Portal 3droga.pl

Portal Nacjonalistyczny

Jan Kowalski: Konfederacja – „antysystemowa” nadzieja zgasła

Omawiany temat artykułu dotyczy ugrupowania będącego koalicją liberałów, ultrakonserwatystów i narodowców. Ten swoisty miszmasz idei (ko)liberalnych i „nacjonalistycznych”, a dokładnie to dominacja takowej kombinacji ideowej w powszechnym – szerokim pojmowaniu „obozu narodowego” stanowi główny problem dla każdego antysystemowego nacjonalisty, ponieważ z nacjonalistycznej perspektywy dobro i przetrwanie narodu jest nie do pogodzenia z hasłami liberalnymi. Ponadto głównym antagonistą polskich nacjonalistów jest system demoliberalny – więc antysystemowy nacjonalizm z założenia pozostaje antyliberalny w każdym znaczeniu tego słowa. Skąd więc pojawiło się takie dziwne połączenie idei narodowych z liberalnymi?

Aby odpowiedzieć na to pytanie należy cofnąć się w czasie o 10 lat – do okresu, gdy Polska była rządzona przez ugrupowanie otwarcie liberalne, w dodatku skorumpowane i w oczach znacznej części polskiego społeczeństwa – zwłaszcza tej prawicowej kompradorskie względem państwa Europy Zachodniej i struktur UE. W tym okresie, około roku 2010 nastała moda na patriotyzm – organizacje narodowe/nacjonalistyczne zasiliło wiele nowych osób, pojawiła się moda na szeroko pojętą „prawicowość” i antykomunizm. Skoro antykomunizm to również antysocjalizm – reżimy komunistyczne w Bloku Wschodnim mocno epatowały pojęciem „socjalizm” stąd utarło się stawianie znaku równości między komunizmem, a socjalizmem. Ten okres wykorzystał do własnej autopromocji znany Czytelnikom polityk de facto łączący swoją działalność polityczną z działalnością showmana – Janusz Korwin-Mikke. Ów przywódca liberalnego środowiska (początkowo UPR, następnie KNP) wykorzystał koniunkturę i swoją populistyczną retoryką połączoną z komizmem zdobył popularność wśród niedoświadczonej, choć mającej dobre intencje młodzieży. W ten sposób przekonał młodych patriotów do swoich libertariańskich tez kreując je na „ultraprawicowe”1, a wszelkie zdroworozsądkowe poglądy w temacie ekonomii zostały zaszufladkowane jako „lewackie” – w efekcie za wyznacznik „nacjonalizmu” zostały uznane postulaty wykraczające w swoim liberalnym radykalizmie ekonomicznym daleko poza „reformy” Balcerowicza!

Dla porównania – tego typu postulaty były nie do pomyślenia kilka lat wstecz względem 2010 roku, gdy powszechnie za wyznacznik politycznego nacjonalizmu była uznana giertychowska Liga Polskich Rodzin. Biorąc pod uwagę dalsze wydarzenia (do których wrócimy w dalszej części artykułu) można już na tym etapie stwierdzić, że w dobrym momencie dla polskiego ruchu nacjonalistycznego, w momencie popularyzacji patriotyzmu i postaw antysystemowych, w momencie powszechnego niezadowolenia ze złej sytuacji politycznej i ekonomicznej w państwie pewne grupy polityczne2 przeprowadziły działania, które w perspektywie kilku lat doprowadziły do skanalizowania potencjału nacjonalistów i w ostateczności nacjonaliści pozostali w stagnacji. Czy była to celowo przeprowadzona operacja, czy po prostu konkurencja polityczna wygrała polityczny „przetarg” na antysystemowość? Niezależnie od odpowiedzi faktem jest, że przegrało walkę o rząd dusz środowisko realnie antysystemowe, a wygrały tę walkę środowiska gwarantujące zachowanie status quo obecnego demoliberalnego systemu.

Co działo się po liberalnej dywersji lub w jej trakcie wewnątrz ugrupowań nacjonalistycznych? Pojawiło się wiele rozpoznawalnych twarzy, które okazały się albo odpryskami z innych środowisk niemających pojęcia o pryncypiach ideologii nacjonalistycznej (jak przykładowo Marian Kowalski – skompromitowany liberał, w swoich latach przywódca organizacji lubelskich separatystów, działacz UPR, ponadto były współpracownik lidera antykatolickiej sekty), politycznymi karierowiczami (jak Adam Andruszkiewicz lub Robert Bąkiewicz) oraz osobami grającymi kartą poprawności politycznej.

