Religia
2.8

Ks. Władysław Lohn TJ: Rozważania o duszy cz.2

Na czym polega istota duszy?

Przez duszę rozumiemy pierwiastek, podstawę działania życia, a zwłaszcza działań duchowych myślenia i chcenia. Więc duchowość duszy poznajemy z jej działań duchowych.

Objaśnijmy to nieco.

Myślimy, czyli pojmujemy rzeczy, które widzimy, ale pojmujemy je w sposób niecielesny, ponieważ w rozumie nie może istnieć koń, ani drzewo takie, jakie widzimy w naturze. Myślimy dalej o rzeczach, które nie znajdują się na świecie jako coś dotykalnego, a my jednak możemy je pojąć, np. cnotę, dobroć, piękność, sprawiedliwość. Co wytwarza takie myśli, czy oko? Przecież cnota nie jest ani biała, ani długa. Czy ucho? Dobroć nie śpiewa, piękność nie krzyczy. A więc za pomocą czego my to pojmujemy? Co wytwarza te myśli w człowieku? – Dusza. – Więc dusza jest podstawą działania duchowego. Lecz mamy jeszcze wyraźniejsze pojęcie duszy. Często mówimy: ja robię, ja się wysilam, ja się zmęczyłem, i cokolwiek zrobimy, wszędzie występuje to ja. Nie mówimy: Ręka to zrobiła, nogi tam poszły, lecz ja zrobiłem, ja nogi prowadziłem. Ja piszę tę książeczkę, czy moja ręka może ją napisać? Ona tylko pisze to, co się jej dyktuje, pisze tak, jak ja myślę, jak ja chcę. Ja myślę, choć żadnego nie używam zmysłu i jakbym nie czuł całego ciała. Cierpię, gdy czuję ból. Gdy stary człowiek zacznie opowiadać całe swoje życie, słyszymy, że zawsze to samo ja było raz młode, chodziło do szkoły, poszło na wojnę, potem założyło gospodarstwo, dziś to samo ja jest stare, niedołężne. Tyle zmieniło się i przeszło, jedno tylko ja zostało to samo. Gdyby ono nie zostało to samo, jak ten człowiek mógłby sobie wszystko przypomnieć, jak mógłby zapamiętać wszystkie doznane przykrości i smutki? Gdyby nie było tego ja jednego i tego samego, nie mógłby on mieć przeświadczenia, że to on sam przechodził to wszystko.

Gdyby nie było tej jednej podstawy, która ustawicznie to samo ja znajduje w człowieku, to jak człowiek mógłby się kształcić? Jeśliby ten, który chce być wykształcony, miał tylko ciało, to by po pewnym czasie zapomniał wszystko, czego się nauczył, bo ciało całe odnawia się w czasie kilku lat i żaden kawałek nie zostaje ten sam. Starsze tkanki się zużywają, a na to miejsce rosną nowe. Więc to nasze ja nie jest ani ręką, ani nogą, ani okiem, ani nawet całym ciałem, ale tym, co mój rozum nazywa duszą. A kto się smuci, kto płacze? Czy oczy płaczą? Czy mózg się smuci? Lub czy twarz się smuci? Gdyby ktoś tak mówił, śmiesznie by to wyglądało. Ale my mówimy: ja się smucę, ja płaczę. Każdy z nas czuje w sobie życie, wzruszenie, myśl wolę – jest więc w nas przyczyna tych wszystkich stanów, którą nazywamy duszą. Wśród zmian ustawicznych czujemy zawsze w nas coś stałego, które w nas odróżnia smutek, radość, zmęczenie, ból. To ja zostaje zawsze to samo od najwcześniejszej młodości do późnej starości. Ciało nasze ustawicznie ulega zmianom, a my tego wcale nie spostrzegamy, bo to moje ja pozostaje niezmienione. Gdyby zaś w nas nie było czegoś odrębnego od ciała, czegoś duchowego, nie byłbym ja tym samym, kim byłem przed czterdziestu laty, lecz byłoby tyle ludzi, ile razy ciało moje uległo zmianie.

