Portal 3droga.pl

Portal Nacjonalistyczny

Jan Kowalski: O naduspołecznieniu słów kilka

naduspołecznienie, uspołecznienie

Tekst ten ma na celu polemikę z pewnym trendem dotyczącym części środowiska narodowego, które na fali kontestowania popularności liberalizmu gospodarczego na prawicy w okresie „gimbopatriotyzmu” zaczęło utożsamiać się z ekonomią charakterystyczną dla socjaldemokracji. 

Naduspołecznienie rozumiem jako termin określający cechę charakterystyczną dla lewicowca, w Stanach Zjednoczonych powszechnie określaną mianem „Social Justice Warrior”. Ted Kaczynski, który jako pierwszy użył tego słowa, w swoim manifeście określa naduspołecznienie jako chorobę lewactwa powiązaną z postępującym rozwojem społeczeństwa po rewolucji przemysłowej i jego technicyzacją. Prawidłowo definiując naduspołecznienie można je określić jako sytuację, którą można uznać za patologię społeczną. Występuje ona w kilku formach: tworzenie nowych, wyimaginowanych grup „uciśnionych” takich jak homoseksualiści; sytuacji mających rzekomo powodować to uciśnienie, np. kobiety doświadczające „dyskryminacji menstruacyjnej”; tworzenie sztucznych potrzeb społecznych i nałożenie na instytucje państwowe obowiązku ich spełnienia1 ; przenoszenie ciężaru na instytucje państwowe lub publiczne usług społecznych, które bez problemu może wykonać sam obywatel lub autonomicznie działająca grupa osób; nakładanie na budżet państwa ciężaru zapewniania usług i środków obywatelom, który nadmiernie i zbędnie obciąża finanse państwowe. Dwie ostatnie formy naduspołecznienia związane z mocno rozbudowanym systemem socjalnym państwa są cechami charakterystycznymi państwa opiekuńczego, stosującego socjalny etatyzm. Model znany głównie z państw skandynawskich w Polsce propagowany jest przez środowisko związane z pismem „Nowy Obywatel” z Remigiuszem Okraską jako wizytówką tego środowiska. Model państwa opiekuńczego zaaprobowała część nacjonalistów lewicujących gospodarczo i aprobujących pewne formy etatyzmu. Moim celem nie jest ani ocena publicystyki pisma „Nowy Obywatel”, ani ocena programów socjalnych wdrożonych przez rząd PiS. Ani nie jest moim celem krytyka nacjonalistów przyjmujących taki punkt widzenia. 

Celem przyświecającym temu artykułowi jest krytyka naduspołecznienia i wynikającego z tego kład z Holandii – zapewnienie każdemu samotnemu obywatelowi usług seksualnych. etatystycznego modelu społeczno-ekonomicznego państwa opiekuńczego z pozycji personalizmu, organicyzmu, dystrybucjonizmu, subsydiaryzmu oraz korporacjonizmu odrzucającego przeetatyzowanie gospodarki. 

