Portal 3droga.pl

Portal Nacjonalistyczny

Igor Grzyb: Lew z Campos – o bp. Antonim de Castro Mayer

Antônio de Castro Mayer

Kilka miesiecy temu poświęciłem jeden z artykułów osobie wielce zasłużonej dla Kościoła – abp. Marcelowi Lefebvre’owi. Dzisiaj zaś chciałbym przybliżyć Czytelnikom osobę wiernego przyjaciela abp. Lefebvre’a – bp. Antoniego de Castro Mayera. Niesamowitym zrządzeniem Opatrzności msgr de Castro Mayer umarł dokładnie, co do godziny, miesiąc po swoim „młodszym bracie w biskupstwie”.

Podobnie jak abp Lefebvre, biskup Antoni był prawdziwym Rzymianinem i integrystą, uczył się bowiem na najlepszych papieskich uniwersytetach. Jako człowiek bardzo pobożny, prosty, lecz wykształcony, został mianowany biskupem pomocniczym, a potem, w 1949 roku, ordynariuszem diecezji Campos w Brazylii.

Jako swoją dewizę wybrał słowa „Ona zmiażdży (głowę węża)” – był to przejaw jego wielkiej maryjności. Już na początku swojej posługi duszpasterskiej nakazał wiernym odmawiać trzy Zdrowaś Maryjo po Mszach św. w intencji zachowania w diecezji prawdziwie katolickiej wiary, jej kryzys bowiem stawał się widoczny.

Całe życie był czujnym strażnikiem powierzonej mu trzody przed modernistycznymi i neoprotestanckimi błędami. Zadbał, aby w każdej parafii odbywały się lekcje katechizmu, dzięki czemu większość wiernych (i jest to rzecz wyjątkowa w skali całego Kościoła!) nie przyjęła w imię posłuszeństwa posoborowych zmian.

Nie pozwolił na wprowadzenie do swej diecezji nowej Mszy – jednakowoż nigdy jej odprawiania nie zakazał, aczkolwiek kapłani, którzy zdecydowali się na jej celebrowanie najczęściej opuszczali Campos lub, co było wtedy normą, odchodzili ze stanu duchownego. Głośno apelował do brazylijskich biskupów i kapłanów, aby i oni dali odparcie nowej eklezjologii, nowej teologii i reszcie nowinek. Potępił również, popularne wtedy, a zbierające swoje „owoce” do dziś, ruchy charyzmatyczne: „bez wiedzy rozumowej akceptującej prawdę nie może być mowy o nawróceniu lub zawierzeniu Kościołowi” – pisał.

Na prośbę Papieża Jana Pawła II Dom Antonio musiał udać się na emeryturę. Ostatni raz jako ordynariusz Campos zwracał się do wszystkich duchownych i wiernych w liście otwartym: „Niezmiernie istotne jest zachowanie Wiary w jej czystości i integralności. Tak jak przyjmując objawione prawdy, okazujemy respekt wobec najwyższego autorytetu Boga, tak samo odrzucając którąkolwiek z tych prawd, odmawiamy uznania naszej zależności wobec Naszego Pana i Władcy. Dotyczy to wszystkich objawionych prawd, których sens przyszłoby nam w grzeszny sposób podważać”.

Nowy, modernistyczny biskup jasno zaznaczył, że nie zamierza kontynuować linii bp. Antoniego. O tradycyjnych kapłanach powiedział: „Nie mam zamiaru kontynuować kształcenia księży takich jak ci tutaj”.

Niższe i wyższe seminarium diecezji Campos zostało zamknięte. Bp de Castro Mayer nie mógł, ze względu na miłość do dusz, pozwolić, aby jego wierni przeszli już niedługo pod opiekę nowych, na wskroś modernistycznych kapłanów, dlatego założył tradycyjne seminarium. Dobrze wykształceni wierni nie chcieli łożyć na modernistyczny kult, ekumenicznego biskupa i oczernianie ukochanego Dom Antonio.

