Idea
4.7

Adam Busse: Pozaeuropejska imigracja jako sojusznik kapitalizmu

Ktokolwiek krytykuje kapitalizm, jednocześnie aprobując imigrację, której pierwszą ofiarą jest jego własna klasa robotnicza, powinien się lepiej zamknąć. Ktokolwiek krytykuje imigrację, jednocześnie milcząc na temat kapitalizmu, powinien zrobić to samo. – Alain de Benoist

Tematyka pozaeuropejskiej imigracji w Europie, z której problemem nasz kontynent zmaga się nie od dzisiaj, nie od 5, 10, tylko kilkudziesięciu lat jest wciąż aktualny. Przez kraje europejskie przetacza się powolna, ale wzbierająca fala sprzeciwu wobec przyjmowania za pośrednictwem Unii Europejskiej kolejnych dziesiątek tysięcy imigrantów. Część z nich zaczyna temu przeciwdziałać (np. Węgry, Słowacja, Czechy), zaś brukselscy notable teraz starają się naruszyć homoetniczną egzystencję innych państw. Takim przykładem jest Polska, która ma przyjąć do końca 2016 roku 2000 imigrantów z Afryki i Azji, co przy serwilistycznej polityce premier Ewy Kopacz może przynieść opłakane skutki tym bardziej, że oprócz Czeczenów zmagamy się z coraz większą liczbą uchodźców wojennych z Ukrainy. Słowa francuskiego pisarza związanego z nurtem Nowej Prawicy wskazują na istotę problemu imigracji pozaeuropejskiej.

Dlaczego ubóstwo w Afryce jest przyczyną imigracji pomimo bogatego potencjału Czarnego Lądu? Pomimo iż Czarny Ląd jest bogaty w złoża złota, srebra, platyny, gazu ziemnego, ropy naftowej i węgla, to jednak są one eksploatowane przez międzynarodowe koncerny i na ich konto płyną zyski z wydobycia surowców, a na konto eksploatowanych państw wpada niewiele pieniędzy. Niewielką rolę w gospodarce krajów afrykańskich odgrywa przemysł przetwórczy, a największą – rolnictwo, które do 1960 roku było w stanie wyprodukować i sprzedać do 1,3 miliona ton żywności rocznie, dziś natomiast eksport zanikł, a 25% żywności w Afryce to towary importowane m.in. z Europy Zachodniej i Pakistanu. Ponadto warunki klimatyczne i położenie geograficzne wraz z powyższymi czynnikami spowodowały praktycznie zanik bezpieczeństwa żywnościowego kontynentu. Dodatkowo prowadzenie swobodnego biznesu jest utrudnione przez prowadzoną przez UE i Stany Zjednoczone politykę rolno – handlową, wzrost liczby ludności krajów afrykańskich, korupcję na szczeblach władzy i związaną z tym ograniczoną skutecznością i słabością instytucji państwowych. Ponadto Afryka musi zmagać się z zadłużeniem zagranicznym sięgającym łącznie 96,5 miliarda dolarów amerykańskich (z zestawienia zadłużenia 48 krajów afrykańskich), co oznacza, że przykładowo w Angoli przy długu zagranicznym wynoszącym 16,7 miliarda dolarów (1/3 PNB Angoli) każdy mieszkaniec ma do spłacenia około 1300 dolarów długu, a biorąc na tym przykładzie pod uwagę fakt, iż 68% obywateli tego kraju zarabia mniej niż 1,7 dolara dziennie, zauważamy jak ogromny jest dług zagraniczny.

