Alexander Mercouris: Syria wygrała, Assad zostaje!

W odróżnieniu od tego co mówią tureckie media inspirowane przez krajowy rząd, w sprawie Syrii nie ma żadnego sekretnego porozumienia pomiędzy Rosją a Turcją, które by miało zakładać federalizacje Syrii, utworzenie w niej jakiś zarządzanych przez różne podmioty stref wpływów czy odsunięcie od władzy Bashara Al Assada i jego klan.

28 grudnia 2016 roku, na dzień przed tym jak rosyjski Minister Spraw Zagranicznych i jego turecki odpowiednik, przedstawili razem ich wspólny plan pokojowy w sprawie Syrii na ręce Sekretarza Generalnego ONZ, do wiadomości publicznej wyciekł raport Reutersa, wedle którego Rosja i Turcja doszły ze sobą do porozumienia w sprawie podziału Syrii na specjalne strefy wpływu.

Prawdopodobnie to wyimaginowane „porozumienie”, miałoby zawierać w sobie także postulat odsunięcia Assada od władzy, jednak wydaje się to mało możliwe, ponieważ oznaczałoby to poważne naruszenie irańskich interesów w regionie, na co Teheran nie może sobie obecnie pozwolić.

Warto w tym miejscu zacytować akapity z raportu Reutersa, o których mówię powyżej:

Syria zostanie podzielona w nieformalne strefy wpływów, a Bashar Al Assad zostanie prezydentem Syrii jeszcze tylko przez parę lat, a jego rządy będą się odbywały pod nadzorem przedstawicieli Turcji, Rosji i Iranu.

Taka umowa, która zezwoliłaby na istnienie autonomii w ramach funkcjonującej pod rządami Alawitów i Assada federacji, jest bardzo ciężka do zrealizowania, a jej wprowadzenie w życie wymagało by zupełnej zgody pomiędzy Assadem a grupami rebelianckimi.

Ponadto władza Assada miałaby zostać ograniczona w wyniku wspólnego porozumienia pomiędzy trzema sygnatariuszami porozumienia. Zezwolono by mu na pozostanie do następnych wyborów, gdzie miałby ustąpić na rzecz mniej kontrowersyjnego kandydata z klanu Alawitów.

Takie posunięcie miało by być ciężkie do przełknięcia dla Iranu, jednak w przypadku wahania Teheranu, Assadowi ma zostać zapewnione godne odejście, oraz gwarancje bezpieczeństwa dla jego i jego rodziny.

Wnikliwe zapoznanie się z tym raportem, pokazuje że źródła na których mieliby się opierać jego autorzy to praktycznie w przeważającej większości źródła tureckie. Jedynym źródłem rosyjskim, wydaje się być Andrey Kortunov, dobrze znany rosyjski profesor i jednocześnie komentator spraw międzynarodowych, dyrektor generalny Rosyjskiej Rady Spraw Międzynarodowych. Kortunov nie jest jednak oficjalnym analitykiem Moskwy, a jego możliwości uzyskania precyzyjnych informacji na temat tego porozumienia, są obecnie szeroko poddawane w wątpliwość.

Dywagacje na temat federalizacji Syrii, mają swoje korzenie we wcześniejszych deklaracjach niektórych rosyjskich urzędników, którzy za pomocą tego instrumentu, chcieli rozwiązać problem kurdyjski w Syrii. Jednakże rząd Bashara Al Assada stanowczo odrzucił jakiekolwiek rozwiązania mające iść w tym duchu. Tak więc to, że prawdopodobnie jacyś wysłannicy kurdyjscy jeszcze naciskają na wprowadzenie w życie tej koncepcji, wcale nie musi jednocześnie oznaczać że ktokolwiek w Moskwie nadal na poważnie bierze tą koncepcje.