Kolejnym krokiem w kierunku rozmydlania ideologii nacjonalistycznej było zanegowanie znaczenia etniczności. Niegdyś istotne znaczenie czynnika pochodzenia zostało zredukowane do mętnego kryterium identyfikowania się z narodem polskim i przyjmowania jego kultury. Nasuwa się tutaj pytanie, czy taki proces ostatecznie nie doprowadzi do całkowitej relatywizacji tożsamości narodowej? W końcu tożsamość narodu przy odrzuceniu kryterium etnobiologicznego zacznie ulegać przekształceniom i tym bardziej kultura narodów i cywilizacji ewoluuje na przestrzeni dziejów. Mainstreamowi „narodowcy” nie dość, że przyjmują paradygmat liberalny i indywidualistyczny stosunków społeczno-ekonomicznych to jeszcze relatywizują kwestie etnobiologiczne redukując narodowość do przyjęcia kultury danego narodu i identyfikowania się z nim – w konsekwencji mamy do czynienia z ruchem „narodowym”, który przyzwoli na kreolizację polskiej kultury i polskiego społeczeństwa.

Realizację tego procesu umożliwi kolejny, po negacji znaczenia etnobiologii krok mainstreamowych „narodowców” wypaczający polski nacjonalizm – wchodzenie w koalicję polityczną z (ko)liberalną prawicą. Krok ten, umotywowany słynnym i w równym stopniu głupim hasłem „zjednoczenia prawicy” miałby o tyle sens, gdyby był on traktowany jako tymczasowa taktyka mająca na celu dostanie się do parlamentu i zdobycia państwowych środków pieniężnych (jeśli nie w ramach subwencji dla partii politycznych3 to w ramach pensji poselskich – choć one są mniejsze niż subwencje partyjne), by po osiągnięciu zakładanego celu zerwać współpracę z liberalnymi koalicjantami, zaznaczyć swoją obecność w Sejmie jako ugrupowanie narodowe, nawiązać współpracę z ugrupowaniami nacjonalistycznymi, wesprzeć je finansowo, by zdobyły środki na rozwój swojej działalności społecznej i rozwój swoich struktur organizacyjnych. Ruch Narodowy zarzucając całkowicie umizgi w stronę liberałów mógł stać się partią wykorzystującą swój atut obecności w parlamencie do tworzenia realnego ruchu społecznego mającego stricte narodowy wizerunek (a nie „prawicowy”) budując w ten sposób własną markę polityczną, spychając inne frakcje „antysystemowej prawicy” na margines. W jaką stronę tymczasem „narodowcy” poszli? W stronę, która de facto jest ideopolitycznym samobójstwem, jest powtórzeniem tego samego błędu, jaki niegdyś popełnił giertychowski LPR. Zamiast dokonać rozłamu w Konfederacji i budować własny, narodowy ruch polityczny z frakcjami umiarkowanych lub radykalnych nacjonalistów „narodowcy” zacieśnili sojusz z korwinistami i ‘braunistami’ oraz dostosowali własny przekaz do liberalnej narracji swoich koalicjantów. Fakt głosowania w drugiej turze na Trzaskowskiego przez niemal połowę wyborców Krzysztofa Bosaka można uznać za karykaturę kierunku, w jakim podąża Konfederacja i jej „narodowa” frakcja. W istocie jej obecny wizerunek można wręcz uznać za bardziej liberalny od wizerunku obecnego centroprawicowego rządu – realnie narodowa partia krytykowałaby politykę społeczno-ekonomiczną rządu (np. brak dostatecznej ochrony rolnictwa lub przemysłu wydobywczego, nieudolną politykę socjalną, a właściwie jej wydmuszkę nie dokonującą większych zmian systemowych w kierunku państwa socjalnego) z lewej strony, a politykę kulturową rządu (bezczynność w walce ze szkodliwymi dla kraju i dla kręgosłupa moralnego narodu ideologiami) z prawej strony. Tymczasem program ekonomiczny „narodowców” bliższy jest „reformom” Balcerowicza lub programowi Platformy Obywatelskiej. W kwestiach kulturowych, np. w kwestii walki z ideologią LGBT cała Konfederacja zajmuje dość poprawne politycznie stanowisko, niekiedy nawet retoryka rządu PiS, ograniczającego się jedynie do deklaracji w ramach zwalczania ideologii lewicy kulturowej jest ostrzejsza w swej opozycji do postulatów LGBT niż retoryka koalicji politycznej „masakrujących lewaków”.

