Trzecia Droga

Portal Nacjonalistyczny

Salvatore Babones: Czy marynarka Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej zagraża Morzu Południowochińskiemu – czy też go broni?

Powyższy artykuł został udostępniony na licencji Creative Commons

W miniony wtorek, 17 stycznia, Chiny przeprowadziły swojego posowieckiego lotniskowca (Liaoninga) przez Cieśninę Tajwańską – i to nie pierwszy raz. To samo zdarzyło się 6 miesięcy temu, podobnie jak i kolejne 6 miesięcy wcześniej. Ogólnie rzecz biorąc, to sam jeden lotniskowiec Chin wydaje się nie robić wiele poza przepływaniem tam i z powrotem przez tę politycznie wrażliwą cieśninę. Opuszcza on swój port macierzysty w Qingdao na Morzu Żółtym, płynie przez Morze Wschodniochińskie i Cieśninę Tajwańską do Hongkongu na Morzu Południowochińskim, a po spędzeniu tygodniu w Hong Kongu płynie tą samą trasą z powrotem do Qingdao.

Sąsiedzi Chin i zachodnia prasa reaguje histerycznie na te powtarzające się „prowokacje”, jako że Liaoning mija się z należącymi do Japonii Wyspami Senkaku (o które spierają się z nią Chiny, przez które nazywane są Wyspami Diaoyu), potem z Tajwanem (uważanego przez Chiny za zbuntowaną prowincję), aż wreszcie wpływa na Morze Południowochińskie (obszar osławionych roszczeń morskich Chin na obszarze tzw. Linii Dziewięciu Kresek). Chiny są w posiadaniu jedynego w pełni funkcjonalnego lotniskowca w regionie i może się wydawać, że Chiny używają Liaoninga, by wygrażać sąsiadom swoją „grubą pałką”.

Wystarczy rzucić okiem na mapę i jasnym stanie się, dlaczego Liaoning raz za razem płynie tak wrażliwą trasą. On po prostu płynie tam i z powrotem wzdłuż wschodniego wybrzeża Chin w niekończącej się pętli treningowej. Nieposiadające globalnej infrastruktury baz morskich i obiektów wsparcia Chiny nie ośmielą się wysłać swojego drogocennego, trzydziestoletniego, pochodzącego z sowieckiej nadwyżki lotniskowca gdziekolwiek daleko w głąb oceanu. Właściwie rzecz biorąc, to gdybyśmy mieli określić najmniej prowokującą trasę, którą Chiny mogłyby wysłać swojego lotniskowca – zakładając, że w ogóle mogłyby go gdzieś wysłać – prowadziłaby ona od Qingdao do Hong Kongu i z powrotem. I nigdzie indziej.

Chiny wkrótce zwodują drugiego lotniskowca, tym razem krajowej produkcji (choć wciąż opartego na modelu Liaoninga), a mogły już zacząć prace nad trzecim, bardziej zaawansowanym statkiem. Do czasu, gdy trzeci statek zostanie zwodowany w 2020, Liaoning, będący w gruncie rzeczy tylko okrętem treningowym, będzie gotowy do przejścia na emeryturę. Czyli za dekadę Marynarka Wojenna Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej będzie miała flotę z dwoma lotniskowcami, co zrówna ją z Indiami i Japonią (cztery małe lotniskowce Japonii w tej chwili przenoszą tylko helikoptery, ale w nagłych wypadkach można lokować na nich i samoloty).

Dominacja na obszarze lokalnym

W najbliższym czasie Marynarka Wojenna Chin nie zmierzy się z Flotą Stanów Zjednoczonych o kontrolę nad światowymi oceanami. Ale kiedy do wszystkiego dodamy chiński agresywny program budowy nielegalnych wysp (i konstrukcję wojskowych pasów startowych) na Morzu Południowochińskim, militarny rozwój Chin można uznać za zagrożenie dla ich mniejszych sąsiadów. Chińskie ekspansywne roszczenia morskie stanowią bezpośrednie wyzwanie dla Wietnamu i Filipin, a sytuacja dyplomatyczna Tajwanu jest zawsze niepewna. Rosnąca marynarka Chin przyćmiewa siły morskie wszystkich dziesięciu państw członkowskich ASEAN-u razem wziętych.

Zważywszy na widoczną gotowość do lekceważenia prawa międzynarodowego poprzez wylewanie obfitego strumienia dolarów (i niezliczonych ton betonu) na płytkie wody Morza Południowochińskiego, wydaje się nieuniknione, że Chiny będą powoli, acz zdecydowanie rozszerzać swoją morską obecność w regionie. Jest to zniewaga dla ich sąsiadów, których roszczenia do tych terenów są silniejsze od chińskich. Ale prezydent Rodrigo Duterte może okazać się politycznie wnikliwy i odpuścić Chinom w tej sprawie. Bez wojny (która z pewnością skończyłaby się przegraną) nie ma realnego sposobu na powstrzymanie Chin przed wzięciem tego, czego chcą.

Ale tym czymś jest głównie bezużyteczna woda i odosobnione rafy koralowe. Zachwalane tak rezerwy węglowodorów na Morzu Południowochińskim w rzeczywistości są dość małe i w każdym razie nie znajdują się na obszarach spornych, do których Chiny roszczą pretensje. W miarę jak świat (w tym i Chiny) szybko zmierza w kierunku przyszłości bez wykorzystywania węgla, to wszelkie tego typu rezerwy będą powoli spadać na znaczeniu. Bardzo prawdopodobnym jest, że nigdy nie zostaną one wyeksploatowane.

