Ks. Stefan Radziszewski: Dżungla vs ogród Eden

Od czasu do czasu współczesny świat nazywany jest globalną wioską. Albo ogromną wieżą Babel. Pomieszanie języków, poglądów i pragnień. Chociaż w tym ostatnim to raczej nie pluralizm jest problemem, ale unifikacja – ludzkość jednomyślnie pragnie tylko jednego: władzy, sławy i bogactwa. Tymczasem najlepszym określeniem nowoczesnej cywilizacji jest dżungla. Dżungla jako miejsce pomieszania z poplątaniem, w którym łatwo liany pomylić z wężem boa, ale jeszcze bardziej dżungla to przestrzeń, w której silniejszy pożera słabszego. Prawo dżungli to prawo siły, mordercze i bezlitosne, nieustanna walka o przetrwanie. Homo sapiens modernus z pogardą patrzy na słabszych, cynicznie recenzując każdego, kto stanie w obronie słabszych – w obronie dziecka nienarodzonego, staruszka, osoby kalekiej, biednego albo chorego. Piękni i bogaci śmieją się z życiowych patałachów i ofiar losu.
Jednak tzw. „los” nie ma tutaj żadnego znaczenia. Piękni i bogaci, niczym drapieżniki zachwycone swoją siłą i szybkością, czuwają, by dżungla nadal była dżunglą, bowiem tylko wówczas mogą bezkarnie znęcać się nad słabszymi. Prawo do niszczenia życia słabszych od siebie nazywają wolnością. Tak było, jest i… będzie. I nawet nieszczególnie jestem tym zdziwiony. Panowanie ciemności jest dla nas wyzwaniem, abyśmy stali się wojownikami światła (o czym pisze nawet popularny i „genialny” Paolo Coehlo).
W niniejszym tekście najważniejsza jest ilustracja, na której Panna Migotka zmaga się z plątaniną lin. W tle uważne oko dostrzegło kopułę. To kopuła Bazyliki Świętego Piotra. Watykan. Największym problemem dla nas, katolików, nie jest bynajmniej dżungla, ale niebezpieczeństwo, iż dżungla wniknie we wnętrze świątyni. To można nazwać apokalipsą, końcem świata – świątynia, w której prawo dżungli stało się świętym kodeksem. Silniejszy pożera słabszego. Niestety, znamy to niebezpieczeństwo od wieków, nazywamy je gnostycyzmem. Gnostyk to człowiek wielkiej inteligencji, który posiadł wszelką możliwą wiedzę i zjadł wszystkie rozumy. Z wysokości swojej elokwencji patrzy z pogardą na innych, mniej wykształconych, którym ignorancja nie pozwala odkryć tajemnicy Boga. Jeśli gnostycy zawładną Kościołem, wówczas… niepotrzebny staje się Jezus z Nazaretu, pełen pokory i cichości, łagodny nauczyciel Dobrej Nowiny. A zamiast Ewangelii otrzymamy „Mądrą” Nowinę, której zrozumienie dostępne jest tylko dla wąskiej elity Kardynałów Lwów, Biskupów Gepardów, Prałatów Tygrysów. I jeszcze Wybitnych Intelektualistów Pseudokatolickich, mądrzejszych od samego Papieża. Tylko oni, „oświeceni” i „inteligentni”, potrafią wskazać drogę do zbawienia. W taki sposób się reklamują i biada, jeśli ktoś ośmieli się mówić coś innego. Wszak tylko oni posiadają monopol na prawdę. Czym jest prawda? Nieistotne, liczy się tylko to, ż to my mamy monopol. Na wszystko. Jeszcze chwila, a ogłoszą, iż nie potrzebujemy pokory i dobrości, albowiem one są oznaką słabości. Tylko pycha wielkości i siła władzy nadają sens życiu człowieka, który musi stać się wielki, dosięgnąć nieba. Siedem trąb ogłosi początek wielkiej budowy – jeszcze razem spróbujemy zbudować wieżę Babel. Dla nas i dla naszego zbawienia, które sami sobie ufundujemy (autosoteryzm).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.