Hobby
4.7

Konrad Rekoj: Against Modern Football

Mecz polskiej Ekstraklasy. Przyjeżdżasz godzinę przed czasem. Trzeba przecież gdzieś zaparkować, niestety po kilkudziesięciu minutach szukania darmowego miejsca poddajesz się lądując na płatnym parkingu- 10 zł. Nie wiedziałeś czy uda Ci się znaleźć wolnych kilka godzin w sobotę, by oglądnąć 90 minutowy mecz, więc nie kupiłeś biletu. Stoisz w kolejce. Trwa już rozgrzewka, wymieniane są składy, ale wciąż czekasz. Na szczęście udało się zdążyć przed pierwszym gwizdkiem. Z radością pędzisz do bramek ochrony trzymając w ręce bilet o wartości 40 złotych. Stop. Konsumentem byłeś tylko do czasu kupna biletu, teraz podnieś ręce do góry- ochrona niespiesznie przeszuka Ciebie i zawartość Twojego plecaka, wszak możesz wnosić niebezpieczne przedmioty. Oczywiście każdy kto chce odpalić racę i tak ją wniesie bez większych problemów, ale ochrona musi zasłużyć na swoją pensje, a Ty musisz spóźnić się na mecz. Mogłeś wyjechać wcześniej. Na przykład trzy godziny przed meczem. Piłkarze już ruszyli, ale jednak masz ochotę na piwo, by przyjemniej się oglądało lub by w ogóle dało się oglądać to widowisko. Kolejka, potem tylko 8 złotych i już możesz cieszyć się z wody, delikatnie nasączonej czymś w rodzaju piwa. Nie przejmuj się, smak nie ma wielkiego znaczenia. Zanim usiądziesz większość i tak wylejesz obijając się o masę fanów chcących zobaczyć swoją drużyne. Nerwy spowodowane mokrym ubraniem w chłodne jesienne popołudnie, chciałbys ukoić papierosem. Odpalasz, ale zanim się zaciągniesz już pojawia się obok uśmiechnięta dziewczyna z odblaskową kamizelką z napisem „STEWARD”.

  • Przepraszam, nie wolno palić na terenie stadionu.

Zamiast odpoczywać jesteś już wykończony, ale grzecznie odpowiadasz:

  • Dobrze. Może pozwoli mi Pani tylko dokończyć.
  • Niestety będę musiała zawołać ochronę. – To by było na tyle jeśli chodzi o uśmiechniętego stewarda. Poddajesz się, gasisz i udajesz się na miejsce.

Oczywiście okazuję się, że miejsce na które kupiłeś bilet jest na drugim końcu sektora, więc przesuwany przez kolejnych zadowolonych kibiców udajesz się tam pokornie, nie chcąc znów narazić się niezbepiecznym odblaskowym kamizelkom. Jest 20 minuta meczu, grzecznie, jak przed chwilą skarcone dziecko, siadasz gdzie Ci kazano. Nie pijesz, nie palisz – chcesz już tylko w świętym spokoju oglądnąć mecz. Mimo pięknego stadionu na którym jesteś w rzeczywistości na murawie widzisz tylko 22 punkciki, których i tak nie możesz odróżnić, więc patrzysz w nowoczesny telebim zamiast na murawę. Telebim, który w większości nadaję to samo co widziałbyś oglądając mecz w telewizji.
Zerkasz na sektor ultrasów. Może dzięki nim warto tu było przyjść? Przypominasz sobie jednak za chwilę, dlaczego kupiłeś bilet na ten sektor kibiców, który znajduję się jak najdalej „najzagorzalszych”. To tam byłbyś również kolejnym trybikiem w maszynie o nazwie: mecz. Tym razem jakiś osiłek wymuszał by na Tobie podskakiwanie w rytm niczym murzyn do swoich dziwacznych rytmów. Oczywiście warto, by było żebyś krzyczał jeszcze jak najgłośniej, szczególnie te pieśni , dotyczące klubów, z którymi wspomnianemu osiłkowi akurat świetnie idą interesy. Bo te płynące z klubu i samorządu nie wystarczają. To tyle jeśli chodzi o niezależność. No, ale możesz czuć się dumny z bycia przynależnym do mocnej grupy. Obyś tylko nie rozglądał się dookoła, bo zobaczysz głównie twarze zakompleksionych 14- latków o oczach tęskniących za rozumem. Stwierdzisz wtedy z smutkiem, że tak jak w życiu codziennym znów dałeś się oszukać. Znów jesteś trybikiem i nawet jeśli chciałeś być niezależny od świata z telewizji, właśnie tam wpadłeś. Znów wyssano resztki z Twojego portfela i resztki tygodniowej energii.

