Portal 3droga.pl

Portal Nacjonalistyczny

Igor Grzyb: I my uwierzyliśmy miłości! – o Arcybiskupie Lefebvre

Arcybiskup Lefebvre, Lefebvre

Dzisiaj mija 30 rocznica śmierci osoby, można by rzec, skandalisty. Jednego z największych skandalistów Kościoła w najnowszej historii. Do osoby Arcybiskupa Marcela Lefebvre nie sposób mieć stosunek neutralny, jeżeli zna się choćby trochę historię i magisterium Mistycznego Ciała Chrystusa. Jedni uważają go za zdrajcę, schizmatyka, inni zaś za świętego, bezkrwawego męczennika ortodoksji.

Autor, jako wierny założonego przez Arcybiskupa zgromadzenia, zalicza się zdecydowanie do tych drugich. Jednocześnie jestem przekonany, iż Bractwo Kapłańskie św. Piusa X jest dziełem Bożym.

A więc, dlaczego Arcybiskup stał się tak rozpoznawalny? Dlaczego tak emocjonuje? Odpowiedź jest banalna: stał się znany z racji na obronę starej Mszy świętej, konsekrację biskupów w 1988 roku oraz odrzucanie większości reform II soboru watykańskiego.

Rzeczywiście, to były czyny, które stały się głównymi filarami sławy Arcybiskupa. Pamiętać należy jednak, iż radykalizm i głębokie przeświadczenie o słuszności wyznawanych poglądów nie bierze się znikąd. Człowiek nie wstaje z łóżka napełniony jakąś niesamowitą energią i nie mówi: „idę walczyć o te poglądy”. Nie. Podobnie jak w przypadku św. Maksymiliana Marii Kolbego, którego działalność i świętość spłyca się do, jakże chwalebnego i heroicznego, aktu ofiarowania własnego życia za współwięźnia, a zapomina się, iż przecież św. Maksymilian w ciągu swego życia odbył kilka podróży misyjnych, założył największy klasztor na świecie, wydawał pismo o wielkim nakładzie, walczył czynnie o dusze, szczególnie o dusze masonów i żydów, tak też zapomina się o wcześniejszych dokonaniach Abpa Lefebvre.

Na początku zaznaczyć należy, iż otrzymał on prawdziwie katolicką formację. Jego ojciec – René – przeczuwając nadchodzący kryzys kapłaństwa, wysłał młodego Marcela do nauki w Seminarium Francuskim w Rzymie. Tam poznaje naukę o społecznym panowaniu Pana Jezusa, która stała się fundamentem jego dalszego życia.

Marcel Lefebvre w ciągu całego życia szerzył społeczne panowanie naszego Pana. Robił to jako kapłan diecezjalny, robił to w trakcie misji w Afryce, robił to jako ordynariusz Dakaru i delegat Ojca Świętego na Afrykę francuskojęzyczną.

Panowanie oparte na miłości – miłości prawdziwej! Nie dziwi więc fakt, iż wybrał on na swą biskupią dewizę słowa „I my uwierzyliśmy miłości”. Arcybiskup całe życie poświęcił miłości. Dobrze opisuje to ks. Karol Stehlin FSSPX w cyklu wykładów z prowadzonych przez siebie rekolekcji ignacjańskich, który można znaleźć na kanale YouTube Bractwa św. Piusa X.

Abp Lefebvre przez cały swój pobyt w Afryce robił to wszystko, co robił każdy inny misjonarz – nawracał, udzielał chrztów, odprawiał Msze, pomagał ubogim i chorym. Wszystko to było powodowane katolicką miłością do dusz, bowiem wszystka działalność Kościoła, nawet ta charytatywna, ukierunkowana jest na udzielanie sakramentów i zbawienie człowieka. Nie dziwi więc wielki smutek tego doświadczonego misjonarza, gdy ujrzał, co stało się z misjami świętymi po II soborze watykańskim – już nie nawracanie i głoszenie prawdy było celem, ale akcje humanitarne stały się celem samym w sobie.

Jeszcze będąc w Afryce, Arcybiskup miał bardzo silne pragnienie przeciwstawienia się, coraz bardziej widocznemu, kryzysowi kapłaństwa. Podkreślić należy, iż założył Bractwo św. Piusa X tylko dlatego, że klerycy sami się do niego zgłosili – nie była to jego własna inicjatywa, zdał się na znaki Bożej Opatrzności.

