Portal 3droga.pl

Portal Nacjonalistyczny

Jerzy Zieliński: Rola państwa w życiu Narodu

Na pierwszy rzut oka można by było powiedzieć, że stwierdzenie jakoby nacjonalizm szedł w parze z silnym państwem, jest truizmem, czymś na tyle oczywistym, że znanym nawet laikowi, którego wiedza na temat środowiska narodowego ogranicza się do bredni wyczytanych w mainstreamowych mediach. Warto jednak poświęcić temu zagadnieniu chwilę i zadać sobie pytanie – dlaczego?

Czym tak naprawdę jest państwo? W dużym skrócie jest to po prostu forma organizacji narodu, której rolą jest realizacja interesów narodowych. Praktycznie rzecz biorąc państwo, można porównać do narzędzia, które owszem, jest nam potrzebne, ale posiada wartość jedynie użytkową. Warto to podkreślić – z punktu widzenia nacjonalisty państwo nie jest wartością jak np. naród czy też ojczyzna, a jedynie narzędziem wartościowym dopóty, dopóki nie zostanie zastąpione lepszym, bardziej użytecznym. W zasadzie to podchodząc do tematu od strony czysto teoretycznej, możemy pójść o krok dalej i zaryzykować stwierdzenie, że nacjonalizm można połączyć nawet z anarchizmem, jest to jednak czysta teoria, a „synteza” ta, jakkolwiek stanowiąca ciekawe zagadnienie jest całkowicie utopijna, dobra jedynie do dyskusji akademickiej, dlatego też autor pozwoli sobie zostawić ją dla osób, które umiłowały sobie tę formę gimnastyki intelektualnej i przejść do meritum.

Pożytek z narzędzia mamy jedynie wtedy, kiedy jest ono skuteczne, zdolne do pomocy w osiągnięciu obranego przez nas celu, dlatego też tak zwane „państwo minimum” postulowane przez wszelkiej maści wolnorynkowców, anarchokapitalistów i innych degeneratów jest zwyczajnie bezużyteczne, a ponadto prowadzić może jedynie do wynarodowienia, upadku moralnego i dyktatu wielkich korporacji i innych nacji. Skutki słabej władzy znamy przecież z przeszłości, a idealnym przykładem jest Potop Szwedzki, kiedy to kraj niewielki i ubogi, ale z silną władzą królewską bez problemu najechał państwo w teorii wciąż potężne, acz upadłe moralnie i pozbawione silnej władzy na rzecz wpływów szlachty.

Jedynie silne państwo jest zdolne do realizacji nacjonalistycznych i prospołecznych postulatów, zapewnienia obywatelom rozwoju, bezpieczeństwa i godnej egzystencji. Czy tego chcemy, czy nie jest jedynym gwarantem niezależności wobec wielkiego kapitału i wpływów obcych imperiów? Szczególnie w dzisiejszych czasach upadku wartości i moralności, kiedy na piedestał stawiany jest egoizm, hedonizm i prymitywny materializm, a społeczeństwo poddane zgubnemu wpływowi liberalizmu i kapitalizmu wynarodawia się, degeneruje i pozbywa więzi międzyludzkich, potrzebujemy silnego państwa prospołecznego. Żeby nie być gołosłownym, a także celem sprecyzowania powyższego twierdzenia pozwolę sobie poruszyć kilka zagadnień, które nie tylko stanowią dobry materiał do uargumentowania postawionej tezy, ale są również istotne z punktu widzenia nacjonalisty.

