Portal 3droga.pl

Portal Nacjonalistyczny

Adam Busse: Imperium, gdy powstanie, to tylko z naszej pracy!

Za nami 86. rocznica powstania Obozu Narodowo-Radykalnego. Organizacji, na której samo wspomnienie natychmiast jak stado hien na żer zlatuje się niemal jednolity front przeciwników idei narodowej, narodowo-radykalnej, narodowo-rewolucyjnej i tradycjonalistycznej. Z jednej strony – szeroko rozumiana lewica, zarówno ta spod znaku Czerwonego Sztandaru, Żelaznych Strzał oraz dawnej, partyjnej legitymacji PZPR, jak i ta spod znaku Tęczowej Flagi Tolerancji, tzw. „cipkomaryjek”, wieszaków oraz sojowej kawy z korporacji. Z drugiej strony – hierarchia wyższa Kościoła Katolickiego, która potępia nacjonalizm i z uporem maniaka nieudolnie go przeciwstawia patriotyzmowi, a jednocześnie nie jest w stanie poradzić sobie z ujawnianymi nadużyciami części kleru (tj. problem pedofilii, molestowań seksualnych, nadmiernego zbytku materialnego i bogacenia się, spadku liczby wiernych, odchodzenia młodzieży od Kościoła). Z trzeciej strony – systemowa, liberalna prawica atakująca antykapitalizm i antyliberalizm ONR, oraz wynikającą z tych pryncypiów ideowych konieczność walki z wyzyskiem ludzi pracy i eksmisjami na bruk, a także wsparcia i samopomocy dla potrzebujących rodaków. Z czwartej – ludzie nauki (nie wszyscy, by nie generalizować oczywiście!) utożsamiający narodowy radykalizm i jego Organizacje okresu Międzywojnia i II wojny światowej z włoskim faszyzmem oraz niemieckim narodowym socjalizmem, co w przypadku drugiego porównania jest pluciem na groby tysięcy członków ONR, żołnierzy i konspiratorów Związku Jaszczurczego, Konfederacji Narodu, Uderzeniowych Batalionów Kadrowych oraz Narodowych Sił Zbrojnych, poległych w boju i pomordowanych przez niemieckiego okupanta. Odpowiedzią niech będą słowa mojego ulubionego bohatera sienkiewiczowskiej „Trylogii”, Wołodyjowskiego: Nic to! Nie ma co się przejmować opiniami domorosłych znawców, liberałów i skrajnych lewaków. Dla nas, polskich nacjonalistów, rówieśnicy z Pokolenia’34 roku są bohaterami, którzy włożyli sporą pracę na każdej płaszczyźnie Rewolucji Myślenia, Rewolucji Działania i Rewolucji Jutra. Bohaterami Czasu Próby, którzy pośród mroków II wojny światowej, niemieckiej i sowieckiej okupacji Polski składali obfitą daninę krwi w walce o Niepodległość.

