Idea
5

Bartosz Biernat: Cywilizacja Czasów Próby

Gdy przez wiele lat nacjonaliści powtarzali prawdy o czarnej przyszłości kapitalizmu, o niemożności zbudowania systemu sprawiedliwego i generującego dobra na masową skalę na gruncie obrotu pieniądza bezgotówkowego, prawdy przewidujące tylko jedno zakończenie dla gospodarki niszczącej własność prywatną – cały szereg niedorozwiniętych umysłowo niewolników ironicznie się uśmiechał lub uznawał to za bełkot dzieci doktryny faszyzmu. W ten sposób zwolennicy demoliberalnych koncepcji pokazali swoje ograniczone oblicze; od lat święcie wierzą w to, iż system kapitalistyczny jest absolutnym dogmatem świata współczesnego, a bez niego świat popadnie w chaos rodem z murzyńskich walk w Afryce. Dziś, w obliczu upadku zaledwie jednej gałęzi tejże gospodarki, spoglądają tylko bezwiednie na pękający balon kapitalizmu.

Gdy mówiliśmy o systemie demokratycznym jako zaprzeczeniu rządów narodów, zniewoleni kretyni pukali się w czoło i oddawali radosnej, nieskrępowanej uciesze wrzucania karteczek do pudła. Dziś widzą, że gdyby nawet zagłosowali wbrew panującej modzie (czyt. propagandzie demoliberalnej), wybory i tak nie zostałyby uznane. Niezadowolenie przynosi również coraz bardziej widoczne (choć przecież nie takie nowe) zniżanie się metod kampanii wyborczych, skierowanych do tych grzecznych wyborców, do poziomu zwykłego targetu marketingowego. Cóż, dlatego właśnie serwilizm duszy i umysłu tak łatwo daje się sterować.

Głosząc upadek i nienaturalność idei wtłaczania wielu narodowości w jedno superpaństwo, natykamy się na opór. Ma on postać trendu, polegającego na wyśmiewaniu własnej tożsamości narodowej i radości z powodu utraty swojej kultury przez Europejską Mieszaninę. Okazuje się jednak, że narody będące składnikami tej mieszaniny już od dawna mają dość i wracają do swoich korzeni, do prawdziwej świadomości narodowej. Proeuropejskiej propagandzie nie udaje się więc zwyciężyć natury i tożsamości ludzkiej.

Jako narodowcy, powtarzaliśmy też o poczuciu bezsensu i pustki, które czeka ludzkość w świecie pozbawionym religii. Europa bez Naszego Zbawiciela Jezusa Chrystusa przekonała się w ostatnich miesiącach, w jak czysty i nieskrępowany sposób materializm pustoszy nie tylko dusze, umysły, ale i dobra Europy. Już dziś najbardziej zagorzali wśród przywódców Unii Europejskiej ateiści i przeciwnicy wiary katolickiej szukają jakiegokolwiek pierwiastka duchowego, aby ratować przyszłość swoich państw.

Podobnie negatywny stosunek panuje w Unii wobec seperatyzmu rasowego, który naszym zdaniem jest jedynym środkiem wiodącym do światowego pokoju. Próbowano wmówić narodom, że ludzkość jest w gruncie rzeczy identyczna, a jedyne, co liczy się w tym światowym braterstwie, to pieniądze. Trudno jednak mówić o ponadnarodowej wspólnocie przeciętnemu Francuzowi czy Anglikowi, podczas gdy jego dzieci boją się wyjść na ulicę, żona jest gwałcona, a on sam bezrobotny przez to, że imigranci zgadzali się na znacznie niższą stawkę za swoją pracę.

Można by wymieniać bez końca podobne przykłady europejsatej ignorancji wobec rozsądnych, nacjonalistycznych postulatów, jednak nie sprawia nam żadnej satysfakcji puste Korwinowskie „a nie mówiłem!”. Wierzymy, że w obliczu zbliżającego się ostatecznego upadku Systemu nic bardziej nie jest potrzebne niż jedna wspólna droga nacjonalizmu, która zaprowadzi narody Europy do wolności. Próby podzielenia pronarodowej idei, relatywizacji pojęć wewnątrz niej czy traktowanie nacjonalistów jako części innego (choćby prawicowego) projektu jest nie tylko szkodliwe dla naszych szeregów, ale jak najbardziej na rękę wrogom poszczególnych Ojczyzn. Nie pochylając się nad intencjami osób próbujących zniszczyć ideologiczne podstawy Trzeciej Pozycji, a więc nacjonalizmu na miarę XXI wieku, między innymi tym pismem chcemy pokazać prawdziwy, czysty nacjonalizm, bez przebrzmiałych wtrętów w postaci stereotypowej prawicowości, dogmatyki wolnego rynku, demokratyzmu, wszystkiego, czym skanalizowana endeckość została wykorzystana w celu utrwalania demoliberalizmu. Symbolizowany przez nas nacjonalizm bez cenzury i hamujących jego ekspansję ideologicznych dodatków jest jedyną koncepcją, będącą w stanie nie tylko obronić resztki cywilizacji łacińskiej, jak chcą wszelkiej maści konserwatyści, ale znów wynieść ją na tron.

Jak wiemy, wróg jest potężny, mimo iż chwieje się na glinianych nogach. Nie powstrzyma on fali zdrowego rozsądku, jeżeli charakteryzować nas będzie bezkompromisowość, dogłębnie zrozumiana i przeżyta ideologia oraz wiara w Chrystusa. Zwycięstwo należy do nas, to nie podlega dyskusji. Zanim jednak ono nastąpi, musimy uświadomić sobie pewną prawdę – tym, co nam naprawdę może przeszkodzić w krzewieniu nowego porządku, jesteśmy my sami i nasze słabości, z którymi nie próbujemy walczyć. System nie jest w stanie pokonać zdrowego fanatyzmu. Ci, którzy nie okażą się wystarczająco silni i pewni swoich poglądów, szybko odpadną i popłyną prosto w szeroko otwarte ramiona demoliberalizmu. Ci, którzy pozostaną ideologicznie nieprzejednani, są siłą, której nikt, a tym bardziej System stworzony przez zakompleksionych panów, nie jest w stanie zahamować. W okresie okupacji naczelnych wartości cywilizacja łacińska, reprezentowana przez nacjonalizm, jest więc czasem próby. Cywilizacją Czasu Próby.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.