Ekologia jest kwestią, którą niestety rodzime środowisko narodowe wciąż traktuje po macoszemu. Oczywiście, temat natury i środowiska jest coraz częściej poruszany na łamach nacjonalistycznych portali i czasopism, a akcje proekologiczne takie jak sprzątanie lasów czy też akcje informacyjne i edukacyjne organizują już nawet te nieco bardziej liberalne odłamy ruchu nacjonalistycznego, ale wciąż jest to sprawa drugorzędna, której poświęcamy zdecydowanie zbyt mało uwagi. A przecież to właśnie dla nacjonalisty walka o zdrową planetę powinna być jedną z najważniejszych spraw. Pomijając już kwestie ideologiczne i rozważania na temat wartości natury jako takiej postawię sprawę prosto – zdrowa i zadbana planeta jest niezbędna do funkcjonowania społeczeństwa. Kondycja lokalnej natury ma olbrzymi wpływ zarówno na zdrowie psychiczne i fizyczne narodu, jak i na ogólny poziom jego zadowolenia. Niestety, ignorancja i egoizm naszych rodaków, a także prokapitalistyczny, neoliberalny rząd sprawiają, że stan polskiego ekosystemu jest tragiczny. Wysokie zanieczyszczenie powietrza, zaśmiecone lasy, brudna woda i zaniedbane zbiorniki wodne – oto nasza rzeczywistość. Warto tu wspomnieć, że słusznie znienawidzony przez nas okres PRL-u akurat pod względem kondycji środowiska naturalnego wyprzedzał czasy współczesne (Za konkretny przykład może posłużyć, chociażby gospodarka wodna śródlądowa, która „za komuny” była prowadzona w sposób w miarę rozsądny, a współcześnie jest rabunkowa, a jeziora dzierżawione przez osoby prywatne całkowicie wymierają.), a degeneracja postępowała wraz z coraz większą prywatyzacją, zwiększeniem się wpływu korporacji i prywatnych przedsiębiorców, a także zmniejszeniem możliwości władzy. Abstrahując od chęci, dzisiejsza władza nie ma nawet narzędzi pozwalających na odpowiednie zadbanie o nasz ekosystem. Silna, niezależna władza byłaby w stanie podjąć szereg działań proekologicznych takich jak: zamknięcie branż, których wpływ na naturę jest szczególnie destrukcyjny lub zastosowanie względem nich obostrzeń, które wpływ ten mogłyby zminimalizować, zaostrzenie kar za śmiecenie w lasach i zanieczyszczanie akwenów wodnych przez osoby prywatne, zamykanie lub nacjonalizacja firm, których działalność wpływa negatywnie na ekosystem, zmiana programu nauczania tak, żeby uwzględnić w nim tematy ekologiczne i zachęcać młodzież do trybu życia zgodnego z naturą.

Kwestia praw pracowniczych i polityki socjalnej to praktycznie rzecz biorąc podstawa współczesnego nacjonalizmu. Co więcej, to właśnie nacjonaliści jako jedyni podejmują się tego tematu na poważnie. Współczesna, skarlała pseudolewica już dawno porzuciła kwestie socjalne na rzecz liberalizmu obyczajowego, stając się w praktyce pożytecznymi (a często też opłacanymi) sługusami wielkiego kapitału i nie tyle odeszła od klasy pracowniczej co wręcz wystąpiła przeciwko niej. Oczywistym jest wszak, że na liberalizmie obyczajowym korzystają jedynie kapitaliści. To im zależy na pozbawieniu ludzkości tożsamości rasowej i narodowej, zniszczeniu więzi rodzinnych, wypraniu narodu z wartości. Hedonistyczne, nihilistyczne społeczeństwo, którego nie hamuje żadna moralność, a dla którego jedynym celem jest zysk i konsumpcja to wymarzony obraz wielkiego kapitału. Miłość, przyjaźń, rodzina, wiara, naród, ojczyzna – każda z tych wartości stanowi zagrożenie. Ludzkość ma zostać zdehumanizowana i zmieniona w zwykłe bydło, na którym paść się będzie garstka możnych. Tego pragną kapitaliści, o to walczy „lewica”. Liberalizm obyczajowy i gospodarczy zawsze idą ze sobą w parze, wspierając się nawzajem. System kapitalistyczny niszczy nie tylko nasz naród i cywilizację, ale bezpośrednio dotyka obywateli. Wyzysk, bezrobocie, ogromne rozwarstwienie społeczne – to nie motywy dystopijnej powieści, a rzeczywistość, w której przyszło nam żyć. Jedynym co może zmienić nasze tragiczne położenie, jest silne państwo socjalne, które stanie po stronie obywatela i zadba o jego interes. Tylko taka instytucja będzie w stanie zrealizować jakże potrzebne postulaty – płaca minimalna, której wysokość pozwoli na życie w godnych warunkach dla każdego pracownika, polepszenie warunków pracy i zadbanie o bezpieczeństwo pracownika poprzez odpowiednie zarządzenia, a także częste kontrole w miejscach pracy, dobrze opłacona, nowoczesna, publiczna służba zdrowia, podatek progresywny, bezwarunkowa emerytura o stałej wysokości dla każdego obywatela, programy socjalne wspierające osoby niepełnosprawne, rodziny wychowujące ON, rodziny wielodzietne i samotnych rodziców, dofinansowywanie spółdzielni pracowniczych, odpowiedzialna polityka mieszkaniowa, która zniweluje problem bezdomności. Postulaty niezbędne w każdym cywilizowanym państwie narodowym.

