3DROGA.PL

Portal 3droga.pl

Portal Nacjonalistyczny

George Stanciu: Prawda i kłamstwa o tym, kim jesteśmy

natura człowieka

Najważniejsze pytanie, które możemy zadać, to pytanie filozoficzne „Kim jestem?”, ponieważ nie wiedząc, kim naprawdę jesteśmy, nie będziemy pewni, czy to, czego szukamy, jest dla nas dobre, a to, czego staramy się uniknąć, jest złe.

Nieprzemyślana odpowiedź na pytanie filozoficzne określa w znacznym stopniu nasze konkretne codzienne życie. Weźmy na przykład Charlesa Wrighta, mojego dobrego kolegę ze studiów. Po tym, jak uzyskał doktorat z fizyki teoretycznej, przyjął posadę w Ośrodku Badawczym IBM im. Thomasa J. Watsona w Yorktown Heights w Nowym Jorku, gdzie pracował z przerwami wraz z Benoit Mandelbrotem, matematykiem i twórcą słowa „fraktal”.

Utraciłem kontakt z Charliem, ale dwadzieścia lat po tym, jak wyprowadził się z Ann Arbor, ni stąd, ni zowąd zadzwonił do mnie. Powiedział mi, że osiemnaście miesięcy przed tym telefonem doznał olśnienia. Spóźniony ze względu na przeciągające się spotkanie w pracy, dotarł do domu później niż zazwyczaj. Był to słoneczny, letni wieczór, Charlie zaparkował swój samochód na podjeździe swojego nowego domu w stylu wiktoriańskim i zobaczył przez przednią szybę swojego dwunastoletniego syna i dziewięcioletnią córkę wygłupiających się i śmiejących w czasie gry w badmintona w ogrodzie. Charlie powiedział: „I siedziałem tam po prostu na tym podjeździe, przepełniony wdzięcznością za to, na co nie zasłużyłem ani o co nie zabiegałem — szczęście rodzinne. Byłem najszczęśliwszym facetem na świecie”. Osiem miesięcy później, w środku zimy, stracił swoją posadę w IBM z powodu restrukturyzacji, a jego żona złożyła pozew o rozwód i wyprowadziła się z domu z dwojgiem jego dzieci. Na krótko przed zakończeniem rozmowy telefonicznej ze mną Charlie powiedział, że jest w Krzemowej Dolinie, pracuje w technologicznym startupie, mieszka sam w mieszkaniu, nieznośnie samotny, zwłaszcza w weekendy i to dlatego do mnie zadzwonił — aby odnowić kontakt z kolegą z dawnych lat.

Jako że Charlie dorastał w społeczeństwie rywalizacji, wbijano mu do głowy od siódmej klasy i przez okres studiów, że sukces zawodowy przynosi spełnienie, że nabywanie dóbr materialnych go uszczęśliwi i że ludzie odnoszący sukces są więcej warci niż nieudacznicy. Potem pewnego dnia jego świat się zawalił, nie wiedział on już, kim jest i bał się, że jest nieudacznikiem, że jest nikim. Charlie nie miał pojęcia, że zwyczaje i postawy zaszczepione w nim przez kulturę sterowały jego życiem i dlatego nie mógł ich zweryfikować tak, jak badał zasady fizyki.

Większość z nas jest jak mój kolega Charlie, „wierzymy sobie samym, że kształtujemy swoje własne przeznaczenie, ale częściej dążymy do celów wyznaczonych przez kulturę, jakbyśmy byli robotami, nieświadomi potoku sygnałów, które nieustannie nas zalewają i kształtują nasze postawy”, jak stwierdził historyk Richard Rapson. „Nawet jeśli te cele zostaną osiągnięte, często dorosły i dojrzały człowiek nie osiąga przez to satysfakcji i zastanawia się, co w jego życiu poszło nie tak”. [1]

Jeśli zdamy sobie sprawę z tego, że nie wiemy, kim jesteśmy, wówczas jedyną drogą życiową, która ma jakikolwiek sens, jest niestrudzone podążanie za mottem z wyroczni delfickiej – poznaj samego siebie.

Pierwsze poważne kłamstwo: jesteśmy odosobnionymi, niezależnymi jednostkami

Alexis de Tocqueville ujął w jednym słowie istotę nowoczesności. Jako pierwszy użył on określenia „indywidualizm” i doniósł, że „słowo »indywidualizm« , które ukuliśmy na nasze własne potrzeby, było nieznane naszym przodkom z uzasadnionego powodu, jakim jest fakt, że w tamtych czasach każdy człowiek z konieczności należał do jakiejś grupy i nikt nie mógł uważać się za odosobnioną jednostkę”. [2] Łacińskie słowo „indīviduum”, od którego pochodzi angielskie słowo „individual”, oznacza niepodzielną całość istniejącą jako odrębna jednostka.

„Fundamentalnym założeniem nowoczesności — pisze socjolog Daniel Bell — wątkiem, który przewija się przez cywilizację zachodnią od XVI wieku, jest przekonanie, że jednostką społeczną nie jest grupa, gildia, plemię czy miasto, ale osoba”. [3] Na podstawie szczegółowych badań nt. postrzegania siebie przez różne kultury psycholodzy społeczni Hazel Rose Markus i Shinobu Kitayama wywnioskowali, że na współczesnym Zachodzie pojedynczy człowiek jest postrzegany jako „niezależna, samodzielna, autonomiczna jednostka”. [4] Antropolog Clifford Geertz dodaje, że taka koncepcja siebie jest wyjątkowa w kulturach świata. [5] W pierwotnej, nienowożytnej Afryce na przykład człowiek uważał się za „raczej nieznaczącą część znacznie większej całości — rodziny i klanu — a nie za niezależną, samodzielną jednostkę”. [6]

W Ameryce indywidualizm nie jest ideą z traktatów filozoficznych czy politycznych takich jak „Drugi traktat o rządzie” Johna Locke’a czy „Federalista nr 51” Jamesa Madisona wprowadzoną w życie, ale autentycznym doświadczeniem. Podczas podróży przez gęste lasy w Michigan w 1831 r. Tocqueville natknął się na pioniera i jego rodzinę, stawiając „pierwszy krok na drodze ku cywilizacji w dziczy”. Zanotował on w swoim pamiętniku: „Od czasu do czasu dociera się do nowych wyrębów. Jako że wszystkie te osady są dokładnie takie same, niezależnie, czy w głębi Michigan, czy blisko Nowego Jorku, postaram się je opisać raz na zawsze”. [7] Dom z bali tego osadnika „nosił wszelkie ślady niedawnej i pośpiesznej pracy”. Ściany i dach wykonane były z surowych pni drzew; mech i gleba były powtykane między bale, aby nie dopuścić do dostania się zimna i wody wewnątrz domu. Osadnik nie wykazywał zbytniego zainteresowania odwiedzającym go Francuzem, a okazując obcemu gościnność, „wydawał się poddawać uciążliwej konieczności swojego losu i w tym widział obowiązek narzucony przez jego pozycję, a nie przyjemność”. Pionier i jego rodzina stworzyli własny „mały świat”, „arkę cywilizacji zagubioną w morzu liści. Sto kroków dalej wieczny las rozpościerał swój cień i samotność zaczynała się na nowo”. [8]

Sto dwadzieścia pięć lat po tym, jak Tocqueville odwiedził osadnika w dzikich ostępach Michigan, ja, jako młodzieniec czterdzieści mil na zachód od Motown, odziedziczyłem poprzez kulturę amerykańską indywidualizm pioniera. Myślałem, że być wolnym oznacza być odrębną, samowystarczalną jednostką i wierzyłem, że ja i moje zdolności należały do mnie, że wszystkie relacje, jakie łączyły mnie z innymi osobami, wybrałem dobrowolnie i że nie byłem winien innym nic ponad to, do czego się z własnej woli zobowiązałem.

