Portal 3droga.pl

Portal Nacjonalistyczny

Bartosz Biernat: Marzenie dobrobytu

Pierwsze pokolenie urodzone po II Wojnie Światowej nie miało na swoich barkach ogromnego obciążenia hekatomby wojennej, a także utraty niepodległości. Mniejsza lub większa świadomość braku suwerenności PRL nie zdominowała ich życiowych priorytetów. Chcieli oni przede wszystkim budować przyszłość, pracować i zakładać rodziny. Ewentualna wojna czy obywatelskie nieposłuszeństwo kojarzyło im się raczej z niepotrzebną prowokacją, która może skończyć cierpieniem aniżeli wyzwoleniem. Ich rodzice, którzy przeżyli koszmar, przekazali im z troski i w strachu przede wszystkim chęć przeżycia. Jeśli dodamy do tego intensywną propagandę komunistyczną, która wbrew dzisiejszym relacjom nie przenikała tylko do marginesu, otrzymamy pokolenie spokoju i rozwoju, traktujące materializm jako ucieczkę od niebezpieczeństw ducha.

Z czasem, pokolenie coraz mniej obawiało się komunistycznej władzy- która zresztą coraz bardziej się liberalizowała, i coraz głośniej zaczęła marzyć. Ich wielkim marzeniem było państwo dobrobytu. Dojrzałość, rozwój i ciężka praca nie przyniosły takiego samego stanu posiadania materialnego jak społeczeństwa, których państwa wygrały wojnę nie tylko na papierze. Taka jawna niesprawiedliwość musiała spowodować rozgoryczenie, które dało ujście w Solidarności, ale i kompleksy, na których gruncie tańczył niestety Leszek Balcerowicz.

O Planie Balcerowicza, Sachsa i Sorosa społeczeństwo nie było w ogóle informowane. Najgorsze, że mu to nie przeszkadzało. Przejście z gospodarki planowanej na rzecz rynkową odbyła się praktycznie bez żadnej debaty publicznej. Nawet ówczesny premier Tadeusz Mazowiecki nie zawsze był informowany o działaniach Ministerstwa Finansów. Reformy były zbyt liberalne nawet jak na państwa zachodnie, nie wspominając o rodzącej się dopiero III RP, ale Balcerowicz mógł to zrobić bez oporu, przekazując Polakom tylko jedno: będzie jak na zachodzie. To wtedy właśnie, miał się ziścić wielki sen wspomnianego pokolenia. Mieliśmy doścignąć zachód w kilka lat i funkcjonować na niewyobrażalnym dotychczas poziomie materialnym. Życie nie tylko w wolnym kraju demokratycznym, ale i budowanie gospodarki liberalnej jawiło się jako usłane różami. Polacy upojeni wolnością i zmieniającą się rzeczywistością nie zadawali pytań. Od teraz Polska miała należeć do sprawiedliwej, szczęśliwej i beztroskiej rodziny państw zachodnich.

Niestety okazało się, że marzenie musi trochę poczekać. Skutki planu Balcerowicza były dla narodu katastrofalne. Ogromne bezrobocie, hiperinflacja, likwidacja małego rolnictwa i prywatyzacja największych zakładów pracy. Okazało się, że gospodarka rynkowa sama z siebie nie drukuje pieniędzy na potęgę. By spełnić marzenie o dobrobycie, poświęcono prawdziwe idee Solidarności. Zanikała już nawet zwykła ludzka solidarność, gdzie sąsiedzi musieli teraz walczyć o resztki z kapitalistycznego dobrobytu. Wyścig do celu przestał wtedy zakładać, że dojdziemy do niego jako wspólnota. Teraz zaczęła ona przeszkadzać, najpierw lokalna- samorządowa, potem narodowa, za chwilę rodzinna. Każdy miał być sam, bo kapitalizm nie brał jeńców.

Liberałowie na chwilę zamilkli i wrócili kilka lat później. Plan Balcerowicza to miał być dopiero trudny początek. Teraz mieliśmy zacząć prawdziwe życie w bogactwie. Jeśli tylko przyjmie nas w swe szeregi Unia Europejska, to marzenie dobrobytu będzie spełnione. Tym razem część naszego Narodu nie była zgodna co do tego, że warto zaufać liberałom jeszcze raz i że spełnienie marzenia może pociągać za sobą dramatyczne skutki społeczne. Byli jednak i tacy, których poczucie bycia gorszym wobec zachodnich społeczeństw i spełnienia marzenia za wszelką cenę odbierało zdrowy rozsądek. Niebieskie balony i żółte gwiazdki symbolizowały wielki początek życia w dostatku.

Unia Europejska była jednak kolejną fatamorganą. Polska nie była, jak nam wmawiano podmiotem, lecz przedmiotem w tym procesie. Nasz rynek okazał się kopalnią złota. Tylko nie dla Polaków. Ponad 3 miliony rodaków chciało spełnić fantazje luksusu za granicą, często w Ojczyźnie tracąc rodziny, a na obczyźnie godność. Straciliśmy również resztki suwerenności jako naród i ostatki własności.

Po wojennej zawierusze życie w sytości było pięknym marzeniem. Nie powinniśmy się wstydzić chęci budowania majętnej rodziny. Niestety jednak blask złotego cielca całkowicie nas oślepił. Znienawidziliśmy sąsiada, porzuciliśmy rodziny, jesteśmy tanią siłą roboczą bez godności, a we własnym kraju nie mamy własności. Wspólnotowo: pogodziliśmy się z byciem przedmiotem w grze mocarstw, a obwinianie Kraju za kolejne złamane pragnienie to jeden z głównych powodów szerzącej się ojkofobii. Gdzieś po drodze umarł polski Kościół, który płynął tym ściekiem tak samo bezrefleksyjnie i skarlał jak cała wspólnota.

Dobrobyt to piękna rzecz dla narodu. Powinniśmy dążyć do niego. Jednakże każde marzenie ma swoją cenę. Pamiętajmy o tym za każdym razem, gdy socliberalni lub neoliberalni politycy obiecują bogatsze życie. Okazuję się potem, że w portfelu czasem jest dobrobyt, ale w rozumie, sercu i duszy – ubóstwo.

Powyższy artykuł został opublikowany w trzecim numerze pisma “W Pół Drogi”. Cały numer jest dostępny TUTAJ. Wcześniejsze numery naszej gazety można ściągnąć TUTAJ.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.