Trzecia Droga

Portal Nacjonalistyczny

Adam Busse: Liberalna prawica a kryzys imigracyjny w Europie

Wielokrotnie może się wydawać, iż na temat obecnego kryzysu imigracyjnego troczącego Europę już nacjonaliści powiedzieli, napisali i wykrzyczeli wszystko, co należy na ten temat. Niemal codziennie Internet, a w chwili obecnej nawet ściekowe media głównego nurtu nie mogą w nieskończoność przemilczać tematu imigrantów i ich „ubogacania kulturowego” Starego Kontynentu na dłuższą skalę. Podpalanie choinek, masowe napady na białe europejskie kobiety i publiczne molestowania na ulicach europejskich miast, ostatnie ataki policji na antyislamskie manifestacje PEGIDY w Lipsku, gwałty na nieletnich dziewczynkach w obozach dla uchodźców, publiczne masturbacje w basenach niemieckich, a także świeże zabójstwo w Szwecji 15 – letniego litewskiego chłopca, Arminasa przez o rok młodszego od siebie „uchodźcę” z Iraku, tylko dlatego iż stanął w obronie napastowanej seksualnie rówieśniczki – można wymieniać i odmieniać przez wszystkie przypadki wydarzenia z ostatnich miesięcy i lat związane z tym tematem, ale nie o to chodzi. Pomimo iż skala takiego bestialstwa porównywalna jest z terrorystyczną działalnością Państwa Islamskiego, podbojami Mongołów czy sowieckimi najazdami na Europę w 1920 i 1945 roku, znaczonymi szlakami krwi, ognia, mordu, gwałtu i rabunku. Naszym zadaniem jako narodowych rewolucjonistów jest uświadamianie narodów europejskich o skali przyczyn napływu pozaeuropejskich imigrantów, a nie tylko i wyłącznie zwalczanie skutków, z jakimi Europa musi się zmierzyć – coraz większa liczba meczetów, wzrastająca popularność wahhabickiego islamu jako jedyna alternatywa religijna dla młodych Europejczyków zagubionych w dzisiejszym, modernistycznym świecie, jawne popieranie sprowadzania imigrantów oraz sianie terroru wobec innych państw europejskich, które jeszcze nie przyjęły imigrantów i nie mają zamiaru tego robić.

„Ktokolwiek krytykuje kapitalizm, jednocześnie aprobując imigrację, której pierwszą ofiarą jest jego własna klasa robotnicza, powinien się lepiej zamknąć. Ktokolwiek krytykuje imigrację, jednocześnie milcząc na temat kapitalizmu, powinien zrobić to samo.” – jak widać, nadal nie tracą na aktualności słowa wybitnego francuskiego pisarza, dziennikarza i działacza radykalnej prawicy, Alaina de Benoist, który w swoim sztandarowym tekście „Imigracja – armia rezerwowa kapitału” na przykładzie swojego kraju wskazał dotychczas niebrany pod uwagę fakt, iż korelacja masowej imigracji spoza Europy z liberalno-kapitalistycznym modelem gospodarki jest zagrożeniem dla rodzimych kapitałów europejskich oraz rynków pracy na rzecz przybyszów. Ten tekst będzie więc z innej beczki niż dotychczas, co jest przedmiotem licznych dyskusji i sporów, ale trzeba w końcu podjąć temat, ponieważ stanowi to istotną przyczynę takiego, a nie innego stanu rzeczy, z jakim mamy dziś do czynienia. Przede wszystkim wskażę na dwa kraje, które zapoczątkowały proces sprowadzania imigrantów już po 1945 roku, ponieważ one zaczęły wpływać na bieg polityki europejskiej. Są to Francja i Niemcy. Poza tym obecna fala masowej imigracji do Europy jest jedną z wielu, których doświadczał nasz kontynent na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat.

