Stefan Gardyński: Nacjonalizm, a świat pracy. Działalność polskich narodowych radykałów na polu robotniczym w XX leciu międzywojennym

Tekst jest ogólnym zarysem działalności narodowych radykałów okresu międzywojnia w środowiskach ludzi pracy –  zawężając: w kręgach robotników, rzemieślników, kupców oraz związkach zawodowych. Z racji niewielkiej bibliografii wymaga on uzupełnienia, a być może i korekty pewnych treści. Niemniej jednak, w obliczu ostatnich strajków w Polsce warto nadrobić lub przypomnieć i utrwalić czym również zajmowali się drzewiej narodowcy. Dlaczego również? W ostatnim czasie można dostrzec, że wśród nacjonalistów – lub osób uważających się za takowych –  pojawiają się coraz częściej bezcelowe filozofie oraz odcinanie od działań prospołecznych (tzw. „ukryty socjalizm”), a to wszystko w majestacie „akademickiego charakteru ruchu narodowego”. I temu także ma służyć ten tekst – ukazaniu, że narodowcy nie tylko „siedzieli na uczelniach” ale i starali się dotrzeć do różnych warstw społecznych. Zostało to zresztą adekwatnie nazwane w relacji Adama Wilczyńskiego „zejściem w lud”, co odzwierciedlało ówczesne plany narodowych radykałów by pobudzić społeczeństwo do działania. Duży aspekt kładziono na solidaryzm, unikano powiązań z socjalizmem, jednakże spora część założeń pokrywała się z tymi lewicowymi. Pomijam tutaj jednak wszelakie koncepcje, wyznaczniki, programy etc., lecz staram się skupić jedynie na samej działalności, czynach.

Na krótko po legalizacji Obozu Narodowo-Radykalnego dało się uświadczyć działania propagandowe skierowane w stronę grona robotniczego. Dynamika i zapał młodych nacjonalistów przejawia się tu chociażby w zainteresowaniu ze strony lewicy, która – bojąc się o utratę wpływów – bacznie obserwowała rozwój wydarzeń. W Sztafecie z 19 maja 1934r. możemy przeczytać o próbie zakłócenia  zebrania oenerowców na warszawskiej Pradze, a wedle relacji uczestniczyło w nim nawet do 400 robotników. Na spotkaniu doszło do wystąpienia lewicowca, w którym przekonywał, że ONR wywodzi swe korzenie z „burżuazyjnej endecji”. Przemówienie zostało przerwane, a będący tam niepożądani goście (wraz z oratorem) – wyrzuceni. Warszawska Polska Partia Socjalistyczna (PPS) posunęła się nawet do zawiązania Antyoenerowskiego Komitetu Akcji Socjalistycznej, a już 30 maja 1934 roku stołeczne władze partii zwołały pilne obrady dotyczące działalności narodowych radykałów. Postanowiono m.in. o niedopuszczaniu do kolportażu Sztafety w dzielnicach robotniczych oraz używaniu przemocy w stosunku do działaczy ONR na obszarze całej Warszawy (z naciskiem na tereny zamieszkania ludu pracy). Młodzi narodowcy, jakby grając na nosie ideowym oponentom, zakładali swe lokale właśnie w rejonie działań wszelakich komitetów PPS, siedzib związków zawodowych itp. Mało tego, próbowano agitować na terenach robót w Warszawie, co znalazło odbicie w bacznym śledzeniu poczynań oenerowców również przez policję. Warto wspomnieć, że z dzielnic, gdzie osiągnięto wpływy wyróżniały się Wola (kier. Edward Kemnitz) oraz Mokotów (Kazimierz Glinicki), a pomniejsze to: Czerniaków, Grochów, Nowe Bródno, Powązki, Powiśle, Praga oraz Śródmieście. W późniejszym czasie obie grupy narodowych radykałów (ONR ABC oraz RNR Falanga) próbowały wpływać na środowisko robotnicze (i nie tylko) za pomocą innych, legalnych organizacji, gdyż bez nich zasięg oddziaływania był mocno ograniczony.

