Idea
5

Arnaud de Robert: Przebudzenie Narodów czy przebudzenie ludzi?

Redakcja portalu Trzecia Droga ma zaszczyt przedstawić swoim czytelnikom zapis mowy Arnauda de Roberta, rzecznika Ruchu Akcji Społecznej (MAS), która została wygłoszona na ostatnim kongresie francuskiej organizacji narodowo-radykalnej GUD. Autor, wieloletni działacz francuskiego środowiska narodowego podsumowuje obecną sytuacje w jakiej znalazły się Narody Europy, omawia kondycje europejskiego ruchu nacjonalistycznego i stawiając bardzo mocne tezy proponuje nowe kierunki jego działania. Zapraszamy do lektury!

We would like to thank our French Comrades for sending us a text of this speech. Stay strong!

*****

Drodzy Towarzysze, zanim przejdę do właściwego tematu naszego spotkania, chciałbym pozdrowić i jednocześnie podziękować  organizatorom za to niezwykłe wydarzenie. Ich wytrwałość, pogoda ducha i niewzruszona wola są doskonałym przykładem na to, że kiedy chcemy to jesteśmy w stanie zrobić dosłownie wszystko.

W tym miejscu chciałbym także pozdrowić wszystkich naszych przyjaciół z Europejskich delegacji, którzy poprzez swoją obecność tutaj , tak jak my wszyscy pokazali swoje przywiązanie do idei stworzenia Wielkiej Europy. Na koniec chciałbym podziękować wam wszystkim innym, którzy są tutaj obecni: przyjaciele i bojownicy z MAS (Ruch Akcji Społecznej), aktywni sympatycy i ci wszyscy osamotnieni wojownicy, którzy w większości przypadków musieli spędzić wiele godzin w swoich samochodach by móc tu dotrzeć i odnaleźć w tym spotkaniu siłę do kontynuowania prowadzonej przez siebie walki.

„Przebudzenie Narodów czy przebudzenie ludzi?”

Kiedy organizatorzy powiedzieli mi o tym jaki będzie temat naszego spotkania („Przebudzenie Narodów”) to przygotowanie do niego zmusiło mnie do przyjrzenia się symptomom tego „przebudzenia” poprzez zebranie informacji na temat tego w jakiej sytuacji znajdują się poszczególne kraje europejskie.

Dwie bardzo ważne obserwacje wyszły z tej krótkiej analizy:

Pierwsza z nich: patrząc na obecną sytuacje pod kątem ostatnich wyborów, można łatwo zaobserwować spory wzrost aktywności ruchów o charakterze nacjonalistycznym, patriotycznym czy antyunijnym. W tym momencie dla nas nie jest ważny ani temat różnic doktrynalnych zachodzących pomiędzy nimi, ani też temat deklarowanej wrogości pomiędzy tymi grupami czy ich liderami co doprowadziło w konsekwencji do niemożności utworzenia jednej, wspólnej frakcji w Parlamencie Europejskim.

Chciałbym tutaj zwrócić uwagę raczej na inny równie ważny i także związany z wyborami fakt, jakim jest ich prawdziwy bojkot, który stał się dość popularną formą zaprzeczenia legalności systemu stworzonego przez oligarchów.

Ale co najważniejsze, chciałbym zwrócić uwagę na drugą z moich obserwacji, która według mnie posiada jeszcze większe znaczenie. Nazwałem ją: „odwet ludzi”. W istocie możemy zauważyć, że protest wyborczy przeważnie zaczyna się jako rozproszony i wielopostaciowy, a później dubluje się w głęboki i odbywający się na szeroką skalę bunt.

Patrząc na ogrom lokalnych inicjatyw, które zazwyczaj tworzyły się z powodu związanych z kryzysem finansowych i ekonomicznych obostrzeń, nasi francuscy i europejscy Rodacy stworzyli zupełnie nowe formy aktywnej solidarności. Projekty te wyrastają dosłownie wszędzie i czasem w zupełnie niespodziewany sposób ujawniają one pewną witalność, której my nie docenialiśmy i nadal nie doceniamy.