Niezwykle istotną kwestią, której nasze środowisko niestety nie poświęca wystarczająco wiele uwagi, jest rozwój kulturalny narodu. Na nic nam dobrobyt materialny, jeżeli pozwolimy, aby nasz dorobek kulturalny został zahamowany lub co gorsza uległ regresowi, co niestety możemy zaobserwować obecnie. To nasza kultura i historia tworzą i kształtują nasz naród, dlatego tak ważne jest, żeby je kultywować i pielęgnować. Naród pozbawiony kultury to naród martwy, pozbawiony duszy, który staje się niczym więcej jak przypadkowym zbiorem ludzi. Kultura zaś (nie tylko narodowa, ale również europejska i światowa) ulega stopniowej degeneracji. We współczesnym świecie nie ma już twórców i artystów formatu Shakespearea, Mozarta, Michała Anioła, zastąpiła ich zbieranina prymitywów, którzy kulturę wysoką sprowadzili do poziomu sedesu. Spektakle teatralne nie poruszają już naszych serc, o katharsis już nawet nie wspominając, a coraz częściej skupiają się na miernej kontrowersji i atakowaniu wartości. Mówiąc dosadnie – teatr staje się powoli świątynią dla miernot moralnych i intelektualnych, chlewem, do którego kierują się wszelkiej maści degeneraci celem zaspokojenia swych prostackich uciech. Podobnie rzecz ma się w niemal każdym aspekcie sztuki. Malarstwo i architektura upadło pod naporem „sztuki nowoczesnej”, która w praktyce nie jest niczym więcej niż swoistą karykaturą prymitywizmu i futuryzmu, pozbawioną jednakże głębi i jakiejkolwiek refleksji, miałką i bezwartościową. Współczesna literatura to albo infantylne powieści rozrywkowe nieniosące w sobie żadnej wartościowej treści, albo pseudointeligentne wypociny, nie dość, że ukierunkowane ideologicznie (co byłoby jeszcze do zaakceptowania) to ubogie formą, warsztatem i treścią, bo gdzie miernotom takim jak Tokarczuk do również zideologizowanych, acz wartościowych pisarzy, jak chociażby Hemingway i Orwell? Muzyka? Ratuje się jeszcze muzyka filmowa, regres przeżywa za to muzyka poważna (próżno nam szukać nowego Szostakowicza), a również opera obumiera. Co gorsza, muzyka klasyczna i operowa będące przecież powodem do chluby i jednymi ze szczytowych osiągnięć kulturalnych białego człowieka tracą na popularności, ustępując gatunkom poślednim. Z tego wszystkiego ratuje się jedynie film, wciąż powstają przyzwoite dzieła kinematografii, co z tego jednak skoro nie przebijają się do powszedniego odbiorcy, a na piedestały stawia się filmy kiepskie i groteskowe przez ilość poprawności politycznej w nich zawartej? Dlatego tak istotnym jest udział państwa w życiu kulturalnym narodu, przez co rozumiem: wsparcie dla niezależnych, młodych, utalentowanych artystów, walka z „antykulturą” – wyplenienie z polskiej świadomości twórców i dzieł, które wprost degradują naszą kulturę i cofają nas w rozwoju, i nie mam tu na myśli polskich kabaretów (chociaż nienarzekałbym gdyby zniknęły), a między innymi spektakle typu „Klątwy” i „Golgoty”, promowanie kultury wysokiej i większy nacisk na obcowanie z nią w okresie szkolnym, umożliwienie każdemu dostępu do sztuki poprzez darmowe teatry i muzea, próba przemycenia (w sposób, w który nie ucierpi jakość dzieła) tradycyjnych wartości.

Ilość zagadnień, które można, a wręcz warto by było poruszyć, jest ogromna, jednakże byłoby to niepotrzebne rozwlekanie tematu, pozwolę sobie więc na krótkie podsumowanie. O ile podchodzą do tematu w sposób czysto ideowy, można by stwierdzić, że silne państwo nie musi być jednym z naszych postulatów, o tyle podchodząc do sprawy praktycznie, jest to twierdzenie czysto utopijne. Na dzień dzisiejszy nie sposób jest wykazać innego sposobu na realizację nacjonalistycznych postulatów i interesów narodowych niż utworzenie silnego, zaangażowanego państwa, niewykluczone, że wraz z postępem ludzkości znajdą się inne, bardziej sensowne sposoby na organizacje społeczeństwa i narodu, na chwilę obecną należy pozostawić je jednak w sferze rozważań.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.