Ali Abunimah: Francois Hollande i jego ostatnie wyznanie miłości do Izraela

Były prezydent Stanów Zjednoczonych, Barack Obama i jego francuski odpowiednik Francois Hollande, wbrew pozorom mają ze sobą naprawdę wiele wspólnego. Zarówno jeden jak i drugi, objął swój urząd na fali ogromnego pragnienia zmian panującego wówczas wśród swoich obywateli. Po latach swoich rządów, do których przebiegu można w zasadzie zaliczyć tylko szczegółową implementacje założeń polityki neoliberalnej w kraju i prowadzenia krwawych i kosztownych wojen za granicą, oboje także będą musieli opuścić zajmowane urzędy z żałośnie miernymi osiągnięciami na swoim koncie.

Znany na Zachodzie, intelektualista Cornel West, w jednym ze swoich komentarzy, napisał: „Rządy Baracka Obamy i jego administracji nie stworzyły Donalda Trumpa, ale w istocie przyczyniły się do jego zwycięstwa”. Jeśli Hollande’a zastąpi na fotelu prezydenta Francji, Marine Le Pen, to za jej sukces także będą odpowiedzialne rządy francuskiego prezydenta i jego politycznego otoczenia.

Prawdopodobnie nie ma też innego pola, na którym zarówno Barack Obama jak i Francois Hollande ponieśli bardziej dotkliwą i rzeczywistą porażkę, niż na polu swoich rzekomych wysiłków w celu przeforsowania rozwiązania dwu państwowego w konflikcie izraelsko-palestyńskim. Oboje przyjęli w tej sprawie podobne podejście. Publicznie i oficjalnie sprzeciwiali się budowie przez Izrael nielegalnych osiedli na Zachodnim Brzegu, tylko po to by w praktyce wspierać i ochraniać działania państwa Izrael, tak by mogło ono w spokoju kontynuować swoją zbrodniczą politykę kolonizacji ziem należących do Palestyńczyków. Obama pobił w tej materii wszelkie rekordy i bardzo wysoko zawiesił poprzeczkę dla swoich europejskich kolegów.

W porozumieniach ze stroną izraelską, zobowiązał się do przekazania Izraelowi 38 miliardów dolarów w amerykańskiej broni i sprzęcie wojskowym w ciągu następnej dekady.

Samoupokorzenie 

Jak słusznie zauważa, doświadczony francuski dziennikarz Alain Gresh, Hollande podążył dokładnie tą samą drogą co Obama.

Francuski prezydent nawet odważył się wyznać Netanjahu, podczas kameralnego obiadu w domu izraelskiego prezydenta, że „żałuje że nie ma on wystarczającego talentu wokalnego, do tego by zaśpiewać pieśń o miłości do Izraela i jego przywódców”. Akt tego porażającego i niezrozumiałego samoupokorzenia został nawet uwieczniony na nagraniu video, które zamieszczam poniżej:

Z uwagi na to, że co oczywiste Francja nie mogła i nie może nadal sobie pozwolić, na tak ekstrawagancki akt pomocy wojskowej jaki zapowiedział Obama, Hollande nie chciał pozwolić by ktokolwiek inny i w jakikolwiek inny sposób, przebił go w jego antypalestyńskim zacietrzewieniu.

Jak wspomina w swoim artykule sam Gresh, rząd Hollande’a posunął się w związku z tym nawet do zakazania propalestyńskich, solidarnościowych wieców i marszy organizowanych w roku 2014 na fali kolejnej brutalnej interwencji Izraela w Strefie Gazy, podczas której zginęło ponad 2200 Palestyńczyków (1/4 ofiar stanowiły dzieci). Dodatkowo jego administracja niezłomnie ścigała swoich obywateli, działających w ramach organizacji namawiających i agitujących za szerokim bojkotem politycznym i ekonomicznym państwa Izrael. Przez te kroki, Francja pod rządami socjalistów, w stosunku do organizacji solidaryzujących się z Palestyńczykami, stała się najbardziej represyjnym krajem w Europie.