***

Tydzień później. Po ciężkiej pracy przez ostatnie dni w roli niewolnika znów masz ochotę oglądnąć mecz. Kochasz piłkę nożną i bez względu na okoliczności trudno Ci sobie wyobrazić tydzień bez niej. Tym razem jednak chciałbyś poczuć się lepiej niż jak odarty z godności przedmiot. Sprawdzasz lokalne rozgrywki klubowe i nagle okazuję się, że za kilkanaście minut rozgrywa się mecz kilka kilometrów od Twojego domu. Zdążysz bez problemów, łącznie z poczytaniem o historii klubów, które mają się zmierzyć i zakupem piwa w sklepie, które dla wielu jest nieodłącznym elementem futbolu. Okazuję się, że historia i tradycja nie żyją tylko w wielkich klubach, tak jak nie są obecne tylko w wielkich państwach. Jest to historia połączona z Twoją dzielnicą i tym czym otaczało Cie przez całe szczęśliwe życie, dopóki nie rozpocząłeś myśli o podboju świata. Na prowizorycznych bramkach zauważasz działacza, którego prawdopodobnie można spotkać na tym boisku w każdy dzień i każdą noc. Bilet? „Co łaska”, a Ty ochoczo wspierasz klub, którego nie stać nawet na piłki. Ruszasz na trybuny, które w rzeczywistości są kilkoma ławkami ustawionymi wzdłuż boiska. Spotykasz sąsiada, z którym dotychczas wymieniałeś się tylko uprzejmym puszczaniem przodem na osiedlowym skrzyżowaniu. Podczas krótkiej rozmowy, okazuję się że sąsiad to nie tylko anonim pędzący w wyścigu korporacji, ale człowiek z podobnymi do Twoich problemami i zainteresowaniami. Rozpoczyna się mecz i zdajesz sobie sprawę, że widzisz coraz więcej ludzi, z którymi mógłbyś się utożsamić. To piłkarze, których kolejne twarze rozpoznajesz przypominając sobie te, które mijasz w lokalnym sklepie. Nagle okazuję się, że Ci ludzie potrafią co tydzień poświęcić się pasji piłki, mimo iż podobnie jak Ty, zastanawiają się jak przetrwają do najbliższej wypłaty i jak żona zareaguje na kolejne zużycie wolnego czasu na nic nie znaczące według niej zainteresowania. To prawda, że trudno znaleźć wirtuozów futbolu na tym boisku, ale walka i determinacja, by zwyciężyć w meczu, który dla wszystkich zapatrzonych w wielkie rzeczy i w wielkich ludzi, nie ma żadnego znaczenia budzą podziw. Nie odbierasz pasji profesjonalnym piłkarzom, ale znacznie łatwiej ją znajdujesz na boisku przypominającym te na którym spędziłeś całą młodość, niż zlepek większości narodowości świata, które oglądałeś tydzień temu, a z którymi masz tyle wspólnego, że przechodzisz obok sklepów, w których oni kupują. Już wiesz, że chcesz ich oglądać choćby w najgorszych rozgrywkach świata i poznawać kolejne kluby i ich historie z Twojego miasta.

***

To oczywiście przerysowany obraz dwóch światów piłki nożnej. Nie jest on w rzeczywistości, aż tak czarno- biały, jednakże można często odnieść takie wrażenie, gdy poznaje się na nowo futbol od dołu. To prawda, że można krzyczeć z zachwytu oglądając kolejne akcje najlepszych piłkarzy świata. Często można z uznaniem spojrzeć na poziom polskich piłkarzy, ale jednak świat materialistyczny w którym przyszło nam żyć nakazał nam zawsze uczestniczenie tylko w ludzkiej masie. Powinniśmy pracować w ogromnej firmie, bo tylko one mogą przetrwać. Kupować ziemniaki tylko w hipermarkecie, bo lokalny warzywniak i tak już umiera. Wspierać wielkie partie polityczne, bo przecież tylko one mają szanse. Angażować się tylko w te projekty, o których mówią w telewizji bo w tłumie łatwiej je zrealizujemy. Czytać tylko tygodniki koncernów medialnych, bo przecież to oni mają patent na profesjonalizm. Jeśli już koniecznie musisz mieć jakąś pasję, to wspieraj wielkie kluby, by kolejne korporację mogły się nasycić naszą niekończącą się konsumpcją. Tak właśnie staliśmy się bezrefleksyjnymi atomami, choć pewnie bardziej pasuję tutaj porównanie do baranów idących na rzeź.
Tymczasem niedaleko Twojego domu znajduję się przystań lokalnej społeczności. Oczywiście, że ona umiera, tak jak ginie wszystko co małe. Ale może właśnie dlatego warto udać się tam, gdzie jeszcze pieniądz nie zniszczył wszystkiego i zobaczyć na własne oczy, że istnieje życie poza głównym obiegiem świata. Może Twój lokalny klub to jeden z ostatnich elementów wolności, zanim staniesz się już tylko robotem zapominającym nawet w którym wyścigu właśnie występuje. Może właśnie on jest choćby malutkim elementem Twojej tożsamości. Walkę z globalizacją warto łączyć nawet z pasją. Against Modern Football.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.