My, którzy jesteśmy zaangażowanymi w różne inicjatywy wściekłymi aktywistami mamy słuszny nawyk bronienia własnych ludzi, lecz jednocześnie potępiamy te apatyczne, posiadające wyprane mózgi konsumpcyjne owce. Myślenie w ten sposób, często prowadzi nas do przerzucenia odpowiedzialności za naszą własną porażkę, na z góry założoną głupotę i pasywność naszych współobywateli. „Co ty sam możesz zrobić? Oni nigdy nie wezmą się za siebie”, albo: „oni są ślepi”. To takie łatwe i wygodne!

Lecz jest to dość istotny błąd w naszym postrzeganiu rzeczywistości. Prawda jest taka, że w obliczu destrukcyjnej siły walca jakim jest społeczeństwo konsumpcyjne, Europejczycy byli w stanie zachować jedynie instynktowną formę inteligencji. Instynktowną, lecz jednocześnie wystarczającą do tego by dzięki niej mogli się oni zregenerować.

W ciągu ostatnich lat, nasi współobywatele, w szczególności dotyczy to tych najbiedniejszych, zaczęli zdawać sobie sprawę, że ich problemy nie interesują oligarchów. Od czasu gdy ci ich opuścili, ponieważ uznano ich za „ekonomicznie nieatrakcyjnych”, biedniejsi obywatele przymuszeni przez konieczność, zorganizowali się tak, że odkryli iż wcale nie potrzebują polityczno-finansowej oligarchii do tego by mogli zrobić coś sami dla siebie.Stawiając czoło bezużytecznym i pozostającymi w zmowie z bankami strukturami publicznymi, zarządzanymi przez „autoryzowanych reprezentantów kapitału” cierpiący ludzie, w sobie samych znaleźli wystarczającą siłę by im odpowiedzieć.

Raczej znacznie częściej jesteśmy świadkami przebudzenia ludzi, niż przebudzenia Narodów. Dzieje się tak gdyż kryzys ekonomiczny poważnie zakłócił działanie struktur społecznych i znacznie osłabił hierarchię panującą w naszym społeczeństwie.

Dla hipsterów, bogaczy, oligarchów, „aktywnych mniejszości” i emigrantów przemienionych w gwiazdy, ogromne pełne elektroniki miasta stały się zglobalizowanymi Wieżami Babel.

Dla ofiar kryzysu, posiadających niskie dochody Białych ludzi, czy innych „bezzębnych” jak mówi o nich ten śmieszny kierowca skuterów z Pałacu Elizejskiego  pozostają tylko duże osiedla slumsów (jeśli akurat nie są zajęte), przedmieścia oraz mniej lub bardziej opuszczone tereny wiejskie. Ten nieprawdopodobnie wielki, choć przebiegający zupełnie po cichu eksodus naszej ludności jest absolutną socjologiczną rewolucją i musi on przyciągnąć naszą uwagę. Nagły i dość niespodziewany sukces Frontu Narodowego (bez względu na to co kto z nas sądzi o tej partii) na zachodzie kraju (dawne tereny misyjne) w dość jasny sposób to potwierdza.

Zapomniani ludzie, pochodzący z peryferii państwa, opuszczeni przez nie lecz jednocześnie obarczeni podatkami i ciągłym niepokojem (izolacja, narzucone sąsiedztwo imigrantów) zostali zmuszeni do tego by znaleźć rozwiązanie dla siebie promując nowe sposoby organizowania się, które miałyby prowadzić do odzyskania przez nich władzy i suwerenności.

Nie dostrzeganie ich istnienia jest przegapieniem możliwości wpływu na ich walkę. Nie zaangażowanie się w ten proces wraz z naszymi Rodakami grozi utraceniem przez nas rewolucyjnego ducha, a nade wszystko jest to przegapienie historycznej szansy do rozprzestrzeniania naszych ideałów.

Do niedawna mieliśmy jeszcze ten nawyk, na którego istnienie składało się myślenie o nas samych jako o jedynych właścicielach Rewolucji. Lecz raz jeszcze historia nas zadziwiła. „Ruch Czerwonych Czapek” (ruch anty podatkowy, który narodził się w Wielkiej Brytanii K.G) , spółdzielnie pracownicze, samoorganizujący się rolnicy, lokalni aktywiści, antykonsumpcjoniści zareagowali i przeważnie zupełnie nieświadomie wypracowali narzędzia wzmacniające siłę Oporu.