Jak sam zapewniał, Bractwo było tylko kontynuacją jego, ale nie tylko jego, bowiem wszystkich katolickich kapłanów przed II soborem watykańskim, normalnej działalności: „Prowadzę działalność zupełnie podobną do tej, którą prowadziłem przez 30 lat […] Czy to, co robiłem przez 30 lat mogło też podlegać pod suspendę a divinis? Wydaje mi się, że przeciwnie, gdybym wtedy kształcił seminarzystów, tak jak to się teraz dzieje w nowych seminariach, byłbym ekskomunikowany; jeżeli nauczałbym wówczas na lekcji religii tego, co uczy się współcześnie na lekcjach katechizmu, byłbym ogłoszony heretykiem.”

Niektórzy twierdzą, iż Arcybiskup zajmował się li tylko atakowaniem postanowień II soboru na Watykanie, jednak jest to całkowity błąd. Wystarczy otworzyć którekolwiek z jego rozlicznych kazań, konferencji, by przekonać się, iż zawsze naucza czegoś, co jest bardziej pożyteczne dla ducha niż sucha krytyka pewnych nadużyć. Wystarczy zacytować tu jego konferencję z seminarium w Ećone, by przekonać się o tym, iż uświęcenie własne, członków Bractwa i wszystkich ludzi było dla niego rzeczą bardzo poważną, rzeczą, dla której właściwie Chrystus Pan ustanowił kapłaństwo: „Dawniej sądziliście, że dyskutując z kimś, uda się wam go przekonać, ponieważ byliście pewni, iż posiadacie prawdę. […] I często nie udawało się to, bądź udawało się z trudem. A dlaczego? Otóż, by naprawdę nawracać dusze na wiarę katolicką lub by wiara letnia stawała się żywa, żarliwa, potrzeba łaski Bożej, którą wyprosicie tylko przez modlitwę, poświęcenie, umartwienie, przez świętość przeżywaną autentycznie” (cytat za „Kapłańska Świętość”; wyd. Te Deum).

Niezaprzeczalnym faktem jest trwający obecnie kryzys Kościoła. Klarowność, z jaką widział Arcybiskup nadchodzące ciemne chmury, jest wprost uderzająca. Chyba nikt inny nie spodziewał się tego co nastąpi po soborze, a na pewno nikt inny, z wyjątkiem bpa de Castro Mayer, nie podjął skutecznego i długofalowego oporu wobec nieuchronnego kataklizmu.

Nie tak dawno temu przecież ten kryzys wydawał się być odległy, obecny gdzieś na zachodzie, nieobejmujący polskiego Kościoła. A jednak, szczególnie ostatni rok pokazał nam, jak w krótkim czasie katolicyzm kulturowy może upaść, jak liberalni „katolicy” stają się jawnymi odszczepieńcami, jak duchowieństwo samo odebrało wiernym to, co najcenniejsze – wolny udział w Mszy św. Wychodzą również na wierzch problemy kadrowe niektórych diecezji, nadciąga widmo kasaty części seminariów, łączenia parafii.

Wierni katolicy w tych czasach znajdują ucieczkę właśnie w postawie Arcybiskupa. Jak niegdyś francuski episkopat spoufalać się zaczął z komunistami i li tylko jeden biskup – Arcybiskup Lefebvre – miał śmiałość wołać i przypominać Francuzom, że mają religię i że ta religia potępia czerwony reżim, tak teraz, na nowo, coraz większe rzesze ludzi z całego świata, a ku wielkiej mojej uciesze również Polaków, zaczynają zwracać uwagę na ponadczasową mądrość Misjonarza z Dakaru.

Jestem w stanie zaryzykować tezę, iż Pan Bóg prawdziwie błogosławi Bractwu św. Piusa X. Wystarczy wspomnieć o nowych inwestycjach tego zgromadzenia takich jak budowa nowych kościołów w Polsce, albo też budowa kościoła NMP Niepokalanej w St. Mary’s w USA, który będzie największą świątynią należącą do piusowców.

Poza rozwojem pod kątem nieruchomości, jeszcze bardziej cieszy rozwój Bractwa jako żywego organizmu – żywej gałęzi Kościoła. Najsampierw należy tu wspomnieć o powołaniach, bowiem duchowni posiadają najpełniej władzę nad Mistycznym Ciałem Pana Jezusa. A więc, seminarium Bractwa w Dillwyn rok temu przyjęło dziewiętnastu seminarzystów na I rok studiów. W seminarium diecezji Richmond, na której terenie znajduje się Dillwyn, uczy się obecnie ogółem dwudziestu trzech kleryków. Oczywiście można tutaj podnosić zarzut, iż do seminarium piusowców przyjeżdżają młodzi mężczyźni z całego dystryktu Stanów Zjednoczonych, jednak pozwólmy sobie spojrzeć na dane statystyczne z 2014 roku… W tym czasie Bractwo w USA posiadało jedynie 20 przeoratów, 103 kaplice i około 25 000 wiernych; sama tylko diecezja Richmond dysponowała w tym czasie 149 parafiami i prawie 250 000 wiernych. Jestem więc przekonany, że gdyby Bractwo posiadało możliwości takie, jakie posiada wspomniana diecezja, zostałyby wzbudzone liczniej święte powołania.