Przypominam raz jeszcze, że poznajemy duszę nie wprost, jak nasze ciało, jak naszą lampę, bo dusza jest duchowa, a my zmysłami poznajemy tylko przedmioty cielesne. Tymczasem poznajemy też czynności, których nie może wykonać ciało, lecz muszą pochodzić od pierwiastka duchowego. Musi więc być w nas coś duchowego, coś doskonalszego, bo są to czynności nie cielesne, lecz duchowe. Wobec czego mówimy, że i to, co wykonuje te czynności, musi być duchowe.

Aby lepiej poznać istotę duszy, przypatrzmy się jej przymiotom.

Przymioty duszy

Ciałem, czyli materią nazywamy to, co widzimy, czego się dotykamy. W ciele widzimy części. I tak w jednej części stołu kładę pióro, w drugiej książkę, w innej znowu rękę itd. Dlatego mogę rozłożyć na stole rozmaite rzeczy, bo stół składa się z części. Mówimy, że to, co się nie składa z części, jest pojedyncze, czyli niezłożone.

Niezłożoność duszy

Trzymam w ręku czerwoną różę, na łodydze zielonej. Widzę w niej kilkadziesiąt listków ładnie powyginanych, a w środku żółte pręciki. Dotykam listków i odczuwam pod palcami coś w rodzaju aksamitu, a dolatuje mnie miły zapach tej róży. Ile to naraz odczuwamy wrażeń patrząc na różę: widzimy kilkadziesiąt listków i kilka kolorów, co innego poznajemy dotykiem, a co innego węchem. Jednak wszystko to, co poznajemy, jest czymś jednym i wszystkie te zmysłowe poznania oczu, dotyku i węchu wytwarzają w nas jedność pojęcia. Jeżeliby w nas nie było jednego pierwiastka, jednej duszy, która przenika wszystkie części ciała i łączy je w jedną naturę, nie moglibyśmy poznawać jako jednego tego, co podpada pod różne nasze zmysły. Wobec czego musimy powiedzieć, że w ciele istnieje dusza, która przenika wszystkie części i łączy je w jedność. Dusza ta nasza musi być pojedyncza, niezłożona, bo łączy w jedną całość ciało, które jest złożone z wielu części.

Choć oko widzi tego, co gra, ucho słyszy muzykę, jednak to wszystko jednoczy się w nas w coś jednego, chociaż każdy zmysł z osobna poznaje co innego. Jednoczy to wszystko w nas coś niezłożonego, wobec czego mówię, że posiadam duszę niezłożoną. Nie jest łatwo dać zupełnie jasną odpowiedź na pytanie, co to jest dusza i jakie są jej przymioty. Dlatego tak dużo znajdujemy ludzi, którzy, nie mogąc zrozumieć duszy, powiadają, że jej nie ma. Jeżeli ktoś nie może pojąć, co to jest elektryczność, czy mądrze postąpi, gdy powie, że nie ma elektryczności? Przecież widzimy, jak świecą się lampki, rozżarzone prądem elektrycznym. Gdy usłyszymy grzmot, mówimy, że grzmi, choć wielu z nas nie wie, co to jest grzmot.

Lecz wróćmy jeszcze do niezłożoności duszy. Żeby jaśniej pojąć ten przymiot niezłożoności, uważnie czytajmy, co następuje.
Ileż to przechodziliśmy zmian od początku naszego życia? Ale po co iść daleko, jeden rok wystarczy, a nawet dzień jeden. I tak np. rano wstałem wesoły, pomodliłem się z wielką ochotą, zjadłem śniadanie, a zabrawszy się rześko do pracy, myślałem, że Bóg wie, ile dziś zrobię. Ale cóż, chwilę potem smutek zaczął ściskać mi serce i zacząłem płakać. Zobaczono to i zaczęto mnie pocieszać. Skoro przyszedłem do siebie, uczułem wielką wdzięczność do tego, który okazał mi swoje współczucie i zacząłem kochać tego, którego przed chwilą nienawidziłem. Oto tyle zmian zaszło we mnie przez ten krótki czas, a jednak coś w nas pozostało przez te wszystkie zmiany niezmienione, co odczuwało te wszystkie emocje. Została w nas niezmieniona dusza i ta dusza, nie podlegająca zmianom, wskazuje, że jest niezłożona.