Nieuchronną konsekwencją indywidualizmu jest samotność, to puste poczucie bycia pozbawionym towarzystwa drugiego człowieka. My, Amerykanie, odsuwamy się od naszych rodzin, nie znamy naszych sąsiadów i przyzwyczajamy się do chodzenia codziennie tymi samymi zatłoczonymi ulicami, nie patrząc nikomu w oczy. Uważamy, aby nie naruszyć przestrzeni osobistej innej osoby. Gdyby nieznajomy w restauracji fast food chciałby się przysiąść do naszego stolika, natychmiast uznalibyśmy go za zagrożenie lub osobę niezrównoważoną psychicznie; jesteśmy całkowicie szczęśliwi, siedząc samotnie w obrotowym krześle, skierowani twarzą do pustej ściany.

Amerykański spis ludności z 2000 r. ujawnił, że co czwarte gospodarstwo domowe składa się z tylko jednej osoby. „W każdej chwili około 25% ludzi — tj. sześć milionów ludzi w samych Stanach Zjednoczonych — czuje się wystarczająco osamotnionymi, by było to istotną przyczyną bycia nieszczęśliwym w życiu”, jak pisze John Cacioppo, psycholog prowadzący badania na Uniwersytecie w Chicago, oraz William Patrick, redaktor Journal of Life Sciences. [9] Epidemia samotności dotyka Amerykę.

Wiceadmirał Vivek H. Murthy, lekarz naczelny Stanów Zjednoczonych w latach 2014-2017, zaobserwował, że „samotność i słabe więzi społeczne są powiązane ze skróceniem długości życia podobnie jak w przypadku wypalania 15 papierosów dziennie, a wręcz w większym stopniu niż w związku z otyłością, [jak również] z podwyższonym ryzykiem wystąpienia chorób układu krążenia, demencji , depresji i zaburzeń lękowych”. [10]

Niezależnie od tego, gdzie się znajdujemy, nawet jeśli jesteśmy w grupie znanych nam osób, my, Amerykanie, zawsze mamy mgliste poczucie wyobcowania i samotności. Wiele popularnych piosenek wyraża ból i pustkę poczucia społecznego wyobcowania. Czujesz się bardziej samotny, gdy wokół jest więcej ludzi — ubolewa Bob Dylan. [11] „Skąd biorą się ci wszyscy samotni ludzie?” — pytają the Beatles. [12]

Samotni często doświadczają uczuć bezwartościowości i porażki, do których nie mogą się publicznie przyznać w kulturze nastawionej na sukces. Wygłodniali miłości, samotni zapisują się na siłownie, nocne kursy, kupują nową odzież, chodzą do salonów piękności, nawiedzają bary, a wszystko to po to, by ktoś ich pokochał; rzadko kiedy samotni myślą o tym, jak mogliby kochać lepiej innych.

Pierwsza wielka prawda: istniejemy wyłącznie w relacji

Nic nie istnieje niezależnie w oderwaniu od wszystkiego innego. To, że rzeczy istnieją tylko w relacji, jest bardzo wyraźnie widoczne w codziennym, współczesnym życiu wbrew naszemu kulturowemu mitowi indywidualizmu.

Doświadczenie zmysłowe

Jeśli zostalibyśmy wychowani od niemowlęctwa jako odrębne jednostki, naprawdę nie bylibyśmy w stanie zrozumieć, co widzimy. Aby ludzki wzrok miał znaczenie, człowiek musi być uczestnikiem świata. Ta zaskakująca cecha wzroku została przedstawiona w serii klasycznych eksperymentów Theodora Erismanna. [13] Wyposażył on ludzi w zniekształcające obraz okulary, które sprawiały, że linie proste jawiły się jako zakrzywione, kąty proste wydawały się ostre lub rozwarte, a odległości wydłużone lub skrócone. Co zaskakujące, po kilku dniach wzrok osoby badanej nie był już zniekształcony, widziała ona i funkcjonowała normalnie, a nawet jeździła na nartach czy motocyklu!

Kluczem do przywrócenia normalnego widzenia było pozwolenie uczestnikom eksperymentu na swobodne poruszanie się i działanie, tak aby nowe nietypowe dane wizualne mogły zostać zintegrowane z doświadczeniem samodzielnego poruszania się i odczuwania poprzez dotyk u osoby badanej. Badani, którym nie pozwolono poruszać się samodzielnie, mimo że byli oni przewożeni w wagonikach po otoczeniu, nigdy nie doświadczyli normalnego widzenia podczas noszenia zniekształcających okularów. [14] Aby ujrzeć świat, musimy być uczestnikami, a nie jedynie widzami.

Rodzina

Markus i Kitayama potwierdzają, że istniejemy tylko w relacji: „Osoby to tylko części, które — jeśli oddzielone od większej społecznej całości — nie mogą być w pełni zrozumiane. Taki całościowy ogląd stoi w sprzeczności z tradycją dualizmu kartezjańskiego charakteryzującą zachodnie myślenie, w której to „ja” oddzielone jest od przedmiotu i od świata naturalnego”. [15] W swojej zawiłej, społeczno-naukowej prozie Markus i Kitayama zgodnie przyznają, że wyizolowana, autonomiczna jednostka to kulturowy mit. Osoba oddzielona od większej całości, np. natury czy społeczności, jest nic nieznaczącą abstrakcją, idealizacją, która może wystąpić jedynie w tekstach filozoficznych czy teorii polityki.

Gdybyśmy zdołali odciąć wszystkie nasze więzi z przyrodą, rodziną i społecznością, przestalibyśmy istnieć. Na przykład DNA, które każdy z nas nosi w każdej komórce swojego ciała, pochodzi od naszych rodziców, połowa od matki, połowa od ojca. Gdybyśmy spróbowali usunąć każdy ślad po naszych rodzicach, dosłownie przestalibyśmy istnieć.