Bogactwo Afryki – pragnienie dla zachodniego kapitału

Zacznijmy jednak od samego początku. Jedną z przyczyn zjawiska masowej imigracji, która zaczęła się już po I wojnie światowej i trwa do dziś, nie jest to, że jakiś imam w Kairze, Rijadzie czy Mekce doznał objawienia od Allaha i ogłosił wszystkim muzułmanom, żeby wzorem Narodu Wybranego wyruszyli do Europy jako Ziemi Obiecanej i ją podbili, tylko między innymi sytuacja wewnętrzna Afryki w drugiej połowie XX wieku (od lat 60’). Po dekolonizacji powstał szereg niepodległych państw, ich granice państwowe nie pokrywały się z granicami etnicznymi terytoriów zamieszkiwanych przez szereg zwaśnionych ze sobą plemion, co stanowiło iskrę zapalną do wybuchu raz po raz wojen w środkowej Afryce i Sahelu, przewrotów wojskowych, zamachów stanu oraz wewnętrznych migracji ludności. Konflikt w Darfurze, wojna między Sudanem i Sudanem Południowym, liczne wojny i walki partyzanckie w Ugandzie, Kongo, Czadzie, Mali, Rwandzie i innych krajach afrykańskich są tego znaczącym symbolem. Symbolem krwawej wojny, wzajemnie dzikiej nienawiści, wyzysku, biedy i głodu.

Niewielką rolę w gospodarkach afrykańskich odgrywa przemysł przetwórczy, największą z kolei – rolnictwo, które do dekolonizacji w 1960 roku było w stanie wyprodukować i sprzedawać do 1,3 mln ton żywności rocznie, natomiast obecnie eksport zanikł, a 25% żywności w Afryce jest importowana z Pakistanu i Europy Zachodniej. Ponadto warunki klimatyczne i położenie geograficzne wraz z powyższymi czynnikami spowodowały praktycznie zanik bezpieczeństwa żywnościowego kontynentu. Dodatkowo prowadzenie swobodnego biznesu jest utrudnione przez prowadzoną przez UE i Stany Zjednoczone politykę rolno – handlową, wzrost liczby ludności krajów afrykańskich, korupcję na szczeblach władzy i związaną z tym ograniczoną skutecznością i słabością instytucji państwowych. Ponadto Afryka musi zmagać się z zadłużeniem zagranicznym sięgającym łącznie 96,5 miliarda dolarów amerykańskich (z zestawienia zadłużenia 48 krajów afrykańskich), co oznacza, że przykładowo w Angoli przy długu zagranicznym wynoszącym 16,7 miliarda dolarów (1/3 PNB Angoli) każdy mieszkaniec ma do spłacenia około 1300 dolarów długu, a biorąc na tym przykładzie pod uwagę fakt, iż 68% obywateli tego kraju zarabia mniej niż 1,7 dolara dziennie, zauważamy jak ogromny jest dług zagraniczny. To stanowi wystarczającą odpowiedź, dlaczego ubóstwo w Afryce jest przyczyną imigracji, pomimo iż Afryka ma bogaty potencjał ekonomiczny i surowcowy.

Niemcy – gastarbeiterzy pod łaską CDU

Na początku XX wieku kilkaset tysięcy imigrantów pracowało w niemieckich kopalniach, zaś po II wojnie światowej Niemcy podzielone zostały na Republikę Federalną Niemiec i Niemiecką Republikę Demokratyczną. Po 1949 roku kanclerzem RFN został Konrad Adenauer z centroprawicowej, a nie lewicowej, Unii Chrześcijańsko – Demokratycznej (CDU). W tym okresie Niemcy Zachodnie przeżywały swoisty boom gospodarczy, brakowało rąk do pracy, stąd władze skłonne były do rekrutacji pracowników z całej Europy (głównie Grecji, Włoch, Portugalii i Hiszpanii) celem zaspokojenia coraz większego rozpędu swojej gospodarki państwowej. W latach 1960 – 1966 liczba cudzoziemców w zachodnich Niemczech wzrosła z 279 tys. do 1,3 mln. Wzorem podpisanych porozumień z tymi krajami europejskimi, 30 października 1961 roku rząd Adenauera podpisał dwustronną umowę o rekrutacji pracowników z Turcją, głównie pod naciskiem Stanów Zjednoczonych Ameryki, liczących na zyski amerykańskich firm działających w Europie. Skutkiem tego w samym okresie od 1961 do 1973 roku do pracy w Niemczech zgłosiło się ok. 700 tysięcy Turków, spośród nich wielu zdecydowało się po zakończeniu w 1973 roku umowy niemiecko – tureckiej pozostać w tym kraju pomimo, iż inicjatorzy umowy spodziewali się, że imigranci zarobkowi będą sukcesywnie wracać do swojej ojczyzny po zakończeniu dwuletnich kontraktów (stąd nazywano ich „gastarbeiterami” – czyli pracownikami gościnnymi).