„Co jest szczególnie porażające?” kontynuuje swój wywód Gresh, „To podwójne standardy państwa francuskiego, które oficjalnie przy każdej możliwej okazji, deklaruje i szeroko ogłasza swoje poparcie dla prawa międzynarodowego, a jednocześnie, z drugiej strony ciągle jest w kontakcie i nadal wzmacnia swoje dwustronne stosunki dyplomatyczne z państwem Izrael. Tak jakby w ogóle notorycznie nie łamało ono norm prawa międzynarodowego”.

Gresh dalej podaje bardzo wymowny przykład. Według niego w listopadzie ubiegłego roku, doszło do pierwszy wspólnych manewrów lotniczych wojsk francuskich i izraelskich na niebie nad Korsyką. Te ćwiczenia miały być pierwszym akordem  ścisłej współpracy wojskowej Francji i Izraela w różnych rejonach świata.

Ostatni policzek

W obu przypadkach, rezultat tej polityki nadmiernych uczuć i życzliwości w stosunku do Izraela okazał się być taki sam. Hollande i Obama opuszczają swoje stanowisko, a Izrael zdania na ich temat nie zmienił.

Gresh przywołuje tutaj przykład rozwścieczonego Netanjahu, który w ten sposób zareagował na ostatnio zorganizowaną przez francuskiego prezydenta w Paryżu „Konferencje na rzecz pokoju na Bliskim Wschodzie”. Reakcje izraelskiego premiera nazywa „ostatnim, siarczystym policzkiem” wymierzonym odchodzącemu Hollande’owi. Gresh nawet przez chwilę nie ma wątpliwości, że „Hollande gdyby mógł z chęcią nadstawiłby w tej sytuacji drugi policzek”.

Zanim wspomniana konferencja się zaczęła. Konferencja, co warto podkreślić miała zgromadzić przedstawicieli 70 krajów (lecz nie Izraela i Palestyny). Netanjahu już z góry ocenił ją jako „bezcelową”. „To ostatni jęk agonii świata, którego już nie ma. Jutro będzie wyglądać dla nas zupełnie inaczej” Netanjahu dodał w ramach komentarza do oczekiwania na inauguracje prezydentury Donalda Trumpa.

Wychodząc naprzeciw izraelskim oczekiwaniom, przedstawiciele Trumpa, mocno skrytykowali konferencje, a rzecznicy rządu brytyjskiego, zawsze chętnego by przypodobać się nowemu prezydentowi USA, bez względu na to kto by nim był, także mocno zdystansowali się od całej sprawy. Inni izraelscy ministrowie byli jednak jeszcze bardziej zajadli. Agvidor Lieberman, przeprowadzoną konferencje porównał do sprawy Dreyfusa, która w Europie jest uważana za jeden z przykładów nowoczesnego, europejskiego antysemityzmu.

Dwie, współzawodniczące ze sobą proizraelskie wizje

Skoro, jak pokazują dostępne nam dane i relacje, Obama i Hollande należeli do grona najbardziej proizraelskich przywódców państwowych w najnowszej historii świata, to skąd bierze się wściekłość Izraelczyków w stosunku do tej dwójki?

Odpowiedź jest prosta: Obama i Hollande, a z drugiej strony Netanjahu i Trump stanowią dwie, oddzielne od siebie wizje prowadzenia polityki o charakterze proizraelskim. Netanjahu jest zwyczajnym rasistą, w pełnym tego słowa znaczeniu, któremu nawet się już nie chce udawać, że jest on zainteresowany w jakimkolwiek stopniu rozmowami pokojowymi i ustępstwami na rzecz Palestyńczyków.