Artykuł Reutersa jasno sugeruje, że Turcja naciska na wprowadzenie w Syrii federacji. Jeśli tak, to jest to jednak mało prawdopodobne by Syria chciała takiego rozwiązania dla syryjskich Kurdów, zwłaszcza jeśli zauważymy, że prawie na pewno skutkiem wprowadzenia takiego planu w życie, byłoby ugruntowanie u władzy antytureckiej YPG, zwłaszcza na terenach rozciągających się przy granicy z Turcją. Z uwagi na to, że trudno sobie wyobrazić, by ten plan można by było oprzeć o jakąkolwiek inną grupę niż Kurdowie, to trudno też traktować poważnie te doniesienia na temat tureckiego zaangażowania w jego przeprowadzenie, ponieważ zupełnie im się on nie opłaca.

Podstawowy problem z koncepcją federacji w Syrii polega na tym, że w istocie poza terenami opanowanymi przez Kurdów, nie ma on żadnego poparcia w miejscowej ludności.

Wojna w Syrii jest często przedstawiana w światowych mediach, jako wojna o charakterze religijnym, która toczy się pomiędzy dominującym w przestrzeni publicznej klanem Alawitów a uciskanymi mniejszościami religijnymi, których przedstawicieli można znaleźć w zachodniej Syrii i w części zdominowanej przez sunnitów. Temu odpowiadałaby koncepcja federacyjna, wedle której Syria miałaby być podzielona na trzy części, według kryteriów etnicznych: na część Alawicką, Kurdyjską i Sunnicką, która obejmowałaby największe tereny, choć słabo zaludnione.

Jednak taki obraz Syrii jest według mnie nieprawdziwy. Ci Syryjczycy, z którymi rozmawiałem, bardzo mocno podkreślali to że ich kraj wcale nie jest podzielony wzdłuż linii podziałów religijnych czy etnicznych. Większość Syryjczyków, bez względu na tradycje, czy wyznawaną wiarę identyfikuje się najpierw przede wszystkim jako Syryjczycy/Arabowie. Stanowczym błędem jest myślenie, że gwałtowne sekciarstwo w postaci salafickich herezji, które zostały przywiezione do Syrii parę lat temu, w jakimkolwiek stopniu reprezentują postawy jej obywateli […].

Komentarz: 

Analiza publicysty portalu The Duran, wydaje się być w tym kontekście trafna. Integralność terytorialna Syrii nie zostanie naruszona, ponieważ uderzyłoby to w rosyjskie wpływy w jej granicach, a Assad zostanie u władzy bo jest z kolei gwarantem dla irańskiej obecności w tamtym rejonie. Cały szum informacyjny wydaje się być zatem tutaj grą turecką (zwłaszcza że większość wieści opiera się na tureckich źródłach) lub zabiegiem kierowanym przez ośrodki zachodnie, obliczonym na osłabienie czy rozwodnienie niewątpliwego sukcesu rosyjskiej machiny dyplomatycznej. 

Jednak nie warto popadać tu w jakiś zbytni hurraoptymizm. Władimir Putin i Moskwa, stoją tu w tym samym miejscu co Stany Zjednoczone. Jedyna różnica pomiędzy nimi polega na tym, że partykularne interesy Rosjan, są zbieżne z żywotnymi interesami Syryjczyków i jakiekolwiek rosyjskie deklaracje co do ustabilizowania spraw w Syrii, należy rozpatrywać tylko i wyłącznie pod tym kontem. Polityka międzynarodowa, zwłaszcza w rejonie Bliskiego Wschodu i ta rozgrywająca się pomiędzy mocarstwami zna tylko interesy. Ten kto twierdzi że jest tam miejsce na przyjaźń czy wspólnotę wartości może się tylko srogo zawieść. A chyba nie warto rozpoczynać w taki sposób Nowego Roku, prawda? 

Źródło tekstu: The Duran

Tytuł i komentarz: Redakcja 3droga.pl

Powyższe tłumaczenie jest własnością Portalu 3droga.pl. Kopiowanie go i modyfikowanie bez zgody Redakcji Portalu jest zabronione.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.