Idea
4.4

Aguirre: 10,9,8,7…

Polski nacjonalizm przypomina mi człowieka stojącego u podnóża wielkiej góry, który nie widzi jej właśnie dlatego, że jest zbyt wielka. Zauważa on drugorzędne szczegóły – drzewa i kamienie, natomiast to, co zagradza mu drogę, pozostaje poza jego percepcją. Aby zobaczyć górę, ten człowiek musi się cofnąć, wrócić niejako do początku swojej drogi. Tą górą są współczesne problemy, które stoją przed nacjonalizmem i których zdajemy się wszyscy nie dostrzegać.

Jest zwłaszcza jeden potężny problem-góra, ważniejszy niż dżender, pedalstwo, poczynania szwedzkich narodowców i co tam jeszcze zaprząta umysły zaangażowanych dla sprawy. No właśnie, jakiej sprawy ? Dla polskiego narodu oczywiście – ale czym on jest ? Oto podstawowe pytanie o podmiot nacjonalizmu – źródło i sens jakiegokolwiek działania. W tym właśnie momencie wielu z nas otwiera usta, aby wypowiedzieć dobrze znane definicje i charakterystyki, będące świadectwem uformowania ideowego i gruntownej znajomości przedwojennej literatury przedmiotu. Dobrze, reszta nawet tego nie potrafi. Cóż z tego, kiedy tym słowom odpowiedziało tylko głuche echo. Zakredytowani pracownicy korporacji skrycie obmyślają plany na weekend. Miliony oczu w odrętwieniu wpatrują się w ekran telewizora, nie chcąc o niczym słyszeć. Organicyzm ? Duma ? Wspólnota ? Dążność do samostanowienia ?
A może, jak twierdzi poeta Rymkiewicz, są dwa narody ? Naród patriotów i zaprzańców, wolnych Polaków i genetycznych niewolników. Powstańców i targowiczan. Dwie żyjące obok siebie rasy, ta pierwsza mniej liczna, bo przegrywa wszystko, co można przegrać, ale jednak w dziwny sposób niezniszczalna, druga wiecznie bierna i cyniczna, sprzedajna każdemu za coraz mniejszą cenę. Koncepcja intelektualnie kusząca, bo tłumaczy cały historyczny proces prowadzący aż do miejsca, w którym się znaleźliśmy. Ostateczne pogodzenie się z faktem, że Polskość nie istnieje jako spójny byt, lecz jest utrwaloną schizofrenią. Zważoną śmietaną, której każda frakcja pływa osobno, nie mieszając się ze sobą. To my naród: określa nas to, że kochamy Polskę albo, że mamy ją w dupie. Czemu nie ? Rozłam nie będący awarią, tylko właściwą strukturą. Anielsko-diabelski zrost, który nawet jako tako funkcjonuje (chodzi w jednym kawałku na mecze i święcenie pokarmów !). Ciężko wyobrazić sobie coś bardziej przerażającego, a zarazem lepiej obrazującego stan faktyczny. Rymkiewicz sugeruje, że ostatnią szansą na przekucie Polaków w nowożytny naród, było powieszenie przez lud Warszawy rosyjskiego agenta króla Stasia, a tak – pociąg historii odjechał i na zawsze pozostaniemy hybrydą. Skoro nie ma narodu, nie będzie też żadnego państwa narodowego, organizacji politycznej, korporacjonizmu i wszystkich innych pozycji z listy p.t. „co narodowy radykał ma do zaoferowania przeciętnemu Polakowi”. Nie ma bowiem bazy, na którym to wszystko można zbudować, tylko wodorosty i dwa metry mułu.

Ta diagnoza jest oczywiście maską rozpaczy, która każe siąść i płakać za dawnymi czasami, albo wyemigrować do jakiejś szczęśliwszej krainy. Na tym można by właściwie skończyć ten artykuł i iść na piwo. Osobiście nie miałbym pretensji do tych, którzy by tak zrobili. Jeżeli jednak po uświadomieniu sobie powagi sytuacji jesteśmy wciąż na posterunku, musimy złożyć wyznanie wiary – wiary wbrew faktom – że naród to jednak organiczna wspólnota, nie frakcja zważonej śmietany.