Kraje, które były reprezentowane, na wspomnianej już przeze mnie wcześniej konferencji pokojowej w Paryżu, również mocno są oddane izraelskiemu „prawu” do kontynuowania swojej polityki, ale według nich powinno się to odbywać dalej przy zagwarantowaniu Palestyńczykom jakiejś formy chociażby bantustanu (państwa fasadowego, zależnego od Izraela red.) 

Fałszywy ekwiwalent

Takie postawienie sprawy, z jednej strony podkreśla to co powinno i w zasadzie musi być podkreślone, czyli nielegalny charakter izraelskich osiedli na Zachodnim Brzegu, jednak z drugiej strony wprowadza ono fałszywą równość pomiędzy okupantem, a krajem okupowanym i jego odpowiedzialnością za brak pokoju we wzajemnych stosunkach politycznych. Wzywa się obecnie także, do bardziej konkretnych i bezpośrednich rozmów pokojowych w kontekście radykalnego braku równowagi pomiędzy Izraelczykami a Palestyńczykami. Jednak to wszystko na nic, ponieważ za deklaracjami w żadnym stopniu nie idą czyny.

Przykładem takiego podejścia może być grudniowa rezolucja ONZ, która choć potępia nielegalne osadnictwo Izraela na Zachodnim Brzegu, to jednak nie mówi ona w ogóle o żadnych precyzyjnych sankcjach w przypadku gdy Izrael się do niej nie zastosuje. Znamienna jest też postawa samego Kerry’ego, który jednego dnia szumnie ogłosił wspomnianą rezolucje, a drugiego dnia rozmawiał już z izraelskimi dyplomatami i zapewniał ich, że nie pociągnie ona za sobą żadnych konkretnych akcji wymierzonych przeciwko Izraelowi.

Wniosek jest jeden: nic co działo się w Paryżu, żadna konferencja, ani rozmowy pokojowe, nie mogą odwieść nas od prawdy, że jedynie skoordynowana akcja dyplomatyczna i izolacja Izraela na międzynarodowej arenie politycznej i gospodarczej może doprowadzić do rewizji jego polityki względem Palestyńczyków

O Autorze: Ali Abunimah jest znanym palestyńskim aktywistą i publicystą. Jest także współzałożycielem portalu electronicintifada.net, z którego pochodzi właśnie powyższy tekst. 

Komentarz: Powyższy analityczny tekst dotyczący niezrozumiałych meandrów francuskiej polityki zagranicznej w stosunku do Izraela, w połączeniu z ostatnią prowokacją, w wyniku której nagrano izraelskiego szpiega, który próbował wpływać na politykę wewnętrzną w Wielkiej Brytanii (TUTAJ) pokazuje, że dyskusje na temat ekspansji syjonizmu w Europie, to nie bajdurzenie nawiedzonego antysemity, lecz trzeźwa analiza rzeczywistości politycznej na naszym kontynencie. 

Izrael, dzięki sprawnie prowadzonej polityce zagranicznej, wywiadowi i sieci powiązań, skutecznie paraliżuje społeczność międzynarodową i czyni ją niezdolną do reakcji na systematyczne łamanie przez niego prawa międzynarodowego i prowadzenie nieludzkiej polityki w stosunku do ludności Palestyńskiej i należącego do niej terytorium. Czystki etniczne, krwawe interwencje wojskowe, traktowanie Palestyńczyków jako obywateli II kategorii- to wszystko sprawia, że europejski nacjonalizm dzisiaj nie może zająć innej pozycji, jak tylko opowiedzieć za powstaniem Wolnej Palestyny. Co będzie pierwszym krokiem na długiej drodze do przywrócenia pokoju na Bliskim Wschodzie, lecz także w Europie. 

Źródło: Electronicintifada.net

Tytuł i komentarz: Redakcja 3droga.pl

Powyższe tłumaczenie jest własnością Portalu 3droga.pl. Kopiowanie go lub modyfikowanie bez zgody Redakcji Portalu jest zabronione.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.