Patrząc na całościowy dorobek naszych ideowych przodków, pokuszę się o refleksję, w której warto będzie zastanowić się nad istotą środków do realizacji Idei, a także krytycznie spojrzeć na górnolotne tendencje w naszym środowisku. Zacznę od tytułu tekstu. Jest on parafrazą jednego z moich ulubionych wierszy Andrzeja Trzebińskiego, kończącego się słowami Imperium, gdy powstanie, to tylko z naszej krwi! Słowami zagrzewającymi do walki, boju, heroicznego poświęcenia i złożenia wszystkich ofiar w imię walki o Wielką Polskę, włącznie z ofiarą swojego życia. Pozwolę na chwilowy skok w bok, by później zawrzeć istotę tematu. Nie jestem człowiekiem typu ciągłego „realisty” i „kalkulatora” patrzącego na życie jedynie przez bilans zysków i strat. Jestem romantykiem, wręcz romantycznym idealistą, stąd kocham i staram się sam tworzyć poezję o charakterze romantycznym, patriotycznym, a nierzadko – bojowym. Nie patrzę bez podziwu i uczucia wzruszenia serca na ofiarę złożoną w walce o niepodległość Polski przez narodowych radykałów i ich niezłomną postawę w obliczu represji ze strony władzy sanacyjnej, później niemieckich i sowieckich okupantów, a po 1945 r. – przyniesionej na bagnetach Armii Czerwonej i NKWD „władzy ludowej”. Z podobnym uczuciem, honorem i szacunkiem patrzę na włoską młodzież narodową okresu Lat Ołowiu, francuskich rewolucjonistów spod znaku Czarnych Szczurów, walczących nieraz pięściami i bronią z komunistycznymi i lewackimi bojówkami na uniwersytetach Lyonu, Sorbony i Nicei od 1968 r., jak również przykłady młodzieńczego idealizmu w walce o wolność narodową spoza Europy: m.in. palestyński ruch oporu przeciw izraelskiej okupacji, kareńscy powstańcy prowadzący z birmańskim rządem najdłuższą wojnę partyzancką od zakończenia II wojny światowej, wojnę o Kraj Karenów, oraz ochotnicy arabscy i palestyńscy walczący w obronie chrześcijaństwa na Bliskim Wschodzie przeciw terrorystom z ISIS. Ich walka, wiara w swoje ideały oraz wolność narodową, zasługują na szacunek i uznanie.

Przenieśmy się jednak do kraju naszych rozważań, do Polski. Dzisiaj żyjemy w kraju, w którym nie ma stanu wojny ani nie toczy się wojna konwencjonalna, która siłą rzeczy musi powodować ofiary wśród ludzi. Patrząc z perspektywy czasu uważam, że czasy, kiedy przelana krew wznosiła pomnik Idei od fundamentów, odeszły do lamusa. Nie zrozumcie mnie źle, nie jestem pacyfistą, ani tym bardziej apologetą III RP. Wręcz przeciwnie, III RP uważam za atrapę państwa polskiego, opartą na dzikim systemie kapitalistycznym, partiokracji, stopniowym ograniczaniu praw i swobód obywatelskich, antagonizowaniu Narodu podług preferencji politycznych współrządzącego duetu PO-PiS, wątpliwej wartości polityce zagranicznej i geopolityce, opartej na zależności od Stanów Zjednoczonych i Izraela oraz przynależności do wątpliwej jakości struktur ponadnarodowych takich jak Unia Europejska i NATO. Obecnie mało kto na polskich ulicach jest zabijany z powodu poglądów politycznych, odstających od demoliberalnych paradygmatów. Mówię tu o śmierci fizycznej, nie formach represji politycznych, stosowanych przez reżim wobec nacjonalistów na przestrzeni lat. Chodzi mi jedynie o kwestię myślenia i spojrzenia na priorytety. Co jest naszym celem? Wielka Polska. Państwo narodowe. Ustrój narodowy. Jasne. Jakie są natomiast środki do tego wielkiego celu? Moim zdaniem ostatnią rzeczą, jakiej potrzebuje narodowy radykalizm XXI wieku, jest potrzeba fizycznej śmierci i miana męczenników za Sprawę. Kluczową rzeczą, będącą wielowektorowym środkiem do celu, jest nie tyle walka zbrojna (choć w Chwili Próby będzie jedną ze wskazanych form), ale codzienna praca organiczna prowadzona w Narodzie. Praca prowadzona różnymi środkami, wedle indywidualnych umiejętności, predyspozycji i talentów nacjonalistów. Dla jednych to będzie szeroko rozumiana praca intelektualna i formacyjna, czyli publicystyka i felietonistyka. Dla drugich – sztuka: proza, poezja, literatura, beletrystyka, malarstwo, rzeźbiarstwo, kinematografia, komiksy i muzyka. Dla trzecich – organizacja pracy na poziomie lokalnych społeczności i w „czwartym sektorze”. Dla czwartych – działalność wydawnicza. Dla piątych – grafika i projektowanie. Dla szóstych – organizowanie wydarzeń, prelekcji, konferencji i wykładów prezentujących narodowe spojrzenie na różne zagadnienia. Dla siódmych – organizacja i koordynacja pracy charytatywnej dla potrzebujących rodaków. Dla ósmych – aktywność na uniwersytetach i uczelniach wyższych. Środków i płaszczyzn do możliwości promocji nacjonalizmu i wychodzenia z nim do szarego, przeciętnego Kowalskiego (czy mówiąc bardziej popularnie Janusza i Grażyny), jest sporo i to warto skutecznie wykorzystywać. Jednym z celów działalności jest wychodzenie z kumatego, subkulturowego getta, które z perspektywy czasu jest czynnikiem hamującym niż dodatnim dla polskiego nacjonalizmu. Nacjonaliści mogą skupiać się i doskonalić w jednej dziedzinie pracy narodowej, jak i poszerzać swoje umiejętności bądź uczyć w drugiej. Nacjonalizm jest ideologią mającą charakter wszechstronny, nie ogranicza się do jednej sfery życia, jako ideologia rewolucyjna ma za zadanie przebudowę na nowo Narodu Polskiego. Poczynając od Rewolucji Myślenia, poprzez Rewolucję Działania, do Rewolucji Jutra.