„Ja” istnieje wyłącznie w złączeniu z innymi. Członkowie rodziny dzielą te same nadzieje, te same radości, te same smutki i te same doświadczenia; każdy członek rodziny żyje wspólnym życiem będącym częścią pozostałych. Rozwód rozwiązuje pewne zobowiązania prawne, lecz nie więzi między małżonkami i ich dziećmi, które są nierozerwalne. Na dobre i na złe, wspólne życie scala na zawsze osoby należące do tej samej rodziny. Nie żyjemy oddzielnymi, równoległymi życiami; nie jesteśmy wydzielonymi, odosobnionymi „ja”; każdy członek rodziny jest częścią pozostałych.

Czasami życie rodzinne może być tak niezwykle bolesne i krzywdzące, że wolelibyśmy odciąć się od naszej rodziny na zawsze. Mój kolega ze studiów, John Sullivan, Irlandczyk i katolik z północnego Bostonu, nienawidził swojej rodziny i nie chciał mieć z nią nic wspólnego z powodów mi nieznanych. John uciekł do Ann Arbor, odciął się od swojej rodziny, a nawet nie odbierał telefonów od swoich rodziców i rodzeństwa. Co weekend pił i przeklinał swój los za to, że dostał rodzinę pijaków, ćwoków i ogólnie pojętych zboczeńców. Jakimś cudem jego rodzice zdobyli mój numer telefonu i przekazywali przeze mnie ważne wiadomości swojemu synowi. Któregoś dnia John zostawił mi wiadomość na automatycznej sekretarce i powiedział, że nie może już dłużej znosić swojej rodziny i wyprowadza się do Australii, tak aby pozbyć się ich ze swojego życia na zawsze. Trzy lata później otrzymałem list od Johna. Był w Australii, a jednak każdego ranka budził się, przeklinając swoją rodzinę. Nie nauczył się, że mógłby wyprowadzić się na Marsa, a jego rodzina wciąż byłaby w nim, w środku.

Zniknięcie wyizolowanego „ja” poprzez aktywność

Dla większości z nas najlepsze momenty naszego życia występują wtedy, kiedy jesteśmy całkowicie pochłonięci jakąś czynnością, co sportowcy nazywają „strefą”, a psycholodzy „flow”. Flow to doświadczenie wykonywania czynności na optymalnym poziomie charakteryzujące się wykonywaniem tej czynności bez wysiłku i intensywnym skupieniem na teraźniejszości; „ja” znika, a człowiek staje się wykonaniem tej czynności. Wspinacze, chirurdzy, tancerze, muzycy, pisarze, szachiści, matematycy, w istocie wykonawcy z jakiejkolwiek dziedziny mogą się zatracić i poprzez to doświadczyć flow.

Muzyk Barry Green zauważa, że zarówno soliści, muzycy orkiestrowi, młodzi studenci, jak i zaprawieni muzycy sesyjni doświadczyli tej „wyjątkowej zawieszonej chwili, w której praktycznie stajesz się uczuciową lub zmysłową jakością muzyki — kolorami, wodą, miłością”. [16] Pewien specjalista od wspinaczki opisuje to samo doświadczenie: „Tak jesteś pochłonięty tym, co robisz, [że] nie myślisz o sobie jako o kimś oddzielnym od najbliższej czynności… Nie postrzegasz siebie jako oddzielnego od tego, co robisz”. [17] Pewna tancerka mówi, że czasami sama staje się tym tańcem: „Twoje skupienie jest całkowite. Twoje myśli nie błądzą, nie myślisz o czymś innym; jesteś całkowicie zaangażowany w to, co robisz”. [18]

Flow nie ogranicza się tylko do wyspecjalizowanych zajęć, których opanowanie wymaga lat. Każdy może zagubić się w codziennych czynnościach. Pewna matka opowiada o flow mającym miejsce, gdy ona i jej córeczka na zmianę czytają sobie nawzajem: „Ona czyta mnie, ja czytam jej i to jest czas, kiedy w pewnym sensie tracę kontakt z resztą świata, jestem całkowicie pochłonięta tym, co robię”. [19] Wielu czytelników beletrystyki wkracza w wymyślony świat tak głęboko, że stają się jej bohaterami, a świat dookoła znika. Lub jeszcze prościej — moja koleżanka doświadczyła flow w czasie spaceru w lesie z jej mężem; stała się jednością z wiatrem, skałami i drzewami, gdy jej monolog wewnętrzny ustał na chwilę.

Dla prawie każdego wykonawcy flow jest pożądanym stanem. Problemy osobiste znikają, lęk przed porażką znika, skutkiem jest jasność umysłu, wykonanie przychodzi bez wysiłku i następuje radość. Czynność staje się wówczas końcem samym w sobie. Pragnienie sławy i uwielbienia ze strony publiczności — w rzeczywistości wszelkie rozproszenia z rynku pracy i życia społecznego — znikają.

Drugie wielkie kłamstwo: jesteśmy istotami materialnymi

W dawnej Ameryce, przed rewolucją przemysłową, pragnienia rzeczowe były ograniczone przez naturę i wytwórstwo rzemieślnicze. Później dwa człony kapitalizmu — wolne rynki i podział pracy — zmieniły wszystko. Bez „wielkiej rzeszy wynalazków”, które nieustannie wypływają z nauki i technologii, kapitalizm zatrzymałby się w miejscu, gdy rynki zostałyby nasycone nadmiarem dóbr. [20] Aby nadal istnieć, gospodarka kapitalistyczna musi nieustannie produkować nowe dobra konsumpcyjne, zupełnie jak rekin, który musi, płynąc lub zginie. Nowe wynalazki i technologie wytwarzają nowe dobra, a tym samym nieznane wcześniej pragnienia i w ten sposób wszyscy znajdujemy się na bieżni pragnienia więcej i więcej, wierząc, że dobrobyt równa się szczęściu. Jeśli iPhone (n) nie uczynił nas szczęśliwymi, nieważne, iPhone (n+1) uczyni.

Dla wielu Amerykanów kupowanie, posiadanie i konsumpcja dóbr materialnych stały się istotą dobrego życia. Moja szwagierka powiedziała mi: „Nasze społeczeństwo opiera się na kupowaniu”. Kiedy tylko ma ona zły dzień w pracy, nic tak jej nie uszczęśliwia jak wyjście po pracy na zakupy po nowe ubrania. W takim momencie czuje się ona jak nowa, ładniejsza i mądrzejsza. Na tym późnym etapie kapitalizmu produkty są terapią dla rozczarowanej duszy; właściwa sukienka, fryzura lub smartfon wytwarzają osobiste szczęście i poczucie własnej wartości, wypełniając na krótko pustkę w duszy.

Dwieście lat kapitalizmu w Ameryce stworzyło nadwyżkę towarów dla bogatych i biednych. Typowy Walmart Supercenter mieści 142 000 różnych artykułów. Kupujący w Kroger’s lub Whole Foods może nabyć borówki amerykańskie w grudniu pochodzące z Peru, świeże kwiaty sprowadzone samolotem z Kolumbii i organiczną jagnięcinę importowaną z Nowej Zelandii.