W kwestiach kulturowych, np. w kwestii walki z ideologią LGBT cała Konfederacja zajmuje dość poprawne politycznie stanowisko, niekiedy nawet retoryka rządu PiS, ograniczającego się jedynie do deklaracji w ramach zwalczania ideologii lewicy kulturowej jest ostrzejsza w swej opozycji do postulatów LGBT niż retoryka koalicji politycznej „masakrujących lewaków”.

Na uznanie dla Konfederacji zasługują jedynie mocniej akcentowane postulaty suwerennościowe w polityce zagranicznej, ich sprzeciw wobec serwilistycznej polityki rządu względem Stanów Zjednoczonych, ich postulaty wielosektorowej polityki zagranicznej, mocno akcentowany sprzeciw wobec żydowskich roszczeń finansowych opływających na gigantyczne sumy pieniędzy. Niestety te postulaty docierają w niedostatecznym stopniu do polskiej opinii publicznej, w konsekwencji główna oś retoryczna Konfederacji skupiona jest wokół kwestii gospodarczych (czyli de facto liberalizmu Konfederacji), w najlepszym razie wokół kwestii obyczajowych4.

Pomimo niewielu pozytywów ogólny całokształt mainstreamowych „narodowców” należy ocenić negatywnie. Obecnie partii Ruch Narodowy nie można nawet porównać do takich prawicowych populistów jak Victor Orban, Matteo Salvini, czy Marine Le Pen. Obecny Ruch Narodowy politycznie bliższy jest raczej typowym „antysystemowym” liberałom, takim jak Nigel Farage, Geert Wilders, czy Jimmie Åkesson lub przynajmniej obecnie ta partia zmierza w tę stronę w ramach koalicji „Konfederacja Wolność i Niepodległość”. Podczas gdy pierwsza grupa środowisk w mniejszym lub większym stopniu identyfikuje się z polityką antyglobalistyczną, sprzeciwia się dominacji polityczno-ekonomicznej banków i ponadnarodowych korporacji druga grupa skupia się na walce z islamem w obronie „zachodnich wartości” takich jak „prawa LGBT” pomijając słuszne postulaty polityków takich jak Marine Le Pen lub zwracając na nie uwagę w niewielkim stopniu. Coraz więcej koliberałów5 (w tym korwinistów) z „ideowej prawicy” nie widzi niż złego w sprowadzaniu taniej siły roboczej z Azji i Afryki byle tylko nie była to imigracja socjalna i imigracja islamska6. Czy „narodowcy” w ramach nietworzenia podziałów na prawicy przyjmą ten paradygmat? W końcu każdy może być Polakiem, byle tylko mówił po polsku i uważał się za Polaka. To już jest tylko krok od kreolizacji polskiego społeczeństwa, powstania w Polsce społeczeństwa multikulturowego i multirasowego. Wtedy jakiekolwiek restrykcje migracyjne nie będą miały znaczenia – w końcu będziemy mieli społeczeństwo wielokulturowe, a przecież ludzie są „all different – all equal”, poza tym Polska była przez wieki wielokulturowa…

W końcu każdy może być Polakiem, byle tylko mówił po polsku i uważał się za Polaka. To już jest tylko krok od kreolizacji polskiego społeczeństwa, powstania w Polsce społeczeństwa multikulturowego i multirasowego. Wtedy jakiekolwiek restrykcje migracyjne nie będą miały znaczenia – w końcu będziemy mieli społeczeństwo wielokulturowe, a przecież ludzie są „all different – all equal”, poza tym Polska była przez wieki wielokulturowa…

Powyższa bezmyślna argumentacja w pełni obrazuje indywidualizm (a)społeczny („all different”), zgodnie z którym jednostka jest niezależna, unikalna, a kolektyw jest zły, ponieważ „jest” charakterystyczny dla komunizm oraz obrazuje płytki egalitaryzm zacierające różnice kulturowe, etniczne i rasowe między ludźmi pod pretekstem walki z rasizmem, ksenofobią, antysemityzmem, homofobią i innymi „zjawiskami” wymyślonymi przez liberalną nowomowę. Ponadto powyższa argumentacja jest de facto wybiórczym absolutyzowaniem i idealizowaniem poszczególnych okresów polskiej historii, mającym szkodliwy charakter7. W dobie wymierania naszego narodu przyzwolenie na jakąkolwiek większą imigrację można porównać do próby załatania rany poprzez włożenie do niej kawałka szkła. Być może sami „narodowcy” nie przyzwalają na jakąkolwiek masową imigrację, ale ich koncepcje negujące etnobiologiczny nacjonalizm8 de facto przesuwają okno Overtona na korzyść liberałów.