Myślę sobie, jak to będę uprawiał ziemię, lub jak będę robił zbiory, albo jak się to mam w niedzielę przygotować, by pójść do kościoła. Aby o tym wszystkim myśleć trzeba dość długiego czasu, a choć tak długi czas myślę, widzę moją myśl jako coś pojedynczego, prostego, bo myśl moja nie da się podzielić na kawałki. Ale co więcej, ja nie tylko mogę myśleć o tych zajęciach, ale mogę się zastanawiać nad zmysłami i rozważać, czy one są dobre lub złe. Gdy się tak zastanawiam, widzę, że to, co się teraz zastanawia, jest tym samym, co wcześniej myślało. Gdyby zaś dusza nasza nie była pojedyncza, lecz złożona, nie moglibyśmy widzieć tego samego, ale zdawałoby się nam, że poznaję coś zupełnie innego, jakąś inną część. Wtedy człowiek nie mógłby poznać siebie samego, nie mógłby wejrzeć w swoje dobre lub złe uczynki, nie mógłby wcale przygotować się do spowiedzi.

Niezniszczalność duszy

Dusza nasza ma jeszcze jeden bardzo ważny przymiot, który wynika z jej niezłożoności: nie ulega zniszczeniu, czyli żyje wiecznie, co my nazywamy nieśmiertelnością. O tym z najważniejszych jej przymiotów, który zwłaszcza obchodzi nas chrześcijan, powiedzmy słów kilka. Nieśmiertelną nazywamy tę istotę, która nie podlega śmierci, czyli taką, która nie może stracić życia. Gdy mówimy, że dusza ma przymiot nieśmiertelności, rozumiemy przez to, że dusza istnieje bez końca. Zniszczalnym jest to, co składa się z części, to, co może się rozłożyć na te części, np. ciało nasze jest zniszczalne, bo po śmierci rozkłada się i zamienia w proch, i dlatego ciało nasze nazywamy śmiertelnym. Niezniszczalnym jest to, co się nie może rozłożyć na części. Dlatego mówimy, że to jest z natury swej nieśmiertelne, a taką jest nasza dusza.

Nieśmiertelność może być albo z łaski, albo z natury. Z łaski jest wtedy, kiedy Bogu podoba się dać życie wieczne. Bogu się może podobać, żeby drzewo było wieczne, wtedy to drzewo będzie z łaski wieczne, a nie z natury. Podobnie też nasze ciało po sądzie ostatecznym będzie wieczne z łaski. Nieśmiertelność z natury jest najszlachetniejsza i taką mamy u Boga, lub mniej szlachetna, która przysługuje istocie stworzonej, która musi istnieć wiecznie. Taką nieśmiertelnością obdarzona jest nasza dusza. Objaśnijmy to przykładem. Co to znaczy z natury swej musi być wieczna? Weźmy jakiś kwiatek, w lecie ładnie za kwitnie, wyda nasienie, uschnie cały i nic z niego nie zostanie. Dlaczego tak się stało? Bo taka już jego natura, żeby nie żył dłużej, niż tylko przez jedno lato. Lub popatrzmy, że człowiek śmieje się. Czy widział kto kiedy, żeby inne stworzenie się śmiało? Czy śmieje się kot, pies, lub koń? Dlaczego to robi tylko człowiek? Bo to już taka jego natura. Otóż tak samo do natury duszy należy, by była nieśmiertelna.

Lecz choć dusza z natury swej jest nieśmiertelna, jednak, gdyby Bóg chciał, mógłby ją unicestwić. Więc Pan Bóg nie musi zachować duszy wiecznie, i jak ją stworzył z niczego, tak może ją także w nicość obrócić. Jak to więc trzeba rozumieć, że dusza z natury jest nieśmiertelną? Dusza z natury jest nieśmiertelną, tzn. że nie ma podstawy do zniszczenia się, bo jest niezłożona. Tymczasem ciało jako złożone, może się rozkładać. I choć Bóg ma taką moc, iż może ją unicestwić, jednak jej nie unicestwi, bo robiłby inaczej, aniżeli sam zamierzył, i przez to sprzeciwiałby się sobie. Gdyby ktoś zrobił jakąś maszynę, która by młóciła lub szyła, ale zrobił ją tak, że po dziesiątym obrocie kołem musi się złamać i zepsuć – co byśmy na to powiedzieli? Czy zrobiłby taki człowiek coś mądrego? Owszem sprzeciwiłby się sobie, bo chciał zrobić coś takiego, co by ludziom pomagało w pracy i przez co łatwiej mogliby zarabiać, a tymczasem zrobił coś takiego, co im będzie tylko przeszkadzać i co ich narazi na straty. Kto temu winien? Naturalnie ten, kto zrobił taką maszynę. Postąpił więc bardzo niemądrze robiąc maszynę do niczego nieprzydatną.

