walka przeciwko Bogu! Międzynarodowa zgraja, Boga niewidząca, zrozumiała, że Bóg zmartwychwstał i że Go nie można lekceważyć tak, jak jeszcze sto lat temu lekceważono – mafia postanowiła z Bogiem walczyć.”, Bóg jest najwyższym celem człowieka, „Falanga: pismo narodowo-radykalne” 1937, nr 16, s. 2.

[53] „Czy każdy może być chrześcijaninem w bolszewickiej Rosji? Oczywiście, ze nie. Tylko wyjątkowe jednostki stać na tyle bohaterstwa, aby wbrew prześladowaniu nie ugięły się. Ale nie tylko tacy są tam, którzy ze strachu wyrzekli się Boga – wiele, bardzo wiele ludzi, w ogóle dziś tam nie wie, czym jest chrześcijanizm. Są tam ogromne połacie kraju, gdzie nie ma ani jednego kapłana, ani jednej świątyni. Miliony młodzieży wychowuje się w państwowych zasadach i ta młodzież albo w ogóle nic nie wie o Bogu i religii chrześcijańskiej, albo słyszy na ten temat same kpiny. Czy ci ludzie, jeśli nawet i są odważni, mogą być chrześcijanami? (…) Ale Rosja to nie wszystko – komunizm nie poprzestaje na zdobytych obszarach i marzy o zbolszewizowaniu całego świata. Udało się to Kominternowi na pewien czas w Hiszpanii i od razu zaczęto kościoły palić a kapłanów i wiernych mordować. (…) Czy tylko bolszewizm grozi chrześcijaństwu? Nie! Nie mniej groźny jest i kapitalizm. Czy może być dobrym chrześcijaninem człowiek, który stale dookoła słyszy: „Grunt to forsa, bo bez forsy nie ma nic.”? Czy w obecnym niesprawiedliwym ustroju nie łamią się charaktery ludzi? Czy łatwo dziś przestrzegać choćby dziesiątego przykazania? Jak bezrobotny nie ma pożądać domu bliźniego, gdy ten bliźni ma dziesiątki domów, fabryk i miliony w kapitałach, a bezrobotny nie może zarobić na suchy chleb?”, Do Boga poprzez Naród, „Falanga: pismo narodowo-radykalne” 1938, nr 17, s. 3.

[54] A. Zakrzewski, Dwa radykalizmy, „Nowy Ład: miesięcznik polityczny” 1935, nr 3, s. 3.

[55] Tamże, s. 3.

[56] A. Olcha, Odrodzenie idealizmu politycznego, „Nowy Ład: miesięcznik polityczny” 1935, nr 3, s. 11.

[57] J. Korolec, Wizja nowego ładu, „Nowy Ład: miesięcznik polityczny” 1935, nr 2 (4), s. 2.

[58] J. Ostrowski, Wychowanie a demoralizacja, „Nowy Ład: miesięcznik polityczny” 1935, nr 4 (6), s. 6.

[59] Tamże, s. 7.

[60] H. Szczawiński, Elementy wychowania narodowego, „Nowy Ład: miesięcznik polityczny” 1937, nr 2, s. 3.

[61] J. Wyszyński, Wychowanie harmonijne, „Nowy Ład: miesięcznik polityczny” 1937, nr 5, s. 9.

[62] S. Kęmpiński, Istota przebudowy społecznej, „Nowy Ład: miesięcznik polityczny” 1938, nr 3, s. 2.

[63] Z. Len, Nauczyciel jako wychowawca, „Nowy Ład: miesięcznik polityczny” 1938, nr 3, s. 7-8.

[64] S. Grzelecki, Narodowy radykalizm na tle współczesnych doktryn nacjonalistycznych, „Nowy Ład: miesięcznik polityczny” 1938, nr 4, s. 8.

[65] W. Martini, Praca i kapitał w świetle encyklik papieskich, „Nowy Ład: miesięcznik polityczny” 1939, nr 1, s. 5-8.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.