Idea
5

Adam Busse: Pacyfizm- źródło rozbrojenia Narodów Europy

Przez ostatnie kilka dni skala „incydentów” dokonywanych przez muzułmańskich imigrantów ponownie wzrosła tak, że dla rozbrojonej Europy zamachy terrorystyczne, gwałty i brutalne napady ze strony kolorowych są niemal codziennością. Potwierdza to fakt, iż w przeciągu ostatnich trzech dni przeprowadzono łącznie pięć ataków – dwa w Hiszpanii, po jednym w Finlandii, Niemczech i Rosji. Największy z nich miał miejsce w czwartek 17 sierpnia w Barcelonie, gdzie w ataku na arterii La Rambla zamachowcy za pomocą furgonetki zabili 13 osób, a ranili ponad 100. Kilka godzin później miał miejsce podobny atak w nadmorskiej miejscowości Cambrils, wówczas 7 osób zostało rannych (spośród nich jedna zmarła). W tym drugim miejscu bohaterem stał się hiszpański policjant, który zastrzelił 4 z 5 zamachowców. Zamachy w Katalonii są skutkiem prouchodźczej polityki hiszpańskich władz, na których apel pół roku wcześniej w Barcelonie pod hasłem „Volem acolir” (z katalońska: „Chcemy przyjmować!”) zorganizowano wielką manifestację za przyjmowaniem imigrantów, na której zebrało się ponad 160 tysięcy osób. Po zamachach ci sami ludzie oddali hołd ofiarom zamachów, a lewaccy bojówkarze brutalnie rozpędzili manifestację hiszpańskich narodowców, protestujących przeciwko masowej imigracji i islamizacji Europy. Tragicznym, ale boleśnie prawdziwym będzie stwierdzenie, że Europa stopniowo przegrywa tę krwawą batalię nie tyle przez niekontrolowany napływ obcych przybyszy z krajów „Trzeciego Świata”, ile przez stopniowe odchodzenie od zdecydowanych metod walki na rzecz pacyfistycznego podejścia do ludzi, którzy chcą zastąpić Cywilizację Europejską swoim dziedzictwem, co też ma miejsce na naszych oczach i nie wolno temu faktowi zaprzeczać.

Dość niedawno ukazała się na jednym z portali informacja, która omal nie doprowadziła mnie do pustego śmiechu. Tysiące internautów na popularnych portalach społecznościowych publicznie zaprezentowało dwie nowe metody walki z islamskim fundamentalizmem: pierwszą z nich jest strzelanie antyislamskich selfie i tworzenie z nich memów mających na celu ośmieszenie Państwa Islamskiego, drugą – publikowanie zdjęć kotów, co teoretycznie miało wyrazić sprzeciw wobec pokazywania drastycznych fotografii z miejsca ataku bądź utrudnienie terrorystom dojścia do informacji, które mogłyby ułatwić im ucieczkę z miejsc dokonanych zamachów. Przyzwyczaiłem się już do tego, że w reakcji na zamachy w przeciągu ostatnich dwóch – trzech lat zachodni Europejczycy wstawiają zdjęcia profilowe w barwach krajów, gdzie miały miejsce ataki terrorystyczne (swoją drogą tylko flagi Francji, Belgii, Hiszpanii, Niemiec etc., a nie na przykład Libii, Syrii, Iraku, Jemenu i innych miejsc, gdzie mają miejsce ataki na większą skalę, w których giną setki osób, że nie wspomnę o przemilczanej prawie przez media brutalnej pacyfikacji szyickiej rebelii w Arabii Saudyjskiej, której symbolem w ostatnich dniach stało się zniszczenie miasta Al-Awamijja przez saudyjskie wojsko), mażą asfalt kolorowymi kredkami, piszą żałosne hashtagi #prayforManchester, #prayforParis czy – jak w przypadku zamachu na koncercie pewnej młodej „piosenkarki” w Manchesterze – chodzili z różowymi balonikami, a na portalach społecznościowych wstawiali zdjęcia z czarnymi uszami na różowym tle, niemniej te „nowe metody walki z terroryzmem” wzbudziły we mnie szczere zażenowanie.

To tylko pokazuje, jak bardzo na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat zmieniła się diametralnie mentalność Europejczyka. Europejczyka, który w dawnych latach i wiekach był białym człowiekiem przepełnionym Wiarą i Duchem Wojownika, dumnym ze swojej tożsamości, przed którym respekt czuli wrogowie Starego Kontynentu, niosącym postęp cywilizacyjny innym ludom świata oraz bezkompromisowym idealistą, gotowym oddać życie w obronie swojej Ojczyzny i Europy; a który to europejski duch zginął w 1945 roku. Dzisiaj wskutek liberalno-marksistowskiej indoktrynacji Europejczyk to wyzuty ze swej Wiary i Tożsamości człowiek, pędzący w wyścigu szczurów, czczący Mamonę jako jedynego bożka, meaculpista przepraszający wszystkich dookoła za to, że jest Europejczykiem i wstydzący się rozmaitych przewin z poprzednich wieków. Dzisiejszy Europejczyk to osobnik pozbawiony Idei, sensu życia (który odnajduje w swego rodzaju tumiwisizmie, konsumpcjonizmie i filozofii hulajduszy), niepotrafiący odpowiedzieć na pytanie, po co w ogóle żyje, nieskory do obrony tradycyjnych Wartości i pacyfista odrzucający używanie siły nawet, gdy trzeba bronić zdrowia i życia swojego, bliskich, przyjaciół z otoczenia oraz swojego Ojczystego kraju i europejskiego kontynentu.