Generalnie zatem sytuacja wewnętrzna krajów nie tylko Afryki, ale całego Trzeciego Świata jest jedną z ważnych ekonomicznie przyczyn napływu imigrantów do Europy. Eksploatacja kraju przez międzynarodowe korporacje, korupcja elit rządzących, słaba organizacja państwowa, ograniczona skuteczność wymiaru sprawiedliwości, niekorzystny klimat, zawirowania polityczne skutkujące licznymi przewrotami i wojnami, związane z tym liczne przemieszczenia ludności składają się na jeden poważny proces. On w połączeniu z coraz bardziej otwartą polityką przywódców Starego Kontynentu do dziś stanowi poważną mieszankę wybuchową mającą doprowadzić nie tylko do dalszej kolonizacji ekonomicznej, ale i również do zniszczenia odrębności narodowych i kulturowych na rzecz „wielorasowego społeczeństwa”. Zapoczątkował je na przełomie lat 60’ i 70’ XX wieku prezydent Francji, Georges Pompidou, który później przyznał się, iż na prośbę wielu czołowych biznesmenów (m.in. Francisa Bouyguesa) otworzył granicę Francji dla pozaeuropejskich imigrantów, żeby pozyskać posłuszną i tanią siłę roboczą, pozbawioną poczucia wspólnoty i tradycji jakiejkolwiek społecznej rywalizacji. Działanie to poczyniono w celu wywarcia oddolnego nacisku na zarobki francuskich robotników, osłabienie ich potencjału do ewentualnej walki o ich prawa pracownicze i socjalne oraz niedopuszczenie do jedności francuskiego ruchu pracowniczego.

Dlaczego sama imigracja jest zgodna z samym duchem kapitalizmu? Tu oddam już drugi raz głos Alainowi de Benoist, który w swoim sztandarowym tekście pt. „Imigracja – armia rezerwowa kapitału” napisał, że: „Podczas przestrzegania dumpingu socjalnego, wykreowany zostaje zatem „nisko-kosztowy” rynek pracy pełen „pozbawionych dokumentów” i „nisko wykwalifikowanych”, funkcjonujących jako prowizorka „gniazda wszystkich branż”. Tak więc wielki biznes wyciągnął rękę ku skrajnej lewicy, najpierw celując w demontaż państwa socjalnego, uznanego za zbyt kosztowne, a później zabijając państwo narodowe, uznane za zbyt archaiczne.”

Ponadto państwa afrykańskie, z których pochodzą imigranci, na przestrzeni lat po 1960 roku (a więc po dekolonizacji Czarnego Lądu) raz po raz doświadczyły amerykańskiej polityki „niesienia wolności” bądź reżimy autorytarne tych krajów były/są wspierane przez kraje zachodnie i USA, tak samo międzynarodowe korporacje wspierane finansowo przez USA, Wielką Brytanię czy państwa instalujące swoje firmy i przyjmujące gros zysków z tytułu eksploatacji surowców mineralnych z Afryki, czego ofiarą padają autochtoni zmuszani do ciągłych migracji. To w połączeniu z forsowaną przez demoliberalne elity ideologią multikulturalizmu doprowadzi do przyciągania imigrantów do naszego kontynentu, gdzie zainstalują się na miejscu, a później sprowadzą swoje rodziny i zaczną domagać się przywilejów socjalnych. Prowadzi to również do sytuacji, w której mimo naiwnych deklaracji Brukseli imigranci nie mają żadnego zamiaru się asymilować, stąd powstają getta i strefy zakazane na wzór 55 SZ działających na terytorium Szwecji.

Ponieważ zapomina się nieraz o tym aspekcie problemu dotyczącego pozaeuropejskiej imigracji, trzeba pogłębiać wiedzę i ją propagować. Właśnie z powodów ekonomicznych i niepewnej sytuacji politycznej coraz więcej imigrantów z Afryki i Azji zaczęło napływać do Europy, co niesie również ze sobą dodatkowe zagrożenia na tle politycznym i kulturowym. Po pierwsze, wzrastający poziom bezrobocia wśród rdzennych mieszkańców danego kraju i utrata szansy na rynku pracy na rzecz imigrantów. Po drugie, rozbijanie poczucia wspólnoty narodowej przez wszelkiej maści liberałów, którzy dążą do atomizacji i podzielenia narodu na masę jednostek dbających tylko o swoje cztery litery. Po trzecie, tworzenie się wśród imigrantów bądź przenikanie do nich agentów organizacji terrorystycznych.