Nabór do pracy powierzono biurom pośrednictwa pracy w Turcji otwartych w tym celu. Niemieckie przedsiębiorstwa płaciły prowizje tureckim władzom za każdego pracownika. Dopiero pod koniec lat 60’ XX zmniejszyła się rotacja siły roboczej. W latach 1966 – 1967 część obcokrajowców przymusowo odesłano do domów, ale powrócili oni niebawem w wyniku poprawy koniunktury w Niemczech. Dopiero kryzys naftowy spowodował radykalną zmianę polityki rządu federalnego – wprowadzono zakaz  masowego składania ofert pracy obcokrajowcom. Ten okres był rekordowy pod względem liczby gastarbeiterów – niecałe 2,6 mln ludzi. Jednak załamanie gospodarki i kolejne lata recesji doprowadziły do spadku tej wartość Pod rządami socjaldemokratów doprowadzono do liberalizacji prawa do pobytu w 1971 roku. Natomiast w przeciągu kilku kolejnych dekad wzrastała liczba cudzoziemców osiedlających się w Niemczech, dziś ok. 28% obcokrajowców mieszkających w RFN stanowią przedstawiciele mniejszości tureckiej, aktualnie około 7,5-8 mln mieszkańców Niemiec nie posiada niemieckiego obywatelstwa.
Pod koniec lat 70′ wielu gastarbeiterów sprowadziło do Niemiec całe swoje rodziny. Ich pozwolenie na pracę i pobyt na czas określony zostały przedłużone wraz z uchwaleniem ustawy o cudzoziemcach w 1965 roku. Także po wstrzymaniu werbunku do pracy w 1973 roku było możliwe łączenie rodzin. W Turcji doszło wówczas po raz trzeci do przewrotu wojskowego. Kto mógł, wywoził swoje dzieci z kraju, w którym sytuacja polityczna była bardzo niepewna. Rząd Helmuta Kohla zachęcał cudzoziemców do powrotu do swoich krajów ojczystych proponując im „premię opcyjną“. W latach 1982-1985 Niemcy opuściło ponad trzysta tysięcy Turków, którzy podczas wyjazdu stracili prawo do ponownego wjazdu na teren RFN. Po zjednoczeniu Niemiec jednak Kohl poparł z automatu plan przyznawania obywatelstwa niemieckiego imigrantom z trzeciej generacji, ponieważ wg niego napływ imigrantów mógł być przyczyną wzrostu dobrobytu Niemiec. Warto pamiętać, że ten okres w związku z połączeniem zachodnich i wschodnich landów był związany ze wzrostem bezrobocia z 15 do 33% we wschodniej części Niemiec, upadkiem wielu zakładów przemysłowych oraz potrzebą pomocy na rozwój gospodarki i modernizację infrastruktury od swoich sąsiadów zza zachodniej miedzy. Przybysze spoza Niemiec mieli bardzo małe wymagania względem zarobków i warunków pracy i życia, stąd stali się najpierw dla centroprawicy, później socjal-demokratów użyteczną, tanią siłą roboczą kosztem ludności niemieckiej.

Francja – imigracja pod oklaskiem Gaullistów

Od XIX wieku już Francja zaczęła wyciągać rękę ku imigrantom. W latach 1876 – 1911 populacja cudzoziemców w kraju znad Loary i Sekwany wzrosła z 876 tysięcy do ponad miliona. W 1924 roku z inicjatywy Komitetu na Rzecz Górnictwa oraz wielkich farmerów z północno – wschodniej Francji powołano „Generalną Agencję dla Imigracji” (na jej czele stanął poseł konserwatywnej Federacji Republikańskiej, Edouard de Warren), ona otwierała biura zatrudnienia w całej Europie dla ludzi. W 1927 roku przeważnie głosami prawicowego Sojuszu Demokratycznych Republikanów (ARD) wprowadzono nowe prawo, pozwalające cudzoziemcom na szybsze uzyskanie obywatelstwa francuskiego. W 1931 roku cudzoziemcy stanowili już ok. 6,6% mieszkańców tego kraju (wówczas Francja posiadała najwyższy wskaźnik imigracyjny na świecie – 515 imigrantów na 100 tysięcy mieszkańców). W 1954 roku we Francji żyło ponad 200 tysięcy algierskich imigrantów, z kolei z początkiem lat 60’ XX wieku do Francji masowo zaczęli przyjeżdżać mieszkańcy Algierii, Maroka i Tunezji, którzy mieli zapewnić tanią siłę roboczą, mogącą podźwignąć francuską gospodarkę na nowo. Byli oni przewożeni na koszt wielkich kompanii przemysłu samochodowego i budowniczego Francji – wysyłano setki ciężarówek, by one przewoziły imigrantów pozaeuropejskich do kraju i umożliwiały uproszczenie rekrutacji do pracy już na miejscu. Od 1962 do 1975 roku niemal 2 mln cudzoziemców przyjechało do Francji, spośród nich 550 tysięcy zostało zatrudnionych przez Krajowy Serwis Informacyjny (ONI) – państwową agencję, kontrolowaną za kulisami przez wielki biznes.