Podobnie musielibyśmy powiedzieć o Panu Bogu, gdyby stworzył taką duszę, która by ginęła wraz z ciałem. Dlatego Pan Bóg stworzył ją taką, że nigdy nie ulega zepsuciu, ale ma życie wieczne, wobec czego nie dał jej nic takiego, przez co miałaby ulec zniszczeniu. Objawienie Boskie i nieomylny Kościół zapewniają nas o tym, że dusze ludzkie będą istnieć wiekuiście w wiecznym szczęściu, lub w ustawicznych karach. Bóg chce zachować duszę naszą wiecznie. Dlaczego? Jeżeli Bóg dał jej taką naturę, przez to samo chciał ją zachować wiecznie. Jeżeli Bóg dał koniowi wielką siłę, przez to samo chciał, żeby on tą siłą był pomocą człowiekowi. Podobnie z naturą duszy związał Bóg moc nie niszczenia się, i dlatego stworzył ją duchową, niezłożoną, nie podlegającą zepsuciu, nie potrzebującą ciała i przez to samo dał jej taką naturę, która by trwała wiecznie.

Zresztą dusza przeznaczoną jest dla Boga i Jego wiekuistej chwały, podobnie jak niższe stworzenia przeznaczone są dla pożytku człowieka. Więc sam ten cel wymaga, by dusza żyła wiecznie. Wobec tego musimy powiedzieć, że dusza ze swej natury jest niezniszczalna, nieśmiertelna. Bóg chciał, żeby istota najdoskonalsza, jaką stworzył na ziemi, żyła wiecznie i chwaliła Go wiecznie.

Gdzie znajduje się dusza i jak łączy się z ciałem?

Gdzie się znajduje w człowieku ta pojedyncza dusza, ten pierwiastek niezłożony, który będzie żyć wiecznie? Mówimy, że dusza ma siedzibę w całym ciele i w każdej jego części. Dawni filozofowie myśleli, że dusza znajduje się w sercu, lub w głowie, inni mówili, że w krwi, a inni znowu, że w żołądku, jak Epikur. Największy jednak filozof starożytności Arystoteles i inni uczeni chrześcijańscy mówią, że cała dusza znajduje się w całym ciele i jest cała w każdej części ciała.

Dusza jest w całym ciele, bo ożywia je całe. Gdy dusza wyjdzie z ciała, wtedy zamiera każdy członek i życie ustaje zupełnie. Gdy zaś odetniemy rękę, to nie odcinamy kawałka duszy, tylko dusza, która ożywiała całe ciało, przestaje ożywiać odciętą rękę. Nie jest to takie dziwne, że cała dusza znajduje się w całym ciele, ale dziwniejsze jest, jak może być cała w każdej części ciała. Wyżej powiedzieliśmy, że dusza jest czymś niezłożonym, taka zaś dusza musi być cała tam, gdzie się znajduje. Nie może być kawałek w ręce, kawałek w głowie, bo wtedy składałaby się z części i byłaby złożona, ponieważ w każdej części ciała byłby kawałek duszy.

Lecz choć dusza jest niezłożona i w każdej części ciała jest w całości, to jednak ma różne władze i to tak rozłożone, że w każdej części ciała ma jakąś inną władzę. Jak się to dzieje, że dusza nasza jest cała w każdej części ciała, trudno to sobie wyobrazić, ale przecież wiemy, że i Bóg jest cały w jednym miejscu, cały w drugim i cały wszędzie. A ta dusza, choć tak jest odrębną od ciała, jednak łączy się z nim najściślej.

