Idea
4

Konrad Rekoj: Fanatycy

Przyjdzie taki czas,moim zdaniem już bardzo niedługo, gdy moda na patriotyzm minie.Z półek sobotnich straganów znikną podkoszulki „Śmierć Wrogom Ojczyzny”, „Bóg Honor Ojczyzna” etc,  na stadionach coraz większym obciachem będzie odwoływanie się do polityki, a na Marszu Niepodległości będziemy obserwować z każdym rokiem coraz mniej osób. Właśnie wtedy nasze małe grupki nacjonalistów przejdą prawdziwy test. W niektórych przypadkach pierwszy, w innych ostatni. To właśnie wtedy wrócimy do czasów, w którym oni nie będą czuć małych zwycięstw swojej misji. Będą widzieli tylko pogłębiający się bezsens walki. Mimo to, będą to robili. Reprezentują w końcu najmniej pragmatyczny rodzaj człowieka. Don Kichoci idei, uwielbiający potyczki z wiatrakami, które zapełniają całe ich życie. Cieszący się z małych zwycięstw, których inni nawet nie zauważają. Fanatycy.

Z światem nigdy nie byli w stanie nadawać na tych samych falach. Nie potrafiło im się pomieścić w głowach, jak to możliwe, że ich przyjaciel z organizacji wybrał spotkanie z wymarzoną dziewczyną, zamiast biegania po osiedlach z puszką farby w ręce. Oczywistym zawsze było, że to właśnie dziś nie można się dać złamać i sobie odpuścić, by pokazać romantykowi jak ważna to była akcja. Choćby była kompletnie nieważna. Niestety dla fanatyka coś takiego nie istnieje.

To właśnie oni zawsze są pierwsi, gdy duch kolegi podupadł i trzeba go poskładać, jeszcze raz zmotywować. Jeszcze raz ukazać sens życia, choćby w rzeczywistości nie istniał. Jeszcze raz przypomnieć wartości. Do znudzenia. Ciężej, gdy to właśnie fanatyk jest w stanie kryzysu. Wtedy musi się podnieść sam. Grupa, przyjaźń, walka- wszyscy to kochamy. Ale gdy jesteśmy na kolanach,  jesteśmy tak cholernie samotni.

Nowa książka lub po prostu świetny artykuł. Dyskusja w grupie toczy się jednak o milionie ważniejszych spraw. Ostatnim meczu piłkarskim, dziewczynach czy pracy zarobkowej. Fanatyk jak natrętna mucha ciągle cieszy się na nowo poznawaniem idei i w jego lekko skrzywionym umyśle wydaję mu się, że wszyscy siedzący przy stole koledzy nie mogą się doczekać, gdy wygłosi tyradę na temat nowo odkrytego elementu wzbogacającego idee. Nie. Oni chcą, żeby się po prostu zamknął i nie psuł wieczoru czymś co zmusza do myślenia. Widząc obojętność swoich kompanów, trochę obrażony dżentelmen postanawia uderzyć  ponownie jutro. I pojutrze. Jak natrętna mucha.

Godziny pracy wleką się w nieskończoność. Przedstawiany jegomość nie potrafi skupić się na kompletnie bezsensownych dla niego czynnościach. Jego głowa jest kompletnie wyłączona z firmy, by pracować każdą minute dla swojej jedynej prawdziwej miłości. Dla Sprawy. Nie jest w stanie emocjonować się słupkami sprzedaży, przenoszeniem kartonu czy co tam akurat w tym momencie robi. Po prostu potrzebuje pieniędzy, które i tak spożytkuje w dużej części na sprawy organizacyjne. Na akcje, na nową puszkę farby, na plakaty, wynajęcie sali, serwer. Ubrania, imprezy, randki czy wakacje mogą czasami poczekać.

Idea to też wielka radość. Fanatyk, nie musi korzyć się przed ludźmi których kompletnie nie szanuje. Po jakimś czasie nikt nie oczekuje od niego innego zachowania niż tego, że po prostu będzie robił coś, co jest w interesie jego idei. Najmniejsze rzeczy potrafią go ucieszyć i będzie rozmyślał o nich miesiącami jakby on i jego kompani wygrali właśnie ogromną bitwę z siłami zła. To, że wspomniane Zło nawet ich nie zauważyło- a gdyby tak było mogłoby ich rozdeptać jak robaki- nie ma żadnego znaczenia. Najmniejsze zwycięstwa są kroplą drążącą tę cholerną skałę, którą muszą dźwigać narody. I napełniają dusze fanatyków.

Mimo jego starań, czasami po prostu nie wychodzi. Być może popełnił na tyle dużo błędów, że dalej ta grupa po prostu nie jest w stanie zrobić nic co nadawałoby jej sens. Być może wszyscy wydorośleli i nie zdążyli na czas dostosować idei i nowo zdefiniować swojego organizacyjnego istnienia. A może po prostu nigdy nie było to warte funta kłaków. Nie. To niemożliwe i fanatyk dobrze wie, że nie będzie w stanie funkcjonować jak jego koledzy z pracy. Inni fanatycy stojący z nim też wiedzą to doskonale.

On już planuje, co będzie robić by znów nie mieć na nic czasu, by znów pracować w dwóch miejscach jednocześnie, by ciągle mieć kłopoty finansowe, rodzinne, z czasem i przyjaciółmi. Jak cholerny masochista, choć wścieka się na samego siebie i na wszystkich dookoła. Choć mimo wszystko to właśnie on najczęściej musi gasić światło jako ostatni, to nie potrafi po prostu bez tego żyć. Idea jest w jego krwiobiegu. Ratowała go od jednych kłopotów, wpędzając w inne od wielu lat. Kształtowała jego życie, charakter, a jednocześnie zamykała drzwi by coś osiągnąć. Tyle, że to coś dla fanatyka nic nie oznacza. Fanatykiem nie jest się w trakcie wzlotów, w trakcie zakupów nowych ciuchów, przy kumplach czy w tylnym szeregu z dala od konsekwencji. Fanatykiem jest się zawsze. Nawet jeśli się tego bardzo nie chce. Parafrazując słowa Jana Mosdorfa: może nie zdziałamy nigdy wielkich rzeczy. Możliwe, że nigdy nie będziemy żyć ani pół dnia w Wolnej Polsce. Bardzo możliwe, że nawet nie spełni się marzenie nas wszystkich o wolności wykrzyczenia wszystkim wrogom, że jesteśmy gotowi na walkę na śmierć i życie. Ale świat, a przede wszystkim nasza idea nas potrzebuje. By mieć jakąkolwiek nadzieje na zmiany. Gdy wszystko dookoła  zmienia się jak w kalejdoskopie, paradoksalnie zmieniając jedynie odcień szarości, błysk w oku fanatyka pozostaje ten sam. Nie moda, nie marsze czy wybory, ale to właśnie oni są nadzieją. Fanatycy! Nigdy nie przestawajcie nimi być! Dla Sprawy!

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.