Zaskakująca obfitość dóbr materialnych, a tak niewiele poczucia szczęścia. Powieściopisarz i krytyk społeczny James Baldwin twierdził, że Amerykanie posiadają „najwyższy standard życia na świecie i prawdopodobnie najbardziej oszałamiająco pusty tryb życia na świecie”. [21] Czy ktokolwiek może podważyć to, że „amerykański tryb życia nie zdołał uczynić ludzi szczęśliwszymi lub lepszymi”? [22]

Badanie z 2011 r. przeprowadzone przez Ośrodki Nadzoru nad Chorobami wykazało, że w latach 1988-2008 częstotliwość stosowania leków przeciwdepresyjnych w Stanach Zjednoczonych we wszystkich grupach wiekowych wzrosła o niemal 400%; 11% Amerykanów w wieku od dwunastu lat wzwyż przyjmuje teraz leki antydepresyjne. [23] Ekonomiści Anne Case i Angus Deaton udokumentowali znaczący wzrost śmiertelności wśród Amerykanów w wieku średnim rasy białej pochodzenia niehiszpańskiego będący wynikiem „śmierci z rozpaczy” spowodowanych uzależnieniem od narkotyków, alkoholizmem i w wyniku samobójstwa w podupadającej klasie średniej. [24]

Cały ten projekt kapitalizmu został urzeczywistniony w Ameryce z wyjątkiem jego końca, czyli szczęścia ludzkości.

Druga wielka prawda: mamy w sobie cząstkę ludzką i cząstkę boską

Po zmapowaniu ludzkiego genomu nowym szałem w psychologii i neuronauce stały się próby wyjaśnienia wszystkich ludzkich zachowań w kategoriach genów i funkcjonowania mózgu, nie tylko cech fizycznych takich jak lewo- czy praworęczność oraz rozwijanie i zwijanie języka w różne kształty, ale także cnót moralnych takich jak hojność, odwaga i umiarkowanie. Leda Cosmides, jedna z twórczyń psychologii ewolucyjnej, ogłosiła, że umysł jest „zestawem przetwarzających informacje urządzeń umieszczonych w ludzkim mózgu, które odpowiadają za świadome i nieświadome czynności umysłowe i które wytwarzają wszystkie zachowania”. [25] Francis Crick, współodkrywca struktury DNA, oświadczył: „»Ty«, twoje radości i smutki, twoje wspomnienia i dążenia, twoje poczucie osobistej tożsamości i wolna wola są de facto niczym więcej jak zachowaniem ogromnego zespołu komórek nerwowych i związanych z nimi cząsteczek. Jesteś niczym innym niż kłębem neuronów”. [26] Marvin Minsky, wiodący zwolennik sztucznej inteligencji, stwierdził: „Jesteś » maszyną z mięsa«”. [27] Kosmolog Stephen Hawking ogłosił, że „rasa ludzka to tylko chemiczne szumowiny na średniej wielkości planecie”. [28]

Taka pycha typowa dla naukowców lekceważy ten prosty argument nie do obalenia, argument, że samo funkcjonowanie mózgu nie może nawet wytłumaczyć, że coś odbieramy. [29] Fizyk Carl von Weizsäcker przedstawia zabójczy argument, że materializm nie jest w stanie wytłumaczyć tego, jak widzimy: „Światło o długości fali 6000 Å dociera do mojego oka. Z siatkówki bodziec chemiczno-elektryczny przechodzi przez nerw wzrokowy do mózgu, gdzie uruchamia kolejny bodziec w pewnych nerwach ruchowych, a z moich ust wydobywają się słowa: Jabłko jest czerwone. Nigdzie w tym opisie procesu, choć jest on pełen, nie ma żadnej wzmianki, że odebrałem kolor jako czerwony. O odbieraniu zmysłowym nie wspomniano nic”. [30]

Oto krótki, zabawny przykład, dlaczego nasze życie wewnętrzne nie jest wyłącznie wynikiem działania mózgu. W ciągu dnia adenozyna gromadzi się w mózgu, aby zarejestrować ilość czasu, który upłynął od przebudzenia. Gdy stężenie adenozyny osiąga wartość szczytową, czujemy nieodpartą potrzebę snu. Stężenie adenozyny i uczucie senności to dwie całkowicie różne dziedziny. Nieważne, ile neuronaukowiec bada mózg za pomocą skanów i badań chemicznych, i tak nie znajdzie senności.

Neuronaukowiec Vilayanur Ramachandran także przyznaje, że wyjaśnienie postrzegania wyłącznie przy pomocy działania mózgu jest impasem dla nauki i dla materializmu ogólnie: „Nieważne, jak szczegółowy i dokładny jest obiektywny zewnętrzny opis rozpoznawania kolorów, nie trzyma się on kupy, ponieważ nie uwzględnia” doświadczenia czerwoności i żadnych innych percepcji. [31] Ramachandran ubolewa, że impas wynika z ograniczenia dzisiejszej nauki: „Być może nauka w końcu natknie się na jakąś nieoczekiwaną metodę lub ramy dla radzenia sobie z qualia — natychmiastowym, doświadczalnym odbieraniem wrażeń takich jak czerwień koloru czerwonego lub ostrość curry — empirycznie i racjonalnie, ale takie postępy mogą równie dobrze być tak odległe od naszego dzisiejszego zrozumienia, jak genetyka molekularna była dla tych, którzy żyli w średniowieczu”. [32]

Mechaniczne, chemiczne i elektryczne zmiany w mózgu nie są myślami, pragnieniami i emocjami. Powód jest oczywisty: życie wewnętrzne człowieka jest niematerialne —postrzegania, emocji i myśli nie można dotknąć, powąchać, posmakować, usłyszeć lub zobaczyć. [33]

Dwa tryby umysłu

Każdy naukowiec i matematyk, specjalista i student, którego znam, może przedstawić niezliczone przykłady z ich życia, przykłady bezowocnej harówy poprzedzającej wiedzę bez wysiłku. W klasie czy przy stole seminaryjnym słyszałem „widzę” wypowiedziane z podekscytowaniem niezliczoną liczbę razów, jednak nigdy w życiu jako fizyk teoretyczny nie rozmyślałem z kolegami z pracy nad znaczeniem takiego doświadczenia. W efekcie przez lata żyłem w mroku nieświadomości najgłębszych aspektów tego, kim jesteśmy. Moje oświecenie przyszło dopiero po lekturze Platona i Arystotelesa. Poprzez bezpośrednią refleksję nad swoim życiem wewnętrznym połączoną z jasnym myśleniem Platon i Arystoteles odkryli dwa aspekty umysłu, które nazwali dianoią i nous. [34]

Praca

Powszechnie mówi się o wiedzy jako definiowaniu, porównywaniu, analizowaniu całości jako części składowych i wyciąganiu wniosków z pierwszych zasad. Takie dyskursywne lub stopniowe myślenie starożytni greccy filozofowie nazywali dianoią. Sherlock Holmes jest uosobieniem dianoi w pracy. Na podstawie analizy popiołu z cygara wbitego w dywan, śladu na drzwiach i resztek w kieliszku do wina wnioskuje, że przestępcą jest kiepski arystokrata przebywający w Kensington.