Dzisiaj obserwujemy jedno z ostatnich stadiów upadku cywilizacyjnego Europy i jej stopniowo zaszczepianego kompleksu niższości wobec innych światów – szczególnie świata Islamu. Nie powinno to jednak przysłaniać faktu, że są jeszcze ludzie świadomi zaistniałego zagrożenia dla naszej tożsamości, wystarczy tu przywołać francuskiego monarchistę Jeana Raspaila, który powiedział wprost, że Europejczycy są „owcami prowadzonymi na rzeź” czy nieżyjącego historyka i francuskiego nacjonalistę, Dominique’a Vennera, on z kolei do śmierci wierzył w przebudzenie Europy oraz ostateczne pokonanie wspólnych wrogów – globalizmu, syjonizmu, masowej imigracji i Unii Europejskiej. Niestety, ich głos pozostaje głosem wołających na pustyni, a Europejczycy, wyłączając szeroko rozumianą radykalną prawicę, identytarystów i nacjonalistów, nie potrafią wyciągnąć wniosków nie mówiąc już o „europejskich” elitach, którym na rękę jest m.in. obecny kryzys imigracyjny. Okrutnym paradoksem jest fakt, że państwa Europy Zachodniej posiadają armię, siły policyjne, monitorują potencjalne zagrożenia i posiadają wszelkie możliwości zapobiegawcze, to nie potrafią sprostać i przewidzieć potencjalnych zamachów, które mogą wybuchnąć w kolejnych dniach.

Kontestowanie przez „autorytety moralne”, europejskie elity, lobby wspierające imigrację i wielu zaczadzonych tą propagandą obywateli faktu, iż zamachy terrorystyczne w Europie oraz postępująca brutalizacja życia codziennego mają związek z multikulturalizmem i masową imigracją, jest niczym innym, jak wyparciem się odpowiedzialności za zaistniałą sytuację na naszym kontynencie, która kieruje się w kierunku śmierci Europy. Demoliberalni politycy nigdy nie przyznają się wprost, że polityka multikulti poniosła zdecydowaną porażkę i nie będą mieli najmniejszej ochoty za zdradę interesów swoich Narodów, posłuszne wykonywanie rozkazów obcych stolic oraz ich kontynuowanie ponieść jakiejkolwiek odpowiedzialności za swoje czyny. Tak samo za swoje czyny nie będą mieli ochoty ponieść odpowiedzialności wszyscy ci, którzy lobbowali za przyjmowaniem uchodźców – od aktywistów pozarządowych organizacji „broniących praw człowieka” po banksterów.

Humanitaryzm, jakim kierują się ci ludzie, doprawdy jest groteskowy. Opowiadają się za pomocą obcym kulturowo i rasowo imigrantom, ale się nie kwapią w tak energiczny sposób do pomocy potrzebującym rodakom, którzy – jak widać – są uważani za obywateli drugiej kategorii w myśl idei pomagania wszystkim innym, tylko nie swoim Narodom. Do tego jeszcze dochodzi polityka szantażu moralnego ws. przyjmowania uchodźców, kierowana głównie do chrześcijan. Prouchodźcze lobby uderza w tony potrzeby pomocy drugiemu człowiekowi, miłosierdzia i solidarności, jednak zapomina o jednej istotnej rzeczy. Istnieje coś takiego w chrześcijaństwie, szczególnie w rzymskim katolicyzmie, co się nazywa po łacinie Ordo Caritatis. Tłumacząc na polski: porządek miłowania. Istotę tego porządku bardzo dobrze wyłożył na naszym gruncie Prymas Tysiąclecia, kardynał Stefan Wyszyński następującymi słowami: „Nie oglądajmy się na wszystkie strony. Nie chciejmy żywić całego świata, nie chciejmy ratować wszystkich. Chciejmy patrzeć w ziemię ojczystą, na której wspierając się, patrzmy ku niebu. Chciejmy pomagać naszym braciom, żywić polskie dzieci, służyć im i tutaj przede wszystkim wypełniać swoje zadanie – aby nie ulec pokusie „zbawiania świata” kosztem własnej Ojczyzny.”
Pacyfizm – parafrazując Jana Mosdorfa – jest bardzo szkodliwy, ponieważ prowadzi w dalszej konsekwencji do zniszczenia Narodów poprzez porzucanie warunków ich istnienia. Więcej, pacyfizm paradoksalnie jest czynnikiem, który w sensie mentalności rozbroił Narody zachodnioeuropejskie i stawia je w pozycji przegranej. Myśl o zastosowaniu zdecydowanych środków dla zapobieżenia/ograniczenia napływającej fali imigrantów jest niedopuszczalna, a użycie siły wobec nich jest potępiane. Kolejnym, ponurym paradoksem jest fakt, że ci sami ludzie cierpią na „syndrom sztokholmski” nie potępiając, a nawet stając w obronie „uchodźców”, podczas gdy ci „uchodźcy” mordują w zamachach białych Europejczyków. Właśnie dlatego uważam pacyfizm, a wraz z nim humanitaryzm za główne źródło mentalnego rozbrojenia Europy w XXI wieku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.