Poza założeniem piusowców, Arcybiskup zawsze bardzo chętnie współpracował z zakonnikami i zakonnicami chcącymi pozostać wiernymi swym tradycyjnym regułom. Do zakonów, które zostały zachowane w swej niezmienionej formie i które współpracują z Bractwem św. Piusa X, należy zaliczyć dominikanów i dominikanki, karmelitanki, kapucynów, benedyktynów i benedyktynki, bazylianki oraz studytki. Przy Bractwie powstało też kilka nowych, prawdziwie żywych stowarzyszeń życia apostolskiego i zgromadzeń zakonnych: Bractwo Kapłańskie św. Hieromęczennika Jozafata i Bractwo św. Jana Poprzednika Pańskiego (są to zgromadzenia integrystyczne greckokatolickie), Bractwo Przemienienia Pańskiego, Służebnice Wieczernika. Bogu dziękować, cieszą się one wszystkie nowymi powołaniami i gorliwością swych członków. Jednocześnie fakt trwania w ścisłej współpracy z Bractwem tak licznych zewnętrznych podmiotów zadaje kłam przeświadczeniu wielu osób nieprzychylnie do piusowców nastawionych, iżby to oni tworzyli swego rodzaju sektę.

Kościoła nie tworzą naturalnie sami duchowni, ale, wespół z nimi, ludzie świeccy. Najpierwszą szkołą świętości i podstawową komórką społeczną jest rodzina. Oczywiście na pewno wśród zwykłych katolików, którzy nie znają Tradycji, świętych rodzin jest bardzo wiele, ale z własnego doświadczenia mogę stwierdzić, iż poznanie Tradycji oraz aktywne doń przylgnięcie w pewien sposób cementuje i nadaje nowego kolorytu rodzinie. Nie ma statystyk mierzących poziom świętości, więc posługiwać się tu będę własnymi obserwacjami. Małżeństwa związane z Bractwem oraz całym ruchem integrystycznym decydują się częściej na posiadanie licznego potomstwa, co na pewno sprzyja praktyce cnót wśród dzieci, a także kształtuje w nich ducha odpowiedzialności i solidarności wobec bliźniego. Takie, wielodzietne często, rodziny potrafią przemierzać wiele kilometrów, by dotrzeć na niedzielną Mszę św., by skorzystać z sakramentów. Ks. Karol Stehlin opowiadał kiedyś o amerykańskiej rodzinie, która do kaplicy jedzie 6 godzin w jedną stronę! Takie wyprawy posiadają wielką wartość integracyjną, a jednocześnie wskazują młodym, iż to, gdzie jadą, warte jest najwyższego poświęcenia. Ks. Bp Bernard Tissier de Malerais, biskup pomocniczy Bractwa, zauważa: „Wiele powołanych przychodzi do nas z rodzin prawdziwie katolickich, wielodzietnych, które Dobry Pan wybrał dla wydania powołań. To wielka nadzieja dla Kościoła”. Również sam Arcybiskup Lefebvre, w krótkich słowach, wyjaśnia, dlaczego Kościół wszystkich wieków tak bardzo wielką wagę przykładał do uświęcenia rodzin, wprowadzenia do nich dobrych, pobożnych nawyków: „Nie sposób przecenić wielkiej roli, jaką w ludzkim życiu odgrywa wychowanie przez rodzinę, kontynuowane później przez nauczycieli. Nic nie jest tak trwałe jak tradycje rodzinne. Jest to prawdziwe na całej powierzchni ziemi”.

