Portal 3droga.pl

Portal Nacjonalistyczny

Wywiad z Adamem Szabelakiem na temat sytuacji białych mieszkańców RPA

Adam Szabelak, Burowie

Niedawno internet obiegła informacja, że zamierzasz opublikować książkę poświęconą sytuacji i historii Burów w RPA. Nasz portal objął ją patronatem medialnym, aby jak największa liczba osób mogła poznać historię jedynego białego plemienia Afryki. Na początek zapytam, dlaczego akurat ten temat cię zaintrygował i stwierdziłeś, że stanie się motywem przewodnim twojej książki?

W 2018 roku do mediów trafiła informacja o planowanym wdrożeniu w życie w RPA polityki wywłaszczenia bez rekompensaty. Plany te wydały mi się na pierwszy rzut oka całkowitą abstrakcją. Wtedy, jeszcze jako całkowity laik w tematyce współczesnej RPA, postanowiłem sprawdzić czy doniesienia mediów faktycznie pokrywają się z prawdą. Doświadczenie nauczyło mnie, że często za medialną „sensacją” kryje się dużo bardziej prozaiczna rzeczywistość. Jak się okazało – nie w tym przypadku.

Niedługo później na mojej ówczesnej uczelni, Uniwersytecie Jagiellońskim, odbywała się konferencja naukowa poświęcona dysfunkcyjności państw w Afryce, w której postanowiłem wziąć udział wygłaszając referat nt. współczesnej sytuacji białej ludności w RPA. Zebrane wtedy materiały przydały mi się później do przygotowania pracy dyplomowej pt. „Wczoraj i dziś Burów. Geneza i zarys sytuacji «jedynego białego plemienia Afryki» po upadku systemu segregacji rasowej”. Jak sam tytuł wskazuje – w centrum mojego zainteresowania znalazła się nie tyle biała ludność RPA co naród bursko-afrykanerski, który jest fenomenem na skalę globalną. Wszak rozwijał się on w warunkach niespotykanych nigdzie indziej na świecie, właśnie jako „jedyne białe plemię Afryki”. Badanie zagadnienia bursko-afrykanerskiej tożsamości to niezwykle fascynująca intelektualna przygoda.

W tym miejscu warto poczynić istotną uwagę terminologiczną. Pojęcia „Bur” i „Afrykaner” nie są tożsame. Ogółem przyjąć można, że Afrykanerzy to członkowie społeczności XVII i XVIII wiecznych holenderskich, francuskich i niemieckich osadników, którzy posługiwali się na co dzień językiem afrikaans, utożsamiali się z nową ojczyzną (już w 1707 roku niejaki Henryk Bibault określił się jako Afrykaner), a później akceptowali brytyjskie panowanie. Burowie natomiast to potomkowie voortrekkerów, czyli założycieli niepodległych XIX-wiecznych burskich republik. „Bur” jest więc pojęciem znacznie węższym niż „Afrykaner”, który może dziś oznaczać po prostu osobę posługującą się afrikaans (także np. kolorową). Jako że opinie w tym temacie są niezwykle zróżnicowane i trudno jest ustalić wyraźną granicę między tym co obydwa pojęcia obejmują, w odniesieniu do współczesności używać będę ich zamiennie.

Jak każdy dobrze wie, RPA leży wiele tysięcy kilometrów od naszej Ojczyzny, dlatego też zapewne dość ciężko zebrać materiał źródłowy z tak odległego kraju. Jak przebiega twoja praca nad książka o Burach, w jaki sposób pozyskujesz potrzebne informacje?