Gdy nowy „pasterz” zaczął odwoływać tradycyjnych kapłanów z parafii, wierni katolicy prosili ich, aby ci zostali i dalej służyli im sakramentami. Wyłącznie na prośbę świeckich tradycyjni księża zgromadzeni wokół Lwa z Campos, jak zaczęto określać bpa de Castro Mayera, rozpoczęli budowę nowych kościołów, służących tradycyjnej Mszy św.

Gdy w całej Ameryce Południowej dziesiątki milionów katolików przechodziło do protestanckich sekt, modernistyczni biskupi stwierdzili, iż to „dzika” diecezja Campos jest największym problemem Kościoła w Brazylii!

Zdesperowany, z powodu dzielnej obrony wiary przez kapłanów i wiernych swej diecezji, biskup-modernista posunął się nawet do usuwania tabliczek przypominających o skromnym stroju w Domu Bożym oraz do oskarżania tradycyjnych księży przed sądami świeckimi, zupełnie na lewacką modłę, wyssanymi z palca opowieściami o rewolucyjnym charakterze ich posługi. Naturalnie, wszyscy duchowni zostali uniewinnieni.

Tradycyjni kapłani z Campos zrzeszyli się w Bractwo Kapłańskie św. Jana Marii Vianney’a, stworzone na wzór Bractwa św. Piusa X.

Bp de Castro Mayer wraz z abp. Lefebvrem wielokrotnie pisali do Papieża Jana Pawła II z prośbą o wytłumaczenie tych czy innych zachowań i nauczań sprzecznych z odwiecznym Magisterium.

W końcu ci dwaj wielcy prałaci konsekrowali czterech tradycyjnych biskupów (przez co zaciągnęli rzekomo „ekskomunikę”), zaś wiernym katolickiej Tradycji zapewniono dostęp do sakramentów. Bp de Castro Mayer mówił podczas tej uroczystości: „Z tego właśnie powodu jestem tutaj. Ponieważ stawką jest kontynuacja kapłaństwa i Mszy św., mimo próśb i wielu nacisków przybyłem tutaj, aby wypełnić swój obowiązek: złożyć publiczne wyznanie Wiary. Smutnym jest patrzeć na pożałowania godną ślepotę tak wielu naszych współbraci w biskupstwie i kapłaństwie, którzy nie widzą albo nie chcą widzieć obecnego kryzysu, a tym samym nie chcą być wierni misji, którą Bóg nam powierzył; nie chcą potępić panującego dziś modernizmu.”

Zmęczony Lew z Campos umarł 25 kwietnia 1991 roku w opinii świętości.

Kilka miesięcy później, „diecezja na wygnaniu”, jaką była Campos, otrzymuje nowego biskupa – ks. bpa. Licyniusza Rangela, konsekrowanego przez biskupów Bractwa św. Piusa X. Wierni i kapłani z ponad 150 kościołów i kaplic prowadzonych przez Bractwo św. Jana Marii Vianney’a miało teraz pewność, że będzie komu bierzmować młodzież i święcić duchownych.

Niestety vianneyowcom zabrakło ducha ich wielkiego założyciela… W 2002 roku ulegli kompromisowi z modernistyczną rewolucją w imię uregulowania statusu kanonicznego. Otrzymali status Administratury Apostolskiej, dostali również nowego biskupa w miejsce umierającego na raka bpa Rangela. Ale cóż im z tego przyszło? Do dziś odprawiają „starą” Mszę, ale okazjonalnie również tę nową. Nie sprzeciwiają się ekumenizmowi, lecz mimo tradycyjnej liturgii uczestniczą w spotkaniach ekumenicznych. Nowy biskup Administratury Apostolskiej św. Jana Marii Vianney’a – ks. bp Ferdynand Rifan – dawniej jeden z najzagorzalszych obrońców Tradycji, nazywa dzisiaj święcenia biskupie z 1988 roku, w których sam notabene brał udział, schizmą. „Przeto kto mniema, żeby stał, niech patrzy, aby nie padł.” (1Kor, 12)

Panie, daj nam świętych, gorliwych biskupów!

Oprawa graficzna: Resistance Arts

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.