Spotykamy się nieraz z argumentami, że skoro sprzeciwiamy się afrykańskiej, islamskiej i ukraińskiej imigracji do naszej Ojczyzny, to powinniśmy również sprzeciwiać się coraz większej liczbie Polaków wyjeżdżających za chlebem. Zakrawa to na hipokryzję, ponieważ to nie ruch nacjonalistyczny jest odpowiedzialny za emigrację naszych rodaków, tylko ruina gospodarcza Polski (wyprzedany całkowicie przemysł, zamykanie sektora górniczego, uzależnienie energetyczne, bezrobocie przekraczające 20% w niektórych regionach Polski i likwidacja nieopłacalnych zawodów, wprowadzanie przez parlament kolejnych absurdalnych podatków, rosnący dług publiczny)i brak jakichkolwiek perspektyw na uczciwą pracę. Dlatego ponad 2-3 miliona Polaków w ostatnich latach wyjechało na Zachód, żeby zarabiać pieniądze i poprawić stopę swojego życia, a nie domagać się praw socjalnych i przyznawania zasiłków, co charakteryzuje z kolei obcych kulturowo imigrantów.

Warto tu przytoczyć statystyki dotyczące kosztów, jakie będzie musiała Polska ponosić z tytułu utrzymywania imigrantów.Wg statystyk prowadzonych przez Bankier.pl pomoc socjalna dla cudzoziemców mieszkających w Polsce będzie wynosić 4265 złotych na jedną osobę, na tę sumę składają się same koszty wyżywienia, kieszonkowego, zakupu środków higieny osobistej i jednorazowego zakupu odzieży i obuwia. Dodając do tego jeszcze około 1500 złotych na opłacenie kosztów opieki medycznej i obowiązkowych szczepień, a biorąc również pod uwagę potrzeby zakwaterowania, opłacenia zakupu podręczników szkolnych i wyprawek, nauki języka polskiego i innych potrzebnych rzeczy kwota utrzymania rocznie jednego imigranta będzie wynosić 3000 euro rocznie (czyli przeliczając na naszą walutę 12000 złotych). Zaś łączny koszt dla budżetu państwa związany ze sprowadzeniem i utrzymaniem kilku tysięcy imigrantów wg różnych wyliczeń może maksymalnie wynieść 100 milionów złotych rocznie. Należy również przypomnieć, że Komisja Europejska zapowiedziała jednorazowe dotacje na rzecz imigrantów w wysokości 6000 euro na osobę (czyli 25000 złotych). Biorąc pod uwagę ewentualny wariant znalezienia miejsc dla kilku tysięcy imigrantów w ośrodkach ulokowanych na naszym terytorium, sumy z dotacji KE wystarczą Polsce maksimum na rok bądź półtora roku.

Bardzo dużo na łamach portali nacjonalistycznych i konserwatywnych zostało napisane o tym, że wzrost imigracji z krajów afrykańskich doprowadzi do wyniszczenia kulturowego i narodowego Starego Kontynentu na rzecz „wielorasowego, homoetnicznego społeczeństwa”, dlatego nie chcę kolejny raz pisać na ten temat, ponieważ zostało wystarczająco dużo powiedziane. Trzeba na każdy problem patrzeć z każdej perspektywy, by móc wyciągać z nich prawidłowe wnioski. Polska nie ma tak naprawdę żadnego interesu w przyjmowaniu kolejnych tysięcy imigrantów, mało nam jeszcze imigrantów wojennych z Ukrainy, Cyganów i Czeczenów, żeby przyjmować kolejne 2 tysiące z krajów arabskich. Zaś jeśli mamy już kogoś sprowadzać i pomagać, to przede wszystkim polskich repatriantów, którzy swoją Ojczyznę musieli opuścić pod lufami karabinów NKWD w czasie II wojny światowej i zostali deportowani do dawnych republik azjatyckich ZSRS oraz Polaków z Donbasu, którym w dobie toczącej się wojny grozi pewna śmierć. Jeśli usłużni janczarowie demoliberalizmu twierdzą, że uda się brak kilku milionów Polaków uzupełnić sprowadzaniem imigrantów z obcego kręgu kulturowego, asymilacją i stopniowym faworyzowaniem na rynku pracy, to głęboko się mylą. Skoro mniejsze od nas państwa, jak Słowacja, Czechy czy Węgry były w stanie powiedzieć stanowcze NIE przyjmowaniu imigrantów, to Polska też powinna pójść za ich przykładem i bronić swojej suwerenności zamiast ją sprzedawać za uśmiechy kanclerz Merkel, Jose Manuela Barroso czy Donalda Tuska.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.