W dobie wymierania naszego narodu przyzwolenie na jakąkolwiek większą imigrację można porównać do próby załatania rany poprzez włożenie do niej kawałka szkła.

Ów rak na ciele polskiego ruchu narodowego współprzyczyni się do relatywizacji polskiej kultury, dezintegracji polskiego społeczeństwa, a dalej już jest droga otwarta do zaniku państwa polskiego, ponieważ państwo polskie utraci własne fundamenty – własne stałe stanowiące, zgodnie z tezami prof. Aleksandra Dugina strukturę socjogenezy społeczeństwa danego narodu/państwa9. Niewykluczona jest ostateczna utrata niepodległości przez państwo polskie z tych samych lub z podobnych powodów, jakich niepodległość utraciła Rzeczpospolita Obojga Narodów, lub z jakich zostało podbite przez ludy nomadyczne Imperium Rzymskie. Kluczem zwycięstwa nacjonalistów jest przezwyciężenie fatum, jakie ciąży nad naszym narodem – odwrócenie losu, który prowadzi nasz naród ku katastrofie dziejowej, odsunięcie widma katastrofy. Wraz z przezwyciężeniem tego zagrożenia otworzą się nam-Polakom nowe perspektywy przyszłości. Wraz z osiągnięciem reorganizacji środowiska z sukcesem pierwszorzędnym celem, jaki nacjonaliści będą musieli osiągnąć jest wypchnięcie tzw. ideowej prawicy na śmietnik polityczny – ostateczne rozwiązanie kwestii (ko)liberalnej.

1 Podobnie Jakubiak zbił kapitał polityczny na tanim populizmie uderzającym w propagandę gejowską. Czy w obecnych uwarunkowaniach (AD 2020) zdobyłby się na taki czyn?

2 Czyli (ko)liberałowie i umiarkowani narodowcy.

3 Subwencje przysługują samodzielnym komitetom wyborczym.

4 Zdaniem autora tego artykułu zdominowanie dyskursu politycznego przez kwestie obyczajowe prowadzi nie tylko do deprawowania Polaków, ale też prowadzi do wyciszania tematów istotnych z perspektywy interesu narodowego takich jak polityka zagraniczna. Kto zyskuje na tym? Pozostawiam do odpowiedzi to pytanie w indywidualnej gestii Czytelnika.

5 Koliberał – zwolennik konserwatywnego liberalizmu (w skrócie nazywanego koliberalizmem).

6 Granie kartą islamofobii prowadzi do takich absurdów jak sprzeciw wobec obecności jakiegokolwiek muzułmanina na terytorium Polski (nawet słowiańskiego Boszniaka, niekiedy nawet podlaskiego Tatara) przy jednoczesnej akceptacji dla imigracji obcej rasowo pod warunkiem, że imigranci są katolikami/chrześcijanami lub po prostu nie są muzułmanami.

7 Nie żyjemy w XVI wieku, tylko żyjemy w XXI wieku i to, co kiedyś nie stanowiło problemu, w obecnej chwili szkodzi naszemu narodowi.

8 Zawierają się w tym koncepcje narodu takie jak: obywatelska, kulturowa, i pseudoetniczna definiująca etniczność na podstawie teorii habitusu („etniczność” jako nabyte nawyki psychobehawioralne i społeczne) bez odniesienia do biologii (czyli takich spraw jak pochodzenie biologiczne powszechnie nazywane kwestiami rasowymi). Trzecia koncepcja, łudząco podobna do liberalnych tez Franza Boasa została sztucznie wykreowana przez część środowiska „narodowego”, by wypromować fałszywe pojęcie etniczności, niezgodne z jego dotychczasowym rozumieniem zawierającym w sobie istotne znaczenie więzów krwi.

9 A. Dugin: „Czwarta Teoria Polityczna” str. 222.

Powyższy tekst został opublikowany w czwartym numerze pisma W Pół Drogi. PDF z tym numerem jest dostępny TUTAJ, inne numery naszego pisma możesz zobaczyć TUTAJ

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.