Mógłbym tak mówić i mówić, że ZAD ( Strefa Akcji Obronnej- rodzaj sposobu działania lewicy na zachodzie K.G) jest częścią tego globalnego oporu. Nie czuję co prawda żadnej osobistej sympatii do tych klaunów tańczących w dredach przed policją, ale muszę przyznać, że znacznie bardziej nie podoba mi się w tym przypadku brutalny sposób w jaki egzekwują prawo psy Systemu.

Tak czy siak, to w ruchać typu ZAD, a nie wśród komunistów powinniśmy szukać ludzi podobnych do nas. Dlaczego? Ponieważ to my jesteśmy pierwszymi obrońcami naszej ziemi.

Więc dlaczego oni, a nie my?

Prawda jest taka, że według mnie, my nacjonaliści, spędzamy zbyt wiele czasu na potępianiu i lamentowaniu, a zbyt mało na analizowaniu i budowaniu alternatywy. Niewielu za nami idzie, kiedy tak robimy.

Pośród ruchów lewicowych jest wielu mądrych i poważnych ludzi (zachodnia lewica znacznie różni się od tej „polskiej” K.G).  Jasno opowiedzieli się przeciwko liberalnym wrogom i wyciągnęli z tego ciekawe i trafne wnioski. Oni chcą chaosu. My też chcemy tego samego chaosu, ale tylko po to by móc przekształcić go potem w nowy porządek.  To będzie zawsze odróżniać nasze ruchy, zwłaszcza w momencie gdy dojdzie do ostatecznego starcia. Jednak z drugiej strony nie może to odsunąć nas od dostrzegania tego, że niektóre punkty wewnątrz ich analiz są prawidłowe.

Włączając w to właściwe wyznaczenie wroga.

Do niedawna jeszcze byliśmy karmieni materiałami telewizyjnymi pokazującymi nam dziesiątki, pragnących krwi brodatych konwertytów i wmówiono nam, że oto właśnie znaleźliśmy się w poważnym niebezpieczeństwie. Niejednokrotnie próbowano użyć tych „dżihadystów” jako pewnego rodzaju dywersji, środka umożliwiającego pokazanie masom, że zostaliśmy naturalnie obdarzeni głupim i pierwotnym rasizmem nakierowanym w stronę tych noszących turbany szaleńców.  To oczywiste, że System widzi nacjonalistów i radykałów jako zwykłych idiotów, którzy krzyczą „czarnuch” na każdym kroku.

W istocie niewinne, lecz zarazem pełne prawdziwej hipokryzji massmedia mają zwyczaj ukrywania oczywistego faktu, że czterdzieści lat prawdziwego pohańbienia Francji: psychokulturalnej orgii,  konsumpcyjnej psychozy, świętego panowania dogmatu praw człowieka i postępującej pauperyzacji ludności nie tylko nie stworzyło idealnych, zglobalizowanych obywateli, lecz stworzyło takie społeczeństwo, które zamienia nasze dzieci  w zombie. System nas nienawidzi i chce się na nas zemścić poprzez udzielenie wsparcia jedynej „pionowości” jaką mógł on odnaleźć pośród tworzonych przez siebie slumsów; jest nią Islam.

I nie kupuje tej bajeczki, którą próbuje nam wcisnąć System. Nie kupuje tego nowego rodzaju obowiązkowej sprośności, na którą składa się fantazjowanie o „złych, brodatych ludziach”. Czasy kiedy wszyscy baliśmy się boogeymana już dawno odeszły, zwłaszcza gdy ten okazał się syjonistycznym wynalazkiem.

Islam jest tylko środkiem używanym przez oligarchię do niszczenia Europejczyków. Lecz nie jedynym, taką samą rolę pełni ekonomiczna i społeczna przemoc, historyczna czy cywilizacyjna amnezja, wymiana ludności poprzez imigracje. Islam nie jest wrogiem.

Więc kto w takim razie jest naszym wrogiem? Doskonale wiecie, że nasz wróg nadal pozostał ten sam. Ma on kilka imion takich jak Jean-Claude Junker, Macron, Rothschild, Bracia Lehmann, Międzynarodowy Fundusz Walutowy, Europejski Bank Centralny, banki, kredyty… lecz czasem nie występuję on pod żadnym imieniem.