Czy dusza tak łączy się z ciałem, iż mieszka w nim, jak człowiek w pokoju? Nie, bo dusza łączy się tak ściśle z ciałem, iż z tego połączenia powstaje jedna natura człowieka, powstaje jedna osoba, bo dusza z natury swej przeznaczona jest do nadawania ciału życia, przeznaczona do uczynienia go człowiekiem. Jedną naturę człowieka poznajemy z tego, iż dusza i ciało spełniają razem swe czynności i dlatego te czynności pochodzą jakby od czegoś jednego.

Ponadto dusza i ciało wpływają na siebie wzajemnie. I tak np. zdrowie lub choroba ciała odbija się na duszy. Gdy jesteśmy chorzy, trudno myślimy, nie chce nam się nawet pomodlić, ani nic robić. Tak samo, gdy silniej pracujemy umysłowo, np. gdy myślimy o czymś trudniejszym, stajemy się ociężali, tracimy apetyt, żołądek nawet nie chce trawić. Gdy znowu cieszymy się z czegoś, to i człowiek silniejszy i więcej by zrobił, gdy się zaś zmęczymy, to nam się nie chce nic robić. Wzajemny ten wpływ świadczy o jedności natury ludzkiej. Stąd widzimy, jak ściśle dusza połączona jest z ciałem. To jednak nie przeszkadza, by dusza była istotą doskonałą, bo do istnienia swego niekoniecznie potrzebuje ciała, jak to widać po śmierci człowieka.

Czy wszyscy ludzie utrzymują, że człowiek posiada duszę?

Pomimo tak oczywistych dowodów na to, że w człowieku oprócz ciała musi być dusza, wielu mówi, że człowiek nie ma duszy – utożsamiają człowieka ze zwierzęciem. Nie myślmy, że ci, co tak mówią, niedawno doszli do tego, choć mówią, że do tego doszła najnowsza nauka. Już dawno przed Chrystusem Panem kłócili się uczeni między sobą, i jedni mówili, że człowiek posiada duszę duchową, która jest czymś zupełnie różnym od ciała, i że ta dusza, przeżywszy ciało, będzie żyła wiecznie. Inni znowu uczyli, że człowiek nic nie posiada prócz ciała i że ze śmiercią człowieka wszystko się kończy.

Najwięksi greccy filozofowie, jak Sokrates, Platon, Arystoteles, twierdzili, że człowiek posiada duszę i że ona jako duchowa musi żyć wiecznie. Także teraz wielu myślicieli, nawet tych, co w Boga nie wierzą i którzy by chcieli, żeby człowiek nie miał duszy, mówi jednak, że trudno, aby samo ciało wykonywało tyle duchownych czynności. Tymczasem wielu mędrków wyśmiewa się z tego. Uczeni, zebrawszy się w Monachium w 1896 r., a w Paryżu w 1910 r., uznali, że jest coś w nas oprócz ciała, coś „niepoznawalnego”.

Mędrkowie mimo tego twierdzą, że człowiek nie ma duszy. Zapytajmy ich wobec tego: Czym jest człowiek? Odpowiedzą: „Zwierzęciem”. Bo przecież ma ten sam początek, co zwierzę, rodzi się tak samo jak zwierzę, żyje tak samo obok siebie jak zwierzę, a potem ginie jak zwierzę. I myślicie, że ludzie boją się takiego poniżenia? Wcale nie, wielu chce się zrównać ze zwierzęciem, a bardzo wielu woli być tym samym, czym biedne stworzenie, byleby się sprzeciwić w jakikolwiek bądź sposób nauce Kościoła. Toteż z całą siłą popierają swoją naukę, starając się wykazać, że człowiek nie posiada duszy. I taka nauka wielu się podoba, bo jeśli człowiek nie ma duszy, nie potrzebuje walczyć ze swoimi namiętnościami, ale może swobodnie popuścić im wodze, nie obawiając się żadnych kar, ponieważ już tu kończy się jego życie. Dlatego to wielu z nich mówi, że największymi rzeczami w życiu to rozkosz i używanie, a sam człowiek jest tylko tym, czym się karmi, bo przecież wyrósł przez to, że jadł.