W myśleniu dyskursywnym albo stosujemy pierwsze zasady, albo wyciągamy ich konsekwencje. Dianoia działa krok po kroku, niemal w sposób mechaniczny, powtarzając wciąż tę samą procedurę: A = B, B = C, zatem A = C; przesłanka 1, przesłanka 2, zatem wniosek 1 itd.

Dar

Nous to zdolność do bezwysiłkowego poznania — dostrzeżenia prawdy w taki sposób, w jaki oko widzi krajobraz. Najsłynniejszą historią nagłego zrozumienia — „zgaszenia żarówki” — jest ta, która opowiada o Archimedesie. Władca Hieron II poprosił Archimedesa o ustalenie, czy korona królewska została naprawdę wykonana z czystego złota, czy ze stopu ze srebrem. Archimedes wiedział, że gdyby korona nie miała nieregularnego kształtu, łatwo mógłby on zmierzyć jej objętość, a następnie sprawdzić, czy jej gęstość odpowiada gęstości złota. Archimedes nie mógł jednak wymyślić, jak obliczyć objętość korony. Aż pewnego dnia, gdy wszedł do swojej wanny, rozwiązanie pojawiło się nagle: dany ciężar złota wypiera mniej wody niż taki sam ciężar srebra. Krzyknął: „Eureka! Eureka!” i pobiegł nago ulicami Syrakuz. Doświadczenie Archimedesa pokazuje nam, że cechami nous są zwięzłość, nagłość i natychmiastowa pewność.

Platon słusznie twierdzi, że bezpośrednie pojęcie prawdy jest lepsze niż polemizowanie z nią. W konsekwencji dianoia jest zawsze w służbie nous. W „Liście siódmym” wyjaśnia, jak „po ćwiczeniu szczegółowego porównywania nazw i definicji oraz postrzegania wzrokiem i innymi zmysłami, po dogłębnym przeanalizowaniu ich w dobrotliwym sporze za pomocą pytań i odpowiedzi bez zazdrości wreszcie w przebłysku zrozumienia… umysł, wytężywszy wszystkie swe siły do granic ludzkich możliwości, zostaje zalany światłem”. [35]

W wieku średnim porzuciłem materializm jako zgubny mit mrocznych wieków nauki. Nazywanie nous produktem nieświadomej myśli, jak to czynili naukowcy, to stara śpiewka — sam mózg wyjaśnia całe życie wewnętrzne. Bardziej sensowne było dla mnie rozumienie nous jako boskiej cząstki wewnątrz każdego z nas niż przypisywanie naszego najwyższego życia umysłowego mętnemu, nieświadomemu umysłowi ukrytemu gdzieś w mózgu. Dla mnie — a byłem w zacnym towarzystwie Platona, Arystotelesa, Augustyna i Tomasza z Akwinu — dianoia była ściśle ludzka, a nous było boskim pierwiastkiem w nas. [36]

Trzecie wielkie kłamstwo: możemy stworzyć raj na Ziemi

Aby częściowo przywrócić ludzkość do Edenu, tego jedynego okresu prawdziwego ludzkiego panowania na przyrodą, Francis Bacon zaproponował w 1620 r. nową dyscyplinę naukową opartą na eksperymencie, w którym „te bliźniacze przedmioty, ludzka wiedza i ludzka władza, rzeczywiście tworzą jedność”. [37] W nowej wersji Księgi Rodzaju przywrócenie utraconego raju miało nastąpić nie poprzez wiarę w Boga, ale poprzez „wielką liczbę wynalazków”, które rodziłaby nowa nauka eksperymentalna, która miała dać ludzkości władzę na przyrodą, jaką miał Adam w Edenie. [38] W wyniku tego potomkowie pierwszego mężczyzny i pierwszej kobiety mogliby samodzielnie powrócić do raju, a w ten sposób „ujarzmić i pokonać potrzeby i nędze ludzkości”, które były wynikiem wygnania Adama i Ewy na wschód od Edenu. [39]

Bacon przestrzegał ludzkość, by ostrożnie postępowała z nową metodą eksperymentalną. Skierował „jedno ogólne upomnienie do wszystkich — aby zastanowili się, jakie są prawdziwe krańce wiedzy i aby nie szukali jej ani dla przyjemności umysłu, ani dla zwady, ani dla przewagi nad innymi, ani dla zysku, ani dla sławy, ani dla władzy, ani dla żadnej z tych podrzędnych rzeczy, ale dla korzyści i pożytku z życia i żeby doskonalili ją i rządzili nią z dobroczynnością”. [40] Ogólne upomnienie odsłania nieodłączną wadę Baconowskiego programu stworzenia raju na Ziemi. Bacon miał nadzieję przywrócić człowieka do rajskiego ogrodu w sensie umysłowym, ale wiedział, że nie da się go odbudować w sensie moralnym. W dwudziestym i dwudziestym pierwszym wieku laboratoria pracowały dla dobra życia i zniszczenia ludzkości, produkując szczepionkę przeciw polio i broń termojądrową, narzędzia wspomagające życie i narzędzia śmierci.

Próba ustanowienia raju na ziemi była śmiałym, pełnym pychy projektem, całkowicie nowym dla ludzkości i bezwiednie szeroko zakrojonym eksperymentem społecznym, który pociągał za sobą ukryte nieposłuszeństwo wobec Boga, a dla wielu zaprzeczenie Jego istnienia. Karol Marks na przykład napisał historię na nowo, zastępując rozwijającą się relację między Bogiem a człowiekiem w Biblii hebrajskiej historią świata, która jest „niczym więcej niż stworzeniem człowieka poprzez ludzką pracę”; ogród Eden należał do przyszłości. [41]

W „Manifeście komunistycznym” Marks i Fryderyk Engels opisali raj przyszłości: „Gdy w przebiegu rozwoju znikną różnice klasowe i cała produkcja zostanie skupiona w rękach zrzeszonych jednostek, władza publiczna utraci swój charakter polityczny. Władza polityczna we właściwym znaczeniu jest zorganizowaną przemocą jednej klasy w celu uciskania innej”. W wielkiej wizji z Manifestu historia kończy się zniknięciem uciskających i wolnością dla wszystkich: „Miejsce dawnego społeczeństwa burżuazyjnego z jego klasami i przeciwieństwami klasowymi zajmuje zrzeszenie, w którym swobodny rozwój każdego jest warunkiem swobodnego rozwoju wszystkich”. [42]

Zamiast raju na Ziemi eksperyment społeczny w Związku Radzieckim będący próbą utworzenia robotniczej ziemi obiecanej zakończył się koszmarem śmierci 15 000 000 ludzi; później Przewodniczący Mao z jego Wielkim skokiem naprzód pobił rekord Sowietów, mordując 30 000 000 ludzi. Być może Pol Pot powinien zdobyć złoty medal za całkowitą rewolucję. On i jego Czerwoni Khmerowie zrestartowali cywilizację w Roku Zerowym, czasie zastąpienia rewolucyjnymi ideałami wszelkiej kultury i tradycji w społeczeństwie. Niewolnicza praca, słaba opieka medyczna i egzekucje wybiły ćwierć społeczeństwa Kambodży.