Rossmanowcy w Warszawie starali się założyć Robotnicze Stowarzyszenie Antykomunistyczne,administracja jednak skutecznie pokrzyżowała im te plany. Kolejną inicjatywą był Robotniczy Związek Narodowo-Radykalny, jednakże nie uzewnętrzniał żadnej działalności, więc ciężko napisać o nim coś więcej. Starano się także dotrzeć do ludu pracy poprzez Zjednoczenie Zawodowe Praca Polska (ZZ PP – będące pod wpływem Stronnictwa Narodowego). W jego ramach utworzono konspiracyjną organizację Załoga, której ster objął Wiktor Martini, a zastępcą został Tadeusz Todtleben. Cytowany we wstępie Adam Wilczyński (nazywa ZZ PP jako „Narodowe Związki Zawodowe Praca Polska”) w swojej relacji wymienia osoby, które wraz z nim należały do Zjednoczenia, a byli to m.in. Eugeniusz Gębski, Ludwik Heinrich, Władysław Marcinkowski, Tadeusz Rutkowski, czy Otmar Wawrzkowicz. Wzmiankuje również, iż miała to być alternatywa dla związków zawodowych, w których wpływy posiadała sanacja czy socjaliści. Dalej, przybliża także dwa nazwiska działaczy z grona robotniczego (Plamowski oraz – najpewniej – Snopek), których przyjęto na szczebel „S” (Sekcja). Pierwszy z nich miał na imię Zygmunt i razem z niejakim Grzybowskim faktycznie odpowiadali za działalność na odcinku robotniczym warszawskiej dzielnicy Bródno. Zasięg działań wychodził też poza samą Warszawę, aktywne komórki istniały także we Włochach, Wołominie oraz Wyszkowie. Wróćmy jednak do Związku Zawodowego Praca Polska. Wraz z końcówką roku 1938 organizacja odnotowała spory progres. Spowodowało to proces pozbawiania w niej wpływów oenerowców, którzy równolegle chcieli powołać Narodowo-Radykalny Związek Zawodowy (NRZZ), którego twórcami zostali: Marian Mikołajew, Jan Polakiewicz, Bohdan Suchodolski oraz Tadeusz Wiśniewski. Władza odmówiła im jednak zalegalizowania organizacji w pierwszym kwartale 1939 roku, jednak nie spowodowało to zaniechania działań wokół tej inicjatywy. Kierownikiem Robotniczego Związku Narodowo-Radykalnego został wybrany Henryk Suchodolski, a działalność sprowadzono do konspiracji. Taka sytuacja miała miejsce do lipca 1939 roku, kiedy to władza ostatecznie zalegalizowała działalność organizacji, a do zarządu dokooptowano kilka nowych twarzy: Polakiewicza, Ostrowskiego oraz Czaplę. Aktywność formacji dotyczyła terenu Warszawy, w której powołano okręgi dla dzielnic: Grochów, Koło, Marymont, Mokotów, Ochota, Praga, Starówka, Służewiec, Śródmieście oraz Targówek – w sumie dziesięć. Organizacja posiadała także Wydział Propagandy (Grzybowski oraz Smieciński).