Prawdziwa miłość Arcybiskupa względem dusz nie ograniczyła się li tylko do zadbania o przekazanie zdrowej formacji duchownym, zachowanie klasztorów w ich niezmienionych regułach czy podtrzymania królowania Pana Jezusa w rodzinach. Jego miłość wyszła, jak zresztą każdego katolika miłość wyjść powinna, poza umiłowanie samych tylko członków Kościoła Katolickiego. Arcybiskup, jak każdy katolicki hierarcha, pragnął nawrócenia heretyków i schizmatyków. To jest prawdziwa miłość względem nich! Św. Tomasz z Akwinu poucza: „Heretycy popełniają grzech, z powodu którego zasłużyli sobie nie tylko na to, by zostali karą klątwy wyłączeni z Kościoła, lecz także usunięci ze świata karą śmierci. O wiele bowiem cięższą zbrodnią jest psuć wiarę, która daje życie dla duszy, niż fałszować pieniądze, które służą życiu doczesnemu. […] Ze strony zaś Kościoła jest miłosierdzie troszczące się o nawrócenie błądzących” (Summa Teologiczna II, II, q. 11.3.). Abp Lefebvre w duchu miłosiernej miłości Kościoła Chrystusowego do dusz tych, którzy oddalili się od światła Prawdy, wyjaśnia: „My kochamy protestantów, chcemy ich nawracać. Ale sprawiać, aby wierzyli, że ich religia jest taka sama jak katolicka, to wcale nie znaczy ich kochać”. Tożsame stanowisko przyjmował wobec wszystkich innych heretyków, schizmatyków, pogan i żydów.

A skoro o nawracaniu mowa, warto tutaj wspomnieć, iż gdyby nie Arcybiskup (co prawda stało się to już po jego śmierci) oraz uformowany i wyświęcony przez niego ks. Karol Stehlin, prawdopodobnie nigdy Rycerstwo Niepokalanej, założone przez św. Maksymiliana Kolbe, nie zostałoby odrestaurowane w duchu swoich pierwotnych statutów. Albowiem zmienione po II soborze watykańskim statuty rzeczywiście wyrażają nowe nauczanie – już nie ma w nich mowy o nawracaniu żydów czy masonów! Chyba stan współczesnego, „oficjalnego” Rycerstwa najlepiej obrazuje filmik pt. „Jestem Rycerzem” na kanale YouTube Wspólnoty Rycerstwa Niepokalanej Kraków. A cóż takiego w nim widzimy, a przede wszystkim słyszymy? Oczywiście widzimy pobożną, szlachetną młodzież pełną miłości do Niepokalanej. Jednak wszystkie ich wypowiedzi, w których mówią, co ich najbardziej urzeka w RN koncentrują się wokół łączących się ze sobą spraw, a mianowicie: wspólnota, integracja, relacje z innymi. W ciągu całego nagrania ani razu nie wspomniano o Kościele Wojującym, o św. Maksymilianie, o potrzebie walki ze starym człowiekiem w sobie, o potrzebie modlitwy za dusze, które są daleko od naszej Świętej Matki. Tak więc współczesna Milicja Niepokalanej jest w znacznej mierze strefą integracji dla pobożnych a młodych ludzi. Dzięki Bogu, mam zaszczyt od prawie dwóch lat należeć do armii Niepokalanej i służyć Jej według statutów, tych prawdziwych, o. Maksymiliana. Oczywiście, i my się integrujemy i dobrze ze sobą czujemy, jednak nasi duszpasterze, a szczególnie ks. Stehlin, ciągle przypominają nam o głównym celu Militiae Immaculatae, czyli o duchownej walce. Szczególnie wdzięczny jestem za darmowe publikacje, które można pobierać w kąciku MI w każdej kaplicy Bractwa, są one nie tylko wartościowe, zapalające do gorliwości o uświęcenie, ale także krótkie i przystępne dla osób nieznających Tradycji lub dalekich od Pana Boga. To wszystko w duchowy sposób zawdzięczamy Arcybiskupowi!

Na koniec znów podkreślę swoje prywatne zdanie – uważam, że Boża Opatrzność wybrała Abpa Lefebvre i nadal wspiera jego dzieło. Zasług i Bractwa i Arcybiskupa jest oczywiście o wiele więcej, jednakowoż pragnę wszystkich szukających prawdziwie katolickiej formacji, sakramentów, dobrego towarzystwa zachęcić do przyjrzenia się temu zgromadzeniu i prowadzonemu przezeń apostolatowi. Autor, mimo, iż z początku też miał wątpliwości co do postawy Bractwa i Arcybiskupa, teraz z całą pewnością może wraz z tym Wielkim Pasterzem wyrażać swą ufność we właściwość naszych działań słowami św. Jana: „I myśmy poznali, i uwierzyli miłości, którą Bóg ma ku nam.” (1J 4, 16)

Oprawa graficzna: Resistance Arts

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.