Książka składa się z trzech głównych filarów. Pierwszy oparty jest na mojej pracy dyplomowej, gdzie opisałem historię Burów, ich współczesną sytuację oraz rzeczywistość dzisiejszej RPA. Mimo że wszystko tutaj powstawało z wykorzystaniem metodologii naukowej, mam nadzieję, że udało mi się nakreślić w sposób odpowiednio barwny tę fascynującą (i jeśli chodzi o współczesność – do głębi szokującą) opowieść. Drugi zawiera przetłumaczone dokumenty z lat 90. dotyczące afrykanerskiego volkstaat – państwa narodowego. Trzeci to wywiady przeprowadzone z najważniejszymi Afrykanerami – politykami, działaczami społecznymi i ideologami. Udało mi się dotrzeć np. do wieloletniego lidera Frontu Wolności Plus Pietera Muldera, do autora bestsellera „Kill the Boer” Ernsta Roetsa z AfriForum czy Carela Boshoffa – można chyba stwierdzić, że obecnie głównego propagatora idei afrykanerskiego samostanowienia i wieloletniego burmistrza Oranii, afrykanerskiego miasteczka, które ma stać się zalążkiem przyszłego volkstaat.

Mimo że w RPA obowiązuje aż 11 języków urzędowych, głównym językiem wykorzystywanym w przestrzeni publicznej jest język angielski. Było to dla mnie jako badacza ogromne ułatwienie. Większość raportów, analiz czy doniesień medialnych publikowanych jest właśnie w tym języku, więc zapoznanie się z nimi jest dość proste. Część afrykanerskiego świata ze względu na szczątkową znajomość języka afrikaans pozostała dla mnie zamknięta, ale całe szczęście dzięki nawiązaniu licznych znajomości (na razie niestety w większości wirtualnych, w najbliższych latach mam jednak zamiar to zmienić) zyskałem wspaniałych przewodników, którzy mnie do niego wprowadzili.

Kim są Afrykanerzy? W jaki sposób tak liczna grupa osób europejskiego pochodzenia znalazła się na kontynencie afrykańskim, czy mógłbyś po krótce naszym czytelnikom przybliżyć historię Afrykanerów?

Do Afryki Południowej pierwsi osadnicy przybyli 6 kwietnia 1652 r. Ich zadaniem była budowa fortu, rozpoczęcie produkcji żywności i nawiązanie kontaktów handlowych z mieszkańcami tych ziem, w celu efektywnego zaopatrywania przepływających statków. Byli funkcjonariuszami Kompanii Wschodnioindyjskiej, a ta nie miała planów kolonizacyjnych – ludność bogatej Holandii niechęta była, aby emigrować w niegościnne regiony Afryki Południowej. Jedyna próba kolonizacyjna podjęta została w czasie rządów “drugiego założyciela kolonii”, Simona van der Stela i jego syna Adriaana, które trwały w latach 1679-1707. Właśnie w tym czasie do Afryki Południowej dotarła większość przodków dzisiejszych białych mieszkańców RPA. Najwięcej Niemców, ale przez fakt, że w większości byli to ludzie nieżonaci i raczej starsi, wywarli oni mniejszy wpływ na kształtowanie się społeczności niż imigranci z Holandii. Bardzo ważną rolę w formowaniu się tożsamości kolonistów odegrali hugenoci – kalwińscy uciekinierzy z Francji. W tym czasie, z powodu braku wystarczającej ilości białych kobiet, liczne były związki białych i Khoikhoi, czego owocem stało się powstanie nowej grupy zwanej kolorowymi. Liczbę przybyłych osadników trudno uznać jednak za dużą. Według akt kościelnych między 1652 a 1795 r. do Afryki Południowej przybyło jedynie 1526 mężczyzn i 449 kobiet. Rozwój liczebny białych osadników związany był przede wszystkim z wysokim poziomem dzietności ich kobiet. Rywalizowali oni więc – z sukcesami – z miejscowymi ludami już, chyba tak można swobodnie to określić, jak jedno z plemion, bez wyraźnego wsparcia demograficznego z Europy.