Jeśli chodzi o „prawicowych” sprawców takiego stanu rzeczy, z którym boryka się teraz Francja, nad którą władzę sprawuje socjalista Francois Hollande, to było ich kilku. Byli opisani krótko Edouard de Warren i ARD, następnymi byli – Charles de Gaulle i jego obóz polityczny, Partia Gaullistowska, Unia na Rzecz Demokracji Francuskiej oraz prezydent Francji z lat 1969 – 1974, Georges Pompidou. Konserwatywni liberałowie reprezentujący te partie i obozy posłusznie spełniali żądania francuskich przedsiębiorców poszukujących taniej siły roboczej spoza Europy. Zaś przed swoją śmiercią, do której doszło 2 kwietnia 1974 roku, w 1973 roku Pompidou otwarcie przyznał się, iż na prośbę wielu rodzimych biznesmenów (m.in. Francisa Bouyguesa) otworzył granice Francji dla rzesz imigrantów potrzebnych dla kapitału jako tania siła robocza. On poczynił ten ruch przede wszystkim w celu wywarcia oddolnego nacisku na zarobki francuskich robotników, redukcji ich potencjału protestacyjnego oraz osłabienia jedności w potencjalnej walce o prawa pracownicze. Sam prezydent skwitował to słowami, iż wielcy bossowie zawsze chcą więcej zysków z pracy. Na ciekawostkę zasługuje fakt, iż przeciwko otwieraniu granic dla imigrantów i w imię obrony rdzennej warstwy pracowniczej od 1974 do 1981 roku protestowały Francuska Partia Komunistyczna (jej lider z lat 1972 – 1994, Georges Marchais, uznawał imigrację za konsekwencję kapitalizmu i imperializmu) oraz Francuski Związek Handlowy (CGT) uważając, iż to doprowadzi do pogłębienia kryzysu gospodarczego wówczas panującego we Francji poprzez powiększanie się bezrobocia wśród rdzennych Francuzów oraz stopniowe obniżanie pensji za wykonaną pracę. To bardzo dobrze w swoim tekście wyłożył de Benoist: „Podczas przestrzegania dumpingu socjalnego, wykreowany zostaje zatem „nisko-kosztowy” rynek pracy pełen „pozbawionych dokumentów” i „nisko wykwalifikowanych”, funkcjonujących jako prowizorka „gniazda wszystkich branż”. Tak więc wielki biznes wyciągnął rękę ku skrajnej lewicy, najpierw celując w demontaż państwa socjalnego, uznanego za zbyt kosztowne, a później zabijając państwo narodowe, uznane za zbyt archaiczne.”

Imigranci – potencjalny rezerwuar kapitału nad Wisłą

Bardzo dobrze powyższe przykłady zobrazowały korelację masowej imigracji z kapitalizmem. Tu warto wskazać na skalę tejże armii rezerwowej na przykładzie Polski. Pewna gazeta stojąca teraz na skraju przepaści oświadczała wszem i wobec, że Polska potrzebuje rocznie ponad 140 tysięcy imigrantów. Prof. Kazimierz Fieske, dyrektor Instytutu Pracy i Spraw Socjalnych, wskazał, iż bez większego zastanowienia, nie biorąc pod uwagę czy imigranci nie odbierają Polakom pracy albo nie wpływają na zaniżanie wynagrodzeń, do Polski co roku przyjeżdża 450 tysięcy pracowników z Ukrainy oraz osoby innych narodowości przebywające nielegalnie. Wskutek fali migracji ze wschodu (Ukraińcy, Czeczeni, Wietnamczycy etc.) i wejścia w życie nowej ustawy o cudzoziemcach, która ułatwiła pracodawcom staranie o pracowników czasowych zza granicy, którym można zapłacić o wiele mniej niż polskim pracownikom. Państwowa Inspekcja Pracy stwierdziła liczne przypadki nielegalnego zatrudniania, zmuszania do pracy po godzinach oraz łamania praw pracowniczych.