To nie ma żadnego znaczenia, nazwiemy go wtedy neoliberalizm, wy równie dobrze możecie nazwać go Systemem, Matrixem, dzikim kapitalizmem, ultra liberalizmem. Jest on naszym najgorszym wrogiem, ponieważ nie doceniamy jego niszczącej zdolności, subtelności i zaciekłości.

System manifestuje swą obecność wszędzie gdzie się tylko da. Do rozszerzenia swoich wpływów używa globalnej ofensywy skierowanej przeciwko europejskim krajom. Od czasu kiedy to wszystko zaczęło się dziać na naszych oczach, przestał on potrzebować do tego konspiracji. Ogólnoświatowy liberalny totalitaryzm wzrastał w siłę już od czasów ery Reagana. Jego atak jest nieustający i przybiera on wiele oblicz. Tworzy on nową, nieposiadającą państwa  arystokrację, która zarządza rynkiem kapitałowym, mediami, ekonomią i polityką. To właśnie ta arystokracja używa nabytych przez siebie wpływów do samobogacenia się kosztem zwykłych ludzi.

Ten proces stał się antynarodowy odkąd jego działanie zaczęło wiązać się z wiernością atlantystom, syjonistom i petrokrólom. Ta arystokracja nienawidzi Narodu i robi wszystko co jest w jej mocy by go zniszczyć. Prowadzą totalną wojnę przeciwko ludziom poprzez gospodarkę, finanse, ideologię, psychologię i państwowe środki bezpieczeństwa.

Ta ultraliberalna ofensywa jest brutalna i jednocześnie niewidoczna. Jej działanie wspiera promowany przez posłuszne im media konformizm. To dlatego tak trudno to dostrzec i uznać za realne zagrożenie. To dlatego o wiele łatwiej skupić swoją uwagę na bandzie brodatych dziwaków.To wszystko to powolna, podstępna praca, na którą składa się przekupywanie dusz Europejczyków. To bardzo powolny, lecz istniejący naprawdę proces.

Jaki jest cel tego wszystkiego? To  bardzo proste. Bogaci mają być bogatsi, a biedni mają być jeszcze bardziej biedni. Na skalę globalną, liberalna ofensywa wzywa po raz kolejny do walki klas. Lecz tym razem odbywa się ona w sposób pionowy, od najsilniejszych do najsłabszych. Jeśli wymaga tego sytuacja, konflikt o którym mówię staje się równie realny co konflikty zbrojne w Syrii, Iraku, Afganistanie, Kosowie czy Wschodniej Europie. Jeśli dany konflikt wiąże się dodatkowo z dbaniem o interesy (korzyści w sektorze energetycznym lub politycznym) to automatycznie zyskuje on legitymizacje w postaci tak zwanej „wojny z terroryzmem”, co jako termin powstało bezpośrednio w skutek ataków z 11 września.

Kryzysy, konflikty, wojny, katastrofy są w istocie jednymi z najbardziej skutecznych środków wykorzystywanych przez oligarchię do nakładania ekonomicznych obostrzeń, które w normalnych warunkach nigdy nie zostałyby zaakceptowane.

Uzyskiwane dochody są od razu prywatyzowane, a straty przekazuje się Narodowi. W rzeczywistości neoliberalizm nie jest jakąś tam formą liberalizmu lecz totalitaryzmem bogatych. Nasz wróg narzucił swą władze dzięki Unii Europejskiej występując przeciwko woli ludzi wyrażonej przez nich w referendach.

Totalitaryzm ten stara się usprawiedliwić swoje istnienie poprzez odwoływanie się do „społecznych konsultacji”. Używając najpierw mechanizmów psychologicznych, sprawia że te następne, ekonomiczne stają się jeszcze bardziej groźne. Media są używane przez oligarchów po to by dzięki strategii permanentnego napięcia narzucić wojnę umysłom. Pojęcia takie jak suwerenność i patriotyzm zostały zniszczone odkąd połączono ich istnienie ze „skrajnie prawicowym niebezpieczeństwem” i ciągle odradzającym się na nowo duchem faszyzmu. Neutralizacja istniejącej powszechnie suwerenności została osiągnięta poprzez stałe zarządzanie delikatnie utrzymywanym chaosem. Kapitalizm ustanawia swój porządek dzięki napadom kapitału i atakom jego szczurów.W takim sensie MAS potępia imigrantów uznając ich za swoistych ochroniarzy kapitału i najlepszych sprzymierzeńców oligarchów. To oni tworzą omawiany przeze mnie wcześniej chaos, który tłumi naszą wolność.