Warto w tym miejscu wyjaśnić sytuację rdzennych mieszkańców terenów w tym okresie. Najdłużej zamieszkujący Afrykę Południową krajowcy pochodzili z ludu San, zwanego przez białych Buszmenami. Obecni byli na terenie dzisiejszej RPA długo przed jego odkryciem. Odznaczają się (ich populacja wynosi wciąż ok. 60 tys.) oni niskim wzrostem, drobną budową ciała, „żółtawym kolorem [skóry], jak mulaci lub żółtawi Jawajczycy”, „nie ciemniejszym niż u przeciętnego białego Metysa”, a także lekko skośnymi oczami z tzw. fałdą mongolską. Zasięg ich osadnictwa, sięgający w szczytowym momencie nawet w głąb Sahary, regularnie ograniczany był przez ekspansję pokrewnych im rasowo Khoikhoi i całkiem odmiennych ludów Bantu. W momencie przybycia białych w Afryce Południowej żyło co najmniej 10 tys. Buszmenów. Khoikhoi, zwani przez Europejczyków Hotentotami, różnili się od Buszmenów m.in. wyższym wzrostem. Oba ludy posługiwały się językami z grupy Khoisan. Khoikhoi regularnie zagarniali kolejne ziemie należące do ludu San. Na przełomie XVI i XVII wieku bezsprzecznie panowali oni nad obszarem zbliżonym do dzisiejszej Francji – ich liczebność nie przekraczała jednak 100 tys. Ludy te wymarły nie tylko w wyniku walk z białymi przybyszami – kluczowe tutaj okazały się europejskie choroby, które przybysze do Afryki Południowej przynieśli. Bantu, czyli grupa ludów o negroidalnym typie antropologicznym wyróżnionych na podstawie kryterium językowego, napierali z kolei na Khoikhoi z północnego-wschodu. Pierwsi Bantu mogli dotrzeć na terytorium Afryki Południowej już w XIV wieku, jednak ich właściwe osadnictwo datuje się na wiek XVI i XVII. Jest to bardzo ważne, aby zrozumieć, że kiedy przodkowie Afrykanerów wkraczali do południowo-zachodniej Afryki Południowej, do północno-wschodniej Afryki Południowej wkraczali przodkowie większości czarnych mieszkańców dzisiejszej RPA (ich przybycie niektórzy badacze zresztą porównują do wtargnięcia Wandalów na terytorium Imperium Rzymskiego). Pierwsze poważniejsze starcie między białymi przybyszami a Bantu – pierwsza z ośmiu tzw. wojen kafryjskich – miało miejsce dopiero w 1779 roku.

W 1806 roku rozpoczęła sie stała okupacja Kolonii Przyląda przez Brytyjczyków. Nowi zarządcy zaczęli po pewnym czasie wprowadzać reformy, które nie podobały się burskim osadnikom. Podnoszono podatki, forsowano angielski jako język urzędowy, reformowano administrację, znoszono sięgające czasów van Rieebecka urzędy, dążono także bez odpowiedniego wyczucia do gwałtownej poprawy losu niewolników i tubylców. Nastąpiło zderzenie nowoczesnego, XIX-wiecznego społeczeństwa angielskiego, z XVII-wiecznym, konserwatywnym społeczeństwem burskim. Niosło to poważne napięcia. W efekcie około 1835 roku rozpoczęły się pierwsze ruchy migracyjne, ochrzone później mianem Wielkiego Treku. W pierwszej fali z lat 1835-1840 wyruszyło ok. 6 tys. voortrekkerów, którzy stanowili ok. 20% białej populacji wschodnich dystryktów lub 10% całej białej populacji kolonii. Absolutnie niesamowita historia tysięcy mężczyzn i kobiet, którzy zdecydowali się porzucić swój stary świat, aby wyruszyć całkiem w nieznane. Można by ją opowiadać godzinami, ale ograniczmy się teraz do zauważenia, że tereny przez które przebiegał Wielki Trek były w większości wyludnione przez trwającą od 1815 roku wielką wojnę między murzyńskimi plemionami zwaną Mfecane. Szacuje się, że śmierć w niej poniosło od miliona do dwóch milionów ludzi. Z tubylcami, którym udało się ocaleć stosunki układały się zróżnicowanie. Jedne plemiona nastawione były do przybyszy bojowo, a inne gotowe były np. handlować ziemią. Tej drugiej postawie sprzyjał fakt, że Burowie wewnątrz własnego społeczeństwa uznawali nierówność za normę w relacji z poddanymi im kolorowymi, to w stosunkach z niezależnymi ludami afrykańskimi dopuszczali jednak równość, szacunek i partnerstwo.