Zmieniona przez nazistów historia usunęła Żydów na rzecz Aryjczyków i zamieniła Eden na aryjski raj na Ziemi. Aby ukazać, że to Aryjczycy byli narodem wybranym, Adolf Hitler, Heinrich Himmler i Adolf Eichmann zamordowali sześć milionów Żydów i usuwali ich ciała do masowych grobów i w fabrycznych krematoriach. Nazistowscy teologowie udowodnili: „Jak Żydzi mieliby być narodem wybranym, skoro używamy ich prochów do poprawy przyczepności opon na lodzie? Dlatego to my jesteśmy narodem wybranym. Q.E.D.”. Primo Levi, ocalały z Auschwitz, upatruje podstaw nazistowskiej doktryny w antysemityzmie. Według nazistów, jak pisze, „Żydzi nie mogli być »narodem wybranym przez Boga«, jako że byli nim Niemcy”. [43]

Bacon miał w wyobraźni chwalebną przyszłość dla nas, jak tylko nasi przodkowie uczynili się panami i władcami przyrody; jednak wciąż wznoszące się arkana nauki i technologii okazały się nie do ujarzmienia przez człowieka. Fizycy, neuronaukowcy, informatycy i genetycy to nowi praktykanci czarodzieja, którzy przywołali wielkie siły, których teraz nie mogą ani ujarzmić, ani odesłać. Nauka i technologia stały się naszymi panami i właścicielami.

Nikt nie wie, jak nanotechnologia molekularna, inżynieria genetyczna i sztuczna inteligencja przemienią ludzkie życie, nie wiedzą tego inżynierowie na M.I.T., genetycy na Uniwersytecie Stanforda czy informatycy z Dolini Krzemowej. Może stale wznoszące się arkana nauki zmierzają ku wojnie termojądrowej, która unicestwi rodzaj ludzki lub może ku poważnej zmianie klimatu, która zniszczy Homo sapiens i większość innych stworzeń, ale na pewno nie ku nowemu rajowi na Ziemi.

Hiroszima zabiła pocieszającą narrację o tym, że postęp w nauce i technologii prowadzi do uniwersalnego szczęścia; Gułag zniszczył utopijną opowieść o ludziach wprowadzających doskonały porządek polityczny; holocaust unicestwił mit Nietzschego o tym, że zstąpienie nadczłowieka, doskonałej rasy wzniesie ludzkość na wyższy poziom egzystencji. Wielkie bajanie postchrześcijańskie się skończyło.

Trzecia wielka prawda: nasz koniec to przyjaźń z Bogiem

Kultura amerykańska zaszczepia w nas skłonność do buntu przeciw wszelkiej władzy. Nie spotkałem jeszcze Amerykanina — starego czy młodego, bogatego czy biednego, białego czy czarnego — który nie obruszyłby się, reagując na autorytet innej osoby: „Kim ty do cholery jesteś, żeby mówić mi, co mam robić?”. Wierzymy, że nierówność uniemożliwia prawdziwą wolność, że podporządkowanie się jakiejkolwiek władzy, ludzkiej czy boskiej, bez względu na to, jak dobrze zamaskowanej, jest niewolnictwem.

Christopher Hitchens, autor książki „Bóg nie jest wielki. Jak religia wszystko zatruwa”, pyta: „Kto chciałby, aby istniał stały niezmienny niebiański despotyzm, który poddawałby nas ciągłej inwigilacji i mógłby nas skazywać za zbrodnie myślowe, i który uważałby nas za swoją prywatną własność nawet po śmierci?” i odpowiada, że jakże jest szczęśliwy, iż to „całkowite zaprzeczenie ludzkiej wolności” nie istnieje. [44] Jednak w materialistycznym podejściu nauki, która niektórym zastąpiła chrześcijaństwo, „każda decyzja jest procesem w pełni mechanicznym, którego wynik jest całkowicie uwarunkowany wynikami wcześniejszych procesów mechanicznych” [45], a w tym ujęciu wolność człowieka nie istnieje, gdyż jesteśmy niewolnikami materii. [46]

Marks także uważał, że człowiek może być wolny i niezależny wyłącznie, jeśli Bóg nie istnieje: „Człowiek, który żyje dzięki łasce drugiego, uważa siebie za istotę zależną. Ja jednak żyję dzięki łasce drugiego, jeśli zawdzięczam mu nie tylko podtrzymanie mojego życia, lecz także stworzenie, jeśli on jest źródłem mojego życia. Moje życie koniecznie osadzone jest na zewnątrz siebie, jeśli nie stworzyłem go sam”. [47]

Dwudziesty wiek, wiek masowych zabójstw politycznych, pokazuje, że nasza wolność jako jednostki czy grupy jest praktycznie nieograniczona; możemy odmówić stania się, kim naprawdę jesteśmy, przyjąć „ja”, jakie sami sobie wybierzemy, działać samolunie, zaprzeczyć wspólnemu dobru, a nawet wypiąć się na Boga, co nie oznacza, że jesteśmy niezależni — życie według swoich własnych praw pogwałcających ludzką naturę zawsze prowadzi do katastrofy.

Porzucenie Boga w wolności, istnienie w samym sobie i szukanie spełnienie we własnym byciu to nie do końca zostanie niczym, ale zbliżenie się do nieistnienia. [48] Piekło nie jest ognistą jamą chrześcijaństwa otrzymanego, ale całkowitym oddzieleniem od Boga — na zawsze.

