Trzecia Droga

Portal Nacjonalistyczny

AMDG: Przeciw komu walczy polski nacjonalizm?

16 maja 2015 roku, w Krakowie odbył się marsz w obronie tradycyjnej rodziny, w którym miałem przyjemność uczestniczyć. Prawie tydzień jaki upłynął od tej daty to dobra sposobność by dokonać parę podsumowań i zaznaczyć kilka swoich refleksji na ten temat. Szerokie jak nigdy dotąd porozumienie środowisk narodowych, umiejętnie poprowadzona promocja i oprawa tego wydarzenia sprawiły, że (pomimo nie najlepszej frekwencji) możemy je zaliczyć do grona odniesionych już przez nas sukcesów. Sukcesu, którego nie były w stanie zniszczyć nawet specjalne autobusy dowożące zboczeńców zza granicy, szemrani sponsorzy, czy też agresywna milicja, która wykonując polecenia swoich politycznych mocodawców robiła wszystko by w nas uderzyć i rozwiązać zgromadzenie. Nic z tego, w końcu „idziemy dalej, a pies przy nodze”, i tak po Krakowie daleko w miejską przestrzeń, niosły się okrzyki ludzi: młodych i starszych, pracujących i uczniów, rodziców i ich dzieci, ludzi dumnych i świadomych. Dumnych z tego kim są i jednocześnie świadomych tego co trzeba zrobić, tego że czasem trzeba wziąć sprawy w swoje ręce, by ochronić to co decyduje o ich istnieniu i składa się na ich tożsamość. Jednak nie o tym chciałem teraz pisać.  Pedalski spęd, który w ogóle nie doszedłby do skutku, gdyby nie protekcja sponsorów i  rozciągnięty parasol bezpieczeństwa, pokazał że w Polsce idea lewicowa mająca twarz pałowanego Biedronia zbankrutowała. Jeszcze nigdy, zwykli mieszkańcy nie mieli tak bardzo gdzieś wznoszonych przez nich postulatów, wytykając jednocześnie ich palcami, mówiąc do nich z pobłażaniem: „dziwolągi”. Lewica nie jest już naszym wrogiem, bo najzwyczajniej w świecie przestała na to zasługiwać. Za każdym razem, wystarczająco niszczą ją i pogrążają sami jej działacze. Zostawmy ich samych sobie w swoich norach i nie pozwólmy się im podnieść. Póki co, klęcząc nie mogą nic nam zrobić.

Świat w którym żyjemy, mimo tego że jest już szalenie rozwinięty to i tak podlega on nadal nieustannym przemianom. Zmienia się wszystko: rzeczywistość w której żyjemy, społeczeństwo które tworzymy i wyzwania na przeciw których stajemy. Nie możemy chować głowy w piasek. Wychodząc im naprzeciw,  to właśnie do nich powinniśmy dostosowywać swoje działania. W myśl zasady: „Opozycja, Propozycja, Akcja” europejskie ruchy narodowo radykalne muszą stać się pierwszą linią obrony przed demoliberalizmem, bastionem dla obywateli szukających przed nim schronienia. Powinniśmy działać tak, by jak najczęściej obserwować otaczającą nas rzeczywistość i na jej podstawie sprawnie  przygotowywać odpowiedzi na codzienne problemy dotykające naszych Rodaków. Stąd wynika moje przekonanie, że w pierwszej kolejności polski nacjonalizm powinien wziąć właśnie na swój cel, System zniewolenia w naszym kraju i stanowczo wystąpić przeciwko partiom politycznych prostytutek, systemowi rządzenia opartemu na pieniądzach i powiązaniach, a także zgniliźnie moralnej i duchowej obecnych „elit” stanowiących najbardziej złowieszczy symbol upadku naszych czasów. Banał? Całkiem możliwe. Jednak to wciąż nie dla każdego jest takie oczywiste. Nadal coś, co stanowi istotę naszego ruchu, jest gwarantem jego rewolucyjnego charakteru i radykalizmu, bywa wstydliwie przemilczane lub pomijane. Najwyższy czas to zmienić. Trzeba przestać opowiadać innym bajki, że System w Polsce da się zmienić lub zreformować grając według jego zasad. Jedyne co można z nim zrobić to rozsadzić go tak, jak robi się to ze zniszczonymi budynkami. Droga do tego jest tylko jedna, a jest nią narodowa rewolucja. Nie wiedzie ona przez kartki do głosowania i programy w Polsacie tylko przez konkretną i realną pracę u podstaw. Należy wyjść bezpośrednio do ludzi, dając im do ręki narzędzia niezbędne do kształtowania otaczającej ich rzeczywistości. Tworząc dla nich alternatywę w każdym możliwym aspekcie życia codziennego, stworzymy swoiste państwo w państwie, które umożliwi nam realizacje naszych idei, a w szerszej perspektywie także zwycięstwo.