W efekcie Wielkiego Treku powstały liczne burskie organizmy quasi-państowe, które formowały się równie szybko jak znikały z mapy. Najtrwalszymi z nich okazały się Republika Transwalu i Wolne Państwo Orania. Obydwa biedne, słabe i podzielone. Po pewnym czasie w burskich republikach odkryto ich błogosławieństwo, a zarazem przekleństwo – złoto. W związku z tym faktem w wyniku dwóch wojen burskich Afrykanerów wprzęgnięto w kontrolowany przez Brytyjczyków organizm polityczny zamieszkany przez skrajnie zróżnicowane żywioły. Pozwoliło to na rozbudzenie ich świadomości narodowej, co z kolei umożliwiło w 1948 roku przejęcie dominującej pozycji w państwie. Apartheid służyć miał oddzieleniu się od grup obcych, czyli czarnej większości i anglojęzycznych białych, którzy jednak, wobec demograficznej presji ze strony czarnoskórych, stali się w pewnym stopniu sprzymierzeńcami Burów – widoczny na pierwszy rzut oka wyznacznik tożsamości jakim jest rasa i wspólne europejskie dziedzictwo odgrywały w tym przypadku kluczową rolę.

Okres segregacji rasowej bez wątpienia Afrykanerów rozleniwił. Pół wieku luksusu korzystania z taniej siły roboczej, niezdolnej do poważniejszego buntu mogącego zagrozić podstawom białej supremacji, wytworzyło szklarniowe warunki dla wegetacji narodu. Afrykanerscy decydenci motywowani panicznym wręcz strachem przed emancypacją czarnych, nie mieli odwagi, mając ku temu możliwości, aby doktrynę apartheidu konsekwentnie realizować lub twórczo rozwinąć do koncepcji volkstaat – okrojonego terytorialnie państwa narodowego. Zamiast tego marnowali energię społeczną na wprowadzanie w życie, bezdyskusyjnie patologicznego, małego apartheidu, który de facto był emanacją rasistowskich tendencji, bo jakiejkolwiek poważniejszej intelektualnej podbudowy mieć po prostu nie mógł.

Burowie to naród ukształtowany pod wpływem wielu zawirowań historii, jak jednak wygląda ich kultura, czy ma wiele wspólnych elementów z kulturą narodów Europy zachodniej?

Pozwolę sobie w tym miejscu odpowiedzieć słowami jednego z moich rozmówców, Ernsta Roetsa: „Jako Afrykanerzy jesteśmy dziwnym narodem w tym sensie, że uważamy się za Afrykanów, ponieważ jesteśmy związani z tym kontynentem i jesteśmy ludem, który rozwinął się właśnie w Afryce. Nie jesteśmy Holendrami, nie jesteśmy Niemcami, nie jesteśmy też Francuzami. Jesteśmy Afrykanerami. Ale jesteśmy też częścią Zachodu. Mamy zachodnie wartości. Czytamy zachodnie książki. (…) Jesteśmy ludźmi Zachodu w Afryce”.