Zanim przejdę do krytyki omawianego naduspołecznienia pokrótce wyjaśnię znaczenie podanych wyżej terminów, które stanowią dla nas punkt wyjścia. Owe terminy zostały już wyjaśnione w innym moim tekście w niniejszym numerze czasopisma2, jednakże dla uzupełnienia wspomnę o nich raz jeszcze. Personalizm jest punktem widzenia, w którym podmiotem jest osoba rozumiana jako jednostka posiadająca swoje uprawnienia, zdolności, prawo do samorealizacji, ale też posiada zobowiązania względem własnego otoczenia. A więc zgodnie z paradygmatem personalistycznym osoba nie jest jednostką rozumianą w sposób indywidualistyczny (jako człowiek wyalienowany ze swojej wspólnoty), ani kolektywistyczny (jako trybik w maszynie społecznej). Personalizm nie rozstrzyga co jest ważniejsze – jednostka, czy wspólnota. W paradygmacie personalistycznym relacje pomiędzy  jednostką, a wspólnotą widziane są raczej w kategorii wzajemnych zależności warunkujących prawidłowe funkcjonowanie i rozwój zarówno jednostki, jak i wspólnoty. Funkcją wspólnoty względem jednostki jest zapewnienie odpowiednich warunków i swobód jednostce, by ta twórczo się rozwijając mogła spełnić się życiowo wnosząc twórczy wkład w rozwój wspólnoty. Co z kolei oznacza, że funkcją jednostki względem wspólnoty jest przyczynianie się do jej rozwoju, zarówno jakościowego, jak i ilościowego poprzez własny wkład twórczy. Z tego wynikałby fakt braku antagonizmu pomiędzy wspólnotą, a jednostką w myśli personalistycznej. Personalizm zakłada, że jednostka i wspólnota są sobie wzajemnie potrzebne – bez wzajemnej współzależności obie nie mogą żyć. Z personalizmu wynikają kolejne koncepcje interesujące nas: w dziedzinie administracji subsydiaryzm i organicyzm, w dziedzinie gospodarczej dystrybucjonizm oraz korporacjonizm. W dziedzinie gospodarczej zarówno korporacjonizm, jak i dystrybucjonizm stanowią ekonomiczne przedłużenie personalizmu. Opowiadając się za upowszechnieniem własności prywatnej, samorządów zawodowych, za współudziałem pracowników w zarządzaniu korporacjoniści i dystrybucjoniści nie chcą, żeby ludzie świata pracy byli tylko biernymi odtwórcami swoich ról w miejscu pracy, ale chcą, żeby oni stali się aktywnymi kreatorami własnego otoczenia pracy. Chcą „zdemokratyzowania” życia ekonomicznego społeczeństwa. Subsydiaryzm i organicyzm opierają się na założeniu, że wspólnoty lokalne stanowiące żywy organizm społeczny oraz żyjące w oparciu o zasadę społeczeństwa obywatelskiego potrafią w większości spraw samodzielnie się rozwijać i rozwiązywać swoje problemy. Wyższe instancje władzy w tym czasie zajmują się sprawami ogólnopaństwowymi i interweniują tylko wtedy, gdy samorząd nie radzi sobie samodzielnie. Ewidentnie widać w tym modelu podmiotowość obywateli rozumianych zarówno jednostkowo, jak i licząc ich jako społeczności najbardziej podstawowego rzędu. System naduspołeczniony rozumiany jako rozbudowane państwo opiekuńcze, przenoszące stosunki społeczne na coraz wyższy poziom, oderwany od samorządu, stosujące politykę skrajnie etatystyczną wywraca nasz docelowy model społeczny do góry nogami. System naduspołeczniony eliminuje w jednostce cechę personalistyczną, jaką jest twórczość oraz powiązane z nią zaradność i samodzielność życiowa. Socjaldemokraci zamiast postulować przysłowiowe „danie wędki zamiast ryby” na rozwiązanie kapitalistycznych problemów nierównej dystrybucji ekonomicznej3 postulują jeszcze większe uzależnienie obywatela od systemu socjalnego państwa odbierając mu w ten sposób zdolność do współtworzenia otoczenia i współdecydowania o życiu zbiorowym społeczeństwa. W dziedzinie administracji przerośnięty państwowy socjal przyczynia się do coraz silniejszego rozrostu biurokracji, to z kolei stwarza okazję do nasilenia się praktyk korupcyjnych, nepotyzmu, kolesiostwa, załatwiania urzędów „po znajomości”. Prowadzi to do coraz większego obciążenia budżetu państwa, które musi być rekompensowane – wzrostem podatków i cen lub zadłużaniem państwa. Coś, co teoretycznie miało pomóc finansowo obywatelom w rzeczywistości ich ograbia jeszcze bardziej z ich finansów, zdolności, czasu i życia. Dodając do tego system demoliberalny można się spodziewać tego, że partie dla zachowania lub zdobycia stołków jeszcze mocniej brną w obietnice3 . Tzn. sytuacji, w której znaczna część świata pracy żyje „od pierwszego do pierwszego”. kolejnych świadczeń socjalnych. To z kolei skutkuje kolejnymi podnoszeniami wysokości podatków lub zadłużeniem. Dla spłaty zadłużenia dochodzi albo do oddania w zastaw własności państwowej albo do dodrukowywania nowych pieniędzy, co zwiększa poziom inflacji. Następuje w ten sposób przepływ kompetencji „w górę” – najniższe szczeble administracji oddają kompetencje centrali 4, centrala oddaje kompetencje kartelom lub instytucjom międzynarodowym5. W taki sposób naduspołecznienie sprzyja utracie suwerennośći narodu i państwa. 

