Portal 3droga.pl

Portal Nacjonalistyczny

Michał Wiśniewski: Jedność ponad podziałami wyznaniowymi. O kwestii religii i światopoglądu w relacjach wewnątrz środowisk nacjonalistycznych

nacjonalizm a religia

Niniejszy tekst odnosi się do kwestii poruszonej w artykule mojego autorstwa opublikowanego w 4 numerze czasopisma „W Pół Drogi” zatytułowanego „Perspektywy rozwoju nacjonalistycznego ruchu społecznego”. Wydarzenia ostatnich miesięcy (Stan na luty 2021 – czas, w którym autor pisze ten tekst) zdominowane przez protesty organizowane wokół sprzeciwu względem wyroku Trybunału Konstytucyjnego „zaostrzającego” (lepszym terminem będzie „wzmacnianie”) prawną ochronę życia naszych nienarodzonych rodaków oraz przez bunt względem instytucji Kościoła i katolickich wartości dotychczas silnych w polskim społeczeństwie spowodowały częściową rewizję mojego stosunku do środowisk neopogańskich nacjonalistów. Początkowo zastanawiałem się, czy mój tekst ma mieć charakter polemiki, negacji możliwości współpracy nacjonalistów różnych wyznań czy też ma mieć charakter rozwinięcia, czy skorygowania postulatów nakreślonych w omawianym artykule. 

Wydarzenia ostatnich miesięcy i dyskusja z nimi związana dowiodły tego, że powstanie jednolitego ruchu nacjonalistycznego łączącego różne tradycje polityczne, różne podejścia do wiary i pomijającego różnice jest niemożliwe. Jedni nacjonaliści dopuszczają aborcję eugeniczną motywowaną dbaniem o zdrowie narodu, inni odrzucają taką możliwość prezentując personalistyczne podejście do istoty ludzkiej. Dla jednych wiara katolicka, wiara w transcendentnego Boga jest najistotniejszą kwestią, drudzy mają nastawienie antyklerykalne, postulują zeświecczenie społeczeństwa i zastąpienie transcendentnej wiary religią obywatelską opartą o kult narodu i państwa. 

To są tylko dwa przykłady dużo większej liczby fundamentalnych różnic pomiędzy nacjonalistami. Odsunięcie tych różnic w bok byłoby bezcelowe, ponieważ wiązałoby się to z okrojeniem światopoglądów nacjonalistycznych, sprowadzeniem nacjonalizmu do koalicji demoliberalnych, których pierwszorzędnym (w dłuższej perspektywie jedynym) celem jest obecność w parlamencie. Na to raczej żaden szanujący siebie i swoje ideały nacjonalista się nie zgodzi. Ruch polityczny aby skutecznie realizował swoje cele musi być spójny ideowo, działacz organizacyjny musi być dla swojego organizacyjnego kolegi dosłownie „towarzyszem”. „Towarzysz” idąc za definicją głównego bohatera filmu „On wrócił” to osoba, która ma wspólne oko – ruch polityczny prawdziwie dążący do sukcesu politycznego powinien składać się z osób mających wspólne oko polityczne, tzn. posiadających wspólny cel i świadomych tego celu. Nie jest możliwe osiągnięcie tego paradygmatu jeśli wtłoczymy do jednej butli narodowych radykałów obok zadrużan, narodowych socjalistów, lewicy narodowej, świeckich nacjonalistów, ludzi o paradygmacie rasowym negującym nacjonalizm pod pretekstem tworzenia wspólnego frontu antyliberalnego. Taki ruch bazujący na postulacie negatywnym (antyliberalnym) zamiast na osiągnięciu konkretnego stanu docelowego prędzej, czy później będzie podatny na rozłamy – będą się pojawiać kolejne nieporozumienia programowe, dotyczące drażliwych tematów i w konsekwencji ruch będzie skazany albo na podział, albo na łagodzenie przekazu w imię jedności i nietworzenia podziałów. Przykład Konfederacji pokazuje ile są warte ruchy polityczne powstałe jako wspólny front mający na celu dotarcie do mainstreamu. 

Czy oznacza to, że poszczególne nurty polskiego nacjonalizmu powinny zamknąć się na siebie i izolować? Niekoniecznie. Należy zadać pytanie, czy kluczem do sukcesu nacjonalistów jest postawienie nacisku na ilość działaczy w środowisku wynoszącym razem ok. kilkuset osób, czy też należy postawić na jakość. Ewidentnie absurdem jest sytuacja, gdy środowisko narodowo-radykalne podzielone jest na kilka ugrupowań zwalczających się ze sobą tylko z powodu sporów personalnych lub z powodu kłótni o rzeczy, które wydarzyły się lata temu. Absurdem jest, gdy w wyniku rozłamów powstają różne ugrupowania, „fronty”, które w zasadzie liczą po kilka osób i których istnienie nigdy nie przebije się do świadomości ogółu społeczeństwa. Dotyczy to również środowiska Zadrożnego równie podzielonego na kilka ugrupowań, które samodzielnie nigdy nie będą w stanie odbić się od niszy politycznej. 

Co w przypadku relacji pomiędzy środowiskami różnych nurtów nacjonalizmu? Pozostaje jedynie dialog i współpraca w realizacji wspólnych celów. Sztuczne, mechaniczne jednoczenie tych nurtów jest niewskazane, doprowadziłoby jedynie do zniszczenia ich charakteru i zubożenia politycznego. Zamiast jednoczenia na siłę wszystkich nacjonalistów w jeden tygiel w myśl „ilość ponad jakość” należy zastanowić się co zrobić, żeby poprawić zdolność docierania z przekazem do społeczeństwa, żeby więcej dotarło nowych twarzy do już istniejących ugrupowań. Pytanie, czy propaganda nacjonalistyczna ma być nastawiona wyłącznie na reklamę samych ugrupowań, czy też na reklamę samych idei i postulatów? Z całym szacunkiem do różnych nacjonalistycznych haseł typu „GNLS” lub „FCK ANTIFA”, ale do zwykłego Polaka (zakładam, że naszą docelową osobą jest przeciętny Kowalski) taki przekaz nie dotrze, dla przeciętnego Kowalskiego będą to dosłownie „pierdoły”. Zjednoczenie wszystkich nurtów radykalnego antyliberalnego nacjonalizmu nic nie da jeśli nacjonaliści nie będą umieli przekonywać lud do swojej racji, jeśli różne „syndykalizmy”, „pronatalizmy”, „Międzymorza”, „korporacjonizmy” pozostaną jedynie na forach dyskusyjnych nacjonalistów zamiast przelewania ich na papier, wlepki, memy, hasła i plakaty. Jeśli nacjonalistyczne idee będą nieznane lub obce społeczeństwu to żadne „zjednoczenia” nie przyciągną większej liczby ludzi do ruchu. Podstawą współpracy między nacjonalistami różnych nurtów powinno być hasło „róbmy swoje, wam nie wchodzimy w drogę”. 

Powyższy tekst został opublikowany w piątym numerze pisma W Pół Drogi. PDF z tym numerem jest dostępny TUTAJ, inne numery naszego pisma możesz zobaczyć TUTAJ

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.