Afrykanerska kultura jest unikalnym tworem wyrosłym na gruncie Czarnego Lądu, ale sięgającym korzeniami do dziedzictwa Starego Kontynentu. Swego czasu znalazła się także pod wpływami dość egzotycznymi… Jeden z elementów pomnika języka afrikaans znajdującego się w okolicach Paarl (to chyba jedyny język na świecie, który ma swój pomnik!) znajdującego się w okolicy Paarl symbolizuje malajski język i kulturę. Afrykanerska kultura wykształciła się także w kontakcie z malajskimi niewolnikami sprowadzanymi do Afryki Południowej przez Kompanię Wschodnioindyjską!

W RPA żyją nie tylko Afrykanerzy, ale także Portugalczycy czy biali anglofoni. Jak wyglądają relację Afrykanerów z innymi potomkami europejskich kolonizatorów?

Wśród Afrykanerów raczej nie występuje coś co określić można mianem „białej solidarności”. Pamiętajmy, że przez większość historii tego narodu jego głównymi ciemiężycielami byli inni biali – Brytyjczycy. Afrykanerzy postrzegają siebie w kategoriach ściśle nacjonalistycznych. Często podkreślają różnicę między mającym germańskie pochodzenie słowem „volk”, którym określają swój naród, a pochodzącym z języka angielskiego słowem „nation”. To pierwsze ma zdecydowanie bardziej etniczne znaczenie. Jest także jedna, bardzo poważna różnica między Afrykanerami a pozostałymi białymi – ci pierwsi nie mają innego domu, ich ojczyzną jest Afryka Południowa. Widać to było jak na dłoni po powstaniu nowej RPA w 1994 roku. Anglojęzyczni biali znacznie częściej wyjeżdżali z kraju, o który przecież bardzo zajadle walczyli. Tutaj też trzeba podkreślić, że biali nieafrykanerzy znacznie częściej prezentują liberalne, „postępowe”, antykolonizacyjne itd. poglądy. W wypadku upadku kraju mają gdzie wyjechać. Afrykanerzy takim luksusem się nie cieszą.

Jeszcze jedna rzecz – raczej unikałbym mówienia o Afrykanerach jako o „potomkach kolonizatorów”. Jak to już wskazałem wcześniej, po pierwsze wcale nie są bardziej obcy na tym terytorium od potomków ludów Bantu, a po drugie ugruntowanie ich pozycji na Czarnym Lądzie odbywało się głównie ich własnym „demograficznym” wysiłkiem.

Wiele mówi się o sytuacji Burów mieszkających w RPA, zapomina się często jednak o ich braciach żyjących w Namibii. Czy życie namibijskich Burów wiele się różni, od tych z Republiki Południowej Afryki? Czy mają jakieś elementy kulturowe, które odróżniają ich od reszty Burów?

Trudno odpowiedzieć na to pytanie, ponieważ rząd Namibii nie zbiera danych dotyczących rasy obywateli. W latach 80. w Namibii żyło ok. 50 tys. Afrykanerów. Współcześnie trudno stwierdzić ilu ich w tym kraju pozostało. W każdym razie mimo niewielkiej liczby wciąż są grupą ekonomicznie lepiej sytuowaną, co prowadzi do politycznych zapowiedzi zwalczania „dziedzictwa apartheidu”. Trudno mi się wypowiedzieć na temat różnic w życiu codziennym Burów z Namibii i z RPA. Jest to temat dość niszowy i raczej słabo zbadany.

Jak wygląda samoorganizacja Burów? Jakie są najpopularniejsze organizacje zrzeszające białych mieszkańców RPA oraz na jakich polach działają?