Aby szerzyć swoją przewrotną naukę, używają wszelkich środków i dlatego to mówią, że najnowsza nauka wykazała, że człowiek rozwijał się powoli sam z ziemi, gdy ją słoneczko ogrzało, a deszcz zwilżył. Powstały najpierw najmniejsze stworzonka, których gołym okiem dojrzeć nie można, te zaś rozwijały się coraz dalej, aż wyrosły później na słonia, niedźwiedzia, małpę, a potem na człowieka. Próbują i nasi uczeni zrobić z ziemi takie małe stworzenia i chcą nam pokazać, że z niedźwiedzia urodzi się małpa, a z małpy człowiek, ale to im się nie udaje. Dawno już przed Chrystusem Panem poganie, nie uznając Pana Boga, mówili, że wszystko, co żyje na świecie, powstało samo ze siebie, a nikt tego nie stworzył.

Czytałem książkę wielkiego uczonego protestanta, który do niedawna jeszcze nie wierzył w Boga. W tej książce mówi on: „Po co mi wierzyć tym, co uczą, że żyjące stworzenia powstały same z siebie, a człowiek rozwinął się z niższych zwierząt? Ja wolę wierzyć, że Bóg jest Stwórcą wszystkiego, bo to wydaje mi się mądrzejsze i widoczniejsze. A my mamy im wierzyć, że człowiek jak inne zwierzę nie posiada duszy, i to dlaczego? Bo oni jej nie widzą, więc nikt jej widzieć nie może! Dobrze moi panowie, lecz my wiemy, że człowiek ma duszę i wiemy o tym na pewno, wobec czego nie potrzebujemy wierzyć. Nie pokażemy wam jej tak, jak nasz nos lub ucho, bo wy byście wygrali. Wtedy nie byłoby duszy, ale coś materialnego, co byście mogli nazwać sercem, żyłą. Tymczasem dusza jest czymś duchowym, niematerialnym, czego nie można zobaczyć ani dotknąć. Z pewnością, gdyby człowiek nie miał mózgu, to by nie mógł myśleć. Gdy człowiek ma mózg uszkodzony, staje się obłąkany. Gdyby człowiek nie miał wnętrzności, nie mógłby żyć. Pochodzi to stąd, że dusza i ciało ściśle łączą się ze sobą, ale dusza nie jest tym samym, co ciało. Jak człowiek nie jest samym ciałem, tak też nie jest samym duchem, ale składa się z duszy i ciała, a bez ciała człowiek nie jest człowiekiem„.

Więc w człowieku prócz ciała jest pierwiastek inny zupełnie od materii, który istnieje samoistnie, i jest duchowy, a nim jest dusza. Skąd o tym wiemy? Mówi nam o tym nasze własne przeświadczenie. I takie przeświadczenie mamy nie tylko my chrześcijanie, ale o ile historia zna najdawniejsze ludy na całym świecie, to ani jeden naród nie wątpił, że człowiek ma duszę, która będzie żyć wiecznie. Mamy bardzo stare dzieła Chińczyków i Indów, które uczą, że dusza ma się kiedyś połączyć z Bogiem, aby tam zażywać największego szczęścia. W starym Egipcie uczyli, że dusza, odpokutowawszy za wszystko, otrzyma wieczne szczęście. Grecy podobne mieli przekonanie. U innych zaś ludów spotykamy rozmaite praktyki, które wskazują, że ci ludzie byli przekonani, iż posiadają duszę nieśmiertelną. Wszędzie, o ile wiemy, narody przestrzegały, by ciała umarłych grzebano, bo inaczej dusza umarłego podlega wielkim cierpieniom. U wielu także ludów spotykamy nagrobki, na których umieszczana jest prośba o modlitwę za duszę. Przekonanie o istnieniu duszy nieśmiertelnej znajdujemy nie tylko u ludów, u których cywilizacja stała wysoko, ale i u najbardziej dzikich, jak na przykład u Cymbrów.

A czy dziś ludzie mówią inaczej? Śmiało można powiedzieć, że cała ludzkość ma przekonanie, iż człowiek posiada duszę nieśmiertelną. Nielicznych uczonych, którym pycha zaćmiła rozum, jak też takich, którzy wierzą tym uczonym, należy raczej zaliczyć do wyjątków. A nawet gdy weźmiemy najgorszych ludzi, najzagorzalszych zbrodniarzy, to prędzej czy później ruszy ich sumienie, gdy przypomną sobie, co to będzie z ich biedną duszą po śmierci. Najzagorzalsi grzesznicy, którzy zapomnieli zupełnie o duszy, na łożu śmierci o niej sobie przypominają.