ONR ABC przejął także kontrolę nad warszawską placówką Związku Polskiego (ZP, właśc. Związek Popierania Polskiego Stanu Posiadania – ZPPSP), posiadał także wpływy w oddziałach katowickim, sosnowieckim i paru innych. Związek był organizacją założoną przez polskich kupców w województwie Poznańskiem w 1935 roku. W stołecznym zarządzie zasiedli m.in. Władysław Marcinkowski, Jan Korolec, Wiesław Szpakowicz, czy Władysław Kempfi (w Komisji Rewizyjnej). Głównym założeniem było tworzenie hurtowni, kas udzielających pożyczek na zerowy procent itp. O tym, że oenerowcy mieli spore wpływy w warszawskiej filii świadczy także fakt, iż to dzięki nim podjęto decyzję o bojkocie niemieckich firm (poza aktualnym obejmującym już żydowskie) na zjeździe stołecznego okręgu. W nieodległym Łowiczu starano się także działać poprzez Związek Polski, zrzeszający rzemieślników i handlowców. Na czele organizacji stał tam fryzjer, Michał Kędzierski. Na Śląsku, gdzie kierownikiem ONR-ABC był Zygmunt Judycki również starano się uzyskać wpływy w terenie za pomocą ZP. Z kolei w wileńskim oddziale (na którego czele stali Tadeusz Goniewicz oraz Zygmunt Kuczyński) próbowano docierać do mas poprzez wspomniane już wcześniej Zjednoczenie Zawodowe Praca Polska. Prócz tego, przywódcy tamtejszego ABC założyli Spółdzielnię do Handlu Produktami Wileńszczyzny, która zajmowała się skupem płótna, tapet, (głównie lnianych) dywanów oraz wędlin, które to rzeczy następnie eksportowano do innych miast. Spółdzielnia była aktywnie wspierana finansowo poprzez oenerowców z pozostałej części kraju (szczególnie zasłużył się tu Radosław Kochlewski), a jej głównym celem było uzyskanie środków na działalność polityczną. Radą Nadzorczą kierował student, Zygmunt Międzybłocki. Niestety, mimo czynionych starań oddział wileński nie odegrał w kwestii robotniczo-społecznej zbytniej roli. Spory wpływ na to miało jego rozbicie w 1936 roku (i zatrzymanie m.in. dwóch wcześniej wspomnianych Tadeusza Goniewicza i Zygmunta Kuczyńskiego oraz Ryszarda Barnatowicza, Edwarda Bonarowskiego, Zygmunta Międzybłockiego, Mirosława Rutkowskiego i Dariusza Żarnowskiego) , które nie tylko zresztą w tym aspekcie zdezorganizowało tamtejszych oenerowców).

Oenerowcy wnikali także do innych organizacji, o których warto napisać kilka słów. Poza Stowarzyszeniem Kupców Polskich (SKP), aktywnie udzielano się również w Stowarzyszeniu Drobnego Kupiectwa Chrześcijańskiego czy Izbie Rzemieślniczej (IR) oraz Związku Rzemieślników Chrześcijan (ZRzCh). Kronikarskim obowiązkiem odnotujmy tu kilka nazwisk narodowych radykałów: Janusz Pilitowski, Saturnin Glinicki, Bolesław Pustelnik, Bolesław Paszuk, Stanisław Surdykowski, Władysław Gryfowski, czy Władysław Bertold i Ludomir Czapiński (dwaj ostatni w IR, ZRzCh). Wspomnieć również należy o współpracy ONR-ABC z niewielką Narodową Partią Społeczną (NPS) Józefa Grałły, założoną w 1937 roku. Była to następczyni „wiśniowych koszul” – Narodowo-Socjalistycznej Partii Robotniczej (NSPR), której ślady aktywności przypadają na Śląsk oraz Wilno.Porozumienie nawiązano krótko po tym, gdy Grałła zaliczył nieudane scalenie z bepistami i zwrócił swój wzrok na drugą stronę skupiającą narodowych radykałów. W celu owocnej współpracy oenerowcy wysłali do stołecznej NPS grupkę dziesięciu studentów o pochodzeniu robotniczym. Grałła po kilku miesiącach postanowił jednak odnowić swe kontakty z Falangą, co było jednoznaczne z zakończeniem współpracy. Nawiążę jeszcze do tej postaci w dalszej części tekstu.