Samoorganizacja Burów pod wieloma względami jest imponująca. Po 1994 roku naród popadł w wieloletni polityczny i społeczny letarg, z którego zaczął się wybudzać z całą mocą dopiero w drugiej dekadzie XXI wieku. Solidarność zrzeszająca 17 afrykanerskich organizacji kulturalnych, finansowych czy edukacyjnych liczy 500 000 członków, którzy razem ze swoimi rodzinami reprezentują około 2 miliony osób. Ostatnio organizacja ta otworzyła nawet dedykowany dla Afrykanerów uniwersytet! AfriForum, organizacja dbająca o interesy Afrykanerów, założona została w 2006 roku. Już sześć lat później liczyła ok. 50 tys. członków. W 2015 roku już koło 160 tys., a w 2020 roku niemal 230 tys. W Solidarności i AfriForum nie działają w niej oczywiście wyłącznie Afrykanerzy, ale to oni stanowią większość tych otwarcie afrykanerskich organizacji. Biorąc pod uwagę, że w całym RPA Afrykanerów jest maksymalnie niewiele ponad 3 mln (lub ponad 6 mln jeśli przyjąć tylko kryterium językowe), liczby te robią wrażenie.

Inna głównie afrykanerska organizacja, Suidlanders, założona została również w 2006 roku w celu przygotowania „południowoafrykańskiej mniejszości protestanckiej” na „nadchodzącą rewolucję”. Jej liczebność wedle doniesień medialnych sięgać może nawet 130 tys. osób, choć w rzeczywistości jest zapewne mniejsza. Przygotowywany przez nią ucieczkowy „plan awaryjny” mimowolnie budzi skojarzenia z Wielkim Trekiem. Simon Roche, z którym także miałem okazję porozmawiać, przedstawił mi główne założenia tego planu. Tutaj powiem tyle – naprawdę to wszystko robi ogromne wrażenie! Orania, o której wcześniej wspominałem, odnotowuje wzrost na poziomie ok. 10% rocznie. Obecnie liczy ok. 2 tys. mieszkańców, ale infrastruktura przygotowywana już teraz jest na przyjęcie o wiele większej liczby. Tendencje emancypacyjne wśród Afrykanerów są coraz wyraźniejsze, pytaniem otwartym pozostaje jednak jaką formę przybiorą one w przyszłości.

Jak wygląda polityczna reprezentacja Afrykanerów? Jakie partie reprezentują ich interesy oraz o jakie postulaty walczą?

Główną partią reprezentującą afrykanerskie interesy jest Front Wolności Plus. W wyborach w 1994 roku uzyskał (jeszcze jako Front Wolności) poparcie 424 tys. wyborców, w 1999 roku już tylko 127 tys. Notowania tego ugrupowania nieznacznie, acz systematycznie, rosły do poziomu 165 tys. głosów w 2014 roku. W 2019 roku Front Wolności Plus uzyskał, aż 2,5 raza więcej głosów – 414 tys. i nawet wygrał w niektórych obszarach RPA zdominowanych przez Afrykanerów. Do wzrostu poparcia przyczynił się zapewne proces zmiany konstytucji, mający umożliwić „wywłaszczenia bez rekompensaty”. Głównym celem ugrupowania jest poszerzanie afrykanerskiego samostanowienia na wszystkich możliwych polach.

Z Afrykanerami wielu osobom kojarzy się dość kontrowersyjny ruch Afrikaner Weerstandsbeweging, z jego charyzmatycznym przywódcą Eugène Terre’Blanche. Czym był ten ruch oraz jaki miał wpływ na najnowszą historię Burów? Czy od śmierci jego lidera w 2010 roku, dalej ma jakieś znaczenie na południowo afrykańskiej scenie politycznej?