W ewangelii miłości Jezus nie jest królem, tyranem czy despotą; on pokornie ukazuje nam, że jesteśmy nieświadomi tego, kim naprawdę jesteśmy i że cierpienie ludzkości jest nierozerwalnie związane z ciasną miłością własną, wadliwą miłością, która sprawia, że człowiek myśli, iż jest centrum kosmosu. Aby naprawić tę wadę ludzkości, Jezus dokonał radykalnego zerwania ze starożytną myślą grecką; wprowadził nowe rozumienie miłości, agápē, bezinteresowną miłość Boga wobec ludzi, miłość, na którą nie można zasłużyć i która nikogo nie wyłącza. Taka miłość daje i nie oczekuje niczego w zamian. [49]

Dla Arystotelesa przyjaźń z bogiem była niemożliwością. Spierał się, że przyjaciele muszą być sobie mniej więcej równi; osoby znacznie niższego stanu nie oczekują, że zostaną przyjaciółmi królów. [50] Jednak bóg jest znacznie oddalony od każdego człowieka, dlatego żaden człowiek nie może być przyjacielem boga. [51]

Jezus wzywa nas do przyjaźni z Bogiem poprzez miłowanie tak, jak On to czyni. Kiedy łączy nas przyjaźń z drugim człowiekiem, dla jego dobra kochamy każdego, kto jest blisko związany z naszym przyjacielem, czy to jego rodziców, czy to współmałżonka, czy dzieci. W rzeczy samej, jeśli naprawdę kochamy naszego przyjaciela, to kochamy nawet tych jego bliskich, którzy nas nienawidzą czy ranią, mimo że nie są oni naszymi przyjaciółmi, ponieważ nie życzą nam dobrze. [52] Jezus mówi nam, że Bóg kocha wszystkich, gdyż „On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych”. [53] Jeśli łączy nas prawdziwa przyjaźń z Bogiem, będziemy kochać w taki sam sposób jak On; będziemy miłować naszych nieprzyjaciół i modlić się za tych, którzy nas prześladują, mimo że nigdy nie będziemy mogli się z nimi przyjaźnić.

W najgłębszym sensie życie chrześcijańskie na tym świecie to budowanie przyjaźni z Bogiem, pięknie podsumowane w pierwszym liście Św. Jana: „Jeżeli miłujemy [agapōmen] się wzajemnie, Bóg trwa w nas i miłość [agápē] ku Niemu jest w nas doskonała”. [54] Gdy Bóg w nas przebywa, jesteśmy wciąż na świecie, a jednak uniesieni ponad niego; zyskujemy nową perspektywę i dostrzegamy boskość w każdym człowieku, w listonoszu, pracowniku banku, rzeźniku w Whole Foods, a także w nieznośnym nastolatku na ulicy puszczającym muzykę zbyt głośno.

Jezus głosi: „Ja przyszedłem po to, aby miały życie i miały je w obfitości”. [55] Apostoł Piotr wnioskuje: „Jego boska moc dała nam wszystko, co należy do życia i pobożności… [abyśmy] mogli stać się uczestnikami boskiej natury”. [56]. Wielu Ojców Kościoła z upodobaniem powtarzało swoim braciom: „Bóg stał się człowiekiem, żeby człowiek mógł stać się Bogiem”. Celem życia człowieka jest przyjaźń z Bogiem i deifikacja.

Przypisy:

[1] Richard L. Rapson, „Denials of Doubt: An Interpretation of American History” [„Zaprzeczenia wątpliwości: Interpretacja amerykańskiej historii”] (Lanham, MD: University Press of America, 1980), s. 5.

[2] Alexis de Tocqueville, „The Old Régime and the French Revolution” [„Dawny ustrój i rewolucja”], tłum. Stuart Gilbert (Nowy Jork: Doubleday, 1955 [1856]), s. 96.

[3] Daniel Bell, „The Cultural Contradictions of Capitalism” [„Kulturowe sprzeczności kapitalizmu”] (Nowy Jork: Basic Books, 1976), s. 16.

[4] Hazel Rose Markus i Shinobu Kitayama, „Culture and Self: Implications for Cognition, Emotion, and Motivation” [„Kultura i »ja«: skutki dla poznania, emocji i motywacji”], Psychological Review 98 (1991): 224.

[5] Clifford Geertz, „On the Nature of Anthropological Understanding” [„O naturze antropologicznego rozumienia”], American Scientist 63 (styczeń-luty 1975): s. 48.

[6] J. C. Carothers, „Culture, Psychiatry, and the Written Word” [„Kultura, psychiatria i słowo pisane”], Psychiatry 22 (listopad 1959).

[7] Alexis de Tocqueville, „Journey to America” [„Podróż do Ameryki”], red. J. P. Mayer, tłum. George Lawrence (Nowy Jork: Anchor: 1971), s. 360.

[8] Alexis de Tocqueville, „Democracy in America” [„Demokracja w Ameryce”], tłum. George Lawrence (Nowy Jork: Harper & Row, 1966 [1835, 1840]), załącznik U, s. 731-733. Dla spójności narracyjnej kilka form czasowników w tekście zostało zmienionych na formy czasu przeszłego.

[9] John Cacioppo i William Patrick, „Loneliness: Human Nature and the Need for Social Connection” [„Samotność: ludzka natura i potrzeba więzi społecznych”], (Nowy Jork: Norton, 2009), s. 5.

[10] Vivek H. Murthy, „Work and the Loneliness Epidemic” [„Praca i epidemia samotności”], Harvard Business Review (27.09.2017).

[11] Por. Bob Dylan, „Marchin’ to the City” z płyty „Tell Tale Signs: the Bootleg Series Vol. 8.”.

[12] Por. The Beatles, „Eleanor Rigby” z płyty „Revolver”.

[13] Por. Ivo Kohler, „The Formation and Transformation of the Perceptual World” [„Tworzenie i transformacja świata percepcyjnego”], tłum. Harry Fiss (Nowy Jork: International Universities Press, 1964).

[14] Por. Richard Held, „Plasticity in Sensory-Motor Systems” [„Plastyczność w układach czuciowo-ruchowych”], Scientific American 213 (listopad 1965): 84-94.

[15] Markus i Kitayama, s. 227.

[16] Barry Green, „The Inner Game of Music” [„Wewnętrzna gra muzyki”] (Nowy Jork: Doubleday, 1986), s. 14.

[17] Cytat Mihálya Csíkszentmihályiego, „Beyond Boredom and Anxiety” [„Poza nudą i lękiem”] (San Francisco: Jossey-Bass, 1975), s. 39.

[18] Ibid.

[19] Cytat Mihálya Csíkszentmihályiego, „Flow: The Psychology of Optimal Experience” [„Przepływ: psychologia optymalnego doświadczenia”](Nowy Jork: Harper & Row, 1990), s. 53.

[20] Francis Bacon, „The New Organon and Related Writings” [„Novum Organum i dzieła powiązane”] (Indianapolis, Indiana: Bobbs-Merrill, 1960 [1620]), s. 103.

[21] James Baldwin, „Mass Culture and the Creative Artist: Some Personal Notes” [„Kultura masowa i artysta kreatywny: kilka osobistych notatek”], Daedalus, 89, Nr 2 (wiosna 1960): 374.

[22] Ibid., s. 375.

[23] Skrócony opis danych NCHS, „Antidepressant Use in Persons Aged 12 and Over: United States, 2005–2008” [„Użycie leków przeciwdepresyjnych u osób w wieku od 12 lat: USA, 2005-2008”].

