Wojciech Zaleski: Wolność jednostki w życiu gospodarczym

Człowiek ma wolną wolę. Wola ta musi również kierować jego działalnością gospodarczą. Przymus trzeba stosować tam, gdzie jest on niezbędny dla dobra narodu, gdzie samowolne działanie jednostek lub ich bezczynność przynieść może wyraźną szkodę innym, a przede wszystkim narodowi. Najzgubniejszym byłby ustrój zabijający wolę, energię, przedsiębiorczość jednostek w imię rzekomego dobra narodu. Tylko przy wolnej woli jednostek można mówić o ich odpowiedzialności za czyny, za całą działalność gospodarczą.

Ludzie starają się uwolnić od wymuszonych ofiar, uniknąć wymuszonego wysiłku. Życie w państwie, w którym panowałby policyjny przymus na każdym kroku, byłoby dla nas obrzydliwe i wstrętne. Te prawdy są żywe szczególnie dla nas. Naród polski tęskni do rządów, które by świeciły przykładem wysiłku, ofiarności i poświęcenia przywódców, które by siłę stosowały tylko tam, gdzie jest wyraźne działanie na szkodę Narodu, ale które by wówczas występowały z żelazną i nieubłaganą energią, tępiąc wszelkie zło, wszelki wyzysk, wszelką niesprawiedliwość. To, co dziś w Polsce widzimy, jest zaprzeczeniem wszelkiej wolności. Przede wszystkim liczne zakazy i nakazy władzy państwowej tamują działalność gospodarczą Narodu, że takich ograniczeń wolności jest za dużo, świadczy o tym choćby fakt, że olbrzymia ich część nie jest wykonywana, że nie ma w Polsce człowieka, który by znał wszystkie obowiązujące zakazy i nakazy.

Niektóre zakazy są wręcz szkodliwe dla życia gospodarczego. Czyż na przykład przepisy prawa przemysłowego nie tamują dopływu młodych sił do rzemiosła? Czy na przykład rzeczywisty przymus należenia kopalń węgla do kartelu (kopalnia nienależąca do kartelu nie może wysyłać węgla koleją) nie niszczy przedsiębiorczości polskich górników? Ale o ileż szkodliwsza aniżeli zakazy i nakazy państwowe są ograniczenia wolności, narzucane przez wielki kapitał. Każdy kartel dyktuje rozmiary wytwórczości, poziom cen, inwestycje, tj. budowę nowych urządzeń. Mało jest śmiałków, którzy odważyliby się na walkę z kartelami. Kartele zorganizowane w potężnej organizacji, w tzw. „Lewiatanie”, czyli Centralnym Związku Przemysłu Polskiego, wywierają przemożny wpływ na nasze życie gospodarcze, na opinię publiczną, na prasę itp. Wiadomo, że „Lewiatan” wspiera finansowo szereg pism – poza tymi, które sam wydaje, że wspomaga różne ugrupowania polityczne, że potrafi zapewniać sobie życzliwość osób wysoko postawionych, a decydujących.

Poza tym jeszcze każdy kartel ma swoje fundusze na wydatki „specjalne”. W kartelu drożdżowym wynosiły one np. 40 000 zł miesięcznie, w kartelu jutowym % od sprzedaży itd. Wiadomo, niestety, ile zła mogą wyrządzić takie fundusze, w jak „specjalny” sposób są one wydawane. Mając w swym ręku (przeważnie) całą sprzedaż swych wyrobów kartel dyktuje odbiorcom wszelkie warunki. Kupiec w zakresie handlu artykułem kartelowym przestaje być samodzielnym przedsiębiorcą, staje się urzędnikiem kartelu, pracującym na procentach. Nie wolno mu poszukać innych źródeł nabywania wyrobów kartelowych, bo kartel raz na zawsze wstrzyma mu sprzedaż. Nie wolno mu sprzedawać taniej lub drożej w porównaniu do cen wyznaczonych przez kartel. Nie wolno mu wyjść poza zakreślony teren zbytu. Czyż człowieka pracującego w takich warunkach można nazwać kupcem?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.