Afrykanerski Ruch Oporu w latach 90. był organizacją reprezentującą poważną siłę, ale, jak się okazało z czasem, niezdolną do podjęcia jakichkolwiek twórczych działań. Po pierwsze, działania AWB w ramach dyskusji nt. ewentualnego przyszłego volkstaat skupiały się na promowaniu zupełnie nierealistycznego rozwiązania polegającego na restytucji republik burskich oraz torpedowaniu działań innych afrykanerskich ugrupowań. Po drugie, po długim okresie „prężenia muskułów”, organizacja ta okazała się niezdolna do podjęcia próby zablokowania dokonujących się przemian lub ich przekierowania w kierunku bardziej korzystnym dla narodu. Polityczną nieroztropność AWB dobrze obrazują wydarzenia, które miały miejsce w 1994 roku w Bophuthatswanie, gdzie bojówkarze organizacji mimo niezwykle napiętej sytuacji rozpoczęli na ulicach w świetle kamer polowanie na czarnych cywilów. Ostatecznie trzech rannych członków AWB na oczach korespondentów z całego świata zostało bezceremonialnie rozstrzelanych. Wydarzenia te poważnie wpłynęły na kształt późniejszych negocjacji. W nowej RPA organizacja straciła na znaczeniu, a współcześnie znajduje się na zupełnym marginesie życia społecznego i politycznego.

Zgodnie z tradycja naszego portalu, ostatnie słowa należą do naszego rozmówcy, z jakim przesłaniem chciałbyś zostawić naszych czytelników?

Od kilku lat w RPA na sile przybiera zjawisko niezwykle okrutnych ataków na farmy głównie białych farmerów. Najbardziej znani czarni politycy, na czele ze zmarłym w 2013 roku Nelsonem Mandelą, nie mieli i wciąż nie mają oporów, żeby śpiewać na publicznych, wielotysięcznych wiecach piosenkę „Zabij Bura”, której bronią jako „dziedzictwa czasu walki z apartheidem”. Julius Malema, lider znaczącej na południowoafrykańskiej scenie politycznej partii Ruch Bojowników o Wolność Gospodarczą (Economic Freedoom Fighters, EFF), twierdzi, że nie wzywa do „rzezi białych ludzi, przynajmniej na razie”. A to wszystko w warunkach, które określić można jako rasizm instytucjonalny – wprowadzona po upadku apartheidu akcja afirmatywna ogranicza możliwości prowadzenia biznesu i zatrudnienia osobom o białym kolorze skóry.

Dzisiejsze RPA to kraj, który boryka się z wieloma problemami. Skorumpowani politycy, kiepska kondycja gospodarcza, niski poziom edukacji, wysokie bezrobocie (szczególnie wśród młodych) i ogromna przestępczość – w tym miejscu niech wystarczy wspomnieć, że przeciętna kobieta ma tam większe szanse na bycie zgwałconą, niż na zdobycie wyższego wykształcenia! Brak solidnej podstawy rainbow nation jest coraz bardziej widoczny. Warto śledzić co w RPA będzie się działo w najbliższych latach, spory tożsamościowe, które mają tam miejsce są uwypuklone chyba jak nigdzie indziej na świecie. Afrykanerzy są przykładem niezwykle żywotnego narodu, którego historia z pewnością się jeszcze nie zakończyła.

Dziękuję za rozmowę

Nadchodząca książka Adama Szabelaka została objęta patronatem medialnym Naszego portalu

Wywiad przeprowadził Gabriel Malczewski

Oprawa graficzna: Resistance Arts

One thought on “Wywiad z Adamem Szabelakiem na temat sytuacji białych mieszkańców RPA

  1. Mam pytanie.
    Co z zapowiadaną książką o Sergio Ramellim? Kiedy się ukaże?
    Proszę kogoś z redakcji 3droga.pl o odpowiedź tutaj.

    Ps. Jeżeli chodzi o Włochy można by wydać np. wspomnienia Pierluigi Concutelli, jakąś książkę Franco Fredy, albo coś o historii bojowników NAR albo z którąś z książek poświęconych fenomenowi „prawicowych centrów społecznych” typu CasaPound
    Warto by też w końcu przetłumaczyć na polski książkę o historii francuskiej GUD. https://www.scribd.com/doc/42313464/Les-Rats-Maudits

    A co do książki Artura o Burach i sytuacji w RPA. W tym kontekście warto przypomnieć starą książkę „Ostatnia walka Afrykanerów” wydaną w ramach Serii Rekonkwista (NSR)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.