Skąd mamy takie przekonanie o duszy? Pewnie, że i tradycja i wewnętrzne przeświadczenie mówi nam o tym, ale przede wszystkim mówi nam o tym zastanawianie się nad działaniem duszy. A jakie jest to działanie duszy? Oto przede wszystkim to objawy życiowe, których żaden uczony pojąć nie może i nie może zdać sobie sprawy z tego, przez co istota jest żywa. Wiedzą oni, że każda istota żyjąca różni się od martwego ciała, widzą oni w człowieku takie odrębne właściwości i czynności, jakich nigdzie nie widzą poza człowiekiem. Co to jest, pytają, co w nas wykonuje takie czynności? Jest to dusza, odpowiadamy, duchowa i niezłożona. Duchowe jest to, co jest niezależne od ciała. I taką jest nasza dusza, bo człowiek posiada wiele czynności niezależnych od ciała, a jeżeli posiada czynności niezależne od ciała, posiada i to, co wytwarza te czynności, czyli posiada duszę.

Gdyśmy tak przeglądali różne czynności człowieka, i to czynności, których samo ciało wykonać nie może, powiadamy, że człowiek oprócz ciała ma jeszcze duszę, duszę niezłożoną i nieśmiertelną. O ileż więc przez to jestem szczęśliwszy od innych stworzeń! Jakie dzięki powinienem składać Bogu za to, że dał mi duszę, przez którą wyniósł mnie ponad wszelkie stworzenie i przeznaczył do wieczności! Jaka wdzięczność Bogu powinna napełnić moje serce za to, że obdarzył mnie tak wzniosłą duszą, która świat potrafiła upiększyć cudownymi obrazami, pełnymi wdzięku i życia rzeźbami, i rozsiała okazałe świątynie po całym świecie! Duszą tak cudowną, która potrafi odczuć smutne położenie bliźniego, potrafi go pocieszyć i ulgę mu przynieść, która posiada moc wyrwania bliźniego z przepaści występków.

Oto wielkość człowieka

A ta dusza jego, nienasycona nigdy szczęściem tu na ziemi, dąży ustawicznie do szczęścia w wieczności. I to ona daje człowiekowi poczucie wstydliwości, jakiego nie posiada żadne zwierzę. Tak zaś wspaniałą duszę mógł stworzyć jedynie Bóg, darząc ją pragnieniem wzbicia się ponad zwierzęce ciało. I wyraził tę duszę nie tylko w jej czynach, ale wyrył ją i w rysach twarzy.

Dusza jest tym dłutem, które potrafi wyryć cechy wzniosłości na czole myśliciela, ona także wyrzeźbi troski i cierpienia na twarzy człowieka. Dusza święta opromienia twarz naszą aureolą niebiańską i czyni ją miłą i pociągającą. Namiętna zaś wyciśnie piętno odrazy. Dusza nadaje oczom powagę i taką potęgę, iż człowiek opanuje najdziksze nawet zwierzęta.

Dusza obdarza człowieka wielkością, pięknością, i dlatego to powiedział Bóg: Uczyńmy człowieka na wyobrażenie i na podobieństwo nasze. Przez duszę wlał Bóg w nas odblask podobieństwa swego. Przez duszę posiadamy ten piękny rozum, który czyni nas podobnymi do Bogu, a przez rozum dążymy ustawicznie do prawdy, prawdy wiecznej, którą jest Bóg.

Bóg jest pięknością nieskończoną, my przez duszę uczestniczymy w tej odwiecznej piękności, żywiąc się tą samą prawdą, tym samem dobrem co On. Dusza nasza, choć żyje w tak małym ciele, choć porusza się po tak małej ziemi, potrafi jednak przejść wszechświat niezmierzony, potrafi go badać i nie zatrzymywać się aż hen daleko w nieskończoności.

A ta wielkość, ta potęga duszy jest jeszcze tym większa, że żyje wiecznie. I dlatego to Bóg przez duszę uczynił człowieka panem i królem wszystkiego stworzenia na ziemi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.