Na początku września 2015 roku neoliberalny reformator, Leszek Balcerowicz (związany z centroprawicową Unią Wolności), powiedział, iż nieprzyjmowanie imigrantów będzie związane ze wzrostem bezrobocia i spadkiem wzrostu gospodarczego. W sierpniu przeprowadzono sondę wśród pracodawców, na ich podstawie stwierdzono, iż blisko 2/3 z nich nie widzi problemu w zatrudnianiu pracowników z obcego kręgu kulturowego, zaś 12% z nich chce u siebie zatrudnić imigrantów. W listopadzie minionego roku natomiast Stanisław Gomułka z Business Centre Club stwierdził, że w związku z zachodzącym procesem starzenia się społeczeństwa jak najszybciej w życie musi zostać wprowadzone sprowadzanie „uchodźców ekonomicznych” do Polski. Powiedział, że „Polska może przyjmie kilkanaście tysięcy uchodźców. To za mało. Potrzebujemy 2 mln.”. Wg bankstera Polska powinna przyjmować od 100 do 200 tysięcy imigrantów rocznie po to, by zminimalizować straty wynikające z emigracji Polaków za chlebem do zachodniej Europy. Główny ekonomista Plus Banku i członek Forum Obywatelskiego Rozwoju, Wiktor Wojciechowski, stwierdził, że „W obecnej sytuacji geopolitycznej dyskusja o imigrantach jest kontrowersyjna, ale z ekonomicznego punktu widzenia jest nie do uniknięcia. W Polsce będzie coraz większa liczba osób, które trzeba będzie utrzymać z podatków nakładanych na kurczącą się liczbę osób, które te podatki odprowadzają do budżetu”.

„Liberalna prawica broni masowej imigracji i zglobalizowanego społeczeństwa, w celu pozyskania taniej siły roboczej. To właśnie tą prawicę kolejne pokolenia narodowych rewolucjonistów zwalczały bezkompromisowo, uznając ją za wroga narodu i ludu. Liberalna prawica nie jest patriotyczna, jej ojczyzną jest pieniądz; prawica nie wierzy w tradycyjną rodzinę, wierzy w merkantylne „wartości rodzinne” a jej antykomunizm jest jedynie logiczną reakcją w obronie swoich interesów ekonomicznych. Nienawiść prawicy do narodowych rewolucjonistów jest nienawiścią do tych, których nie może wykorzystać i kontrolować.” Słowa lidera Ruchu Społeczno – Republikańskiego i twórcy wydawnictwa „Ecidiones Fides” Juana Antonio Lloparta też nie tracą na aktualności. Kryzys imigracyjny, który teraz następuje, stanowi nic innego jak wypadkową wcześniejszych procesów politycznych, gospodarczych i militarnych, o których wiele już napisano. Każda strona demoliberalnego systemu, tak z lewicy, jak i prawicy odpowiada za dzisiejszy napływ imigrantów do Europy. Wbrew obiegowym opiniom „ekspertów” z salonowych mediów czy obecnej władzy Polska powinna prowadzić własną i twardą politykę imigracyjną celem ochrony polskiego pracownika przed napływem taniej siły roboczej spoza Europy, której wystarczą niskie płace oraz gorsze od nas warunki pracy. Faworyzowanie imigrantów na dłuższą metę może zakończyć się osłabianiem pozycji rodzimych pracowników, złudnym zaspokajaniem rynku pracy, rozbijaniem relacji społecznych oraz prowadzeniem polityki wymiennej na zasadzie zastępowania rodzimego pracownika zagranicznym (nie biorąc pod uwagę, iż napływ taniej siły roboczej z Afryki i Azji pozbawiał te kontynenty najbardziej doświadczonych pracowników).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.