Wiktoria Wilk: Polska 2050 (opowiadanie- Orle Pióro #1, 2050)

Animus est, qui divites faci

Gdyby rzucić ich na szalę byłoby 20 Dobrych na 50 tysięcy Złych, ale zliczając poczynania – 420 do 0. Bo tych Dobrych dusze cięższe i obecne, wyposażone w wiary damasceńską stal. Zacznijmy od początku…
20 cieni gotowych rzucić wszystko, zostawić w tyle materialne dobra i doczesne sprawy w imię wyższych celów. Nazywali ich faszystami, ultranacjonalistami, szowinistami… Sami siebie nie nazwali – działali. W nowym typie społeczeństwa, pod okiem kamer niewidzialnego Wielkiego Brata, którego określali Systemem. Gorejące Oko czułe na ruch i ciepło widziało wszystko, wychwytywało bez marginesu błędu najmniejsze drgnięcie – jak pająk wyłapujący muchy w swoją trwałą i niewidoczną sieć. System nie był człowiekiem, ale byli ludzie go reprezentujący. Pozbawieni emocji, wyrachowani i osłonięci pancerzem pieniądza nazywali siebie Rządem. Ich siedziba mieściła się w szklanej twierdzy zwanej Złotą Górą. Nienazwani nie chcieli zawładnąć rządem, chcieli rozpalić ogień rewolucji w rzędzie dusz. A raczej szarej masie, która z dusz pozostała po zawładnięciu nimi przez diabła zwanego Ripam. To on posiadał Fortitudo, który miał uszczęśliwić cały polski naród. To do Ripama udręczeni modlą się na kolanach, z nadzieją na polepszenie bytu. Społeczeństwo pozbawione podstawowej jednostki (jaką jest rodzina), zostało podzielone na prefektury:

1. Najmniejsza – Bezużytecznych (nieliczna z powodu częstych eutanazji i aborcji, zalicza się do nich noworodki i ludzi w wieku poprodukcyjnym, niezdolnych do dalszej pracy oraz niepełnosprawnych w znacznym stopniu),
2. Najliczniejsza – Taśma Produkcyjna (ludzie pracujący),
3. Perspektywiczni (dzieci w wieku szkolnym, młodzież przyuczająca się do pracy w zawodzie, studenci),
4. Potencjalnie Niebezpieczni (posiadacze broni i książek zakazanych – było ich okrągłe 20),
5. Regimen (ekskluzywna grupa rządząca, w tym Rząd).

Więzi ludzkie przestały istnieć, wnuki bez zmrużenia oka zabijały legalnie swoich dziadków, a matki niegotowe do swej życiowej roli przerywały bez cienia wzruszenia swojemu potomstwu krótki film zwany życiem. Ludzie łączyli się w pary z dwóch powodów – w celu rekreacji i zaspokajania swoich najniższych fizjologicznych potrzeb oraz stworzenia przez prokreację kolejnej warstwy grupy numer 3 i w następstwie grupy numer 2. Nie było innych rozrywek niż telewizja czy zakupy – oczywiście na kredyt, bo Ripam był szczodrym bożkiem. Nie było miłości ani nienawiści, było ostatnich 20, którzy znali te uczucia. Odziani w zielone koszule, wyposażeni w nielegalną broń palną i książki (wszystkie książki były zakazane poza oficjalnie wydanymi przez Rząd broszurami, których nikt nie czytał – ludzie byli zaprogramowani idealnie i nie potrzebowali żadnych wskazówek). Krążyły legendy, że ciała ich jak stal wykuta w idealną rzeźbę spod dłuta Myrona, a inteligencja dorównująca Kim Ung-Yongowi. Fizycznie wytrzymali i nieskazitelni jak diamenty z Antwerpii, psychicznie wytrwali i trudni do złamania niczym szyfr Vigenère’a , a charaktery ich niezmienne i odważne dusze. Serca ich „jak lawa z wierzchu zimna i twarda (…), lecz wewnętrznego ognia sto lat nie wyziębi…”, największą miłością pałające do narodu, rozpaczliwie rozdzierane wspomnieniem o dawnych czasach, gdy takich jak oni było pół nacji. Nosili przepaski na ramieniu, w kolorze bieli i czerwieni oraz z symbolem Czarnego Słońca. Z jednej strony był to rozkaz władzy, która chciała ich naznaczyć niezmywalnym znamieniem wyklętych (Czarne Słońce miało według nich symbolizować skażenie narodu polskiego ideologią nazistowską), ale z drugiej ich własna wola – chcieli być świadectwem zarówno wiary w natchnienie przez bożą wiedzę jak i pamięci o słowiańskich przodkach. Głosili swoje poglądy w każdy możliwy sposób, ale nikt nie czytał ich pism ani nie rozumiał ich słów. Rząd zezwalał im na to, bo byli wyjątkiem potwierdzającym regułę. Władza jeszcze nie wiedziała, że nawet wrażliwe Oko nie zauważy tego, co skrzętnie ukrywali – Rewolucji Dusz. Zaczęli od spraw przyziemnych: napisy na murach głoszące chęć zmian zastanej rzeczywistości, pomagali jak tylko mogli ludziom z grupy 1, niszczyli propagandowe plakaty wieszane przez Regimen. Wydawało się, że wszystko na nic i już zawsze będą skazani na życie w społeczeństwie Inanimatum, ale wciąż walczyli – byli częścią tej społeczności i czuli całym ciałem ból trapiący każdego pojedynczego człowieka. Razem stanowili jedność, ale głos ich odbijał się od głuchego muru. W ostatecznym akcie rozpaczy odebrali to, co naród uważał za nieoficjalne dobrodziejstwo władzy – Czarny Rynek, na którym kupowano alkohol i środki o działaniu narkotycznym. Spalili do cna miejsca kaźni czystości dusz, a sprzedawców powiesili niczym sztandary zwycięstwa – tym razem zamiast masztu były przydrożne latarnie. Gmach telewizji i każde pojedyncze Oko zmietli w pył wiecznej niepamięci. Władza czekała aż ich ręka uderzy w nią bezpośrednio i doczekała się uderzenia z siłą Mjölnira… Misternie konstruowana latami bomba wysadziła Złotą Górę, bastion wydawałoby się nie do zdobycia przez swoją mroczną aurę niedostępności. Pozostałości pokracznych istot dawniej zwanych władzą zmienili status 20 z Potencjalnie Niebezpieczni na Narodowo-Radykalni, co tłumaczyli nie bez ironii: Niechciani Rebelianci. Faktycznie nie byli chciani, nawet nie zauważyli kiedy przeciwko nim rzucono broń niematerialną, gdyż palnej już nie było (poza uzbrojeniem NR-ów). Był to kielich nienawiści wlany w każde pojedyncze serce Polaka oraz pieniądz rzucony pod nogi głodujących obywateli. W jego imię ludzie stali się „nieskalani żadnymi zabobonami w stylu empatii czy solidaryzmu”, rzucili się sobie do gardeł ku uciesze Ripama i Regimenu. 20 dobrych dusz uległo pod ciężarem 50 tysięcy złych, odeszli… Czy wrócą? Gdzie skrywają swoje dusze czyste i piękne, wiecznie wierne? Rząd triumfował, gdyż ludzie z nienawiści do siebie wzajemnie ani myśleli o buncie przeciw władzy. Pożądali tylko darów Ripama, on był ich jedynym „zbawieniem” i jego łaska wobec jednych powodowała gwałtowny wybuch zazdrości wśród drugich. Tak poznali zazdrość, młodszą siostrę nienawiści. Społeczeństwo żyło jak dotychczas, widocznie nie chcąc żadnych zmian, które rujnowałyby idealnie ułożony świat. Świat kontroli uczuć, umysłów i uwięzionych dusz. Świat zwany Polską…