Ruch Narodowo-Radykalny Falanga radził sobie w tej materii trochę lepiej, gdyż w 1937 roku bepistom (na czele z Andrzejem Świetlickim) udało się przejąć warszawską strukturę Narodowej Partii Robotniczej (NPR), dzięki czemu mogli działać legalnie. Tu zaznaczmy, że NPR może trochę mylić swą nazwą – jej odwołaniem był solidaryzm, a nie komunizm. Działając pod nowym szyldem organizowano szereg kursów społeczno-politycznych oraz sformowano organizację porządkową nazwaną Straż Przednia. Dużą rolę w całym przedsięwzięciu odegrali Władysław Puławski oraz Julian Nowakowski. Falangiści zdobyli się także na sporą niezależność, odrzucając postanowienie ogólnopolskiego zarządu NPR w kwestii scalenia z chadecją i utworzenia Stronnictwa Pracy. Nie obyło się przy tym bez zgrzytów: gdy Puławskiemu i Nowakowskiemu nie udało się wpłynąć na decyzję kongresu likwidacyjnego, próbowano posunąć się do radykalniejszego kroku i z pomocą wspomnianej wyżej Straży Przedniej zerwać obrady. Wysiłek ten jednak spełzł na niczym, porządkowi nie zostali wpuszczeni na salę, a następnie przekazano ich policji pod zarzutem awanturnictwa. Bepiści nie ograniczyli swojej działalności pod szyldem Narodowej Partii Robotniczej jedynie do stolicy – działano także w miejscowościach pod Warszawą, Radomiu oraz Małopolsce. W ramach ciekawostki można dodać, że członek Falangi Jerzy Lubicz-Chojnowski wspomina o finansowym wsparciu dla partyjnych działaczy, którzy strajkowali w żydowskich firmach.

Rok 1937 to nie tylko działalność falangistów pod szyldem NPR. W tym samym roku utworzono również Komitet Organizacyjny Narodowych Związków Zawodowych, stanowiący podwalinę Narodowej Organizacji Pracy (NOP), nad którą pieczę sprawował później Witold Rościszewski. Nie był to jakiś większy twór – zrzeszał w przybliżeniu do tysiąca członków i tak jak poprzednie formacje nie osiągnął dużego znaczenia. Warty odnotowania jest fakt, iż w organizacji utworzono osiem związków branżowych, a ich oddziały istniały w centralnej części kraju (Warszawa, Radom), na południu (Będzin, Sosnowiec, Zawiercie) oraz w odległym Wilnie. Tu właśnie po raz kolejny spotykamy się z postacią Józefa Grałły, który w połowie 1939 roku dokonał frondy w NOP-ie. Rozłam oznaczał praktycznie kres Narodowej Organizacji Pracy, która pozbawiona grona około trzydziestu działaczy (przeszli do sanacyjnego Zjednoczenia Polskich Związków Zawodowych) w przededniu wojny, nie mogła rozwinąć się lub choćby działać tak jak wcześniej. Nawiązując jeszcze w tym miejscu do Wilna, warto zaznaczyć, że tamtejsi falangiści zorganizowali się jako Obóz Polityczny Ruchu Młodych, a jego członkowie to głównie wcześniejsi działacze Związku Zawodowego Praca Polska, który został rozwiązany przez władze. Tematyczny akcent dotyczący RNR znajdziemy także we wspomnieniach Zygmunta Przetakiewicza, opisującego szkolenie swej zamkniętej grupy bojowej w majątku sympatyka narodowców Stanisława Zdziarskiego, wymienia uczestników wśród których znajduje się Ryszard Romanowski – jedyny w tym gronie człowiek ze środowiska robotniczego (pozostali to studenci).

Chciałbym jeszcze trochę miejsca poświęcić na narodowo-radykalne wydawnictwa nawiązujące do motywu tego tekstu. Nie wygląda na to, by stricte robotniczych było zbyt wiele, sporo kwestii tematycznych podnoszono przecież w wielu regularnych gazetach, broszurach czy ulotkach, nie ma zatem sensu silić się na wymienianie ich wszystkich. Napomknę tylko krótko o tych, które chciałbym wyróżnić. ONR ABC przejmując kontrolę nad warszawskim oddziałem Związku Polskiego, przejął w swe ręce również jego tubę – tygodnik Alarm. Gazeta (której wydawcą był Władysław Marcinkowski, a redaktorem Ludwik Heinrich) traktowała o sprawach gospodarczo-społecznych – głównie walce z oponentami żydowskimi w handlu i rzemiośle –  i wydawana była od drugiej połowy grudnia 1937 roku aż do wybuchu wojny. Warto również zwrócić uwagę na wydawaną od 1935r. do 1937r. Sztafetę Robotniczą oraz ONR Walczy! (zwany Robotniczym Dodatkiem do Sztafety), wychodzący nieregularnie od 1937 roku do połowy lutego 1939 roku (łącznie 19 numerów).