Suwerenność, bez względu na jej charakter i tak jest niszczona z powodu wiążących nas europejskich traktatów opracowanych na Wall Street. Negocjacje prowadzone przez TTIP (Transatlantyckie Partnerstwo Handlowe i Inwestycyjne- gigantyczny rynek mający za zadanie przemienić Europęw ekonomiczne podwórko Stanów Zjednoczonych) są wystarczającym dowodem na całkowitą uległość europejskich rządzących wobec ich amerykańskich panów.

Europejscy liderzy polityczni  roztrwonili zasoby i dziedzictwo swoich ludzi jedynie po to by przynieść korzyść rynkom finansowym i należącym do nich strukturom ( WTO, ECB, IMF, Euronect, NYSE…). Co nasz czeka? Kontinuum zarządzania ultraliberalnym autorytaryzmem, który dzięki temu ma osiągnąć wymiar światowy. Głownem celem tego kontinuum jest strawienie Europy w taki sposób, by uniemożliwić odzyskanie przez nią swojej siły.

Dlatego równie ważne jest by nie wpaść w pułapkę państwowo-narodowych ideologii . Jeśli będziemy bronić się sami, na własną rękę, jeśli zamkniemy się w postawie narodowej dumy, zginiemy także osamotnieni. Jeśli natomiast połączymy nasze siły i inicjatywy, mamy szansę stworzyć  na tyle duży blok by zaoferować ludziom wiarygodną alternatywę i móc podjąć skuteczną walkę.

Dwie ważne strategie, używane przez nas w XIX i XX wieku zdążyły wykazać już swoje ograniczenia. Strategia zbrojnego oporu, była już wielokrotnie topiona we krwi, tworząc setki męczenników przy jednoczesnym osiąganiu dość kiepskich rezultatów.

Strategia dialogu, przez którą dziś rozumie się głównie udział w demokratycznych wyborach, istotnie pozwala na systematyczne zwiększenie oddziaływania naszych idei. Ale kiedy grasz według reguł wroga, nie powinieneś łudzić się, że możesz wygrać. W tym sensie wybory są konieczną, ale niewystarczającą bronią. Pomiędzy nimi, jest także czas życia.

Formalnie rzecz biorąc System oligarchiczny jest w tym miejscu na uprzywilejowanej pozycji. Sprawowana przez niego kontrola jest kolosalna. Oczekuje on od nas byśmy byli jego małymi, dobrymi buntownikami, zwykłymi idiotami. Oczekuje od nas także, byśmy brali udział w jego grach, tak by mógł publicznie zalegalizować swój ulubiony dogmat, ten o istnieniu dzikiej bestii, która zagraża istnieniu demokracji.

Tak więc moje pytanie jest bardzo proste. Czy nadal zamierzamy służyć naszym wrogom jako pożyteczni idioci? Jak długo mamy być jeszcze używani jako alibi dla działań Systemu?

Nigdy więcej! Najwyższy czas stworzyć totalną polityczną alternatywę i zdecydowaną opozycje do działań Systemu!

Nasi Greccy i Włoscy towarzysze pokazali nam drogę, którą należy obrać.  To naszym obowiązkiem jest ustanowić, koordynować i rozpowszechniać nowe realistyczne i funkcjonalne inicjatywy. To naszym obowiązkiem jest zachęcać do wznowienia powszechnej suwerenności, to naszym obowiązkiem jest pomoc ludziom w uwolnieniu się od tego drapieżnego potwora jakim jest kapitalizm.

To wymaga od nas jednak pewnych poświęceń. Musimy wreszcie opuścić nasze przytulne getto w jakim się skryliśmy i wznowić dialog z naszymi Rodakami. Bo kto nas dzisiaj zna? Kto nas dzisiaj słyszy? Dziś to inni, dziś to nasi wrogowie mówią za nas!