Praca codzienna, aktywność i formacja od ulicy po Internet są potrzebne Narodowi szczególnie teraz. Widzimy wypalającą się i skonsumowaną przez rząd modę na patriotyzm wśród polskiej młodzieży, przebrzmiewającą co najmniej trzy razy do roku: na Marszu Niepodległości oraz rocznicach Powstania Warszawskiego i Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Na pochodach zboczeńców seksualnych, czarnych protestach, blokadach uniwersytetów w obronie przed „faszyzmem” i innych et consortes wydarzeniach jest coraz więcej młodych ludzi. W popkulturze (co widać na przykładzie Netflixa) święci triumfy lewicowo-liberalna narracja, przesycona brakiem Wartości. Media głównego nurtu od dawna przestały pełnić informacyjną misję, tylko są zajęte szczuciem jednych na drugich w ramach duopolu PO-PiS. Wiara jest raz po raz spychana z życia publicznego oraz ograniczana jedynie do domowych czterech ścian i kościelnych naw, przy jednoznacznie antykatolickiej agresji ze strony podburzanej przez lewicę i liberałów (coraz bardziej rozzuchwalonej biernością władz Kościoła) części społeczeństwa. Ma miejsce kryzys męskości i kobiecości w dzisiejszym świecie. Postępuje w najlepsze ojkofobia, czyli uczucie nienawiści do własnej historii, kultury, etosu, tradycji i tożsamości kształtujących polską, łacińską oraz europejską (europejską nie w rozumieniu antykultury Unii Europejskiej) cywilizację. Wydaje się wielu „mądrym głowom” z prawicy, że stoimy na przegranych pozycjach, na ostatnich barykadach umierającej duchowo Polski i Europy, i naszym przeznaczeniem jest zginąć. Może i jest w tym garść prawdy. Ale nacjonalizm, w przeciwieństwie do kapitulującej prawicy, to ideologia walki. Walki do końca. Walki rozumianej per se nie tyle jako walkę konwencjonalną (ku której warunków obecnie na szczęście nie ma), ale przede wszystkim walki cywilizacyjnej, metapolitycznej, intelektualnej, kulturalnej, społecznej i duchowej.

Rewolucja myślenia i rewolucja działania – oto droga, po której dążymy. I choć nie posiadamy jeszcze pełnej odpowiedzi na wszystkie zapytania, które sobie stawiamy, to wiemy, że braki nasze uzupełniamy łatwiej. Dzieci okresu burzy uczą się szybciej. Dalecy od awanturnictwa politycznego, łączyć umiemy chłodną myśl z gorącą wodą.

Niech słowa Jana Mosdorfa pozostaną drogowskazem codziennego samorozwoju, formacji i pracy dla Narodu.

Oprawa graficzna: Resistance Arts

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.