Naduspołecznienie w tym sensie należy rozumieć w dwojaki sposób. W obu przypadkach należy dokonać rozebrania etymologicznego tego terminu. Słowo „nad-uspołecznienie” z jednej strony oznacza przenoszenie na coraz wyższe szczeble (element „nad-”) instytucji społecznych (element „-uspołecznienia”) zadań, które może wykonać: jednostka6 , np. zapewnienie ze strony państwa dochodów jednostce, które jednostka mogłaby zrealizować samodzielnie gdyby prowadziła działalność gospodarczą w ramach ustroju dystrybucjonistycznego; samorząd rozumiany jako wspólnota lokalna (np. terytorialna, zawodowa) – wtedy mamy do czynienia z centralizacją. W tym znaczeniu mamy do czynienia z naduspołecznieniem rozumianym jako przeniesienie kompetencji do wyższych (co nie znaczy lepszych) i bardziej skomplikowanych instancji życia społecznego. Drugie znaczenie terminu „naduspołecznienie”, bardziej pejoratywne, ale też związane z opisaną etymologią oznacza pewną hiperbolizację procesu uspołeczniania. Na tej samej zasadzie hiperbolizacją (w prostym tłumaczeniu „przesadą”) gorliwości będzie nadgorliwość, używania będzie nadużywanie, opiekuńczości będzie nadopiekuńczość. W tym znaczeniu naduspołecznienie będzie przerostem kompetencji państwa i powszechnych instytucji życia publicznego w wykonywaniu zadań zapewniających obywatelom usługi socjalne. Ów przerost kompetencji jest zaprzeczeniem ważnej dla nas zasady subsydiarności. Niszczy również organiczność społeczeństwa odbierając jednostkom determinację do zmobilizowania się, pomysłowość, zaradność, umiejętność organizowania społecznego swojego otoczenia. Powstała masa ludzi, którym brak cechy przedsiębiorczości, którzy są uzależnieni od większych podmiotów, uprzedmiotowionych traci mentalność samodzielności i niezależności. W konsekwencji ta masa nie potrafi wpływać na swoje otoczenie. 

Niesie to za sobą skutki nie tylko ekonomiczne, ale też kulturowe. Bo czymże jest obecne społeczeństwo spektaklu reagujące histerycznym tonem na serwowane przez TV „wstrząsające” wydarzenia będące de facto zwykłymi bzdurami? A to ktoś sobie urządził urodziny Hitlera w lesie, a to ktoś „zahajluje”. Innym razem ktoś urządzi sobie koncert „zakazanych piosenek” zakrapiany alkoholem, w trakcie którego robi się pokazówkę – wpadają antyterroryści niczym do apartamentu Pablo Escobara. Żeby kogo powstrzymać? Miłośników muzyki Iana Stuarta, o których okoliczni mieszkańcy prawdopodobnie nigdy by się nie dowiedzieli. Z drugiej strony te samo społeczeństwo nie widzi lub zapomina o aferach politycznych, o wyprzedaży majątku narodowego, o szantażach wywieranych na Polskę ze strony obcych stolic, karteli finansowych, globalistycznych „filantropów”, banksterów, czy międzynarodowego Żyda. Podobnie lewica wynajduje coraz nowsze zastępy „uciśnionych” ignorując realne problemy społeczne tam, gdzie one występują7. Studiujący dziedziny bezpieczeństwa z pewnością słyszeli o takich terminach, jak sekurytyzacja, jak i o wojnie psychologicznej jako formie wojny hybrydowej. Wkraczając lekko w dziedzinę teorii spiskowych zadaję sobie pytanie, czy my jako społeczeństwo jesteśmy poddani eksperymentowi psychoanalitycznemu? Znającym temat freudyzmu i szkoły frankfurckiej nie trzeba tłumaczyć, że lewica prowadzi swoją wojnę kulturową na polu psychologicznym. 

Mam nadzieję, że niniejszy temat będzie kontynuowany w dyskursie nacjonalistycznym. Chciałbym przy okazji zachęcić młodych nacjonalistów, by podejmowali się studiów związanych z bezpieczeństwem, socjologią i psychologią, by w ten sposób wnosili istotny wkład w myśl i działalność nacjonalistyczną. 

1. Np. program walki z „homofobią’ lub ekstremalny przykład z Holandii – zapewnienie każdemu samotnemu obywatelowi usług seksualnych. 

2. „Ekonomiczna edycja „Kultury Krytyki” 

3. Tzn. sytuacji, w której znaczna część świata pracy żyje „od pierwszego do pierwszego” 

4. Ta notuje przyrost stanowisk dla zapewnienia płynności działania administracji państwowej – tworzy się nadmiar urzędów. Z drugiej strony liczba urzędów w samorządach pozostaje na tym samym poziomie lub wzrasta, ponieważ nadal są potrzebne stanowiska realizujące polecenia z góry. 

5. Co tworzy nowe stanowiska odpowiadające za utrzymywanie kontaktu z instytucjami międzynarodowymi i kartelami ekonomicznymi. Podatnik i państwo muszą opłacać zarówno tych urzędników, jak i organizacje międzynarodowe z kartelami. 

6. Wtedy mamy do czynienia z procesem uspołecznienia zadań jednostkowych. 

7. www.nacjonalista.pl/2021/01/23/wyatt-czy-lewica-jest-naduspoleczniona/ 

Powyższy tekst został opublikowany w piątym numerze pisma W Pół Drogi. PDF z tym numerem jest dostępny TUTAJ, inne numery naszego pisma możesz zobaczyć TUTAJ

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.