Morze Południowochińskie jest z pewnością ważne dla prowadzonego przez nie handlu, w tym dla ropy naftowej i gazu, które są zabezpieczeniem Azji Północno-Wschodniej, ale tutaj również postrzeganie tej sprawy rażąco zniekształca rzeczywistość. Często mówi się, że 40 procent światowego handlu przechodzi przez Morze Południowochińskie. Już rzadziej się mówi, że większość tego handlu zaczyna się w Chinach i prowadzi do nich samych. Gdyby Chiny wykorzystały swoje zasoby wojskowe do zamknięcia Morza Południowochińskiego, to pierwszą zniszczoną w wyniku tego gospodarką byłaby właśnie ich gospodarka.

Ponownie, by wiele zrozumieć, wystarczy rzucić okiem na mapę. Główne porty Wietnamu i Filipin znajdują się na Morzu Południowochińskim, a kraje te mogą być narażone na chińską presję w przypadku blokady. Ale w razie kłopotów handel z Tajwanem, Koreą Południową i Japonią celem ominięcia niedostępnego obszaru po prostu skorzystałby z nieco bardziej okrężnej trasy wokół Borneo i Filipin. Tymczasem jakikolwiek konflikt na Morzu Południowochińskim doprowadziłby do zniszczenia zależną od eksportu gospodarkę Chin.

Nie można uwierzyć w to, że Wietnam bądź Filipiny mogą próbować rywalizować z Chinami o dominację na Morzu Południowochińskim. Trzeba zatem uznać scenariusze konfliktu z udziałem tych dwóch państw za wysoce nieprawdopodobne. Zarówno Wietnam, jak i Filipiny będą musiały zadbać o swoje relacje z Chinami, tak aby upewnić się, że nie dojdzie do żadnego incydentu. Tymczasem potęgi Azji Północno-Wschodniej nie muszą się obawiać o odcięcie od Morza Południowochińskiego. A największe mocarstwo, Stany Zjednoczone, nie bierze nawet udziału w całym tym sporze.

Utrzymanie szlaków morskich

Zachodni obserwatorzy obawiają się, że Chiny będą mogły w przyszłości wykluczyć zachodnią (czyt. amerykańską) marynarkę wojenną z działań na Morzu Południowochińskim w wypadku konfliktu zbrojnego. Nazywają oni tę strategię „A2/AD” lub „Anti-Access/Area-Denial”. W tym scenariuszu Chiny wykorzystywałyby połączenie rakiet lądowych, baz lotniczych na sztucznych wyspach oraz lotniskowców, aby powstrzymać Stany Zjednoczone i ich sojuszników przed wpłynięciem na Morze Południowochińskie. Dzięki temu Chiny byłyby w stanie odciąć morze.

Jednakże eksperci patrzą na całą sytuację bardzo jednostronnie. Same Stany Zjednoczone mogłyby z łatwością zamknąć Morze Południowochińskie przez własną kampanię A2/AD. A to zaszkodziłoby Chinom i ich sojusznikom znacznie bardziej niż użycie tej samej strategii przez ChRL przeciwko Stanom Zjednoczonym.

Zamiast zakładać, że chińskie bazy na Morzu Południowochińskim są ofensywnymi platformami przygotowanymi dla przyszłej inwazji (gdzie?), o wiele bardziej sensowne jest przyjąć, iż mogą być to narzędzia do utrzymania szlaków morskich, nawet przed amerykańską agresją. W czasie pokoju Stany Zjednoczone zawsze starają się utrzymywać morze otwarte w celu wymiany handlowej, ale w sytuacji konfliktowej flota Stanów Zjednoczonych może być na tyle wielką siłą, aby zamknąć przestrzeń morską. Chińscy stratedzy muszą to dostrzec — i obawiać się tego.

Chińska taktyka zastraszania na Morzu Południowochińskim zraziła sąsiadów i spowodowała obawę o wzrastającą potęgę Chin, jednakże rozdmuchiwanie tych obaw do niepojętych rozmiarów nie ma żadnego sensu. Marynarka wojenna Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej z pewnością rozwinie zdolność zatapiania statków na Morzu Południowochińskim, zupełnie tak jak Iran posiada zdolność zatapiania statków w Zatoce Perskiej, czy tak jak Rosja posiada zdolność do zatapiania statków na Bałtyku. Żadne z nich tego jednak nie zrobi, ponieważ zamknięcie sąsiadujących mórz byłoby śmiercią ich własnych gospodarek.

Najprawdopodobniej motywacją chińskiej marynarki wojennej jest pragnienie zabezpieczenia swojego własnego bezpieczeństwa, pragnienie wykrzesane przez strach i pielęgnowane przez dwa stulecia morskiej niższości. To nie fair, że Chiny realizują interesy własnego bezpieczeństwa kosztem bezpieczeństwa swoich mniejszych sąsiadów, jednak to prawdopodobnie nieuniknione, że każde państwo na miejscu Chin zrobiłoby tak samo. To i tak nie uspokoi nerwowych obserwatorów Chin w Wietnamie i na Filipinach, ale powinno uspokoić cały świat tym, że Chiny nie zamierzają rozpętać Trzeciej Wojny Światowej na Morzu Południowochińskim.

Artykuł został udostępniony na zasadach opisanych w licencji Creative Commons. Powyższe tłumaczenie stanowi własność redakcji pisma W Pół Drogi. Kopiowanie go lub modyfikowanie bez zgody redakcji jest zabronione.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.