Wciąż jednak wybrzmiewa niewygodne pytanie – co współczesny polski narodowiec zamierza zrobić z faktem, że w polskim narodzie istnieje potworna wyrwa, która w sposób oczywisty niszczy jego jedność i zagraża istnieniu ? Jak zamierza stać się nową endecją, stworzyć nową wszechpolską ideę, na nowo zjednoczyć naród platformiano-pisowski pod społecznym panowaniem Chrystusa ?

Można by w tym miejscu rozpocząć długą rozprawę, jednak rzecz ogranicza się do kilku głównych postulatów.

Odbudować zaufanie społeczne do idei narodowej. Przedstawić ideę narodową jako to, czym jest w istocie: jako wizję zgody narodowej na fundamencie sprawiedliwości społecznej i ekonomicznej. Być rzecznikiem i propagatorem katolickiej nauki społecznej i norm cywilizacji łacińskiej. Budować środowisko opiniotwórcze rozwijające te idee w szczególe i konkretnych sytuacjach. Odzyskać wiarygodność merytorycznie angażując się w debatę publiczną i problemy życia społecznego. Inwestować w wiedzę i profesjonalizm, na wszystkich szczeblach organizacyjnych.

Wyrzucić na śmietnik historii gówniany (tak – to właściwe słowo) deklaratywny radykalizm i zastąpić go radykalizmem działania. Nacjonaliści muszą jawić się społeczeństwu jako jego elita a nie agresywny, knajacki margines. Wszelka dosłowna i mentalna subkulturowość musi zostać bezwzględnie wykorzeniona. Fanatyzm nacjonalistów musi objawić się w aktywności, a nie w odpychającym większość społeczeństwa wizerunku. Należy odrzucić kompromitujące i bezużyteczne naleciałości, które nie stanowią o istocie polskiego nacjonalizmu. Inspiracji należy szukać w najgłębszych podstawach polskiej kultury i historii, i w oparciu o nie budować program odbudowy polskiej tożsamości. Do roboty !

Może jednak polski narodowiec woli dalej w najlepsze „nacjonalizmować się” w gronie znajomych ? Może woli ekscytować się dumnym wyrazem salutu rzymskiego i chrześcijańskim znaczeniem krzyża celtyckiego ? Może zostanie nową nadzieją negacjonizmu ? A może, jako wtajemniczony tercerysta będzie dążył do poznania nazw wszystkich europejskich organizacji narodowo – rewolucyjnych liczących od 5 członków w górę i będzie na bieżąco z ich działalnością ? Może będzie walczył o Palestynę, Iran, Syrię, Ukrainę, Wenezuelę i Karenów, bo przecież nie ma, zaprawdę nie ma pod słońcem ważniejszych tematów dla polskiego nacjonalisty. Może wdroży w życie aryjską etykę walki i zwycięstwa proroka Evoli, może pomysły rev-konsów, może nowej prawicy – wszystko, wszystko, byle dalej na orbitę, dalej w kosmos ! Odliczamy – do narodowej rewolucji – 10,9,8,7…. Zakredytowani pracownicy korporacji skrycie obmyślają plany na weekend.

1 comment

Get RSS Feed
  1. Ljuty

    Doskonały tekst! Oczyśćmy nacjonalizm z tego całego subkulturowego szajsu i z wytatuowanych karków stańmy się na powrót – jak przed wojną – elitą intelektualno-kulturową kraju, ale elitą, która w odróżnieniu od dzisiejszych „elit” posługuje się tym samym językiem co prostu lud. Czym się w oczach zwykłego Kowalskiego różni skinhead (wiem że ich już praktycznie nie ma ale chodzi o wyrazisty przykład) w szelkach i glanach od długowłosego metala w skórze? Obaj są takimi samymi kosmitami, dalekimi od gustu przeciętnego Polaka…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.