Kończąc ten niedługi i ogólny tekst, chciałbym jeszcze podać przykład na to, że nawet komuniści potrafili niekiedy schować propagandę do kieszeni i obiektywnie opisać bolesny dla siebie widok. Jako przykład służy pierwszomajowa relacja jednego z nich, której fragment pozwolę sobie zacytować: „ONR pokazało w tym roku, że ma robotników i robotnice. Nie przeceniam ich wpływu, ale nie zgadzam się z towarzyszami, którzy twierdzą np; że ONR nie ma wcale robotników. Przed UW było do 250 ONR-owskich robociarzy.”W 1939r. natomiast, Ministerstwo Spraw Wewnętrznych oceniało wpływy oenerowców w tym środowisku w stolicy na jedynie około sto osób… Niezależnie od tych danych liczbowych, należy stwierdzić, że narodowi radykałowie mieli dość niewielki wpływ na środowiska ludzi pracy. Na pewno było to pokłosiem delegalizacji ONR przez władze, jak i rozłamu na ABC oraz Falangę i wzajemnej rywalizacji. Dodatkowo, nacjonaliści mieli utrudnione zadanie, gdyż silne wpływy posiadała sanacja, różnego rodzaju socjaliści, czy komuniści, które to grupy można nazwać „naturalnym środowiskiem” tamtych czasów dla pracującego ludu. Narodowych Radykałów kojarzono z „endecką burżuazją”, poza tym gros ich działaczy było studentami, a warstwy biedne miały bardzo utrudnioną możliwość awansu społecznego, co powodowało dość oczywistą awersję do osób spod znaku „bene nati”. Wydaje się, że nasze środowisko ma dziś lepsze perspektywy na dotarcie do ciężko pracujących rodaków. Pytanie tylko czy niektórzy z naszych ideowych kolegów chcą się z nimi w jakikolwiek sposób utożsamiać?

Wybrana bibliografia:

Bojemski Sebastian, „Załoga”, http://nsz.com.pl/index.php/artykuly-i-opracowania/17-zaoga (01.02.2015)

Dobrowolski Rafał, Rozdział II: Działalność Obozu Narodowo Radykalnego,

Dobrowolski Rafał, Rozdział IV: Działalność Ruchu Narodowo Radykalnego,

Kawęcki Krzysztof, Działalność i myśl społeczno-polityczna Obozu Narodowo-Radykalnego ABC 1934-1939, Warszawa, 2009

Lubicz-Chojnowski Jerzy, Byłem kierownikiem organizacyjnym „Falangi” w Białymstoku w 1938r., Polityka Narodowa, 2011 (zima), nr 8, s.248

Muszyński Wojciech Jerzy, Duch młodych. Organizacja Polska i Obóz Narodowo-Radykalny w latach 1934-1944. Od studenckiej rewolty do konspiracji niepodległościowej, Warszawa, 2011

Muszyński Wojciech Jerzy, Ideologia i program Obozu Narodowo – Radykalnego, http://www.onr.czyz.org/artykul-3-t-ideologia-i-program-obozu-narodowo-radykalnego.html (29.01.2015)

Przetakiewicz Zygmunt, Od ONR-u do PAX-u, Warszawa, 2010

Sosnowski Miłosz, Krew i honor. Działalność bojówkarska ONR w Warszawie w latach 1934-1939, Warszawa, 2010

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.