[24] Anne Case i Angus Deaton, „Mortality and Morbidity in the 21st Century” [„Śmiertelność i zachorowalność w XXI wieku”].

[25] Leda Cosmides, wywiad przeprowadzony przez Alvaro Fischera i Roberto Arayę dla chilijskiej gazety „El Mercurio”.

[26] Francis Crick, „The Astonishing Hypothesis” [„Zdumiewająca hipoteza”], (Nowy Jork: Scribner’s, 1994), s. 3.

[27] Cytat „mózg jest maszyną z mięsa” jest popularnie przypisywany Marvinowi Minsky’emu, choć nie byłem w stanie znaleźć wyrażenia „maszyna z mięsa” w żadnym z jego artykułów czy książek.

[28] Stephen Hawking, cytat za Davidem Deutschem, „The Fabric of Reality” [„Struktura rzeczywistości”] (Nowy Jork: Viking, 1997), s. 177-178.

[29] Na publicznym wykładzie sponsorowanym przez Santa Fe Institute usłyszałem, jak Francis Crick publicznie przyznał, że niemożność wyjaśnienia przez neuronaukowców właściwości zmysłów z punktu widzenia czynności mózgu wydaje się nie do pokonania. Jednakże miał on nadzieję, że ten problem nieoczekiwanie zniknie tak jak inne pozornie niemożliwe do pokonania trudności w nauce.

[30] C. F. von Weizsäcker, „The History of Nature” [„Historia przyrody”], tłum. Fred D. Wieck (Chicago: University of Chicago Press, 1949), s. 142 43.

[31] V. S. Ramachandran, „The Tell-Tale Brain: A Neuroscientist’s Quest for What Makes Us Human” [„Neuronauka o podstawach człowieczeństwa. O czym mówi mózg?”] (Nowy Jork: Norton, 2011), s. 248.

[32] Ibid., s. 249. Definicja qualia Ramachandrana znajduje się na stronie 248 i jest osadzona w tym cytacie.

[33] Dla szczegółowej dyskusji o niematerialności naszego życia wewnętrznego por. George Stanciu, „Materialism: The False God of Modern Science” [„Materializm: fałszywy bożek współczesnej nauki”].

[34] Łacińskie słowa „ratio” i „intellectus” odpowiadają greckim terminom „dianoia” i „nous”. Tu użyte zostały greckie, ponieważ łacińskie przywołują na myśl angielskie słowa „reason” i „intellect”, których często używamy w zamiennym znaczeniu. Słowa angielskie są zdecydowanie bardziej ograniczone i mniej precyzyjne niż łacińskie czy greckie.

[35] Platon, „Seventh Letter” [„List siódmy”], tłum. L.A. Post, w „The Collected Dialogues of Plato” [„Dialogi wybrane Platona”], red. Edith Hamilton i Huntington Cairns (Princeton, New Jersey: Princeton University Press, 1989), 344b.

[36] Dla szczegółowej dyskusji por. George Stanciu, „The Divine Element Within” [„Wewnętrza cząstka boska”].

[37] Francis Bacon, „The New Organon and Related Writings” [„Novum Organum i dzieła powiązane”] (Indianapolis, Indiana: Bobbs-Merrill, 1960 [1620]), s. 29.

[38] Ibid., s. 103.

[39] Ibid., s. 23.

[40] Ibid.

[41] Karol Marks, „Economic and Philosophical Manuscripts” [„Rękopisy ekonomiczno-filozoficzne”] w „Early Writings” [„Dzieła wczesne”], tłum. Rodney Livingstone i Gregor Benton (Nowy Jork: Penguin, 1992), s. 357.

[42] Karol Marks i Fryderyk Engels, „The Communist Manifesto” [„Manifest komunistyczny”] (1848).

[43] Primo Levi, „The Drowned and the Saved” [„Utopieni i ocaleni”], tłum. Raymond Rosenthal (Nowy Jork: Vintage, 1989), s. 179.

[44] Christopher Hitchens, „Introduction” [„Wstęp”], „The Portable Atheist: Essential Readings for the Nonbeliever” [„Przenośny ateista. Lektury obowiązkowe dla niewierzącego”], red. Christopher Hitchens (Nowy Jork: Da Capo Press, 2007), s. 22.

[45] Joshua Greene i Jonathan Cohen, „For the law, neuroscience changes nothing and everything” [„W prawie neuronauka nie zmienia niczego i zmienia wszystko”], „Philosophical Transactions of the Royal Society London B” (2004) 359: 1781.

[46] Por. George Stanciu, „Determinism: Science Commits Suicide” [„Determinizm. Nauka popełnia samobójstwo”] [47] Karol Marks, „Economic and Philosophical Manuscripts” [„Rękopisy ekonomiczno-filozoficzne”] w „Early Writings” [„Dzieła wczesne”], tłum. Rodney Livingstone i Gregor Benton (Nowy Jork: Penguin, 1992), s. 356. Kursywą w oryginale.

[48] Por. Augustyn, „City of God” [„Państwo Boże”], ks. 14, rozdz. 13.

[49] W tłumaczeniu Biblii króla Jakuba agápē jest często tłumaczona jako dobroczynność, słowo, które aktualnie oznacza dla większości ludzi rozdawanie jałmużny bezdomnym lub wpłacanie datków na United Way. W tłumaczeniu Biblii Revised Standard Version agápē jest tłumaczona jako miłość, wieloznaczne słowo w języku angielskim, które może oznaczać miłość seksualną, czułość wobec innej osoby, a nawet gdy się coś bardzo lubi, np. sport lub jedzenie.

W grece biblijnej, języku Nowego Testamentu, miłość dzieli się na cztery rodzaje, storgē, philía, erōs i agápē. Przegląd tych czterech miłości znajduje się w artykule George’a Stanciu „Does Love Always Lead to Suffering?” [„Czy miłość zawsze prowadzi do cierpienia”]; szczegółowe omówienie jest w książce C. S. Lewisa „Four Loves” [„Cztery miłości”] (Nowy Jork: Harcourt, Brace, 1960).

[50] Arystoteles, „Nicomachean Ethics” [„Etyka nikomachejska”], Ks. VIII, rozdz. 7, 1159a1.

[51] Ibid., 1159a5.

[52] Por. Tomasz z Akwinu, „Summa Theologica”, Część druga Części drugiej, Pytanie 23, Odpowiedź na trzeci zarzut.

[53] Mt 5:45. Wszystkie cytaty z Biblii [w tekście oryg. – przyp. tłum.] pochodzą z tłumaczenia RSV.

[54] 1 J 4:12.

[55] J 10:10.

[56] 2 P 1:3, 4.

Źródło: theimaginativeconservative.org

Powyższe tłumaczenie jest własnością portalu 3droga.pl. Kopiowanie go i modyfikowanie bez zgody Redakcji jest zabronione.

Tłumaczenie: Apolonia Jasieńska

Oprawa graficzna: Resistance Arts

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.