Adam obudził się, gdy właśnie został „zakwalifikowany do grupy 4”, uniósł głowę z klawiatury i spojrzał na zegarek: „20:50… za 10 minut kończę zmianę! Potencjalnie niebezpieczny, dobre sobie! Ja w życiu książki nie przeczytałem, ciągle pracuję, a po robocie należy mi się chwila rozrywki i choć godzinka telewizji!” – pomyślał i skierował wzrok na kalendarz. „Mamy 2 maja 2051 roku, Święto Flagi Narodowej – czy powinienem wywiesić flagę? Ale jakiego koloru?! Równy rok temu zacząłem tutaj pracę…”. Jego zmącone snem myśli przerwał zimny głos kierownika:

-Przedłużamy dziś zmianę do 21:40!

-Ale, ale… czy będzie jakieś wyrównanie? – Adam wciąż przecierał oczy i patrzył tępym wzrokiem na świeże ślady kawy odznaczające się na jego rękawie garnituru gorszego sortu.
-Tak, 20 minut wcześniej opuścisz stanowisko pracy w niedzielę.
– Aaaa… To czemu dziś mam zostać 50 minut dłużej?! – w głowie kotłowały się myśli: „Może jednak jestem tak troszkę Potencjalnie Niebezpieczny… Nieźle się buntuję… Eee to takie głupie!”
– Twoje 20 minut „spędzone z rodziną”, której nie posiadasz… – kierownik ukazał swoje idealnie białe zęby w uśmiechu klauna, tak sztucznym jak tworzywa jego garnituru najlepszego sortu – Jest już i tak niepowetowaną stratą dla naszej firmy!
– A co może wydarzyć się w ciągu 20 minut? – Adam był zrezygnowany widząc bezduszne spojrzenie martwych oczu.
– W ciągu 20 minut na przykład przepiszesz ten tekst 50 razy, w ciągu NAJBLIŻSZYCH 20 minut! – krzyk rozległ się po sali, ale pozostali pracownicy nawet nie drgnęli, taka codzienność.
-To 2050 wyrazów! – te słowa trafiły prosto w plecy odchodzącego pracodawcy.

Adam po skończonej zmianie wróciwszy do domu włączył telewizję: kolejne afery sejmowe, wciąż trwająca walka dwóch partii, ktoś protestuje… Przełącza na tzw. programy rozrywkowe – problemy Polski go nie dotyczą, nie dotykają jego ciała zanurzonego w starym skrzypiącym fotelu, nie kłują jego stóp w miękkich pantoflach ani jego paczki najtańszych chipsów popijanych mocno spienionym piwem, nie wpływają nawet na jego kredyt zaciągnięty na poczet nowego auta ani dług w lombardzie na zakup używanego tableta. Jego ciasne, obciążone hipoteką cztery ściany szczelnie odcinają go od reszty świata. Nie słyszy płaczu starszej sąsiadki, gdy komornik puka do jej drzwi bo wnuczęta zabierają całą emeryturę na środki odurzające. Nie widzi zaniedbanych dzieci proszących o chleb dla siebie i swojej zapijaczonej matki. Nie czuje nawet odoru swej przesiąkniętej trupią zgnilizną duszy – bo jej już nie ma… I tylko te 21 gramów mniej czyni różnicę między tym rokiem a 35 latami wstecz.

Opowiadanie brało udział w I edycji konkursu literackiego Orle Pióro- nacjonalistyczna strona kultury.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.