Nie tylko czynniki lokalne, będące  problemem naszym i naszej Ojczyzny, mają wpływ na życie i kondycje polskiego Narodu, posiadają go także te o zasięgu globalnym, które stanowią jednocześnie poważne zagrożenie dla innych krajów Europy. Należy do nich między innymi Unia Europejska. Powstała 7 lutego 1992 roku miała być instrumentem umożliwiającym zaistnienie trwałego pokoju. Zamiast tego stała się skorumpowanym i patologicznie zbiurokratyzowanym organizmem, uzależniającym od siebie słabsze państwa mieszczące się na kontynencie. Ustanawiając w nich swoje ekspozytury, zyskała w ten sposób dość liczne grono pochlebców, lizusów czy zwyczajnych debili, zawsze gotowych na to by spełnić polecenia swoich panów zasiadających na brukselskich stołkach. My, narodowi radykałowie uważamy, że sprawy z nią związane zaszły już za daleko i Unii jako struktury zreformować się po prostu nie da. Można ją tylko zniszczyć, a pozostałe po niej ślady wypalić do gołej ziemi. Nacjonalizm występuje przeciwko Unii Europejskiej, nie dlatego że szasta ona naszymi pieniędzmi na prawo i lewo promując przy tym jakieś pseudonaukowe brednie i dziwaczne teorie. To tylko slogany, zwyczajne tematy zastępcze odwracające naszą uwagę od jej prawdziwego celu. Unia od samego początku miała doprowadzić do zatarcia granic i w konsekwencji zniszczenia państw narodowych na Starym Kontynencie. Przerodziła się ona w projekt superpaństwa tylko po to, by rząd Stanów Zjednoczonych, mógł doić Europę i używać jej jako swojej kolonii, jak to już nieraz bywało w czasach tak zwanej Zimnej Wojny. Choć „kaliber” tego wroga niektórych z nas może rzeczywiście przerażać to ja uważam, że walka z nią jak najbardziej leży w zasięgu naszych możliwości. Oczywiście, że pomocna w tym będzie wiedza i uświadamianie, jednak pierwsze skrzypce będzie grała aktywizacja zwykłych ludzi poprzez zaszczepienie im postawy „obywatelskiego nieposłuszeństwa” względem jej komunikatów, zakazów, regulacji i praw. Patrząc na ich absurdalność, nie powinno być to trudne czy zbytnio wymagające. A przyniesie to nam jej częściowe osłabienie, co w sprzyjającej sytuacji międzynarodowej może przyczynić się do jej rozpadu.

Kto wie, ile jeszcze zostało nam czasu do działania? Kto wie ile jeszcze szans mamy do wykorzystania? Może to właśnie narodowa rewolucja puka teraz do naszych drzwi? Teraz rzeczywiście mówimy o niej jako o zwykłej abstrakcji, ale co będzie za 10, 20 lat? Bez wątpienia ciąży na nas wielka odpowiedzialność. Nasi ideowi poprzednicy, patrzą na nas z Nieba i oceniają naszą aktywność i to w jaki sposób opiekujemy sie dziedzictwem jakie nam zostawili. Musimy pamiętać, że tylko świadomy swoich celów, a także mądry i rozsądny w planowaniu swoich działań nacjonalizm, jest w stanie przeciwstawić się demoliberalizmowi. Aktywizujmy siebie i swoich kolegów. Pamiętajmy o swoich prawdziwych wrogach. Bądźmy radykalni i bezkompromisowi. Konsekwentnie dążmy do celu nie oglądając się po drodze na innych. Walka aż do zwycięstwa!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.