Musimy opuścić zacofane i zakurzone pozycje i wyrzec się strachu przed włączeniem się w walkę. Nigdy więcej wadliwej i nic nie wnoszącej nostalgii, liczy się tylko wola do udziału w ruchu tak by wreszcie uosobić sobą cały nasz dynamiczny radykalizm.

To wszystko co widzimy wokół nas jest nasze i tylko czeka na to by odebrać to z powrotem. Opór już się organizuje, a Akcja wymaga od nas byśmy się do niej dołączyli.  To będzie miało miejsce i tak. Z nami lub bez nas.  Nie wolno nam uciec z żadnego pola walki: socjalnego, ekologicznego, przemysłowego, związkowego, edukacyjnego, kulturalnego, czy sztuki. To samo tyczy się też każdej innej formy walki, nawet jeśli wymaga ona od nas użycia siły.

Wszechmoc obecnego Systemu zmusza nas do podjęcia zdecydowanych kroków. Zmusza nas do budowy organicznej sieci, dzięki której będziemy w stanie wypracować skuteczny sposób dla naszych Rodaków, tak by mogli się oni wydostać z więzienia kapitalizmu. Musimy zainwestować w tworzenie mikrokredytów. Musimy podjąć wysiłek w kierunku tworzenia się samowystarczalnych społeczności. Należy stworzyć odpowiednie warunki do ekonomicznej aktywności dla naszych Rodaków, tworząc dla nich kooperatywy, czy inne organizmy solidarnościowe. Czas odebrać naszą niepodległość z rąk Systemu!

Nikt Wam nie każe, myśleć od razu o czymś wielkim i niesamowitym. Wokół nas istnieje pełno rozwijających się stowarzyszeń i inicjatyw, do których możesz dołączyć, wpływać na ich działanie, czy nawet się nimi inspirować.Aktywna walka lokalna przynosi efekty. Bo co w końcu może być lepszym polem walki od życia codziennego?

Ruch Akcji Społecznej (MAS) od lat działa na rzecz rozwoju i wdrożenia tych pomysłów w życie. Osiągnęliśmy już parę znaczących sukcesów, lecz nadal jest jeszcze wiele do zrobienia. Nasze różnorodne umiejętności i wspólna wola potrafią czynić zmiany.

A od czasu kiedy świat jest przesiąknięty polityką, do wszystkich jego spraw musimy mieć bezkompromisowy lecz konstruktywny stosunek. Tak jak powiedziało tym kiedyś Arystoteles: „Tolerancja i apatia są ostatnią cnotą umierającego społeczeństwa”.

Naszym mottem musi być: „Opozycja, Propozycja, Akcja”.

Tak więc, jeśli chodzi o kwestię imigracji, musimy odpowiadać na przemoc przybyszów, lecz przede wszystkim powinniśmy się zająć wspieraniem ich reemigracji, poprzez utrzymywanie zbalansowanego i rozsądnego partnerstwa z ich krajami macierzystymi.

Natomiast jeśli chodzi o kwestie międzynarodowe, to dziś potrzebujemy już znacznie więcej niż kiedykolwiek by obronić pozycję Europejczyków. Potrzebujemy do tego Trzeciej Pozycji. Europa dziś jest obiektem pożądania, ale nie może być ona ani podzielona, ani zabrana, ani sprzedana.

Musimy wznieść wysoko Czarne Flagi Rewolucji, odwołując się do uzasadnionej złości ludzi i po raz kolejny rozpętać w historii burzę. Musimy to zrobić w naszym najbliższym sąsiedztwie i w należących do nas miastach.  Tak samo musimy działać we Francji jak i w Europie.

Nie mamy wyboru.

Ta wojna, jest niezwykle ważna dla dalszego istnienia naszych Rodaków. Jako kultura, jako ludzie
i jako rasa musimy zwyciężyć, albo znikniemy.

Więc, to już najwyższy czas by wziąć udział w tym wielkim ludzkim powstaniu! Ponieważ nie ciąży nad nami żadne fatum, a liczy się tylko wola, to my będziemy twórcami Nowego Świata!

Jutro należy do nas!

Tłumaczenie: K.G

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.